sobota, 26 marca 2016

Miniaturka 3. Blanda ''Warto było czekać'' + dramione. Cz.3. Zakończenie.

Witajcie! Znowu mnie długo nie było, ale, ale : najpierw wyjechałam na 3 dni, potem znowu cała sobota poza domem, dodam brak dostępu do komputera :/. No nic, najważniejsze, że już jestem :). Skończę tutaj Blandę ''Warto było czekać'' :). Oczekujcie na ''Chorą miłość'' część ostatnią, bo po niej pojawi się... od dawna nie dodany rozdział opowiadania :)! Gdyby ktoś miał kontakt z Anną Medium to dajcie znać :). Cieszę się, że w amoku przedświątecznych porządków i spotkań z przyjaciółmi znalazłam czas i wenę, żeby tu zajrzeć :). Przyznam Wam się szczerze, potrzebowałam chwili odpoczynku od pisania, nawet poezja miała zastój. Czytałam za to dużo książek, nabrałam sił, napisałam we wtorek pierwszy wiersz chyba od miesiąca a teraz wracam tu :)! Zapraszam na zakończenie Blandy a w najbliższym czasie ogarnę czcionkę we wszystkich wpisach, porządek w tytułach zrobiony :). Ponieważ większą popularnością cieszy się ''Chora miłość'' to pod jej zakończeniem dodam obiecaną reklamę :). Wpis bez bety, bo na szybko, ale to ostatnia taka sytuacja, wybaczcie. Miłej lektury! + miałam dodać wczoraj. I zgadnijcie komu padł internet o 22.30...
 Tak jak postanowiła, tak zrobiła. Hermiona Granger pobiegła do pokoju Amandy, swojej przyjaciółki a ukochanej Blaisa Zabiniego. Kiedy już była poza dormitorium swojego chłopaka, Draco i jego przyjaciela, natychmiast skierowała się do dormitorium blondynki. Zapukała do drzwi.
-Czego?- usłyszała jęk.
-Chwila!- dodał o wiele przyjaźniejszy głos. Otworzyła jego właścicielka, Kate. Miała rozczochrane, brązowe włosy i białą piżamę w różowe polne kwiatki.- O, hej. Wejdź.- zaprosiła przesuwając się lekko, tym samym robiąc miejsce dla koleżanki.
-Amanda?- zapytała w przestrzeń Gryfonka. Kotary łóżka poszukiwanej dziewczyny rozsunęły się. Nadal nie zdjęła szkolnego mundurka ani nie zmyła makijażu.- Wow, nie powiem, że wyglądasz dobrze.- wyrwało się zdziwionej Hermionie.
-Dzięki.- mruknęła.- Pęka mi głowa. Dajcie mi spokój.- Hermiona drugi raz tego dnia użyła zaklęcia na kaca. Jej przyjaciółka rozchmurzyła się.
-Moje ty złotko... Coś się stało?- spytała kiedy minęły objawy po wczorajszym świętowaniu.
-Ty powinnaś mi powiedzieć.- padła odpowiedź. Kate czuła się całkowicie zdezorientowana.
-Dobra, laseczki, idę do łazienki.- uniosła ręce w geście poddania by zniknąć w pomieszczeniu obok i zagłuszyć wszelkie odgłosy szumem wody lejącej się pod prysznicem.
-Herm, piłam, cholera, mnóstwo piłam. Nie mam siły na zagadki. Serio, mów wprost albo wcale nie gadajmy.- blondynka czuła się zmęczona jak nigdy dotąd. Zawód miłosny, niechciany, wymuszony na swoich emocjach pocałunek z Teodorem a do tego mnóstwo Ognistej, smak upokorzenia i nieprzespana noc. Zestaw idealny na sobotni poranek.
-Zabini przyszedł cię wtedy przeprosić.- rzuciła bezpośrednio dziewczyna Malfoya.
-Ale zrobił mi aferę o pocałunek z Teo. Wiesz co? Jestem głupia, kazałam Nottowi wyjść, chciałam to przemyśleć. Ten kretyn nawet nie zerwie z rudą larwą, kiedy ja pozbawiam się szansy na związek z szalejącym za mną chłopakiem.
