Znowu ja! W mojej głowie powstał pewien skomplikowany uczuciowo pomysł na ten rozdział i liczę, że uda mi się go w pełni zrealizować :). Pod koniec rozdziału dam Wam znać czy czuję, że mi się udało :D. Teraz kiedy będę mieć pewnie, przynajmniej przez jakiś czas, trochę więcej wolnych chwil, ogarnęłam ''Spis treści'', teraz jeszcze LBA oraz zaległe komentarze :). Mam zamiar też posprzątać literówki i złą interpunkcję w poprzednich notkach, ale jak wiadomo... Nie wszystko na raz :). Do końca czerwca na pewno ogarniemy we wszystkich wpisach jedną czcionkę, komentarze i LBA, na resztę trochę poczekacie :D. Inwestuję również w inną jakość notek, teraz kiedy mam betę na pewno będzie mniej błędów (na szczęście ortograficzne mi się nie zdarzały), a od siebie dodaję, że teraz będę pisać dłuższe treściowo miniaturki i ogłoszenia :). Mam nadzieję, że małe zmiany i udogodnienia wpłyną na większą liczbę wyświetleń bloga oraz, przede wszystkim, na więcej komentarzy :). Zapraszam na rozdział, życzę miłej lektury :)! NO I UWAGA, UWAGA : VIPERA MA W PLANACH WRÓCIĆ NA BLOGA. Dostaliście już miniaturkę prosto od niej :). Przyjmijcie drugą Córkę Merlina ciepło :). + wybaczcie mi tak długą nieobecność, to był dość skomplikowany dla mnie czas. Najważniejsze, że wróciłam z weną i energią! Pozdrawiam Was cieplutko oraz mocno przepraszam. DZIŚ URODZINY BLOGA, ZAJRZYJCIE NIŻEJ, POD KONIEC ROZDZIAŁU!
NOWOŚĆ : ''SPIS TREŚCI'' JUŻ CZEKA NA WAS W GOTOWOŚCI A DO TEGO JEST REGULARNIE UZUPEŁNIANY!
Rozgoryczeni zaistniałą sytuacją musieli zostać po lekcji by przyjąć karę od Horacego. Hermiona przegryzła do krwi dolną wargę, a Dracon nieświadomie podarł na drobne strzępki niemal całą kartkę, na której miał napisać przepis. Kiedy profesor zakończył lekcję niechętnie musieli podejść do tablicy.
-No kochani moi, - zaczął próbując przestać chichotać. - nieładnie tak pisać do siebie liściki. - pogroził im palcem.
-Ja do niego nic nie pisałam, profesorze.- Granger próbowała się nieudolnie bronić.
-Ale pan Malfoy napisał i rzucił to w panny kierunku, panno Granger. - odrzekł profesor. - Wiem, że to co przeszliście było trudne, że martwicie się o Pansy i że czeka was jeszcze kilka przesłuchań, w tym w Ministerstwie.- obydwoje mieli ochotę uderzyć tego starego piernika za wypunktowanie im zmartwień związanych ze sprawą, w której byli świadkami. Doskonale wiedzieli co i jak, nikt nie musiał im o tym przypominać. - Wiem też, że takie sytuacje zbliżają do siebie...- poruszył sugestywnie brwiami przez co Gryfonce zrobiło się niedobrze a twarz Ślizgona wykrzywił grymas zniesmaczenia.
-Nie aż tak jak pan myśli. - przerwał mu szybko blondyn.
-A skąd wiesz, młody człowieku, w jakim sensie? - ponownie zachichotał zwiększając ich zażenowanie. - Nie chcę was surowo ukarać szlabanem ani odjęciem punktów, ostatnio dość już przeszliście, poza tym to nie jest taka ranga przewinienia i macie pewnie mnóstwo innych zajęć. Ale dam wam za karę małe zadanko. - westchnęli z cichą ulgą jednocześnie nadal czując odrobinę strachu. - Macie przygotować przepis na Eliksir Miłosny i uwarzyć go. Skoro tak bardzo lubicie spędzać ze sobą czas, że kontakt utrzymujecie nawet na lekcji to daję wam dwa tygodnie. Po upływie tego czasu chcę mieć na swoim biurku gotowy eliksir, który zaprezentujecie przy wszystkich obecnych.
-Ale ja nie lubię z nim spędzać czasu. - wypaliła Hermiona.
-Z wzajemnością. - odparł stojący obok chłopak.
-Nie możemy zrobić tego oddzielnie? - zaczęła prosić.
-Jeśli nie lubicie spędzać razem czasu to macie idealną okazję do polubienia. Razem i już. No, możecie iść. - wlokąc nogami po posadzce opuścili klasę. - Miłego dnia! - wykrzyknął jeszcze radośnie za ich plecami. Szatynka była jednak tak wściekła, że nawet nie miała ochoty dowiadywać się co było tak ważne, żeby koniecznie musieć pisać o tym liścik. Odeszła pośpiesznie do miejsca gdzie miała mieć kolejną lekcję.
Uczeń domu Salazara miał ochotę spuścić sobie łomot za tak nieodpowiedzialny wyskok. Martwił się tylko o Blaisa a skazał się na całe godziny z wredną kujonicą. Pokręcił głową zdegustowany. Super, o ile się dało, to w tamtym momencie nienawidził siebie jeszcze bardziej niż przez ostatnie dwa lata.
Lekcje mijały o wiele za wolno, czuli na sobie jeszcze więcej spojrzeń niż zazwyczaj, co graniczyło z cudem, ponieważ już do tej pory codziennie wpatrywali się w nich niemal wszyscy uczniowie na ich drodze. Draco dalej nie wiedział gdzie jest i co robi jego przyjaciel, a Hermiona nie miała najmniejsze ochoty rozmawiać z Ginny. Wizja wspólnej kary też wcale nie wydawała się kusząca. Kiedy w końcu zaczęła się przerwa na obiad obydwoje chcieli się ulotnić i nie jeść tego dnia. Żadnemu się nie udało. Ostatnią lekcję przed obiadem mieli oddzielnie, więc każde z nich szło z innego końca korytarza. On zamyślony, a ona z włosami lecącymi na oczy. Bum! Rozsypane książki i pergaminy, dwoje nastolatków z obolałymi od upadków tyłkami i świat, który wcale nie chciał się dla nich zatrzymać.
-Uważaj jak łazisz, idioto. Mam już dziś dość kłopotów przez ciebie. - syknęła masując sobie kolano.
-Z tego co widzę to nic ci się nie stało, no już, zbieraj graty. - zirytowany tym jak wolno Granger zbiera swoje rzeczy podał jej te podręczniki, których jeszcze nie podniosła z kamiennej podłogi.
-Wow, znowu zjawiasz się, gdy potrzebuję pomocy. Masz na mnie nastawiony radar? Czego chciałeś pisząc ten cholerny liścik? - niemal wyrwała mu swoją własność z ręki.
-Na pewno nie chciałem kary, tego możesz być pewna. - przewrócił oczami. - Skoro jesteś taką cudowną przyjaciółką to dlaczego jeszcze nie zauważyłaś, że Fenixa się nie pojawiła? - zapytał. Sam nieustannie walczył z wyrzutami sumienia. Osobiście cierpiał za każdą wojenną krzywdę czy ofiarę. Teraz chciał odpokutować i nie dopuścić by skrzywdzono kogokolwiek. Nie przewidział zdarzenia sprzed tygodnia, które tylko pogłębiło wyrzuty i sprawiło, że dobijający głos w głowie stał się głośniejszy.
-Blaise się nią wczoraj opiekował. Jasne, że się martwię, ale to Fen. Prędzej ona zrobi mu krzywdę niż odwrotnie. - poprawiła nieznośny kosmyk falowanych włosów.
-A ja chciałem się tylko dowiedzieć czy nie zwiali na Majorkę. - objaśnił spokojnie.
-To się dowiedziałeś. O szczegóły możesz dopytać mnie podczas wspólnego robienia przepisu. - prychnęła.
-A nie możemy tego zrobić oddzielnie i spotkać się jak wszystko będzie gotowe? - miał serdecznie dosyć ciągłego wpadania na Granger.
-Nie, bo to spieprzysz. - wygładziła białą koszulę.
-Jakie słownictwo, no no, pani prefekt... - pokręcił głową i pokazał jej dokładnie taki uśmiech jak wczoraj. Trochę prześmiewczy, trochę cyniczny a mimo wszystko z nutką sympatii.
-Taka jest prawda. Nie mam zamiaru niczego po tobie poprawiać. A teraz, kiedy już wiesz, że nasi przyjaciele są bezpieczni to może zniknij mi z oczu i dopiero potem ustalimy termin naszego spotkania, co, gołąbku pocztowy? - kpiła z niego otwarcie, ale przestał czuć w jej głosie wrogość sprzed kilku lat.
-Odpokutuję, ale daruj sobie te paskudne żarty, proszę. - zrobił minę zbitego pieska. Gdyby łączyły ich inne relacje uznałaby to za zabawne. W tym momencie jednak Malfoy po prostu się nabijał. Zgoda spowodowała jedynie więcej szacunku, nie usunęła złośliwości.
-Jak chcesz odpokutować? - zignorowała jego głupie zachowanie.
-Zabieram cię na obiad. - wypalił.
-Słucham? - nie mogła uwierzyć. To na pewno głupi żart. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że zakochany w sobie arystokrata gdzieś ją zaprasza?
-Pójdziesz ze mną grzecznie do Wielkiej Sali, tak oto zapraszam cię na obiad. - delikatnie złapał ją za przedramię i pociągnął w odpowiednim kierunku. Po chwili, gdy minęło oszołomienie, uwolniła rękę z uścisku, jednak nadal podążała za nim.
-Jesteś żałosny. - uśmiechnęła się pod nosem kręcąc głową.
