Witajcie :)! Tu wściekła Eleonora. Wściekła, ponieważ miałam gotowe pół pięknej miniaturki,
ale jakoś mi ją skasowało. Do tego miałam utrudniony dostęp do laptopa i nie
było mnie tu dość długo. Obiecuję nadrobić zaległości, choćby w dzisiejszym
rozdziale. Pytanie do Was : chcecie, żebym jeszcze raz napisała tą miniaturkę
czy wolicie same rozdziały?
Dzisiaj będzie nie tylko dłuższa rozmowa z Ashem, ale również, po kilku rozdziałach, trochę jego perpsektywy , więc nie przedłużam! Miłej lektury :).
Dzisiaj będzie nie tylko dłuższa rozmowa z Ashem, ale również, po kilku rozdziałach, trochę jego perpsektywy , więc nie przedłużam! Miłej lektury :).
Biegła korytarzami, sama nie wiedząc dokąd. Nie czuła, żeby
przegięła. Mogła wyrazić to, co myślała i zrobiła to. Nie była z siebie dumna,
fakt, ale teraz myślała tylko o tym, że oszaleje jeśli znowu zostanie sama ze
sobą, z wyrzutami, wspomnieniami. Nawet nie zauważyła jak i w którym
momencie wpadła na Asha.
- Oh, przepraszam. - powiedziała i podniosła oczy kiedy
podawał jej dłoń. Z jego pomocą podniosła się z podłogi.
- Nie ma za co, moja wina. A gdzie to ci się tak śpieszy? -
uśmiechnął się przyjaźnie. Nagle w jej głowie zaświtała
myśl wyrażona chwilę wcześniej przy Fen. Nikt nie będzie jej mówił co ma robić i jak żyć. Nie chce rad i wykutych
na pamięć formułek. Ma prawo sama za siebie decydować i, chociaż wcale nie
podoba jej się ten Ashton , ba, ani trochę go nie lubi to skoro on tyle razy
pokazywał jej chęć bliższego poznania się to w końcu ma prawo zmięknąć i się
zgodzić. Pokaże im wszystkim, że sama wie najlepiej co dla niej dobre!
- Szukałam cię. - rzuciła nieszczerze uśmiechnięta Gryfonka.
- Doprawdy? A to dlaczego? - błysk w oku. Poczuł satysfakcję.
Udało mu się! Udało. Odniósł wrażenie, że dziewczyna powoli mu ulegała.
- Chciałam się przejść. I skorzystać z propozycji rozmowy. - udawała szczerość swoich zamiarów.
- Tak? To świetnie, zapraszam na spacer. Błonia? - zaproponował.
- Chętnie. - poszli. Czuła się tak jakby oszukiwała samą
siebie. Przecież go nawet nie lubiła! Czemu dobrowolnie skazywała się na jego
towarzystwo? Zwykła przekora skłaniała ją do siedzenia z nim? Chyba oszalała!
Odezwał się dopiero kiedy opuścili zamek.
- Jak się czujesz? - chyba chciał mieć troskliwy ton, ale jej zdaniem nie wyszło.
- Słucham? W jakim kontekście? - uniosła brew.
- Ostatnich wydarzeń. - smutno kiwnął głową.
- Nie wiem... Chyba lepiej. - była zła, że zawsze to on zadawał pytania. - Przynajmniej staram się czuć
lepiej. Unikam pytań, skupiam się na nauce. - uśmiechnęła się blado, mimo że trochę ją przerażał.
- Bardzo mądrze. W razie czego zawsze chętnie pomogę ci w
nauce. - ta jego chęć pomocy powodowała u niej ciarki na plecach.
- Dziękuję, ale chyba poradzę sobie sama. Właściwie... -
zawahała się. - Dlaczego mówi mi pan po imieniu? - w głowie przyznała sobie punkt.
- Wybacz jeśli ci to przeszkadza, kiedy kogoś lubię skracam
dystans między nami i nawet tego nie zauważam.- puścił jej oczko. Brawo, Ash!
Przybił sobie piątkę w myślach. Ładnie powiedziane!
- Oh... - zarumieniła się. Poczuła się jeszcze bardziej niezręcznie niż
wcześniej.
- Coś nie tak? Wybacz, bywam zbyt bezpośredni. Kiedy nie
jesteśmy w klasie nie mów do mnie jak do nauczyciela. - miał miękki głos. Nagle
niespodziewanie podał jej dłoń. - Jestem Ashton.
