niedziela, 21 maja 2017

16. "Ofiary i pocałunki" – Ignis aurum probat

     Hej, Kochani. Po chwilowej nieobecności przychodzę do Was z kolejnym, już szesnastym rozdziałem. W tym miesiącu jeszcze dwie części dwóch różnych miniaturek, także szykujcie się, będziecie mieli co czytać. Tak, jak wspomniałam we wcześniejszym poście (recenzji), w rozdziale 8 została wprowadzona mała, wcześniej pominięta zmiana. Wcześniej wyglądało to tak, jakby powód napaści na Pansy był znany, a oni dalej szukają. To moja pomyłka, przepraszam. Teraz jest tak, jak być powinno, czyli ten powód (tworzenie Kamienia Filozoficznego) to tylko teoria. Zerknijcie tu, polecam. Dzisiaj śledztwo ruszy do przodu, pojawi się mały, niespodziewany zwrot akcji, już nie mogę się doczekać Waszych reakcji. Miłej lektury!
PS Koniecznie dajcie znać jak Wam się podoba zakończenie, bo bardzo chcę z niego zrobić taką perełkę. 
     Ginny patrzyła na przyjaciółkę szeroko otwartymi oczami. Nie minęła jeszcze minuta od momentu, w którym Hermiona ogłosiła jej, że z pomocą Eliksiru Wielosokowego zamieni się w dziewczynę Malfoya, a ruda już wyczuwała kłopoty.
- To ma być żart, prawda? - zbaraniała.
- Nie. Mówię całkiem serio i muszę zacząć działać szybko, zanim się przestraszę lub rozmyślę. Z rana dogadam szczegóły z Fenixą. - Hermiona zachichotała nerwowo.
- Znam ten chichot, stresujesz się, ale to zrobisz, prawda? - ruda miała co do tego mieszane uczucia.
- Zgadłaś. - jej przyjaciółka wzruszyła ramionami. Ginny poczuła, że plan Hermiony zwiastuje kłopoty.
- Nie jestem jakąś królową odpowiedzialności, ale, Herm, to jest po prostu głupie. - jęknęła zrezygnowana.
- W dobrej sprawie robi się wiele głupot. Włamałam się do magazynu eliksirów, oh, proszę cię, udawanie dziewczyny Malfoya to będzie banał. - westchnęła. - Idę się umyć i przemyśleć szczegóły. -w Ginny nadal tliły się resztki nadziei, że Granger się rozmyśli. Kiedy Hermiona wyszła z łazienki, Ginny tam weszła, a gdy Weasley wyszła, jej przyjaciółka już spała. Z rana nadzieja umarła, ponieważ, zamiast spodziewanej rezygnacji z planu, pojawiły się jego szczegóły. To zdecydowanie nie wróżyło dobrze. Uczesane, umyte, z delikatnym makijażem i spakowanymi torbami zeszły na śniadanie. Działanie ożywiło szatynkę, oderwało jej myśli od wszystkich innych kłopotów i problemów, całkowicie skupiła się na tym, co zamierzała zrobić. Ginewra z lekkim rozbawieniem obserwowała znad grzanek z miodem jak dziewczyna jej brata posoliła herbatę i zamyślona nawet tego nie zauważyła, wypijając ją do dna. Były jednak plusy tego roztargnienia - Hermiona jadła to, co podsunęła jej Ginny, dzięki czemu istniała pewność, że zje choć jeden normalny posiłek. W tym przypadku była to owsianka z konfiturą wiśniową oraz grzanka z bekonem. Ruda od dawna martwiła się o to niedojadanie, które uskuteczniała najbliższa jej dziewczyna, więc nawet nieświadome pochłanianie jedzenia przez wyżej wymienioną bardzo ją cieszyło. Po posiłku Gryfonki minęły się w drzwiach do WS z Fenixą. Ta ostatnia podeszła, by przywitać się całusem w policzek.
- Fen, mam kilka pytań. - Hermiona miała zamiar działać szybko i skutecznie, a temu sprzyjała szczerość. Fenixa uśmiechnęła się na tyle, na ile pozwalał jej kac, pozostałość po nocnym piciu w ramach zagłuszenia myśli o Zabinim.
- Zrób ze mnie Holmesa, śmiało. - mocny makijaż zakrywał cienie pod oczami.
- Ustronne miejsce byłoby lepsze. - ponownie weszły na jednej z wielu, jeszcze pustych klas.
- Często tu bywamy, następczynie Filcha. - zakpiła Fen.
- Nie życzę nam tego. - wzięła głęboki oddech. - Muszę ci coś powiedzieć.