-Powtarzasz to tyle lat, że mogłabyś w końcu wymyślić coś nowego. - kiedy dotarli przed drzwi WS udał lokaja i przepuścił ją przodem cmokając przy tym znacząco.
-Nie mogłeś być głupszy, wiesz? Limit i tak został przekroczony. - niechętnie, ale przekroczyła próg a potem nie zwracając uwagi na to czy Malfoy idzie do swojego stolika, skierowała się prosto w kierunku Nevilla i Luny. Jednak ledwo opadła na ławę już obok niej pojawiła się Ginewra.
-Miałyśmy pogadać. - przypomniała lekko się uśmiechając.
-Gin, poczekaj, jeszcze nic dziś nie zjadłam. - nawet na nią nie spojrzała tylko nalała sobie na talerz pół wazowej łyżki zupy dyniowej. Zupa dyniowa. Znajomy zapach wcale nie kojarzący się dobrze. No tak! Przecież po przesłuchaniach dostali właśnie taką zupę! Odpędziła od siebie myśli o przesłuchaniach i Malfoyu, z którym teraz będzie musiała spędzić aż za dużo czasu.
-Jaka kara cię czeka za durne zachowanie Malfoya? - zapytał w końcu jej towarzysz. - Ten idiota sam powinien zostać ukarany.
-Spokojnie, Neville, już mu wygarnęłam. - gorąca zupa parzyła przełyk przywołując przy tym niemiłe wspomnienia minionego tygodnia. Hermiona skrzywiła się odsuwając od siebie talerz szybkim ruchem dłoni.
-A dostałaś jakąś karę? - zajął się obieraniem z mięsa udka kurczaka.
-Niestety. - mruknęła niemrawo.
-To niesprawiedliwe! - uderzył pięścią w stół.
-Ktoś powie mi o co chodzi? - wtrąciła się Luna, która czasami, tak jak tego dnia, siadała ze swoim chłopakiem i Gryfonkami.
-Już spieszę z wyjaśnieniami... - Hermiona zrobiła przerwę na zmęczone westchnienie po czym opowiedziała całą historię.
-Hermi, to nie jest fair wobec ciebie. Karę powinien mieć tylko on. - zauważyła białowłosa.
-Nie musicie mi tego mówić, wiem o tym doskonale sama.- do tej pory milcząca Ginny szturchnęła lekko Hermionę i zapytała :
-Możemy już iść skoro zjadłaś?
-Komu w drogę, temu czas.- dziewczyna Weasleya podniosła się z miejsca po kilku sekundach bicia się z myślami. Ta rozmowa i tak musiała się odbyć, mieszkały razem, nie uciekłaby od koleżanki w żadnym wypadku, nawet po zmianie sypialni i tak spotykałyby się na lekcjach. Lepiej załatwić to teraz.
-Znam jedno ustronne miejsce, na pewno lubisz takie, bo cały czas towarzyszą ci flesze. - zachichotała.
-Haha. - wywróciła oczami. W niezręcznej ciszy szły prosto do jednej z pustych teraz klas. Starsza z tej dwójki była zdeterminowana, chciała przebrnąć przez tą rozmowę i zaszyć się gdzieś na resztę przerwy.
-Wyluzuj, nie chciałam być niemiła.- panna Weasley spuściła wzrok.
-Ostatnio też nie chciałaś, co? Ale nie wyszło.- dotarły do pustej podczas przerwy klasy. Hermiona weszła pierwsza.
-Przepraszam, naprawdę.- ruda unikała spojrzenia szatynki.
-To nic nie znaczy. Ostatnio też przepraszałaś, prawda? Ginny, słuchaj, wiem, że na każdego wojna działa inaczej. Straciłaś brata, przyjaciół. Ale wyobraź sobie, że moi przyjaciele też nie żyją, do dzisiaj nie odnalazłam rodziców, nie jesteś w tym sama, do cholery! - podniosła głos ku zdziwieniu i swoim i przyjaciółki. - Znalazłam z Draco półżywą Pansy i ostatnim o czym chcę pamiętać są właśnie wojna i ten widok. Rzadko zdarza mi się zagadać dłużej z Nevillem i Luną, pozostali traktują mnie jak jajko i praktycznie nikt ze mną nie rozmawia. Też mam swoje osobiste kłopoty, z których niekoniecznie jestem zobowiązana ci się zwierzać jeśli nie chcę! Ale myślałam, że się znamy i przyjaźnimy, że mnie rozumiesz, że wiesz jak to jest, gdy z dnia na dzień wbrew własnej woli stałaś się jakąś specyficznego rodzaju pseudo gwiazdą! Unikałam pytań, wszystkiego tego co rozdrapywało rany, ale kto wbił mi kolejny nóż w plecy? Właśnie ty, Ginewro! Jak możesz mieć pretensje, że nic nie wiesz i wypytywać mnie o szczegóły?! Czego oczekiwałaś, że opowiem Ci ze szczegółami najdrobniejsze elementy?! A tego właśnie chciałabyś na miejscu Pansy?! Jak możesz zarzucać mi niewierność skoro to twój brat wysłał mi odkąd tu jestem tylko jeden list gdzie wypisywał komplementy o tym jaki to on jest bohaterski i jak to mnie obroni? Kocham go, nie waż się więcej mówić mi, że go zdradzam, dotarło?! Nie mam prawa mieć dość?! Dlaczego wszyscy wiedzą lepiej ode mnie jaka jestem, jaka być powinnam, wyidealizowany wizerunek bohaterki! Dlaczego każdy czegoś oczekuje?! Mam, do jasnej cholery, 17 lat, w mugolskim świecie nie jestem nawet pełnoletnia! Mam dość! Ciągle muszę się dostosowywać to tego jak mnie widzicie a to już dawno przestałam być ja! Spieprzaj! Wszyscy spieprzajcie! - szybko porwała z blatu torbę i wybiegła z pomieszczenia trzaskając drzwiami. Osłupiała Ginny przez dłuższą chwilę nie ruszała się z miejsca.
Dracon, kiedy zobaczył, że ta kujonica w końcu usiadła, udał się do swojego stołu. Zanim zdążył się zorientować co dziś chciałby wcisnąć w siebie w celu przeżycia obok pojawiła się jego ''dziewczyna''.
-Kotek, słyszałam, że dostałeś szlaban. - usta miała w kolorze zaschniętej krwi.
-Nie szlaban tylko karę. Słuchaj uważnie zanim zaczniesz mleć ozorem. - nie mógł nic na to poradzić. Szanował kobiety, ale paradoksalnie ta, z którą się spotykał okazała się najmniej przez niego szanowaną. Dokładnie w tym momencie dotarło do niego, że nawet Granger dostawała od niego ostatnio więcej troski. Jeżeli nadal będzie traktował swoją ''poczwarę'' ( jak zwykł ją nazywać Zabini) jak powietrze to w końcu nawet ona go zostawi.
-Ojeju. - przeplotła przez palce wylakierowane włosy.
-Siadaj. - przesunął się lekko a ona niczym połamana kocica usiłująca być seksowna zaległa obok.
-Za co ta kara? - wyjęła lusterko z torebki pokrytej cekinami.
-Za nic ważnego. Na pewno pomiędzy moimi licznymi obowiązkami znajdzie się chwilka dla ciebie. - wymruczał, choć już sam ton z trudem przechodził mu przez gardło.
-A dziś wieczorem taka się znajdzie? - był gotów powiedzieć, że nawet za parę minut, ale uświadomił sobie, że jeszcze nie wie kiedy czeka go pisanie przepisu z gryfonicą - kujonicą. Czyli jak najszybsze przebycie męki jakiej była randka z '''poczwarką'' odpadało. Pozostawała opcja przeniesienie tego na inne dni tygodnia.
-Umówimy się potem, dziś odpada. - przy niej nawet jedzenie wydało się być męczące. Szybko wstał od stołu tłumacząc się, że zostawił podręcznik w jednej z klas. Resztę przerwy spędził spokojnie w pustym korytarzu. Było tam chłodno i wilgotno, jak w lochach, w których uratował Granger.
Trzy kolejne godziny minęły jak mrugnięcie oka. Złość Hermiony opadła ustępując miejsca dla niesamowitego żalu. Dopiero dzisiaj do niej dotarło jak bardzo tęskni za czasem, gdy mogła być sobą, a w ''Modnej czarodziejce'' nikt nie umieszczał jej zdjęć z Ronem. Chciała cofnąć czas tak, żeby nigdy nie wyć z rozpaczy po tym jak zdjęcia z pogrzebu Freda ukazały się w "Proroku codziennym'' okraszone komentarzem co do stylizacji i zachowań całej rodziny.Łudziła się, że po wszystkim dalej będzie w miarę przeciętną dziewczyną, że tragedie zbliżają, że wojna pokazuje wyłącznie najlepsze ludzkie cechy, a na cudzej rozpaczy nie powinno się zarabiać. Niestety, było zupełnie inaczej. Dzwonek oznajmiający wolne popołudnie wyrwał ją z niemiłych rozmyślań. Jej wcześniejsza rozmówczyni nie pojawiła się już na zajęciach po tym jak wysłuchała najgłębiej skrywanych uczuć swojej współlokatorki, jednak starsza z tej dwójki nie czuła się zmartwiona, Gin przypominała z charakteru Fenixę, raczej to ona zaczęłaby atak niż zostałaby zaatakowana. Poza tym, sama zaczęła a w Hermionie dziś geny potulnego kotka zostały schowane najgłębiej jak się dało. Miała zamiar, póki zadziorność nie ustępowała, ustalić spotkanie z Malfoyem. Rzadko czuła u siebie taką determinację jak dziś, więc postanowiła to wykorzystać i z prędkością światła ruszyła na poszukiwanie sprawcy dzisiejszego zamieszania. Omijała zwinnie całe tabuny nastolatków. W końcu dotarła na miejsce koło schodów prowadzących do lochów. Poczekała zaledwie kilka minut a już pojawił się Malfoy.