- A ja Hermiona. - z trudem, ale jakoś zmusiła się by
odwzajemnić gest.
Tę wymianę uprzejmości Draco ujrzał z okien zamku. Głupia, uparta Granger... pomyślał, ale nie reagował. Wiedział, że zrobił
źle. Wiedział ile ludzi zginęło, ale przecież on sam nie zabił ani jednego z
nich! Ta idiotka mogła mu zarzucać, że się nad nią znęcał w szkole, ale nie to, że kogoś
osobiście skrzywdził podczas wojny. Czyżby zapomniała już co się działo w jego
dworze? Granger, Granger... Pokręcił głową z dezaprobatą. Po scence, którą dziś
urządziła po prostu wszedł do sali, przywitał się z Fenixą, dał Pansy pudełko
czekoladowych żab jako miłą niespodziankę po pobudce i odszedł. Nie ma sił ani
chęci. Na nic. Zrezygnowany z coraz cięższą depresją poszedł do biblioteki
odrobić lekcje. A podobno Hermiona to prawdziwy geniusz...
Popołudnie spędzili razem. Było miło. Rozmawiali o jedzeniu, muzyce, miotłach, podróżach. Nie wtrącali do tematów wzmianek o niedawnej wojnie. Nie chcieli. Hermiona odnosiła wrażenie, że on w jej towarzystwie czuje się lepiej niż ona w jego. Cały czas trzymała niepotrzebnie skracany przez towarzysza dystans. Nie była to wymarzone randka, w sumie nie była to żadna randka ani nawet romantyczne spotkanie. Momentami czuła się żenująco, spoufalając się z nauczycielem. To było coś zupełnie innego niż kontakty z Lupinem. To był ich przyjaciel. Łzy pojawiły się w jej oczach. Lupin, Tonks... Oni wszyscy. Nie. Stop. Tak się nie bawimy. Nie przy nim. On... No właśnie. Za mocno skracał kontakt, za szybko. Nie był miły, nie chciał być przyjacielem a zdobywcą. Nie odczuwała komfortu przebywania z przyjacielem tylko stres bycia z oswajanym dzikim zwierzęciem. Tak jakby wyprowadzała na spacer lwa. Tylko ten lew podejrzanie mocno chciał zostać oswojonym. W pewnym momencie ku jej radości zaczęło się ściemniać. Miała powrót, żeby wracać!
Popołudnie spędzili razem. Było miło. Rozmawiali o jedzeniu, muzyce, miotłach, podróżach. Nie wtrącali do tematów wzmianek o niedawnej wojnie. Nie chcieli. Hermiona odnosiła wrażenie, że on w jej towarzystwie czuje się lepiej niż ona w jego. Cały czas trzymała niepotrzebnie skracany przez towarzysza dystans. Nie była to wymarzone randka, w sumie nie była to żadna randka ani nawet romantyczne spotkanie. Momentami czuła się żenująco, spoufalając się z nauczycielem. To było coś zupełnie innego niż kontakty z Lupinem. To był ich przyjaciel. Łzy pojawiły się w jej oczach. Lupin, Tonks... Oni wszyscy. Nie. Stop. Tak się nie bawimy. Nie przy nim. On... No właśnie. Za mocno skracał kontakt, za szybko. Nie był miły, nie chciał być przyjacielem a zdobywcą. Nie odczuwała komfortu przebywania z przyjacielem tylko stres bycia z oswajanym dzikim zwierzęciem. Tak jakby wyprowadzała na spacer lwa. Tylko ten lew podejrzanie mocno chciał zostać oswojonym. W pewnym momencie ku jej radości zaczęło się ściemniać. Miała powrót, żeby wracać!
- Wróćmy do zamku. - poprosiła. On sam w sobie nie dawał jej
bezpieczeństwa. A co dopiero chodzenie z nim po ciemny lasie.
- Odprowadzę cię. - wyszczerzył się a panna Granger poczuła
niemiłe ciarki na plecach. Próbował lekko objąć ją ramieniem, ale schyliła się
poprawić podkolanówkę, więc zrezygnował z tego pomysłu. Po drodze przepraszał,
że zajął jej tak dużo czasu i pytał czy na pewno nie potrzebuje pomocy w
nadrabianiu. Zapewniła go, że świetnie poradzi sobie sama. Przed zamkowymi
drzwiami pożegnali się.