-Gówno prawda.- Ślizgonka otworzyła szerzej oczy. Granger nigdy tak nie mówiła!- Szansa na związek z szalejącym za tobą chłopakiem jeszcze w zasięgu ręki. Zabini jest wściekły na siebie a przede wszystkim zrozpaczony, powiedział o tym mi i Draco, możesz go zapytać. Blaise upił się w trupa, Kate potwierdzi. Jest zakochany. Ginny jest tylko kwestią czasu. Zaufaj mi.- wykorzystywała niemal całe swoje zdolności do negocjacji.
-To niech się pozbędzie tej kwestii. Ale teraz to i tak nieważne. Wszystko skończyliśmy.- zaczynał ją już drażnić ten temat, marzyła, żeby zapomnieć.
-Chyba jeśli chodzi o przyjaźń. Dajcie sobie szansę.- użyła nawet błagalnego tonu.
-Nie. Przymknij się, proszę.- irytacja wkradła się do ich rozmowy.
-Ja dałam szansę Draconowi. Nie żałuję. Ale nie to nie, tylko potem nie żałuj. Idę na śniadanie.- obróciła się.
-Malfoy dał się za ciebie torturować, do dzisiaj lekko kuleje na prawą nogę. Draco dałby ci wszystko. Zabini widzi we mnie przytulankę, nie materiał na żonę. Faktycznie lepiej idź, ta rozmowa donikąd nie prowadzi.- cedziła gniewnie każde słowo. Herm opuściła jej dormitorium trzaskając drzwiami. W szybkim tempie wróciła do pokoju swojego chłopaka. Zabini, ubrany w białą koszulkę i granatowe jeansy, siedział na łóżku trzymając twarz w dłoniach.
-Blaise, zerwij z Ginny.- zarządziła wchodząc.
-Słucham?- spojrzał na nią jakby była z innej planety.
-To zamiast słuchać posłuchaj. Zerwij z Ginny. Amanda inaczej nawet nie chce cię oglądać.
-Zerwać z rudą i tyle? Warunek spełniony? Co? Wy, kobiety, jednak jesteście zdecydowanie łatwe w obsłudze.- wstał z łóżka zadowolony.
-O nie, tu się mylisz.- mruknął rozbawiony Draco.- Moja do dzisiaj nie potrafi pojąć, że kiedy kupuję jej sto bukietów po sto róż na każdy miesiąc razem to nie po to, żeby się na mnie drzeć.- puścił oczko swojej ukochanej.
-Ciekawe gdzie mam to trzymać, co, florysto?- prychnęła dusząc śmiech.
-To mam jej kupić kwiaty?- Blaise poczuł się całkowicie zbity z tropu.
-Jej? Raczej kij do baseballu.- wyjaśnił mu spokojnie blondyn.
-Przestańcie! Nie! Masz zerwać z Ginny. Najlepiej jak najszybciej, może i po śniadaniu. Ruszcie się. Trzeba się zbierać.- zarządziła patrząc na nich surowo. Poszli za nią prosto do Wielkiej Sali, która powoli pustoszała. Nie wszyscy balowali poprzedniej nocy. Szatynka jak zawsze siedziała przy stoliku swoich dawnych wrogów - podopiecznych Horacego Slughorna. Kończyła dojadać płatki kiedy w drzwiach pojawiła się Amanda. Miała kitkę, legginsy i szarą bluzę zakładaną przez głowę. Pozbawiona makijażu, z worami pod oczami i popękanymi ustami wyglądała dokładnie tak jak się czuła - żałośnie. Kontrastowała z Ginerwą ubraną w czerwoną, obcisłą, skórzaną spódniczkę i czarną koszulkę z dużym dekoltem w serek. Niestety, Weasley wygrała dziś pojedynek na wygląd, nie dało się ukryć. Zarzuciła swoimi rudymi włosami tak jakby celowo chciała pokazać swoje podkreślone ostrym makijażem specyficzne piękno. Przegrana w tej cichej walce udała się do miejsca przy stole swojego domu po czym opadła tam tak jakby uszły z niej wszelkie siły. Nalała sobie kawy doskonale wiedząc, że to jeden z tych dni kiedy nawet najmocniejszy napój nie da ukojenia. Nie zaszczyciła obiektu swoich westchnień ani jednym spojrzeniem. Wystarczająco upokarzał ją fakt siedzenia całkowicie z dala od reszty. Nie zauważyła kiedy podszedł do niej Teo.