-Możesz skończyć mnie prześladować? Jesteś parszywie nieznośna! - jęknął, choć oczy dziwnie mu błyszczały ognikami, które ostatnio pojawiły się w jego źrenicach w pierwszej klasie.
-Dzisiaj o 19 widzę cię pod drzwiami biblioteki. Jeżeli się nie stawisz lub spóźnisz idę do profesora i zarobisz szlaban, żeby było jasne! - wycelowała w niego swoim chudym palcem.
-Spokojnie, bo się przestraszę. - roześmiał się po czym niemal przyjacielsko poklepał ją po ramieniu i rzucił jeszcze tylko - To do zobaczenia! - zniknął w lochach. Potraktował ją tak protekcjonalnie jakby była dzieckiem. Nagle, zupełnie wbrew logice, która powinna nakazywać zwiększenie gniewu za takie traktowanie, silne emocje całkiem opadły. Pozostała doskonale znana pustka i ... nieśmiały uśmiech. Przecież blond bubek nie potraktował jej tak dlatego, że ją lubi. Widocznie jej zachowanie musiało być na tyle zabawne, że ją wyśmiał swoim podejściem. Może i miał rację? Jej złość na niego już nic nie zmieni, bo i tak są skazani na swoje towarzystwo. Kręcąc głową nad swoim niedawnym wybuchem wróciła do siebie.
Tym czasem Draco skierował się nie do swojego pokoju, a do dormitorium panny Romanow. Zapukał mocno do drzwi.
-Stary, wyłaź, jesteś tam a ja to wiem! - jeszcze raz uderzył.
-Już lecę otworzyć, luz! - dobiegł do damski głos. Otworzyła czerwonowłosa, szczupła dziewczyna w czarnych jeansach i obcisłej, fioletowej koszulce bez nadruków.
-Gdzie jest twój kochanek? I jak po wspólnej nocy, sprawdził się? - silił się na bycie zabawnym, ale jak zauważył, o zgrozo, przy Granger ostatnio wychodziło mu to trochę lepiej.
-Jesteś żałosny, naprawdę. Włazisz? Jego tu nie ma. Wyspaliśmy się, zjedliśmy jego słodycze i sobie poszedł. Pojawimy się na kolacji, uprzedzając twoje kolejne pytanie, trzeźwi. Nie korzystałam z jego doświadczenia. Spaliśmy razem, fakt, ale w jednym wyrku, nawet mnie nie dotykał w sposób, w który macasz Astusię. - uśmiechnęła się przebiegle.
-Ohyda! - skrzywił się z obrzydzeniem. - Jeśli nic wam się nie stało to idę do siebie.
-Do zobaczenia Dracusiu! - zapiszczała udając głos ''Astusi''. Ślizgon wrócił do swojego dormitorium, w którym zastał nie kogo innego jak Zabiniego z butelką trunku w dłoni.+
-Wczoraj ona piła teraz ty?- jego zdegustowany przyjaciel uniósł brew.
-Nie pytaj.
-Nie miałem zamiaru. Zarobiłem karę. Muszę szybko odrobić lekcje i spadać na tortury.
-To miłej nauki. Idę się przejść. Pokujonię wieczorem, połóż mi na łóżko notatki jak już skończysz. Dzięki. - nie czekając na odpowiedź odstawił butelkę na nocką szafkę i po prostu wyszedł.
Godzinę przed kolacją panna Granger ubrana w zwykłe jeansy marmurki i białą bluzkę w czarne paski (rękaw 3/4) siedziała na swoim łóżku czytając książkę. Prace domowe odrobione, treści przyswojone, a wszystkie książki z biblioteki Hogwartu już dawno przeczytane. Obecnie przerzuciła się na literaturę mugolską. Jako ogromna fanka Szekspira miała już za sobą wszystkie książki o nim oraz niemal wszystkie jego sztuki, właśnie kończyła ostatnią. Wtedy drzwi uchyliły się a w nich stanęła Ginny.
-Martwiłam się już o ciebie. - powiedziała spokojnie Hermiona patrząc znad książki.
-Jaaaasne. Uważaj, bo ci jeszcze uwierzę. - prychnęła.
-A dlaczego miałabyś nie? I gdzie byłaś? - powolnym ruchem dłoni odłożyła książkę na bok.
-Bo muszę przyznać ci rację. Nie byłam dobrą przyjaciółką. Ale ty też nie jesteś bez winny, przyszła Weasley! - uśmiechnęła się słabo, jakby na siłę, ale nie było w niej gniewu. Próbowała być zabawna.
-A gdzie zawiniłam, przyszła Potter, co? - Hermiona związała włosy w kucyk, który tak bawił Malfoya.
-Straciłam brata, nie tylko ty czułaś się samotna. A jednak... Kurs aurorów zabrał mi chłopaka i brata, a sława jeszcze przyjaciółkę. Byliście pod ciągłym ostrzałem dziennikarzy, nie myślałam, że tego nie chcesz, miałam wrażenie, że się tak dystansujesz do wszystkich, bo zostałaś diwą, gwiazdą. Byłam zbyt skupiona na swoim żalu, żeby dostrzec cudzy. Ale w tobie również nie było wsparcia. Po ukazaniu się w prasie zdjęć z pogrzebu płakałam, a ty zamknęłaś się w pokoju, rzuciłaś odpowiednie zaklęcia i nie pytałaś jak czują się inni. Obydwie zawiodłyśmy w tym momencie. Uciekłaś w naukę, ja w spotkania. Ale czułam, że uciekasz ode mnie. Wyszłaś z przedziału i choć miałaś ku temu powód to ja byłam zła. A potem ta cała akcja, gdzieś w tym moim żalu była myśl ''Pewnie celowo ZNOWU była na miejscu zdarzenia. CHCE LŚNIĆ!''. To płytkie, wiem. Po prostu Ron ma ten swój kurs, Harry też, chciałam akceptacji, poczucia bezpieczeństwa, które wbrew pozorom nie pojawiło się wraz z końcem wojny. Liczyłam, że jeśli nadal jestem dla ciebie ważna to mi to wszystko opowiesz, co się stało, jak było. Nie powiedziałaś. A do tego ta akcja z Malfoyami. Ja... bałam się, że stracę nie tylko przyjaciółkę, ale szansę na szczęście dla mojego brata. Nie jest święty i ostatnio kompletnie cię zlewa, to fakt, ale on cię kocha. Gdzieś tam na dnie próżnego serca jest miłość. Nie chciałam, żebyś ją odtrąciła dla kogoś takiego jak ten cały Ashton. I był też ostatni powód, chyba najpłytszy, najbliższy temu co czują nieznający cię ludzie, najbardziej przez ciebie znienawidzony. - zawiesiła głos po długiej przemowie.
-Kontynuuj. - powiedziała Hermiona aksamitnym głosem.
-Ja... to znaczy ty... Oh, to bez sensu. Daj mi moment. - usiadła na łóżko, poprawiła rude włosy po czym kontynuowała. - Bo... jesteś jakby symbolem. Ludzie szukają symboli, czegoś co im się kojarzy ze szczęściem, bezpieczeństwem. W obecnych czasach potrzebują też symboli niedawnej wygranej. Ty, Harry i Ron nimi jesteście. Jesteście symbolami. Każdy kto was nie zna tworzy sobie z was idoli, szuka w was jakiejś opoki. Póki wy jesteście, póki nie macie z kim walczyć i zachowujecie spokój znaczy, że jest dobrze. Dla obcych nie jesteście już ludźmi, jesteście bohaterami a to odbiera prawo do normalności i człowieczeństwa na poziomie innych, przykro mi, że tak jest. Jeśli ktoś was zna to tak tego nie widzi. Dostrzega ludzi, problemy, rozterki, emocje. Chyba, że jest czymś zaślepiony. Wtedy nie dostrzega nic. A ja byłam zaślepiona lękiem przed stratą, ogólnie lękiem, boję się spać, dręczą mnie koszmary, do tego czułam swój żal a innym podświadomie odbierałam prawo do cierpienia. Wracając... kiedy się ode mnie odsunęliście a ja do tego oślepłam emocjonalnie to zrobiłam sobie z was symbole. Harry i Ron byli daleko, kurczowo trzymałam się ciebie. A kiedy ty zaczęłaś stawać się inna czułam, że niedługo runie wszystko. Dopiero wczoraj postanowiłam pogadać, bo te nagromadzone emocje i wybuch były żałosne a przeprosiny raczej mętne. Ale po twoim dzisiejszym wybuchu zrozumiałam kim jesteś. Moją dawną przyjaciółką a nie pieprzonym pomnikiem zwycięstwa. Przepraszam. Nie oczekuję, że nadal będziemy się przyjaźnić.
-Ginny... - Hermiona wstała. - Będziemy, ale daj mi to przemyśleć. Idę na kolację. Pogadamy kiedy wrócę, dobrze? - widząc niepewne kiwnięcie głową pobiegła na kolację czując rosnącą gulę w gardle.
Wpis miał być wcześniej, ale z różnych osobistych przyczyn nie wyszło. No nic. Ważne, że jest dziś, teraz. W URODZINY BLOGA! Mam nadzieję, że rozdział sprostał Waszym wymaganiom i nadaje się na jego święto :D. Dziękujemy Wam za cały rok z nami, naszą twórczością, dziękujemy Wam za cierpliwość, sporą liczbę wejść, wszystkie ciepłe słowa i komentarze. Pierwsza osoba, która złoży pod tym postem zamówienie je dostanie! :D. A niedługo drugi prezent dla Was, czytelników : Zakończenie ''Chorej miłości''! Postaram się do końca tego tygodnia, ale jest teraz dość ciężki czas, więc może się okazać, że będzie w przyszłym. No nic, bo i tak pojawi się wcześniej niż planowałam :D. Jeszcze raz Wam dziękujemy i życzymy sobie wszystkiego co najlepsze, haha :D. + szykuje się jeszcze jedna urodzinowa niespodzianka, hihi, postaram się ją zrobić jak najszybciej, może nawet w dzień po urodzinach pojawi się na blogu, wypatrujcie :D.