- Było miło. Powtórzymy to kiedyś? - rekini uśmiech w świetle świec przerażał jeszcze bardziej.
- Możemy. - zmusiła się do podania mu ręki ,ale zrobiła to tylko
dlatego, żeby nie próbował jej uściskać. Ominęła kolację, żeby nadrobić wszystkie
zaniedbane lekcje.
Ashton był rozczarowany i wściekły. Głupia dziewucha w
ogóle nie wydawała się być pod jego urokiem. Głupia, mała suka. Gdyby tylko mógł
ją zaczarować... Ale nie mógł. Niestety. Jedno małe zaklęcie sprawdzające i
ktoś, by zauważył, że to on rzucił urok i nici z powrotu na salony. Szlama.
Wstrętna, brudna szlama. Nawet nie zdawała sobie sprawy ile go kosztowało udawanie
uczuć do niej. Ohyda. Cofało go na samą myśl, że jej dotykał, podał jej rękę.
Malfoy również ominął kolację. Chciał się umyć i zapomnieć o tym, że miał
kontakt z czymś tak ohydnym.
Draco wyszedł z biblioteki dopiero wieczorem. Miał ochotę
nie jeść i nie pić, schować się w pokoju pod kołdrą i spać albo płakać.
Denerwowali go inni. A w szczególności to, że przejęły go słowa jakiejś
idiotki. Przecież jak można przejmować się kimś kto jest na tyle głupi, żeby
podstawić się jego bratu jak prosie na złotej tacy?! Chciał ją ostrzec i jej
pomóc to nie, świetnie. Pięknie. Niech sobie radzi sama. On już jej
nie pomoże. A po tym co powiedziała nawet, gdyby prosiła to stracił całą ochotę
na pomaganie. Jak mogła pomyśleć takie wstrętne rzeczy? Dlaczego je
powiedziała? Dlaczego go to boli? Kretyn. Skończony kretyn. Kręcił głową nad swoją głupotą. Na jego
nieszczęście po drodze do lochów mijał WS i trafił na Blaisa wracającego od
Fenixy, a co za tym idzie, skoro spędził tam zapewne całe popołudnie, był głodny jak wilk.
- Stary, nie zauważyłeś złotych wrót? - zagaił.
- Słucham? - najmłodszy Malfoy uniósł brew.
- No kolacja, halo? Odchudzasz się, żeby być pięknym dla
Granger? - zakpił.
- Co? - krzyknął oburzony.
- Lepiej coś zjedz, bo z głodu tracisz słuch. - uśmiechał się. - Fen mi
powiedziała, że dzisiaj się wypaplałeś o waszych, w sensie twoich i Granger, dwóch rozmowach. Nie rozpędzaj
się tak, stary! Astusia będzie zazdrosna. - zacmokał. Malfoyowi przypomniało się, że faktycznie, kiedy wszedł do szpitalnej sali chlapnął pomiędzy Cześć a Pa, coś w stylu I to po tym jak dwa razy z nią gadałem, tak o mnie myśli!. Zawstydziło go, po pierwsze, że mu się to wyrwało, po drugie, że Fen słyszała i przekazała Zabiniemu, a po trzecie, że w ogóle mógł się tym przejąć!
- Nie mam zamiaru rozmawiać z Granger. Nie mamy o czym. To
były dwie nic nie znaczące gatki-szmatki. - uściścił.
- Tak, słyszałem o tym jak cię dziś zjechała. - dodał przyjaciel blondyna.
- Czy ty z tą kobietą nie robisz nic tylko plotkujesz? - zirytował się.
- To ona nie chce robić ze mną nic więcej! - zaśmiał się
wskazują głową drzwi. - Właź, zjesz coś i dopiero pozwolę ci się zamknąć w
swojej pieczarze i beczeć. - brunet w ten specyficzny sposób okazywał troskę.
- Dzięki, że jesteś taki miły i pocieszny. - prychnął Draco.
- Do usług. - wbrew woli przyjaciela, Blaise wepchnął go do Wielkiej
Sali, po czym zaprowadził do stołu. Opadli zmęczeni ostatnimi wydarzeniami.
Zabini pochłaniał wszystko co wpadło mu w ręce, ale Dracon ledwo grzebał widelcem
w talerzu a do jego ust docierały ledwo niewielkie kęsy.