-Hej, Am.- rzucił nieśmiało. Uniosła oczy znad kanapki. Grzęzła jej w gardle, kto by pomyślał, że po złamaniu serca jedzenie staje się takie trudne?
-Cześć.- wymamrotała. Wczoraj się całowali. Wczoraj sprawiła, że on Teo czuł się przez nią jak ona przez Zabiniego. A teraz może do tego ją oglądać w tak złym stanie. Pewnie go to cieszy, kogo by nie cieszyło?
-Nie gniewam się za wczoraj. Przegięliśmy. To było głupie i gówniarskie.- wyjaśnił jej spokojnie, jakby mówił do dziecka.
-Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, serio. Pewnie masz niezły ubaw, bo wyglądam jak ofiara losu.- prychnęła.
-Nie mam. Wiesz, ja... Nieważne. To zbyt dziecinne.
-Teodor, dzisiaj mam ochotę zniknąć. Nie będę cię namawiać do czegokolwiek. Albo mówisz albo spadaj. Proszę cię.- czuła, że jeszcze chwila a zacznie płakać nad kanapką.
-To przyjdę do ciebie potem i pogadamy, dobrze?
-Mhm.- mruknęła tylko chcąc jak najszybciej to zakończyć. Wtedy do jej uszu dotarł zbliżający się stukot obcasów. Nie spojrzała, wiedziała kto i do kogo idzie. Nie myliła się. Ruda postać zakołysała biodrami opierając się o swojego mężczyznę.
-Kotku...- zaczęła przymilnie.- Chodź ze mną omówić szczegóły imprezy.- wymruczała.
-Właśnie mieliśmy coś omówić, świetnie, że sama podeszłaś. Idziemy.- wstał ze swojego miejsca zostawiając nietkniętą owsiankę z sokiem malinowym.-Zaraz wrócę, gołąbki.- uśmiechnął się do przyjaciół. Kiedy doskonale zbudowany Zabini razem z wiszącą na jego ramieniu lisicą mijali Amandę łzy zaczęły kapać na jej talerz. Otarła je szybko. Nie tutaj, nie mogła sobie pozwolić na załamania. Dopiero kiedy wróci do swojej samotni znowu się popłacze a potem upije. Nagle jednak dobiegł ją wrzask, który usłyszeli wszyscy obecni na późnym śniadaniu.
- TY PIEPRZONA ŚWINIO, DUPKU, GNOJU, SKURWIELU!!!!!! NIENAWIDZĘ CIĘ!!!!! NIENAWIDZĘ!!!! WŁAŚNIE STRACIŁEŚ WSZYSTKO CO MIAŁEŚ NAJLEPSZE!!!!!! WSZYSTKO!!!! ZATĘSKNISZ, POPAPRAŃCU I BĘDZIESZ MNIE B-Ł-A-G-A-Ł O POWRÓT, OBIECUJĘ!!!!- zamarli. Po chwili nastąpił głuchy odgłos uderzenia i kroki, szalony stukot obcasów. Czarnoskóry wrócił do Sali z podniesioną głową oraz podbitym okiem. Draco wybuchnął szczerym, niepohamowanym śmiechem widząc uśmiech przyjaciela a Hermiona aż otworzyła usta ze zdziwienia. Pozostali uczniowie zaczęli komentować coś szeptem przywracając niedawny gwar. Chłopak jednak nie wrócił do bliskich tylko przystanął przy Am.
-Hej, możemy pogadać?- nie odpowiedziała tępo obserwując stygnącą kawę.- Proszę cię. Jestem świnia i zazdrosny palant pragnący cię posiadać na własność. Lepiej? Nikt nie był dla ciebie dość dobry, ja też nie jestem, nie byłem i nigdy nie będę. Ale zrobię wszystko. Proszę cię, spróbujmy.- szeptał tak jakby walczył o życie.