Z rozdziału jestem raczej zadowolona, ponieważ pojawił się rys psychologiczny postaci, widać co się dzieje, to wszystko nadało im głębi, choć miało być ciut dłużej (nadrobię przy kolejnym) i nie jest zbetowany, bo potrzeba go dodać zaraz, już. No cóż, wybaczcie a ja lecę zgasić świeczki na blogowym torcie :D.
poniedziałek, 6 czerwca 2016
sobota, 14 maja 2016
Miniaturka 6. Historia Fenixy. "W sercu płomieni". Miniaturka jednoczęściowa.
Jak to pisała tajemnicza
"A" w Pretty Little Liars - I'm still here and I know everythinhg
xD
Przepraszam,
że zawaliłam i tak długo mnie nie było, ale sprawy prywatne pochłonęły mnie do
ostatka. Mam nadzieję, że wybaczcie. Na przeprosiny łapcie miniaturkę o
Fenixie. Prawdę mówiąc nie jestem z niej zadowolona, ale nie mogłam nic innego
wymyślić xD Tak więc: ENJOY
Skruszona
(pierwszy raz w życiu) Vipera
PS
Kolaż mojej roboty i przedstawia Fen ^^
Na
pytanie "z czym ci się kojarzy Fenixa Romanow", każdy uczeń Durmstargu
odpowiadał jednakowo: "Siła, ogień i arogancja". Dziewczyna nie
ukrywała swojego zdania, a Voldemorta otwarcie nazywała Czarnym Kretynem czy
Beznosym palantem. Często zastanawiałam się czy to głupota, czy odwaga. Do
dzisiejszego dnia nie uzyskałam na to pytanie odpowiedzi. Teraz, zastanawiając
się nad tym, skłaniam się do tej drugiej opcji.
Nazywam
się Arina Natasza Romanow i jestem starszą siostrą Fenixy, alchemiczki familii
Romanow. Chciałabym wam opowiedzieć jej historię, bo... jest ona tego warta.
Dziewczyna, którą wszyscy w rodzinie uznawali za czarną owcę, przez jej
arogancję i zamiłowanie do łamania zasad, uratowała nam życie. Skazując się na
sto razy gorszy los. Na sługę Voldemorta nie czekało nic przyjemnego. Jednakże,
zacznijmy od początku. Czyli od 15 września.
Tamtego dnia wszyscy zebraliśmy się w posiadłości babci Saszy, w
celu odczytaniu testamentu zmarłej. Leon, Sergiej, Ivan i ja pojawiliśmy się
tam u boku rodziców, w przeciwieństwie do najmłodszej latorośli naszych
rodziców. Fenixa spóźniła się aż o piętnaście minut, a na dodatek przyszła w
mundurku. Cuchnęło od niej dymem papierosowym. Skrzywiłam się, gdy z rozmachem
rozsiadła się na fotelu obok mnie, a na jej usta wpłynął arogancki uśmieszek.
Uwielbiała z siebie robić przedstawienie.
—
Przepraszam za spóźnienie, ale Karkarow miał wąty - powiedziała. Sergiej
parsknął pod nosem, ale natychmiast zamilkł, zgromiony wzrokiem przez Ivana.
—Jak to
Karkarow – rzucił najmłodszy z czworaczków. –Nigdy go nie lubiłem. Jest
starsznie staroświecki.
— I na
dodatek Butoliz.– rudowłosa przyjrzała się swoim paznokciom, po czym
wyszczerzyła się do mnie w głupawym uśmieszkiem.– Cześć, siostrzyczko.
Przewróciłam
oczami tak mocno, że rozbolała mnie głowa. Nie wychowana smarkula- pomyślałam,
ale skinęłam jej głową.
— Witaj,
Fenixo — odparłam. Dziewczyna posłała Ivanowi uśmieszek, na który on parsknął
śmiechem. On również był "buntownikiem", ale nie tak... Zagorzałym
jak Fenixa. Ta dwójka miała swój specyficzny język i czasami zdawała się czytać
sobie nawzajem w myślach. Bywały momenty, że zazdrościłam im tego kontaktu, jak
wtedy gdy jakiś chłopak założył się o rudowłosą i Ivan dotkliwie go pobił
(jakby Fenixa niewystarczająco się zemściła). Każda dziewczyna chciała mieć
takiego obrońcę.
— Wszyscy
obecni? — spytał adwokat. Był to starszawy mężczyzna z kozią bródką i
paciorkowatymi oczami.
— Owszem.
Możemy zaczynać – potwierdził ojciec.
– Prawdę
mówiąc za wiele nie ma do mówienia, na temat testamentu Saszy Romanow. Wszystko
co posiadała zapisała obecnej tu Fenixie Katarinie Romanow, swojej ukochanej
wnuczce, która- i tu cytuję - jako jedyna posiada wolę i dumę naszej
szlachetnej familii. Koniec cytatu. Na jej pełnomocnika wyznaczono Ivana
Nikołaja Romanowa.
Wybuchł
ogromny gwar. Wszyscy byli oburzeni ostatnią wolą babki Saszy. Jak ona mogła
zapisać cały (swoją drogą ogromny) majątek tej nieodpowiedzialnej i
bezwartościowej smarkuli!? Byłam wstrząśnięta.
— Może
babcia była nie poczytalna, podczas tworzenia swej ostatniej woli? —
zasugerował Sergiej.
— Co
insynuujesz, Sergiej? — ciszę jaką zapadła, przeciął lodowaty głos Fenixy. Była
śmiertelnie poważna, co zdarzało się jej niezwykle rzadko. Wiedziałam, że ten spokój
nie wróży niczego dobrego.
— Fenny,
Sergiej na pewno nie twierdził nic złego, prawda? — wtrącił Ivan. Zawsze starał
się być rozjemcą.
— Ivan,
kto normalny zapisałby CAŁY majątek nieodpowiedzialnej smarkuli? — warknął
pierworodny rodziców. Pokręciłam głową. Co innego myśleć to samo i mówić to na
łonie najbliższej rodziny, niż mówić to w towarzystwie.
—Lepiej
zapisać go nieodpowiedzialnej smarkuli niż zadufanemu w sobie dupkowi —
odparowała Fenixa, zrywając się na równe nogi. Jej oczy podjęły (nieudaną)
próbę morderstwa, ale Siergiej e dalszym ciągu siedział na kanapie obok mnie.
Otworzył usta by coś odpowiedzieć, lecz cała przeszklona ściana niespodziewanie
obróciła się w pył. Kątem oka zobaczyłam, jak Ivan osłania Fenixę całym ciałem,
ale swój wzrok skupiłam na osobach, stojących pośród odłamków szkła.
Było ich około dziesięciu, z czego dwoje z nich
miało długie włosy. Wszyscy mieli na sobie czarne prochowce, ciężkie buty z
wysokimi cholewkami, a także srebrne maski na twarzach. W dłoniach ściskali
różdżki. Rozpoznałam ich od razu i wpadłam w panikę.
Śmierciożercy.
Mężczyzna,
który prawdopodobnie był ich przywódcą, wysunął się trochę na przód i
zlustrował nas wzrokiem, który zawiesił na schowanej za plecami Ivana Fenixie.
—
Przepraszamy za tą szybę – odezwał się. –Przeszliśmy tylko po pannę Romanow.
Fenixę, jak mniemam. Alchemiczkę.
— Prędzej
szczeznę — syknęła jak szykująca się do ataku żmija i stanęła na przeciw
niechcianym gościom. Stojący u jej boku Ivan, wyciągnął z kieszeni spodni różdżkę.-
Będziecie mi płacić za nową szybę, idioci.
Do dziś
podziwiam fakt, że nie spanikowała. Stała przed nimi dumna i wygadana. Fenixa
Katarina Romanow w całej swej buntowniczej okazałości.
— Wybacz,
panno Romanow. Przejdźmy do konkretów. Mój pan, kazał mi cie sprowadzić do
siebie.– Fenixa uniosła podbródek wojowniczo.
— Prędzej
zginę, niż zdradzę swoją rodzinę i przyjaciół. Tracicie czas – oświadczyła.
Śmierciożerca westchnął.
– No cóż.
Proszę mi wybaczyć, moje zachowanie.
Rudowłosa
zmarszczyła brwi.
– Koleś,
co ty brałeś? Albo zmienisz dilera lub zmniejszysz dawkę, albo się ze mną po…
Zaklęcie
świsnęło tuż obok jej ucha. Zarówno Ivan jak i Fenixa nie musieli czekać na
zaproszenie. Dobyli różdżek i jednocześnie rzucili zaklęcie obezwładniające.
Reszta stała jak skamieniała. Nie wiedzieliśmy co robić. Mieliśmy nadzieję, że
Śmierciożercy dadzą nam spokój, nie upomną się o nas. Rodzice nie byli
sługusami Voldemorta, podczas jego pierwszej próby przejęcia kontroli nad całym
światem magicznym, więc szansa na to, że teraz będzie chciał wcielić do swojej
"armii" którekolwiek z naszej familii była naprawdę nikła. Nie
przewidzieliśmy jednak jednego. A mianowicie, że członkiem rodu Romanow jest
Fenixa.
— Stop!
Rusz różdżką, a poderżnę mu gardło.— Wszyscy zamarli. Śmierciożerca trzymał
srebrny sztylet przy gardle Ivana i wpatrywał się w bladą jak ściana Fenixę.
Spojrzałam na resztę rodziny. Mama zaciskała palce na swoim magicznym patyku.