- Uczyłeś się coś dzisiaj? - Malfoy zapytał kumpla. O nie,
zamieniam się w Granger, co to się dzieje... Muszę się opanować.
- Tak, potem byłem u Fen. - odpowiedział pomiędzy zupą dyniową, a puddingiem ryżowym.
- Troskliwy się robisz. - zakpił blondyn, zgniatając widelcem ziemniaki na swoim talerzu.
- Nie wychodzą ci już żarciki. Masz jakieś plany na wieczór?
Jest piątek, balanga! - był wyjątkowo radosny.
- Balanga? Już piątek? - a on jak ostatni kretyn spędził całe
popołudnie na nauce i nadrabianiu!
- Idę do Teo. Wpadniesz? - zapytał.
- Wolę pobyć sam. - rzucił zrezygnowany.
- Tak, zaszyj się w swojej pieczarze, brawo! - klasnął w dłonie, jak wcześniej Fenixa. - Otwórz się na
ludzi. - zachęcił.
- A ty się zamknij. Na mnie. Dobranoc. - wstał kierując się ku
wyjściu.
- Kompletnie nie znasz się na żartach...-mruknął tylko
czarnoskóry.
Gryfonka wróciła do dormitorium i od razu zabrała się
do pracy. Na jednej z przerw podczas lekcji zaopatrzyła się we wszystkie
potrzebne książki. Usiadła przy swoim biurku starając się nie myśleć. O Ronie,
który kompletnie nie akceptował jej chęci dalszej nauki, o Harrym, który po
ludzku się nie odzywał, tak jakby zapomniał ich wszystkie wspólne przygody, o
Fenixie, z którą się pokłóciła, o Ashu, z którym było coś nie tak, o tych
wszystkich wydarzeniach i ich konsekwencjach, o Pansy, która nadal spała... A
najmniej chciała myśleć o Draco. O tym jak go zraniła i o tym co stało się w
Malfoy Manor a co tak bardzo chciała usunąć z pamięci. Zajęła się referatem z eliksirów, potem, kiedy go skończyła
rozpracowała jeszcze wszystkie zadane runy. Zaczęła przepisywać notatki z
transmutacji z myślą o tym, że musi zrobić tak ze wszystkimi notatkami i
dobrze, że Nevill zrobił jej zdjęcia swoich magicznym aparatem od Luny. Wtedy
do pokoju weszła Ginny. Zmieniła się, zrobiła się trochę bardziej pewna siebie
i mniej pyskata. Niestety, poziom pretensjonalności znacznie urósł.
- Hej. Masz może zamiar mi coś powiedzieć? - jak zwykle
bezpośrednio. Szatynka oderwała wzrok od pracy.
- Nie, a ty mi? Coś się stało? - zmartwiła się.
- Stało się?! A się NIE stało?! Unikasz mnie kilka dni a
masz jakiś pseudo romans z nauczycielem i byłaś świadkiem gwałtu! - wykrzyknęła wznosząc ręce nad głowę.
- Co?! - aż wstała. - Byłam z Malfoyem jedynie na spacerze, bo
martwił się o moje zdrowie! A to co przeżyłam było traumatyczne! Nie byłam
świadkiem, gówno wiesz! Nie mogę o tym opowiadać i nawet nie chcę! Przecież
wszystko już wiecie najlepiej! Zostaw mnie w spokoju! - Ginewrę wmurowało. Jej
przyjaciółka fuknęła jeszcze gniewnie i spokojnie wróciła do przepisywania.
- A od kiedy zadajesz się z Malfoyami? Mój brat wie? - o
wiele mniej agresywniej, o wiele bardziej urażona.
- Dowie się. Ale mam prawo mieć przyjaciół zwłaszcza jeśli
ktoś, kogo za niego uważałam nagle mnie zawodzi. - znaczący ton połączony z
krótkim spojrzeniem. Ginny obraziła się i wyszła. Szatynka wzruszyła ramionami.
Jeśli zajmie się pracą to uda jej się nie myśleć o tym wszystkim co tak ją
przygnębia. Dopiero około północy dumna z siebie skończyła przepisywać
wszystko. Posprzątała biurko, wzięła prysznic, umyła zęby oraz włosy, mundurek
dała do prania świetnym zaklęciem a sama weszła głęboko pod kołdrę. Ruda
jeszcze nie wróciła. No trudno, może siedzieć gdzie chce. Zanim zdążyła sobie
pomyśleć o tym jak bardzo nienawidzi swojego życia, zasnęła.