-Daruj sobie, dobrze? Kochałam cię od wojny, wyznałam ci to wczoraj. Nie chcę niczego zaczynać. Sprawa zamknięta. Teraz z łaski swojej mnie zostaw i daj mi zjeść śniadanie.- unikała jego wzroku. Cierpiała katusze przy każdym słowie. Wiedziała, że będzie żałować, ale nie chciała mu pokazać, że wygrał. Nie chciała mu dać emocjonalnej i życiowej przewagi. Nie i już. Duma wygrała nad uczuciem.
-Tego naprawdę chcesz?- uniósł brwi. Załamał mu się głos.
-Chcę spokoju.- wstała i niemal wybiegła prosząc siebie w duchu o dość siły by nie rozpłakać się po drodze. Został tam osłupiały czując na sobie spojrzenia wszystkich. Zanim się zorientowali podeszli do niego przyjaciela.
-No stary, wkurzyłeś dwie dziewczyny w ciągu dziesięciu minut. Moje gratulacje.- położył mu dłoń na ramieniu.
-Co ja mam robić?- drżał mu głos. Czuł się zagubiony, samotny, pozostawiony samemu sobie na terenie ogromnego bagna.
-Mam pomysł, dobrze?- spytała delikatnie panna Granger. W odpowiedzi tylko kiwnął głową.
  Kiedy Amanda dotarła do swojego pokoju od razu poczuła jak łzy sporych rozmiarów bezgłośnie rozbijają się o jej policzki. Miała wrażenie, że została sama w labiryncie nawet nie wiedząc czy gdzieś nie czai się Minotaur. Padła na łóżko, a ponowne tsunami łez oblało jej blade policzki. Od dziecka przygryzała wargi kiedy znajdywała się w trudnej sytuacji, teraz były całe spuchnięte. Zapłakan dopiero po dłuższej chwili zauważyła na jakiej leży poduszce. Tej od Zabiniego, tej w kształcie dużego zajączka. Zrobiło jej się niedobrze. Gniewnie rzuciła nią o ścianę naprzeciwko jej łóżka.
-Cholera!- zaklęła głośno zakrywając oczy dłońmi. Po wojnie wszystko miało być proste, dobre, łatwe. Więc dlaczego takie nie jest? Usłyszała nieśmiałe pukanie do drzwi.- Czego?- warknęła. Do dormitorium zajrzał Teo.
-Możemy pogadać? Jeśli nie to ja zrozumiem...- prawie wycofał się całkowicie.
-Właź, cholera. Tylko szybko. Mam na dziś dość upokorzenia.- dodała pocierając oczy.
-Wiem co czujesz do Blaisa. Uwierz mi, rozumiem doskonale.- powiedział siadając na brzegu jej łóżka.
-Ciekawe skąd...- nagle urwała.- Ty czujesz to samo. Ty...
-Tak jak ty chciałem zagłuszyć swoje uczucia, dobra? Wykorzystaliśmy się wzajemnie a źle mi z tym, bo żadnej dziewczyny nie można tak traktować.
-Daj spokój.- ścisnęła jego dłoń delikatnie się uśmiechając.- A ja? Robiłam to samo. Szukaliśmy zapomnienia i cudzej zazdrości.
-Wybaczysz?- podał jej wolną dłoń.
-Wiadomo.- nastąpiła zgoda.- Więc kto zniszczył ciebie, co? Bo u mnie już wszystko wiadomo.
-Kate.- jęknął boleśnie.
-Nie mów.- zachichotała po czym przechyliła się do tyłu rozkładając się wygodnie na pościeli.
-A, żebyś wiedziała.- jeszcze długo rozmawiali o swoich uczuciach, pomysłach na odkochanie się, jak to się stało, że wybrali akurat siebie i o wielu innych. Pocałunek zbliżył ich do siebie w zupełnie inny sposób niż można by się spodziewać. Właśnie po raz kolejny wybuchnęli głośnym śmiechem kiedy pojawiła się Kate.
-Eh... Hej.- lekko zarumieniona schowała kosmyk włosów za ucho. Nott spojrzał na Amandę pytająco a ona kiwnęła delikatnie głową.
-Kate... może chcesz iść ze mną na spacer?- zasugerował z uśmiechem.
-Chętnie.- rozpromieniona skorzystała z jego pomocy przy zakładaniu bordowego płaszczyka. Obydwoje wyszli zostawiając blondynkę znowu samą sobie. Poczuła odrobinę ulgi, przynajmniej z Teodorem wszystko się wyjaśniło. Niestety, jej czarnoskóry przyjaciel ciągle był bolesną, jątrzącą się raną na sercu. Gdyby tak tylko... Znowu pukanie. Drażniło ją już to.