Tata, z przerażeniem wymalowanym na twarzy, zaciskał dłoń na jej ramieniu.
Natomiast moi bracia, wyglądali jakby chcieli rzucić się do walki, ale jakieś
zaklęcie im na to nie pozwala.
— Fen…
—Czego
chcecie? — Tata wysunął się na przód i stanął przed Fenixą. Dał nam wszystkim
do zrozumienia, że to on przejmuje kontrolę nad sytuacją.
— Już
powiedziałem, Romanow. Czarny Pan chce mieć pannę Romanow. Nie przejmuj się.
Będziemy ją dobrze traktować. – uśmiechnął się w sposób, który w innych
okolicznościach określiłabym jako "sympatyczny".
— Na
pewno nie — wtrąciła się mama, a w tym czasie odezwała się rudowłosa dziewczyna.
—
Puścicie Ivana i przysięgnijce, że nic nie zrobicie mojej rodzinie, a pójdę.
Po tych
słowach zapadło milczenie. Mama była przerażona, a tata zaledwie zdziwiony.
Natomiast ja nie wiem co czułam. Z jednej strony podziwiałam za to Fenixę. Nie
wiele osób zdobyłoby się na takie coś, ale z drugiej to była pewna śmierć.
Prędzej czy później, karma by powróciła do mojej siostry i ukarała ją za bycie
Śmierciożerczynią. Rudowłosa wielokrotnie namawiała nas do wstąpienia do Zakonu
Fenixa. Mówiła z niezachwianą pewnością, że Dumbledore wygra.
A teraz
proszę - sama miała grać po drugiej stronie barykady.
— Fenixa,
w żadnym wypadku! Wasilij! — Natasza Romanow była zrozpaczona.
— Mamo to
moja decyzja — oświadczyła Fenixa, podchodząc do przywódcy grupy
Śmierciożerców. Stanęła obok niego i przytuliła się do Ivana, który jako jedyny
chyba zrozumiał jej decyzję. Mimo to, całe jego ciało było napięte, a wzrok
unikał oczu młodszej siostry.- Kiedyś wrócę. Nie sprzedawać mi fortepianu i
moich ciuchów. A jak Arina zajmie mi pokój, to chyba zabije.
To były
jej ostatnie słowa. Śmierciożerca chwycił ją za łokieć i aportował się z cichym
trzaskiem.
Fenixę
zobaczyłam dopiero rok później. Byłam sama w domu z Leonem i siedzieliśmy w
salonie. Obydwoje czytaliśmy książki, gdy drzwi frontowe otworzyły się z
hukiem, a do środka dostało się lodowate, zimowe powietrze. Uniosłam głowę
słysząc stukot obcasów. Odłożyłam książkę na szklany blat stolika, gdy w progu
zobaczyłam młodszą siostrę. Czarny płaszcz kończył się jej przed kostką i
falował przed każdym jej ruchu. Twarz dziewczyny była ściągnięta, mimo że usta
wyginały się w szerokim uśmiechu. Najgorsze jednak były oczy. Kiedyś mogłam
porównać Fenixę do pieśni, która stale odkrywa przed słuchaczem nowe wariacje,
bądź ukryte wcześniej subtelności. Każdy musiał przyznać, że była jak symfonia
pełna nieskończonych wariacji na znane tematy i melodii, które zmieniają się w
rytm jej kaprysów i nastrojów. Tyle, że teraz ta symfonia zniknęła. Oczy w
kolorze błękitnego płomienia, były zbyt dojrzałe i nie przenikanione.
Najwyraźniej
wiedziała.
— Hej —
przywitała się. Głos jej drżał. Wstałam z kanapy i podeszłym do niej. Nie
bardzo wiedziałam, jak mam się zachowywać. Położyłam dłoń na jej ramieniu i
przeraziłam się. Z bliska wyglądała jeszcze gorzej.
—
Usiądź.– Zaprowadziłam ją do kanapy i dosłownie zmusiłam do siedzenia.– Leon,
zrób herbatę i przynieś coś do jedzenia.
Objęłam
siostrę ramieniem, w niespodziewanym przepływie uczucia. Delikatnie chwyciłam
ją za lewą rękę i odsunęłam rękaw czarnego płaszcza. Jej przegub
"zdobił" znak Śmierciożerców.
—
Przepraszam.— Spojrzałam na nią z autentycznym przerażeniem.
— Nie
bądź głupia. To nie twoja wina — zaprzeczyłam ze ściśniętym gardłem.
— Moja.
To przeze mnie Ivan nie żyje.— zamknęłam oczy, by ukryć łzy. Doskonale
wiedziałam, że wcale tak nie jest. Fenixa nigdy nie kazała Ivanowi iść do
Voldemorta i żądać jej powrotu. To nie przez nią Ivan nie żył, ale mimo to nie
zaprzeczyłam. Nie wiedziałam co powiedzieć, dlatego też pozwoliłam jej płakać.
W krótce dołączyłam do tego padołu. Nasze serca - pełne płomieni nienawiści do
Śmierciożerców - krwawiły. Roniłyśmy łzy w milczeniu i niepisanemu
porozumieniu, że ta chwila słabości jest pierwszą i ostatnią. Właśnie to nas
łączyło. Byłyśmy zbyt dumne, by płakać. Dusiłyśmy w sobie uczucia takie jak
smutek czy żal. Byłyśmy jak tykające bomby, które podczas swojego wybuchu mogły
zniszczyć wszystko i wszystkich na swojej drodze.
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
11. "Skutki picia" – Ignis aurum probat
Nie
mam kiedy opisać takiego zakończenia ''Chorej miłości'' jakie sobie założyłam.
Dlatego jeśli mi pozwolicie to dodam coś czego nie było tu . Wieki. ROZDZIAŁ
OPOWIADANIA. Miało być w weekend, ale niestety nie miałam kiedy, nie mam też
internetu w domu :/. Jeśli ktoś nie pamięta o czym był ostatni rozdział to od
razu mówię : był on ostatnim dziełem Vipery na tym blogu, zajrzyjcie sobie na
rozdział 10 :). Zacznę od fragmentu, w którym skończyła się akcja. Pod postem
reklama :). Przypominam zasadę : 1 KOMENTARZ U MNIE = 2 U CIEBIE. Miłej
lektury!
PS Dopisuję to praktycznie kiedy cały rozdział mam już skończony,
reklama będzie tak jak obiecałam przy zakończeniu miniaturki. Teraz dopiero mam
czas iść gdzieś gdzie mam internet, miało być tydzień temu, przepraszam, sprawa
niezależna. Rozdział, mam nadzieję, w momencie dodania będzie zbetowany. Dam o
sobie znać w przyszły czwartek lub piątek, do tego czasu będę skupiona na
nauce. Jak wrócę to ogarnę jeszcze tego dnia LBA, a potem w odstępie kilku
kolejnych dni zakładkę Spis Treści. Już nie męczę, czytajcie sobie spokojnie! I
oczywiście dziękuję becie, Arcanum :).
Draco nie miał ochoty chodzić wszędzie za siostrą swojej dziewczyny. Dziewczyny? – prychnął, krzywiąc się przy tym. Ona nie jest jego dziewczyną i na pewno doskonale zajmie się swoją rodziną. Niech Blaise i Fen robią sobie co tam chcą, on nie ma z tym nic wspólnego. Jutro poniedziałek i ku jemu wielkiemu zdumieniu, cieszył się z tego, bo będzie mógł się pouczyć. Nauka była dla niego bardzo ważna. Niechętnie wstał ze swojego miejsca, zostawiając na stole niedojedzoną zupę dyniową i skierował się w stronę plotkujących małolat. Wczoraj, to znaczy w sobotę, ta lafirynda usiadła obok niego. Dzisiaj zadecydowała, że zje kolację w towarzystwie swoich pustych koleżaneczek. Podszedł do nich, oczekując szalonego chichotu. Ich znakami szczególnymi były: tapir na głowie, mocny makijaż i neonowe tipsy. Skrzywił się. Odrzucało go na sam ich widok, ale musiał się przemóc, bo przecież przyszedł porozmawiać.
Draco nie miał ochoty chodzić wszędzie za siostrą swojej dziewczyny. Dziewczyny? – prychnął, krzywiąc się przy tym. Ona nie jest jego dziewczyną i na pewno doskonale zajmie się swoją rodziną. Niech Blaise i Fen robią sobie co tam chcą, on nie ma z tym nic wspólnego. Jutro poniedziałek i ku jemu wielkiemu zdumieniu, cieszył się z tego, bo będzie mógł się pouczyć. Nauka była dla niego bardzo ważna. Niechętnie wstał ze swojego miejsca, zostawiając na stole niedojedzoną zupę dyniową i skierował się w stronę plotkujących małolat. Wczoraj, to znaczy w sobotę, ta lafirynda usiadła obok niego. Dzisiaj zadecydowała, że zje kolację w towarzystwie swoich pustych koleżaneczek. Podszedł do nich, oczekując szalonego chichotu. Ich znakami szczególnymi były: tapir na głowie, mocny makijaż i neonowe tipsy. Skrzywił się. Odrzucało go na sam ich widok, ale musiał się przemóc, bo przecież przyszedł porozmawiać.
– Ej,
twoja siostra zalała się w trupa i śpi przy tamtym stole. – Wskazał palcem w
określonym kierunku. Nie silił się na czułość i uprzejmości. Nie obchodziła go
ta chora sytuacja. Chciał wrócić do swojego dormitorium i płakać albo gryźć do
krwi kostki dłoni. Byleby nie stać tu jak idiota i patrzeć na tą szopkę.
– Witaj,
kotku. – wymruczała drapieżnie, zupełnie nie przejmując się siostrą. – Poradzi
sobie sama. Skoro usiadła obok tych pieprzonych Gryfonów, chyba wiedziała co
robi, prawda? Nie muszę jej na siłę pomagać. – Pokręciła głową z dezaprobatą,
po czym wróciła do rozmowy z dziewczynami. Młody Malfoy poczuł mdłości.