Blondyn obudził się dopiero o dziewiątej. Ucieszył się, że w
końcu była sobota, wolne, brak konieczności wychodzenia z pokoju. Nauczył się już wszystkiego i przepisał notatki. Zostały mu
tylko prace domowe... Ale nie dziś. Męczący, cholerny tydzień. Postanowił pójść na
spacer, dać jakoś radę. Musiał sobie pomóc. Musiał, bo czuł, że jeżeli tego nie zrobi to w końcu się wykończy. Musiał, bo
każdego dnia miał ochotę umrzeć. Musiał, bo martwił się i o innych i o siebie. Tracił radość życia, chęć do rozmów, apetyt... Wszystko. Niechętnie zwlókł się z łóżka
i poszedł się umyć. Czyściutki oraz ubrany w szarą koszulkę i ciemne jeansy spokojnie
zszedł do WS. Pijany przyjaciel nadal spał, choć może to lepiej? W ten sposób o
wiele łatwiej uniknąć rozmowy. W Sali było już sporo uczniów. W tym Granger.
Poczuł się zły. Niemal wściekły. Zapomniała o tym co stało się w jego dworze? Mdlała? Latała sobie z jego bratem? Super. Ale nie miała prawa mówić o nim
tak złych rzeczy! Jeszcze zobaczy! Jego załamanie, bezsilność, smutek nagle
zamieniły się w gniew. W taki gniew, który musiał znaleźć ujście. Granger
wydawała mu się taka uśmiechnięta, radosna, znowu siedziała z tym nowo odkrytym
bohaterem : Nevillem. Zagotowało się w nim jeszcze bardziej. Nawet nie
wiedział, że ona tylko udaje, zajmuje się rozmową z kimś, by nie myśleć, by choć
trochę mniej nienawidzić siebie. Jej rozpuszczone włosy opadały na ramiona, miała
jeansową kurtkę, białą koszulkę i czarne spodnie. Wyglądała tak... przeciętnie,
zwykle, na zmęczoną. Zupełny kontrast wypindrzonej Ast, która pewnie jeszcze
spała. Ast? Co za ohydne określenie, niebywałe, że to on to wymyślił! Hermiona w końcu
wstała. Ukłuło go, że przejął się jej kolejnym posiłkiem przesiadzanym bez
jedzenia. Po co o tym myśli? Niech sobie mdleje. Również wstał. Ruszył za nią.
Znowu szła na randkę z jego bratem? Otrzymali polecenie, żeby nie iść w ten
weekend do Hogsmead. Dziennikarze, mieszkańcy, turyści, większość chciałaby coś
od nich wyciągnąć. Nie potrzebowali tego. Nawet im należał się spokój. Dokąd, więc szła? Gdzie jest Ashton? Wyszła z zamku sama. Jego brat nadal się nie
pojawił. Draco szedł za nią. Usiadła przy jakimś drzewie i zaczęła oglądać koperty
listów, które dziś dostała. Samotny dzień. Świetnie, nikt mu nie przeszkodzi.
Podszedł do niej.
- Musimy pogadać, Granger. - zaczął.
- Malfoy, ja... - podniosła wzrok.
- Zamknij się teraz. Nikogo nie zabiłem. Nie torturowałem.
Mam matkę z depresją i ojca w Azkabanie. Ryzykowałem życie. Przeszedłem na
waszą stronę. Walczyłem dla was. Po co? Żebyś mnie osądzała? Nie znasz mnie.
Tobie się tylko wydaje, że jest inaczej. Nic o mnie nie wiesz. Nie masz prawa
mnie oceniać. Zamknij się, bo nie znasz mojej historii. Zapomniałaś już o Malfoy
Manor? Świetnie, ale ja nie. Nadal pamiętam i choćby przez wzgląd na to lepiej,
żebyś była miła. Bo ratowałem ci dupę! - wyrzucił z siebie cały żal i złość.
Została tylko pustka i smutek. Westchnął.
- Malfoy, przepraszam... Ja... - zaczęła się jąkać.
- Nieważne. Miłej lektury. - głową wskazał na listy. Odszedł.
- Poczekaj! - krzyknęła.
Jak Wam się podoba? Zapraszam do komentowania! Miłego dnia :*.
Pozdrawiam, Eleonora.