- Śmiało. - zachęciła Romanow siadając na blacie jednej z ławek. Hermiona ze szczegółami opowiadała jej o swojej brawurowej akcji i planie. - Nieźle to wymyśliłaś. - pokiwała głową z uznaniem. - A jak rychło w czas! - westchnęła z lekka teatralnie.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - wykonała typowe dla siebie uniesienie lewej brwi.
- Na dziś umówili się na randkę, więc Malfoy tuż przed spotkankiem będzie zajęty przygotowaniami, ty pogadasz z tymi, a, szkoda słów. Potem ładnie po nią wrócisz, ona poleci na randkę. Hasło to Tolerancja. - widać było, że nawet ją to bawi.
- Ależ przewrotne. - zakpiła Ginny.
- Wojna nie zmieniła tych ludzi, tylko ukryła ich poglądy. - Fenixa wzruszyła ramionami.
- Rozumiem, że z założenia wszystko wygląda idealnie, ale pozostały pewne szczegóły. Na którą oni się umówili? Skąd weźmiemy jej włos? Jak ją uśpimy? - teraz wyglądała na znacznie mniej pewną siebie. Nienawidziła niedociągnięć.
- Wyrwę jej tego kłaka, potrafię, uwierz mi. Można jej wysłać kartkę niby od tajemniczego wielbiciela, przylezie i dalej wiesz co robić. Nie pamiętam czy on w ogóle mówił, o której się widzą, ale co to za przeszkoda? Wielkie mi halo, dziewczyno, potrafisz! - zadowolona wyjęła z czarnej, skórzanej torby fragment pergaminu, kałamarz i pióro.
- Co robisz? - spytała Gin. - I dlaczego skoro ma Malfoya przyjdzie na spotkanie z wielbicielem, co? To nie jest trochę naiwny pomysł? - nie dowierzała w szanse przedsięwzięcia.
- Piszę liścik. - wyjęła różdżkę i zaczarowała pismo, żeby nie zdradziło swojego autora. - A poza tym jest zbyt próżna, uwierz mi. Przyjdzie choćby tylko po to, żeby dowiedzieć się kto to albo, żeby się z niego pośmiać. O to się nie obawiam. - dodała spokojnie.
- To chyba będzie trochę zbyt okrutne... - zwątpiła Hermiona. Przez parę sekund milczała. - Ale gwałt i pobicie Pansy były czystym okrucieństwem, nie możemy dopuścić, żeby to się powtórzyło. Nie pozwolimy! - pewna swojego zdania pokiwała mocno głową na potwierdzenie.
- Zuch dziewczyna! - Fen wydawała się dumna. - Dam ci tego kłaka po obiedzie, na razie wyślijcie jej liścik szkolną sową, idę coś zjeść. A, i omówiłam cię z nią o 18 w korytarzu na piątym piętrze. Uważaj, żeby nikt cię nie nakrył.- podała im pergamin |
- Dzięki, wiem, co robić. - uśmiechnęła się panna Granger. Pożegnały się i Ślizgonka wyszła. Skierowały się do sowiarni, gdzie na szczęście nie było nikogo. Wybrały jedną ze szkolnych sów, po czym wysłały liścik. Ginny miała wrażenie, że znowu są podlotkami bawiącymi się w podchody i, gdyby usunąć całą ich przykrą przeszłość, pewnie tak właśnie by było. Z kolei Hermiona czuła się groteskowo, tak jakby drobne, szkolne, niegroźne, nawet nie intrygi połączyć z groźną, przerażającą sprawą. To niepokoiło, tworzyło jakieś kompletne kuriozum, w którym dwie nastolatki czujące się na emocjonalne staruszki, z pomocą wyjątkowo gówniarskiego, nieodpowiedzialnego pomysłu, miały odkryć, o ile oczywiście się uda, prawdę. Zakręciło jej się w głowie.
- Hej, wszystko dobrze, prawda? - zaniepokoiła się Weasley.
- Tak, lepiej idźmy na lekcje. - po drodze Ginny coś mówiła o Deanie, o tym jak się zmienił na lepsze, o tym jak świetnie gra, ale Hermiona ciągle udoskonalała szczegóły. Na lekcjach zachowywała się w typowy dla siebie sposób, nie chciała zwracać niczyjej uwagi, więc przykładnie notowała, uważała, zgłaszała się, udzielała bezbłędnych odpowiedzi. Na przerwach zamieniała z Nevillem po parę zdań na temat lekcji, pogody, pracy domowej, ogólnego samopoczucia. Ginewra starała się jej nie zagadywać, żeby mogła udoskonalić plan, dlatego raczej rozmawiała z Luną. I tylko w krótkich momentach bez notowania, odpowiadania lub rozmowy, stworzyła w pełni wykształconą koncepcję działania.