Jak ta dziewucha może wystawiać na ośmieszenie własną siostrę? Niby dlaczego?
Bo po pijanemu usiadła z koleżanką? Czego teraz oczekuje? Że on jej pomoże?
Niby dlaczego? Bo ją pocałował? Wiadomo, że jest łatwa. Każdy to wie. Ale to
miał być powód do obściskiwania się z nią? Nie mógł uwierzyć, że jego moralne
zasady i bycie dżentelmenem poszły się pieprzyć na rzecz pseudo związku z tą
łatwą i głupią gąską. Poczuł się jeszcze gorzej. Ile by dał za normalne
życie... Na ołowianych nogach skierował się ku Granger. Była najbardziej
trzeźwa z całego towarzystwa. Próbowała podnieść swoją towarzyszkę z ławy, ale
jej starania na nic się zdały. Siląc się na delikatność by nie wypalić czegoś
głupiego, zapytał: – Pomóc ci? - sam nie wiedział dlaczego ostatnio odnosi
wrażenie bycia odpowiedzialnym za wszystkich i wszystkich, ale to zmuszało go
do wielu dziwnych decyzji. Jak ta.
Stał w
pewnej odległości. Czuł, że jest obserwowany, chociaż większość uczniów wróciło
do swoich rozmów. Tylko ci siedzący najbliżej obserwowali heroiczną walkę
Hermiony z bezwładnym ciałem Ślizgonki. Nikt nie był zdziwiony faktem, że
dziewczyna domu Salazara jest pijana, ani tym, że pomaga jej Gryfonka. Granger
pomagała każdemu, zawsze i wszędzie. Przypięli jej taką łatkę i musiała się do
tego dostosować aby uniknąć oceniania. Oczywiście było wiadomo, że za ciągłe
pomaganie nie będzie wywyższana pod niebiosa, ale lubiła pomagać i zawsze to
robiła. Zawsze słyszała słowo „Dziękuję”, a po wojnie stała się obiektem
zainteresowania i każdy śledził jej zachowanie, a nieustanna ''działalność
charytatywna'', jak w duchu nazywał to Malfoy, działała na jej korzyść, chociaż
nie pomagało uchronić się od ciągłych spojrzeń, artykułów i plotek.
– No
proszę, kogo moje oczy widzą? Dziedzic fortuny chce mi pomóc? – Szarpnęła
Greengrass mocniej za ramię, ale nic to nie dało.
–
Będziesz ja tarmosić jak wielkiego misia czy skorzystasz z mojej pomocy? –
Podszedł bliżej, bo przestał bać się złych spojrzeń i ostrych słów. Chciał po
prostu pomóc.
– Weź ją,
Malfoy. Proszę, droga wolna. Ja się poddaję. – Gniew w jej głosie osłabł.
Puściła leżącą dziewczynę.
– Ależ
dziękuję! – Westchnął teatralnie. – Nie łap jej, okay? – zapytał. Kiwnęła
głową w odpowiedzi. Większość uczniów obecnych przy stole nadal nie była
zdziwiona. Kiedyś Malfoy pomagający Gryfonom byłby sensacją. Dracon zazwyczaj
pomagał komuś ze swojego domu. W ostatnim czasie znacznie schudł, niewiele
jadł, bo nie czuł głodu. Dziewczyna wydała mu się trochę cięższa niż się
spodziewał, ale mimo wszystko podniósł ją bez problemu.
– Chodź
ze mną. – wyszeptał do szatynki, patrząc jej prosto w oczy. Dreptała kilka
kroków za nim, dopóki nie wyszli z Wielkiej Sali.
–
Odstawisz ją do was? – dopytywała.
– Nie,
porzucę w Zakazanym Lesie. Czy ty zawsze musisz myśleć o mnie źle? Do twojej
wiadomości — mam serce. - Poprawił dziewczynę, wiszącą na jego ramieniu.
Hermiona przewróciła oczami i podeszła bliżej żeby mu pomóc.
– Co ty
tak szybko wytrzeźwiałaś? – zagadał.
– Nie
wypiłam dużo. Poza tym jestem odpowiedzialna i chciałam spokojnie zjeść
kolację. Kiedy ona usnęła całkiem mi przeszło. Zabini mógł zabrać ją ze sobą, a
nie tylko Fen.
– Wziął
jedną, a mnie zostawił dwie. Wspaniały przyjaciel, nieprawdaż?- Jedna myśl nie
mogła mu dać spokoju : Dlaczego nawet sztywna Granger świetnie się bawiła,
a on spędził całą niedzielę nad książkami i to z własnej woli? Dlaczego oddycha
z trudem, a ona piła? Świat oszalał.
– Jesteś
żałosnym szowinistą – odpowiedziała jakby nie zrozumiejąc żartu.
– Dobra,
nie musimy gadać, męcząca mnie cholero. – Chociaż go denerwowała na jego twarzy
wciąż gościł irytujący, sarkastyczny uśmieszek.
– Co jest
takie zabawne? – zapytała.
– Potem
ci powiem – zbył ja. Droga do lochów nie była długa, ale kiedy dwoje
niedawnych wrogów dzieli tylko ciało pijanej siedemnastolatki, sytuacja była
nie do zniesienia. Gdy znaleźli się przed wejściem do pokoju wspólnego, Malfoy
powiedział: – Poczekaj na mnie parę minut.
Spełniła
jego polecenie, nie widząc innego wyjścia. Musiała być pewna, że osoba za którą
była odpowiedzialna, jest bezpieczna. Czuła się jak idiotka, stercząc tam
samotnie i oczekując na Draco. Pojawił się po dziesięciu minutach.
– Co tak
szybko? – Podejrzliwie uniosła brwi.
–
Przekazałem ją jej koleżance z dormitorium. Siedziała w pokoju wspólnym. Nie
patrz na mnie jak na gwałciciela. Nie wykorzystałbym pijanej dziewczyny. - Jego
żołądek zawirował. Zawsze uważał siebie za faceta z zasadami, a sytuacja z
Astorią wszystko zepsuła.
– Dobrze,
już nic nie mówię. Wiem, że jest bezpieczna, więc mogę wracać. – Marzyła o
swoim łóżku i morzu łez.
–
Nie tak szybko, wracamy razem. Ile wypiłaś? – zapytał.
– Nie
zgrywaj dżentelmena. Trafię sama. Wypiłam pół drinka.
– Masz
mocny łeb jak na dziewczynę. – zakpił.
–
Niewyparzona gęba pseudo podrywacza. Odprowadzasz mnie czy nie? Nie chcę tu
sterczeć. - Chciała żeby ten weekend się już skończył, ale wiedziała, że
to nic nie da. Nie odnalazła rodziców, bliscy nie żyli, Harry się nie odzywał,
Ron był zimny i nieobecny, na Ginny była obrażona. Sprawa z Pansy nadal nie
dawała jej spokoju. Młody Malfoy ciągle zachowywał się przyzwoicie, co
powodowało, że nie miała powodu żeby go nienawidzić. Starszy Malfoy ciągle coś
od niej chciał. Koniec weekendu nie zwiastował końca problemów i zmartwień. Był
początkiem tak samo beznadziejnego tygodnia.
–
Odprowadzam. – prychnął. Ruszyli. Dłuższą chwilę szli ramię w ramię w
milczeniu. Wreszcie dziewczyna się odezwała.
– Po co
to robisz? Po co udajesz bohatera? Nie mogłam wrócić sama? - Jego
bezinteresowna pomoc połączona z mieszanką ironii i sarkazmu wydawała się jej
dziwniejsza niż prawdopodobny podryw Asha.
–
Granger, w sumie to pogodziliśmy się, a ja nie jestem świnią. Czujesz się
dobrze, jesteś trzeźwa, bardzo mnie to cieszy. Ale za parę minut może ci się
zakręcić w głowie, upadniesz gdzieś i stanie ci się krzywda. Jakbym się czuł?
To w jakimś stopniu byłaby moja wina. Nie myśl, że chodzi o ciebie. Ja po
prostu mam głośne sumienie. – Zakończył wywód wzruszeniem ramionami.
– Więc
oto chodzi... – zauważyła. – ... masz wyrzuty sumienia! - Miał wrażenie,
że ta irytująca dziewucha, idąca obok niego odkryła wszystkie rozgrzebane rany
i żale. Widzi wszelkie koszmary i problemy, z którymi się zmaga. Poczuł, ze
zaschło mu w ustach. Bał się, że odkryła prawdę. Ale na szczęście się mylił.
Nie o to jej chodziło.
– Ty też
uważasz, że sytuacja z Pansy mogłaby zakończyć się inaczej? Lepiej? – zapytała.
– Jeszcze
się nie zakończyła. – Sprytnie uniknął odpowiedzi. Czyli rozsądna Granger też
miała dziwne wrażenie, że chociaż nie mogli nic zrobić to wydawało im się, że
mogli?
– A ma
szansę na szczęśliwe zakończenie? Cokolwiek ma taką szansę? - Kiedy
uchwycił jej smutne spojrzenie, poczuł się nieswojo. Sam codziennie rozpadał
się na miliony kawałków, nie umiejąc sobie pomóc. W jaki sposób mógł pomóc jej?
– Nie mam
nastroju na filozofię. – powiedział ostro, chociaż sam zadawał sobie takie
pytania każdego dnia.
– Widzę,
że wrócił prawdziwy Malfoy. - rzuciła lekko rozczarowana. Ale czego niby po nim
oczekiwała?
–
Prawdziwy Malfoy właśnie martwi się o twoją bohaterską dupę i odprowadza cię,
więc doceń to. – wysyczał poirytowany. Zamilkli. Draco nie mógł uwierzyć,
że powiedział słowo „martwi”, a Hermiona nie wierzyła, że to usłyszała. Kiedy
stanęli przed portretem Grubej Damy nie mieli pojęcia co powiedzieć lub zrobić.