-Co znowu?- jęknęła głośno zrezygnowana.
-To ja, Hermiona. Mogę?- ciepły, przyjazny głos przyjaciółki przypomniał o ich porannej kłótni. Ślizgonka nie powinna jej wtedy tak potraktować.
-Jasne.- odpowiedziała przyjaźnie. Granger wkroczyła do pokoju. Miała na sobie granatową sukienkę na długi rękaw. Góra przylegała do ciała, dół sięgający kolan był trochę rozkloszowany. Strój nadawał się bardziej na randkę niż na bal, a mimo to dziewczyna z rozpuszczonymi włosami wyglądała w nim przepięknie.- Wow, przyszłaś mnie dobić?- zapytała.
-Raczej uratować. Umyj włosy, uczesz się, umaluj. Już się na ciebie nie gniewam, byłam zbyt... ofensywna. Mam dla ciebie niespodziankę.
-Jesteś kochana.- przytuliły się jak zawsze wtedy kiedy godziły się po byle sprzeczce. Po pół godzinie Amanda wyszła z łazienki ubrana w czarną tunikę, do tego miała błękitne jeansy. Rozpuściła jasne włosy, zrobiła kreskę pod okiem i wytuszowała rzęsy.- Na nic więcej dziś ode mnie nie licz.- uniosła ręce w geście poddania. Hermiona przyjęła to spokojnie, wyszły razem z pomieszczenia. Nie rozmawiały całą drogę, były już pogodzone, a żadna z nich nie czuła potrzeby, żeby się odezwać. Dotarły do jednej z opuszczonych klas.
-Na miejscu. Wejdź pierwsza.- Granger zaprosiła ją gestem dłoni. Jej towarzyszka wzruszyła ramionami po czym popchnęła drzwi klasy. Jej oczom ukazało się pomieszczenie obwieszone choinkowymi lampkami. Była tam też czerwona kanapa, stolik do kawy, na którym stały dwa kufle kremowego piwa, biała owcza skóra na podłodze, barek z ustawionymi na nim dwoma kieliszkami i butelką wina i radio grające jej ulubione piosenki. Ale najważniejszy był on, Zabini ubrany w garnitur patrzący jej prosto w oczy z bukietem białych lilii.
-Kochanie, wybaczysz mi?- spytał łamiący się głosem. Nie dostał ustnej odpowiedzi. Rzuciła mu się na szyję by go pocałować. Zanim jeszcze oderwali się od siebie Gryfonkę objęły w pasie męskie ramiona Draco.
-To co? Znikamy stąd do siebie? Oni zostaną tu do rana a ja chciałbym zasnąć z moją dziewczyną w ramionach...- wymruczał do ucha szatynki. Po wielu przeprosinach, godzinach tłumaczeń i wyjaśnień Amanda zasnęła wtulona w Blaisa. Zaledwie rok później byli świadkami na ślubie Draco i Hermiony, a na weselu siedzieli tuż obok Teo ściskającego rękę Kate.
 Kiedy kilkanaście lat później wszyscy odprowadzali swoje dzieci na peron 9 i 3/4 zobaczyli Ginny z Potterem. Uprzejmie podali im dłonie, złość i żal dawno minęły. Tak właśnie skończyła się historia największego amanta Hogwartu, który połączył się świętym węzłem małżeńskim z jedną z najbardziej popularnych dziewcząt. Można dodać jedynie : żyli długo i szczęśliwie.

 Hej. Jeśli ktoś uważa, że rozwiązanie akcji z Teo jest zbyt naciągane to ja chętnie wezmę na klatę sensowne argumenty. To spontaniczny pomysł. Jak zakończenie? Było najtrudniejsze do napisania, serio, serio. Może nie jest idealnie, to moje pierwsze zakończenie miniaturki kilkuczęściowej. Liczę na komentarze oraz informuję : 1 komentarz u mnie=2 u Ciebie! Warto :).
Pozdrawiam i życzę miłych, zdrowych i spokojnych świąt :).
Eleonora.