     Po wyjściu z klasy Fenixa udała się na śniadanie. Blaise już siedział przy stole z Draco. Podeszła do nich pewnym krokiem.
- Jak tam przygotowania do dzisiejszej randki? - zagaiła niby przypadkiem.
- Przyszło moje zamówienie. - Draco wskazał głową na paczkę leżącą przed nim na stole.
- Może już nie będziesz prawiczkiem. - zaśmiał się Zabini.
- Zamknij się. - zirytował się Malfoy.
- Ale z ciebie kretyn, naprawdę. - Romanow przewróciła oczami.
- Kochanie, mów do mnie jeszcze. - wyglądał tak beztrosko, radośnie. Stanowił spory kontrast dla dwójki najbliższych mu ludzi.
- Nie wkurzaj mnie od rana, dobrze ci radzę. - zirytowana dziewczyna nasypała sobie cynamonowych płatków i zalała je mlekiem. Malfoy grzebał widelcem w swojej jajecznicy.
- Niejadki z was. - skomentował czarnoskóry.
- A z ciebie kretyn. - fuknęła jego narzeczona.
- Mam was po uszy. - jęknął siedzący pomiędzy nimi blondyn.
- Wróćmy do ciebie, racja. Przyszło to, co zamawiałeś? - nalała sobie herbaty.
- Dokładnie to. W sumie to jestem zadowolony. - uśmiechnął się słabo, ale szczerze. Niewiele rzeczy ostatnio mu wychodziło, miło było dostać chociaż własne zamówienie kompletne i niezniszczone.
- Ona pewnie też będzie zadowolona, niezła z niej materialistka. - czerwonowłosa nie mogła powstrzymać się od komentarza. - A, na którą się umówiliście? - warto było wiedzieć.
- Jeszcze nie wiem. - wstał od stołu. - Dobra, idę na lekcje, widzimy się później. - odszedł. I ona, i Zabini spojrzeli na talerz, który zostawił Malfoy : niemal nieruszone jedzenie.
- Nie martwisz się o niego? - spytał chłopak.
- O nas się martw, musimy się z tego wyplątać. - zmieniła temat.
- Pomartwię się potem, do ślubu mi daleko. - zbył ją. Kątem oka dostrzegła, że do Wielkiej Sali wchodziła Astoria.
- Pomartwimy się razem, ale potem, to fakt. - szybko wstała od stołu, biorąc swoją torbę. Bardzo powoli, niemal z namaszczeniem szła w kierunku wybranki Dracona. Już prawie ją mijając, dostrzegła, że Astusia ma na plecach parę włosów, które wypadły z cieniutkiej, napuszonej kitki i przyczepiły się do swetra. Zadowolona z siebie podeszła bez mała na palcach i delikatnie zdjęła jeden włos.
- Co ty wyprawiasz? - obruszyła się Greengrass. Przed nią leżał liścik o tak dobrzej znanej Fenixie treści.
- Liniejesz, a ja pomagam ci to ukryć, bądź wdzięczna, nie pyskata. - wzruszyła ramionami i odeszła z niewinną minką. Pod drzwiami WS wyjęła z torby fiolkę, do której schowała niewielką zdobycz.
     Gdy zadzwonił dzwonek oznajmiający przerwę na obiad, Hermiona dotarła do Sali z prędkością światła. Rozbawiona Ginny dreptała za nią.
- Co cię tak bawi? - spytała Hermiona, kiedy usiadły już na miejsca.
- Twój zapał. - uśmiechnęła się.
- Bardzo zabawne. - odwzajemniła uśmiech. Z podekscytowania nawet nie zauważyła, że Ginewra dokładała jej na talerz jedzenie, była zbyt zajęta szukaniem wzrokiem Fenixy. Romanow, nie wzbudzając podejrzeń, weszła, usiadła przy swoim stole, zjadła zupę, rozmawiając przy tym z Zabinim, po czym wyszła. Dla Granger  to był znak. Wstała od stołu, przerzuciła przez ramię torbę i podążyła za przyjaciółką. Idąc, rozpięła torbę, do której Fen stojąca przy drzwiach wrzuciła fiolkę, tak, że nikt nie zauważył. Nie musiały tego ustalać, rozumiały się bez słów. Po tej brawurowej akcji, każda z nich poszła w kierunku następnej lekcji. Granger nie zauważyła z kim Ginny rozmawiała w WS, Fenixa, że nieopodal stał Draco ze swoją dziewczyną.
     Draco, choć nie zauważył ani Granger z Romanow, ani tym bardziej tego, co robiły, miał dość zmartwień. Ustalał z Ast godzinę spotkania.
- 18.30 pasuje? - zaproponował bez powitania, gdy do niej podszedł.