– Cóż,
zdaje mi się, że dziękuję. – Podała mu nieśmiało dłoń.
– Zdaje
mi się, że nie ma za co. Ty rano będziesz trzeźwa, a twoje kumpelki będzie
męczył ostry kac. – starał się żartować, chociaż miał świadomość, że to
niepotrzebne.
– Czyli
jeślibym wymiotowała, przytrzymasz mi włosy? – zapytała żartobliwym tonem. W
jego obecności czuła się bardzo swobodnie, jak przy bliskim koledze. Oboje to
wyczuli, ale nie chcieli tego. Nadal czuli się dziwnie, a co się stanie, jeśli
zaczną się kolegować? Kolegować? Nie ma nawet takiej opcji! To, że się pogodzili
było nienormalne. Reszta mogłaby zniszczyć te gnijące resztki normalności,
którymi się otaczali.
– Jasne,
jeśli będzie trzeba zrobię ci płukanie żołądka. Zawsze o tym marzyłem. –
odparł, czując że chce stąd jak najszybciej zniknąć. Co za szalony tydzień!
– Masz
bardzo szalone marzenia ale nie martw się, bo pewnie dadzą radę cię wyleczyć. –
Uśmiechnęła się zadziornie i uciekła do Pokoju Wspólnego, zostawiając go z
kompletną pustką w głowie.
Fen obudziła się z koszmarnym bólem głowy w ramionach Zabiniego.
Miała szczęście, że pamiętała wszystko z poprzedniego wieczoru wliczając swoje
upokarzające zaśnięcie przy wszystkich. Myśląc o tym, walnęła się mocno w
czoło. Dobrze, że Hermiona wyszła z twarzą z tej sytuacji, bo ona i Dafne
skompromitowały się całkowicie. Chciała iść zobaczyć jak miewają się koleżanki,
ale zauważyła Blaisa. Pomysł, żeby u niej został był idiotyczny. Nie miała
pojęcia co powiedzieć, dlatego szturchnęła go lekko.
– Co? –
jęknął, otwierając powieki.
– Dzięki
za wczoraj. Ale dzisiaj poniedziałek i zbieramy się na lekcje. – Nie mogła
uwierzyć w swoje słowa ale była świadoma tego, że wzbudza sensację. Jej
narzeczony spojrzał na zegarek.
– Jest po
dziewiątej i jesteśmy spóźnieni. Musimy się umyć, przebrać i naszykować. To bez
sensu. Może zrobimy sobie wolne? – zapytał ze słodką minką.
– Ten
jeden jedyny raz – odparła, opadając na poduszki, po czy dodała, brzmiąc jak
Hermiona: – Ale to co robimy jest niewłaściwe.
– A co
takiego robimy? – Zaśmiał się serdecznie.
– Leżymy
w łóżku, jakbyśmy byli parą. Ale przecież między nami nic nie ma – powiedziała
dobitnie.
– Dobrze
o tym wiem. – Obrócił się tyłem, ziewając głośno. – Nie chcę się z tobą
pieprzyć, dobra? Chcę spać.
– A skąd
pewność, że coś od ciebie chcę? – prychnęła.
– Bo masz
brudne myśli. Jakbyś ich nie miała, to nie robiłabyś problemów, że tu śpię.
Sama o to prosiłaś, maleńka. – Sprawiał wrażenie jakby nie miał zamiaru stąd
iść.
– Musimy
coś zjeść. Może pójdziemy chociaż na obiad? – zapytała z nadzieją.
– Mam u
siebie zapas łakoci, potem po nie pójdę. Możemy iść na kolację, ale tym razem
postaraj się być trzeźwa. – zażartował.
– Ale z
ciebie żartowniś. – odparowała, udając, że jej to nie bawi. Oczywiście czuła
się upokorzona, ale to nie było tak bardzo istotne jak jej nocne koszmary,
strata brata i przymusowy ślub z obcym chłopakiem. W obliczu tych problemów
pokazanie się całej szkole nie było wielkim wyczynem. Założy maskę obojętności
i będzie emanować pewnością siebie. Nawet z bliska nie zauważą jej całkowitego
załamania.
–
Przestań gadać, tylko śpij. Musisz odespać te nieprzespane noce. Pamiętaj, że
tu jestem. – dodał o wiele poważniej. Nie widział, że uśmiechnęła się z
wdzięcznością i po chwili usnęła. Poczuł się odpowiedzialny. Nigdy nie
chciał się tak czuć. Zawsze wyobrażał sobie siebie jako wiecznego Piotrusia
Pana. Jego Wendy potrzebowała go na tyle, że zasypiała przy nim, nie obawiając
się koszmarów. Pokręcił głową. Chciał mieć wiele Dzwoneczków i walczyć z
piratami. Tymczasem jego kompan zachowywał się jakby był na granicy
samobójstwo, honor powstrzymywał przed szukaniem chętnych ''wróżek'', po
śmierci ''Haka'' jakiś zwyrodnialec zgwałcił Pansy a pośrodku tego wszystkiego
był on. Bycie Piotrusiem przynosiło mnóstwo korzyści, ale miało jedną
ogromną wadę: w obliczu dorosłych spraw stał właśnie jak bohater bajki,
młodziutki chłopiec, bez doświadczenia w dorosłych relacjach, z traumą, przed
którą chciał uciec, bez ochoty stawienia czoła lękom i bez siły na dorastanie,
ale za to w zielonych, obcisłych spodenkach. Magiczny proszek, którego używał
ten dzieciak pomagał latać. Zabini traktował poczucie humoru jak swój magiczny
proszek na całe zło. Kiedy jednak trzeba dorosnąć nie wystarczą tylko żarciki a
strach sprawiał, że jego emocjonalna Nibylandia zaczynała wysychać i zamieniać
się w trociny beztroski. Jako bohater bajki i przy okazji swoich marzeń,
nie radził sobie z dorosłymi problemami. Wiedział, że chcąc dorosnąć nie można
wiecznie żartować. Ale co miał robić jeśli dorosłość nie była obecnie niczym
dobrym?
Draco
i Hermiona siedzieli na drugiej lekcji. Nie patrzyli na siebie. Kilka śmiałych
osób pytało ją co zrobiła z pijaną Ślizgonką. Nie odpowiedziała, bo miała tego
serdecznie dość. Rano nie czuła bólu głowy i mdłości ale była wykończona
psychicznie. Doskonale wiedziała, że mogłaby przespać cały dzień. Wczoraj,
kiedy wróciła do siebie, od razu usnęła, nie zdejmując ubrań. Obudziły ją
promienie słońca. Unikała swojego odbicia w lustrze, tak jak uczniowie Hogwartu
unikali jej spojrzenia. Patrząc w lustro, widziała smutne oczy pełne bólu i
cierpienia. Wszystkie czynności wykonała machinalnie. Chodziła, jadła i uczyła
się tak, jakby była do tego zaprogramowana. Choć nie, jedynie nauka była czystą
przyjemnością. Dzięki niej mogła oderwać się od codziennych problemów. Na
zajęciach obok niej siedziała Ginny. Czuła się skrępowana, bo od rzekomego
pogodzenia się nie zamieniły nawet słowa. Nagle ruda podsunęła jej liścik: „Pogadajmy dziś po obiedzie.
Proszę. Twoja Gin.”. Szatynka przewróciła oczami. Weasley w obliczu
dramatu z Parkinson nie okazała się żadnym wsparciem.
Draco siedział sam. Celowo wybrał miejsce w rogu sali. Oparty o ścianę nie miał
wrażenia, że uczniowie rzucają w jego kierunku docinki. Nie czuł się
bezpiecznie ale przynajmniej nie był prześladowany. Blaise nie wrócił na noc.
Może razem z Fen zwiali gdzieś daleko? Nikt nie wiedział do czego ta dwójka
była zdolna. Pewnie są na jakiejś imprezie i śmieją się w niebogłosy. A on
siedzi na nudnej lekcji i martwi się o ich rozrywkowe tyłki. Chciałby wiedzieć
co dzieje się z jego przyjacielem. Jedyną osobą z jaką mógł porozmawiać była
dziewczyna bliska Litwince, czyli… Granger. Westchnął zirytowany i odruchowo
napisał na małej karteczce: „Coś
za coś. Zostań po lekcji, chcę porozmawiać”. Spojrzał na nauczyciela.
Stał tyłem do klasy i pisał na tablicy długi przepis na eliksir. Blondyn szybko
rzucił skrawkiem papieru prosto w głowę Hermiony. Dokładnie w tym momencie
staruszek obrócił się i powiedział z chytrym uśmieszkiem:
– Gołąbeczki, nie powinno się pisać listów miłosnych na zajęciach. Zostańcie po lekcji. Może porozmawiamy trochę o przepisie na eliksir miłosny? – Puścił oczko, ciągle się uśmiechając.
Jeeeest! Napisane i zbetowane :)! Komentujcie, będę wdzięczna :). Pozdrawiam, Eleonora :).
– Gołąbeczki, nie powinno się pisać listów miłosnych na zajęciach. Zostańcie po lekcji. Może porozmawiamy trochę o przepisie na eliksir miłosny? – Puścił oczko, ciągle się uśmiechając.
Jeeeest! Napisane i zbetowane :)! Komentujcie, będę wdzięczna :). Pozdrawiam, Eleonora :).
sobota, 26 marca 2016
Miniaturka 3. Blanda ''Warto było czekać'' + dramione. Cz.3. Zakończenie.
Witajcie!
Znowu mnie długo nie było, ale, ale : najpierw wyjechałam na 3 dni, potem znowu
cała sobota poza domem, dodam brak dostępu do komputera :/. No nic,
najważniejsze, że już jestem :). Skończę tutaj Blandę ''Warto było czekać'' :).