- Ale na co? - zamrugała.
- Na naszą... randkę. - ostatnie słowo z trudem przeszło mu przez gardło.
- Pasuje, kochanie. - cmoknęła go w policzek, zostawiając ślad szminki w kolorze fuksji. Starł go.
- To do zobaczenia. - delikatnie klepnął ją w pupę, radośnie zachichotała. Chciał już mieć za sobą cały ten cyrk, na który sam osobiście się zgodził.
     Do osiemnastej Hermiona była zajęta byciem idealną uczennicą, Ginny myślami o rozmowie w WS, a Fenixa powtarzaniem sobie, że na pewno akcja się uda. Po ostatniej lekcji panna Granger od razu pobiegła do dormitorium. Praca domowa i nauka skutecznie odciągnęły jej myśli od strachu związanego z nadchodzącymi wydarzeniami. O 17.30 Ginny wróciła do ich pokoju.
- Szykuj się, laleczko. - odłożyła torbę na łóżko.
- Trochę się stresuję. - wyznała szatynka.
- Masz jakiś plan? - Weasley opadła obok torby.
- Drętwota od tyłu, wypicie eliksiru, założenie jej ubrań, lochy, hasło, ploteczki, powrót, wszczepienie jej wspomnień. To tak w skrócie. - wyglądała na przejętą, mimo że starała się to ukryć.
- Zwięźle. - skwitowała ruda.
- Pójdziesz ze mną? - spytała nieśmiało.
- Oczywiście, chcę cię wspierać. - pokiwała głową. - Pora się zbierać. - wstała z łóżka. Wyszły z pokoju, zamykając go zaklęciem. Po kilkunastu minutach były już bezpiecznie ukryte za jednym z zakrętów na piątym piętrze. Astoria, w czarnej, skórzanej mini i topie w kolorze krwi, pojawiła się punktualnie. Jej włosy były rozpuszczone, natapirowane i napuszone. Wyglądała jak panienka lekkich obyczajów, a mimo to budziła w Hermionie litość. Dlatego też z największym żalem wyszeptała :
- Drętwota! - celując Greengrass w plecy. Dziewczyna nie upadła, bo Ginny, również w porywie litości, rzuciła zaklęcie lewitujące. Owym zaklęciem przeniosła ją do komórki otworzonej Alohomorą. Tam Granger wypiła Eliksir Wielosokowy, zastanawiając się, co ją podkusiło, żeby się na to skazywać, po czym rozebrały Astorię, żeby Hermiona mogła się przebrać w jej ciuchy. Przebrana i gotowa zaczęła ubierać Ślizgonkę.
- Zostaw. - powiedziała Ginny. - Ja się tym zajmę. I tak będę tu siedzieć i jej pilnować.
- Jesteś pewna? - Hermiona była wdzięczna z jednej strony i zgorszona, że tak młoda dziewczyna nosi stringi, z drugiej. Cieszyło ją, że nie musiały się zamieniać też bielizną. To byłoby niehigieniczne i niewygodne.
- Na pewno, leć. - zapewniła wciągając na bezwładne ciało nieprzytomnej dziewczyny spódnicę od mundurku Hermiony. - Astusi będzie cieplutko, nie przeziębi się, a ja nie będę czuła się niezręcznie.
- Dzięki. - pocałowała przyjaciółkę w policzek, zostawiając na nim ślad szminki.
- Powodzenia. - powiedziała Ginny. Hermiona najszybciej, jak tylko pozwalały jej na to szpilki, zbiegała na dół. Przestraszona znalazła się w lochach, gdzie, udając pewną, powiedziała hasło. Weszła wprost do jaskini węża i to dosłownie. Ślizgoni i Ślizgonki siedzieli na kanapach, fotelach i podłodze, rozstawieni po całym Pokoju Wspólnym niczym meble. Śmiali się, szeptali, rozmawiali, żartowali. Do panny Granger tego wieczoru dotarły dwie rzeczy. Pierwszą zrozumiała, kiedy nie pozwoliły Astorii upaść i kiedy zaczęły ją ubierać - choć to, co robiły było złe, cel i one reprezentowali dobro. Źli ludzie robią złe rzeczy w złych celach, złymi metodami. Dobrzy ludzie robią złe rzeczy w słusznym celu i szlachetnymi metodami. Dotarło do niej także, że jeżeli zły człowiek zrobi coś dobrego lub dobry coś złego, nie staje się tym drugim. Świat nie jest czarny lub biały. Drugą rzeczą, którą zrozumiała był fakt, że Ślizgoni nie różnili się od nich tak bardzo. Ludzie o czystej krwi dawniej odrzucali mugolaków lub mieszańców. Teraz było na odwrót, choć przecież nie różnili się od siebie niczym! To jak rozmawiali, śmiali się, wyglądało dokładnie tak samo jak u Gryfonów. Widząc w tych ludziach towarzyszy powojennej niedoli poczuła się pewniej. Poprawiła mini i ruszyła w stronę przyjaciółek Greengrass. Niestety, drogę zastawił jej Malfoy.
     Fenixa leżała samotnie w swoim dormitorium. Skończyła właśnie pakować torbę i miała się brać za pomalowanie paznokci na nowy kolor, ale usłyszała pukanie do drzwi.
- Proszę! - krzyknęła. Do pomieszczenia wszedł Blaise. - Co tu robisz? - spytała zdezorientowana.
- Draco umówił się z tą przylepą na 18.30, zostało dziesięć minut, ona zaraz przyjdzie, a ja nie mam ochoty ich oglądać. Chciałem sobie skończyć wypracowanie, zrobić zadania z run. Ogólnie trochę nadrobić moje słodkie lenistwo, bo sama wiesz, kiedyś trzeba.
- Żaden problem, po prostu sobie wzajemnie nie przeszkadzajmy. - zgodziła się. Odkręciła właśnie lakier, kiedy coś do niej dotarło. - Chwila, on się z nią umówił na 18.30? - zerwała się z łóżka, upuszczając lakier, który rozlał się na podłodze.
- Tak powiedziałem. - potwierdził lekko zdziwiony. Rozkładał rzeczy na biurku.
- Nie żartujesz, prawda? - powoli wpadała w panikę. Ryzyko, że Herm będzie musiała udawać dziewczynę Dracona, rosło.
- Nie, tym razem nie. O co ci chodzi? - nie rozumiał.
- O nie! - złapała się za głowę.
- Hej, co jest? - podszedł bliżej coraz bardziej zdziwiony.
- Wiedziałam, po prostu wiedziałam! - miała na sobie spraną koszulkę i legginsy. Podbiegła do szuflady, z której wyjęła skarpetki i bluzę. Powtarzając swoją mantrę założyła skarpetki. Dostrzegła obok łóżka trampki, ale przewróciła się sięgając po nie.
- Co ty wyprawiasz? - pomógł jej wstać.
- To się nie może stać! - powiedziała do siebie, próbując wyrwać się z jego objęć.
- Fenixa, uspokój się, proszę. - przytulił ją mocniej do siebie.
- Puszczaj! - szarpnęła się.
- Spokój! - krzyknął.
- Muszę iść! - szarpnęła się mocniej.
- Fenixa, puszczę cię, tylko mi wytłumacz! - trzymał ją w żelaznym uścisku.
- Nie, nie! - kopnęła go w łydkę.
- Uspokój się! - powtórzył. Z całej siły nadepnęła mu na stopę. Zaczęli się szarpać, ona się wyrywała, on mocniej przyciągał ją do siebie, ugryzła go, on ścisnął jej ramię, wyrwała się z jego objęć, ale nie zdążyła się obejrzeć, a on już trzymał jej twarz w dłoniach i przyciskał wargi do swoich. Najpierw zastygli, czekając co zrobi ta druga osoba. Delikatnie ją cmoknął, odwzajemniła. Rozchyliła wargi, co on wykorzystał. Dopiero, gdy ich języki się zetknęły, zorientowała się, co oni najlepszego wyprawiają. Odskoczyła nagle.
- Przepraszam. - powiedziała zaskoczona, porwała trampki w dłonie i wybiegła z pokoju.
     Draco spoglądał na nią lekko oburzony,
- Zapomniałaś o naszej randce? - spytał.
- Randce? - zastygła.
- Randce. Przecież się umawialiśmy na 18.30! Jesteś taka roztrzepana! - westchnął. - No nic, idziemy, prawda?
- Yyyy, ale ja... - jąkała.
- Nie ma żadnych ale. Idziemy, będzie fajnie. - naciskał.
- Dobrze. - poddała się, przeklinając w duchu swój głupi pomysł. Przepuścił ją przodem, ale chciała go uderzyć za klepnięcie jej w tyłek. Po drodze nie rozmawiali, bała się nawet, że on zaraz zacznie ją obmacywać. Tak się jednak nie stało, zaprowadził ją do swojego dormitorium i otworzył przed nią drzwi. W środku wszystko było czyste, posprzątane. Zamiast żyrandolu na suficie paliły się lampki nocne i lampki na biurkach. Tworzyło to przyjazną, może nawet romantyczną atmosferę, nie zakrawającą o erotyzm. Obaw, co do macanek zniknęły. Nie miała szansy dokładniej zanalizować wystroju, ponieważ Malfoy się odezwał.
- Zamówiłem nam trochę rarytasów. - wskazał głową na biurko, na którym leżało opakowanie Malinowych Miętusków. Tuż obok stały dwie butelki Lemoniady Kawowej i talerz z Bezą Powietrzną. Było widać, że się postarał. Uśmiechnęła się. Usiadł na swoim łóżku.
- Rozgość się. - grymas na jego twarzy najwyraźniej miał być uśmiechem.
     Fenixa przerażona stała na Wieży Astronomicznej. Po drodze w biegu założyła buty. Nie wiedziała czy Blaise ją gonił, ale nawet jeśli, cieszyła się, że nie dogonił. Czuła się zagubiona, zła na siebie. Ciągle analizowała w głowie całą sytuację próbując zrozumieć jak to się stało. Bała się tam wrócić, żeby nie zastać go w swoim dormitorium, ale wiedziała, że w końcu przyjdzie pora na sen. Nagle usłyszała zbliżające się kroki. Rzuciła pod nosem przekleństwo, bo nawet nie wzięła różdżki. Uspokoiła się, kiedy na Wieży pojawił się Neville.
- Co tu robisz? - spytała szorstko.
- Musiałem się przewietrzyć. A ty? - uśmiechnął się. Poczuła się zakłopotana.
- Ja też. - westchnęła. - Masz może fajki? Co cię tu przywiodło? - oparła się łokciami o barierkę.
- Nie mam. Strach. A ciebie? - zamyśliła się.
- Też strach. - musiała to przyznać. - Czego się boisz?
- To ty nie wiesz? - otworzył szeroko oczy.
- Nie bardzo. - odpowiedziała.
- Nie widziałaś wieczornego wydania Proroka? Wydania specjalnego? - nie mógł tego pojąć.
- Wyobraź sobie, że nie! - fuknęła. - Mów w końcu co się stało! - ponagliła.
- Znaleźli dziewczynę, absolwentkę Hogwartu. Zgwałcona, pobita i w śpiączce. Napisałem do Harrego i Rona czy są podejrzenia, co do sprawcy, bo z Luną i Ginny podejrzewamy, że to ta sama osoba, która skrzywdziła Pansy.
- I co? - choć było lodowato a ona miała na sobie tylko krótki rękaw, zrobiło jej się gorąco.
- I Ron odpisał, Biuro Aurorów się tym zajmuje. Takie same okoliczności, prawdopodobnie ta sama osoba. - potwierdził jej najgorsze obawy.
     Usiadła na brzegu łóżka, spoglądając na niego niepewnie. Draco najwidoczniej też był spięty, co sprawiło, że poczuła się raźniej. Nie była sama w tym poczuciu zagubienia.
- Wyglądasz dziś... ładnie. - widać było, że musiał się zmuszać do tego typu wyznań.
- Dziękuję. - wstała. - Zaraz wrócę, dobrze? - spytała.
- Coś nie tak? - chyba się zmartwił.
- Nie, nie. Yyyy... - próbowała sobie przypomnieć jakie określenie na Draco usłyszała kiedyś z ust Ast.- ... Dracusiu.
- To o co chodzi? - pogłaskał ją po ramieniu. Miał zimną dłoń, delikatny dotyk stanowił kontrast z poduszkami dłoni pokrytymi odciskami.
- Draconku, ja tak tylko do łazienki. - uciekła oczami na bok.
- Hej, przecież ci mówiłem, że nie musimy kończyć tego, co zaczęliśmy. - z całej siły zmusiła się do nieunoszenia brwi. Nie wiedziała, czego ostatnio nie skończyli, ale wnioskując z jego miny, było to niewłaściwe.
- Nie boję się, naprawdę. - zapewniła i zachichotała nerwowo.
- To dobrze. - uśmiechnął się niezręcznie. - To się zrelaksuj. - cmoknął ją w policzek, ale widząc jak sztywno to zrobił, doszła do wniosku, że nie robił tego często. Znowu usiedli na łóżku.
- To co robimy? - starała się wyglądać głupio i naiwnie. Nawet z ciałem Astorii było to trudne.
- Pogadajmy. - zaproponował. Nie bardzo wiedziała o czym zazwyczaj rozmawiali.
- Draco... - zaczęła.
- Tak? - pogłaskał ją po policzku. To było dziwnie czułe. Nie spodziewała się, że okazywał jej swoje uczucia.
- A może nie kończmy, ale zróbmy to, co zawsze? - zaryzykowała, bo przecież nie wiedziała, co robili zazwyczaj. To był błąd.
- Zaskakujesz mnie dziś. Jesteś taka... ogarnięta. - to nie był komplement, Hermionie zrobiło się przykro, że na Greengrass to działa.
- Dziękuję? - zacmokała.
- To zróbmy to, co proponowałaś. - pogładził ją po włosach.
- Czyli? - zachichotała, doskonale wczuwając się w rolę.
- To. - zbliżył jej usta do swoich i zanim zdążyła się odsunąć, całował ją mocno i zapamiętale. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić, kiedy gładził ją po plecach, gdy przyciągnął ją do siebie. To on kierował pocałunkiem, był władczy i zdecydowany. To kontrastowało z wcześniejszą czułością, Hermiona nie chciałaby być całowana codziennie przez kogoś, kto odwalał całą robotę. Nie zorientowała się jednak, że po chwili odwzajemniała mocny, zachłanny pocałunek. Oderwali się od siebie, był uśmiechnięty. Poza tym wstydem, niezręcznością i niechęcią do siebie, zauważyła, że na jej skórze powoli zaczyna być widać napis Szlama. W tym momencie znowu zetknął ich wargi.
     I jak Wam się podoba? Mam nadzieję, że Was zaskoczyłam i nie rozczarowałam :)! Koniecznie chcę poznać Wasze opinie! Kolejna ofiara, taki zwiastun powrotu Rona na scenę, pocałunki i, niestety, mało Draco. Ale, ale, obiecuję, że Malfoy wróci w kolejnym rozdziale! A tymczasem oczekujcie jeszcze dwóch miniaturek w tym miesiącu, kochani.
Pozdrawiam, Eleonora.

niedziela, 7 maja 2017

Recenzja ''Quidditch przez wieki''

    Witajcie! W kwietniu z braku komentarza samolubnie, przyznaję, nie napisałam tego, co miałam napisać. Teraz jednak wracam z recenzją ''Quidditch przez wieki'', poza tym w maju zrobiłam już korekty rozdziałów siódmego i ósmego, polecam zerknąć, bo wprowadziłam pewną poprawkę (dodałam dwa zdania chyba w ósmym i te dwa zdania sprawiają, że choć został podany prawdopodobny motyw przestępstwa to okazuje się on tylko teorią. Bez tych pominiętych dwóch zdań można się zastanawiać czemu motyw padł, a oni dalej go szukają). Zaczynam ten miesiąc od recenzji właśnie, ale potem przejdę do kolejnego rozdziału, zakończenia ''Chorej miłości'', kolejnej części miniaturki o Billu i Fleur. Spodziewajcie się, że będzie co czytać :D. Miłej lektury!
     
Zaczniemy dziś od wspomnianego ''Quidditch przez wieki''. Książkę kupiłam wraz z dwoma innymi ''podręcznikami'' z Hogwartu. Zakup dokonany w Empiku, tym chętniej wydałam pieniążki, że po pierwsze była przecena, a po drugie cały dochód idzie na fundację Lumos. Szczyt cel, fajna sprawa i pierwszy powód, dla którego warto kupić książkę. Kolejne powody dalej. Bo, wiecie, trochę niezręcznie, ale... dwie pierwsze książki przeczytałam w ciągu dnia, dosłownie, jedna na dzień, a miałam jeszcze inne zajęcia, edukację, spotkanko. Tak się wciągnęłam, że nie szło mnie oderwać. Po ''Quidditch...'' sięgnęłam na końcu i czytałam chyba z trzy lub cztery dni, a długością nie różni się od pozostałych. Zaznaczę, że oglądanie sportu i czytanie o sporcie mnie nudzą. Uprawianie sportu mniej, ale meczy, reportaży sportowych, itp., unikam jak ognia. Quidditch jest sportem. Magicznym, zabawnym, niesamowitym, ale sportem. Zwierzęta, tym bardziej fantastyczne interesują mnie bardziej, a baśnie, tym bardziej przetłumaczone przez Hermionę Granger to już kompletny odlot! Tu nastawiłam się sceptycznie, a jak wiemy to dobre nastawienie to podstawa. Zabrakło go i pewnie dlatego czytałam to kilka dni. No i dlatego, że to o sporcie. W takich książkach, nawet magicznych, nie braknie, niezbyt przeze mnie lubianych, sportowych opisów. Pomijając jednak moją awersję do tematyki, muszę przyznać, że książka jest bardzo fajnie zrobiona. Sport czarodziejów został opisany pod wieloma względami, np. przedstawiono jego historię, opisy drużyn, opisy manewrów, więc każdy znajdzie coś dla siebie, nawet ktoś tak sceptycznie nastawiony, jak ja. Jeśli się wciągniemy to czyta się łatwo, przyjemnie, szybko. Wierzę, że naprawdę dużo osób zakocha się w tym ''podręczniku'', ale ja niestety po prostu go polubiłam. Od strony treści nie mam nic do zarzucenia, uważam, że temat został wyczerpany, poruszono wiele kwestii, udzielono odpowiedzi na mnóstwo pytań, które na przestrzeni lat zadawali fani. Jeżeli ktoś interesuje się taką tematyką to trafi w dziesiątkę, bo pozna quidditch od podszewki i dowie się o tym sporcie dosłownie wszystkiego! To drugi powód do kupienia tej książki : nic nie jest zrobione po łebkach, po poruszeniu jakiejś kwestii zostaje ona rozwinięta aż do wyczerpania tematu. Doceniam też to, że treść jest spójna, kolejne rozdziały, choć kompletnie o czym innym, delikatnie łączą się ze sobą, a jednocześnie, wedle uznania, można czytać książkę na wyrywki albo nie po kolei. Treść mocno trzyma się uniwersum, co przyjemnie zaskakuje, bo trochę bałam się, że pojawią się kruczki czy nieścisłości w stosunku do serii o Harrym. Boje obawy były niesłuszne. Lekki sposób pisania, przyjemny styl J.K.Rowling, cudowne uśmieszki w stronę fanów uniwersum, ale po obejrzeniu filmu czy przy nieszczegółowej wiedzy z serii czytamy nic nie tracąc, najwyżej nie uśmiechniemy się raz czy dwa czy takim ''puszczonym oczku'' od autorki. Mimo właśnie tego trzymania się uniwersum to, gdybym miała to polecić komuś kto nie ma pojęcia o Harrym (czyt. mój przyjaciel) to zrobiłabym to bez wahania, bo książka nie opiera się na fabule serii, spokojnie można to sobie przeczytać, a może ktoś zainteresuje się na tyle, że sięgnie po siedem tomów historii Chłopca - Który - Przeżył. J.K.Rowling nie traci swojego charakterystycznego poczucia humoru ani pisarskiego pazura, od razu widać, że to jej styl, jej dzieło. Nie trzeba też znać na pamięć Potter Wiki, żeby zrozumieć większość żartów, bo są książkowo sytuacyjne, że tak powiem. Dla samego kunsztu pisarskiego warto posiadać ową literacką pozycję na swojej półce, to trzeci powód. Oprócz fachowej treści znajdziemy tu też cudne ilustracje, serio! Nie jest to bajeczka z obrazkami, a poważny poradnik dla czarodziejów zainteresowanych swoim sportem. Ilustracje nie odbierają powagi, wręcz przeciwnie, dodają takiego poczucia, że pisał to prawdziwy znawca, a i my możemy się kimś takim stać oglądając fachowe przekroje czy ryciny. Oprócz tego, nie ma co kryć, nadają one magii i klimatu starych, poważnych ksiąg. No i ilustracje to kolejny, już czwarty powód, dla którego warto kupić książkę. Absolutnie cudowne rysunki wykonane z największą dbałością o szczegóły, żaden nie odbiega od pozostałych, nie ma nawet najmniejszych niedociągnięć. Samo oglądanie książki już sprawia przyjemność. Każdy rozdział zaczyna się od ślicznie zdobionej strony z numerem, a oprócz tego znajdziemy tu także herby drużyn, piłki i hmmm... czarodziejskie obrazy sprzed wieków? Przeczytajcie, a sami zrozumiecie o co mi chodzi! Wracając do estetyki : cudowne wykonanie książki! Poręczny format, śliczna okładka, śliczne wykończenia, wewnątrz przepiękne ilustracje, czytelność uzyskana dzięki, np. dobrym odległością między akapitami i tym wyraźnym podziałem na rozdziały. ''Quidditch'' jest adresowany do czarodziejów, autorka zwraca się do nich, nie do mugoli, którym wyjaśnia uniwersum. Czujemy się magicznie, jakbyśmy należeli do świata chłopca z blizną. To ostatni powód, dla którego warto kupić książkę. Żeby poczuć się magicznie. Choć tematyka nie jest dla mnie to szczerze polecam.
PS Wyżej macie zdjęcie nowego wydania książki i takie właśnie posiadam. Nie widziałam na żywo starszego wydania, nie wiem nawet czy jest jeszcze dostępne, dlatego recenzja również tyczy się książki zamieszczonej na górze posta :).
     Mam nadzieję, że teraz już wiecie czy zdecydujecie się na zakup ''Quidditcha'', długo się nie mogłam zabrać za recenzję, ale kiedy do tego usiadłam napisanie jej jakoś samo wyszło :D. Liczę, że Was nie zawiodłam, w razie pytań zadawajcie je w komentarzach :).
Pozdrawiam, Eleonora.