Oczekujcie na ''Chorą miłość'' część ostatnią, bo po niej pojawi się... od
dawna nie dodany rozdział opowiadania :)! Gdyby ktoś miał kontakt z Anną Medium
to dajcie znać :). Cieszę się, że w amoku przedświątecznych porządków i spotkań
z przyjaciółmi znalazłam czas i wenę, żeby tu zajrzeć :). Przyznam Wam się
szczerze, potrzebowałam chwili odpoczynku od pisania, nawet poezja miała
zastój. Czytałam za to dużo książek, nabrałam sił, napisałam we wtorek pierwszy
wiersz chyba od miesiąca a teraz wracam tu :)! Zapraszam na zakończenie Blandy
a w najbliższym czasie ogarnę czcionkę we wszystkich wpisach, porządek w
tytułach zrobiony :). Ponieważ większą popularnością cieszy się ''Chora
miłość'' to pod jej zakończeniem dodam obiecaną reklamę :). Wpis bez bety, bo
na szybko, ale to ostatnia taka sytuacja, wybaczcie. Miłej lektury! +
miałam dodać wczoraj. I zgadnijcie komu padł internet o 22.30...
Tak jak
postanowiła, tak zrobiła. Hermiona Granger pobiegła do pokoju Amandy, swojej
przyjaciółki a ukochanej Blaisa Zabiniego. Kiedy już była poza dormitorium
swojego chłopaka, Draco i jego przyjaciela, natychmiast skierowała się do
dormitorium blondynki. Zapukała do drzwi.
-Czego?- usłyszała jęk.
-Chwila!- dodał o wiele przyjaźniejszy głos. Otworzyła jego
właścicielka, Kate. Miała rozczochrane, brązowe włosy i białą piżamę w różowe
polne kwiatki.- O, hej. Wejdź.- zaprosiła przesuwając się lekko, tym samym
robiąc miejsce dla koleżanki.
-Amanda?- zapytała w przestrzeń Gryfonka. Kotary łóżka
poszukiwanej dziewczyny rozsunęły się. Nadal nie zdjęła szkolnego mundurka ani
nie zmyła makijażu.- Wow, nie powiem, że wyglądasz dobrze.- wyrwało się
zdziwionej Hermionie.
-Dzięki.- mruknęła.- Pęka mi głowa. Dajcie mi spokój.-
Hermiona drugi raz tego dnia użyła zaklęcia na kaca. Jej przyjaciółka
rozchmurzyła się.
-Moje ty złotko... Coś się stało?- spytała kiedy minęły
objawy po wczorajszym świętowaniu.
-Ty powinnaś mi powiedzieć.- padła odpowiedź. Kate czuła
się całkowicie zdezorientowana.
-Dobra, laseczki, idę do łazienki.- uniosła ręce w geście
poddania by zniknąć w pomieszczeniu obok i zagłuszyć wszelkie odgłosy szumem
wody lejącej się pod prysznicem.
-Herm, piłam, cholera, mnóstwo piłam. Nie mam siły na
zagadki. Serio, mów wprost albo wcale nie gadajmy.- blondynka czuła się
zmęczona jak nigdy dotąd. Zawód miłosny, niechciany, wymuszony na swoich
emocjach pocałunek z Teodorem a do tego mnóstwo Ognistej, smak upokorzenia i
nieprzespana noc. Zestaw idealny na sobotni poranek.
-Zabini przyszedł cię wtedy przeprosić.- rzuciła
bezpośrednio dziewczyna Malfoya.
-Ale zrobił mi aferę o pocałunek z Teo. Wiesz co? Jestem
głupia, kazałam Nottowi wyjść, chciałam to przemyśleć. Ten kretyn nawet nie
zerwie z rudą larwą, kiedy ja pozbawiam się szansy na związek z szalejącym za
mną chłopakiem.
-Gówno prawda.- Ślizgonka otworzyła szerzej oczy. Granger
nigdy tak nie mówiła!- Szansa na związek z szalejącym za tobą chłopakiem
jeszcze w zasięgu ręki. Zabini jest wściekły na siebie a przede wszystkim
zrozpaczony, powiedział o tym mi i Draco, możesz go zapytać. Blaise upił się w
trupa, Kate potwierdzi. Jest zakochany. Ginny jest tylko kwestią czasu. Zaufaj
mi.- wykorzystywała niemal całe swoje zdolności do negocjacji.
-To niech się pozbędzie tej kwestii. Ale teraz to i tak
nieważne. Wszystko skończyliśmy.- zaczynał ją już drażnić ten temat, marzyła,
żeby zapomnieć.
-Chyba jeśli chodzi o przyjaźń. Dajcie sobie szansę.- użyła
nawet błagalnego tonu.
-Nie. Przymknij się, proszę.- irytacja wkradła się do ich
rozmowy.
-Ja dałam szansę Draconowi. Nie żałuję. Ale nie to nie,
tylko potem nie żałuj. Idę na śniadanie.- obróciła się.
-Malfoy dał się za ciebie torturować, do dzisiaj lekko
kuleje na prawą nogę. Draco dałby ci wszystko. Zabini widzi we mnie przytulankę,
nie materiał na żonę. Faktycznie lepiej idź, ta rozmowa donikąd nie prowadzi.-
cedziła gniewnie każde słowo. Herm opuściła jej dormitorium trzaskając
drzwiami. W szybkim tempie wróciła do pokoju swojego chłopaka. Zabini, ubrany w
białą koszulkę i granatowe jeansy, siedział na łóżku trzymając twarz w
dłoniach.
-Blaise, zerwij z Ginny.- zarządziła wchodząc.
-Słucham?- spojrzał na nią jakby była z innej planety.
-To zamiast słuchać posłuchaj. Zerwij z Ginny. Amanda
inaczej nawet nie chce cię oglądać.
-Zerwać z rudą i tyle? Warunek spełniony? Co? Wy, kobiety,
jednak jesteście zdecydowanie łatwe w obsłudze.- wstał z łóżka zadowolony.
-O nie, tu się mylisz.- mruknął rozbawiony Draco.- Moja do
dzisiaj nie potrafi pojąć, że kiedy kupuję jej sto bukietów po sto róż na każdy
miesiąc razem to nie po to, żeby się na mnie drzeć.- puścił oczko swojej
ukochanej.
-Ciekawe gdzie mam to trzymać, co, florysto?- prychnęła
dusząc śmiech.
-To mam jej kupić kwiaty?- Blaise poczuł się całkowicie
zbity z tropu.
-Jej? Raczej kij do baseballu.- wyjaśnił mu spokojnie
blondyn.
-Przestańcie! Nie! Masz zerwać z Ginny. Najlepiej jak
najszybciej, może i po śniadaniu. Ruszcie się. Trzeba się zbierać.- zarządziła
patrząc na nich surowo. Poszli za nią prosto do Wielkiej Sali, która powoli pustoszała.
Nie wszyscy balowali poprzedniej nocy. Szatynka jak zawsze siedziała przy
stoliku swoich dawnych wrogów - podopiecznych Horacego Slughorna. Kończyła
dojadać płatki kiedy w drzwiach pojawiła się Amanda. Miała kitkę, legginsy i
szarą bluzę zakładaną przez głowę. Pozbawiona makijażu, z worami pod oczami i
popękanymi ustami wyglądała dokładnie tak jak się czuła - żałośnie.
Kontrastowała z Ginerwą ubraną w czerwoną, obcisłą, skórzaną spódniczkę i
czarną koszulkę z dużym dekoltem w serek. Niestety, Weasley wygrała dziś
pojedynek na wygląd, nie dało się ukryć. Zarzuciła swoimi rudymi włosami tak
jakby celowo chciała pokazać swoje podkreślone ostrym makijażem specyficzne
piękno. Przegrana w tej cichej walce udała się do miejsca przy stole swojego
domu po czym opadła tam tak jakby uszły z niej wszelkie siły. Nalała sobie kawy
doskonale wiedząc, że to jeden z tych dni kiedy nawet najmocniejszy napój nie
da ukojenia. Nie zaszczyciła obiektu swoich westchnień ani jednym spojrzeniem.
Wystarczająco upokarzał ją fakt siedzenia całkowicie z dala od reszty. Nie
zauważyła kiedy podszedł do niej Teo.
-Hej, Am.- rzucił nieśmiało. Uniosła oczy znad kanapki.
Grzęzła jej w gardle, kto by pomyślał, że po złamaniu serca jedzenie staje się
takie trudne?
-Cześć.- wymamrotała. Wczoraj się całowali. Wczoraj
sprawiła, że on Teo czuł się przez nią jak ona przez Zabiniego. A teraz może do
tego ją oglądać w tak złym stanie. Pewnie go to cieszy, kogo by nie cieszyło?
-Nie gniewam się za wczoraj. Przegięliśmy. To było głupie i
gówniarskie.- wyjaśnił jej spokojnie, jakby mówił do dziecka.
-Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, serio. Pewnie masz
niezły ubaw, bo wyglądam jak ofiara losu.- prychnęła.
-Nie mam. Wiesz, ja... Nieważne. To zbyt dziecinne.
-Teodor, dzisiaj mam ochotę zniknąć. Nie będę cię namawiać
do czegokolwiek. Albo mówisz albo spadaj. Proszę cię.- czuła, że jeszcze chwila
a zacznie płakać nad kanapką.
-To przyjdę do ciebie potem i pogadamy, dobrze?
-Mhm.- mruknęła tylko chcąc jak najszybciej to zakończyć.
Wtedy do jej uszu dotarł zbliżający się stukot obcasów. Nie spojrzała,
wiedziała kto i do kogo idzie. Nie myliła się. Ruda postać zakołysała biodrami
opierając się o swojego mężczyznę.
-Kotku...- zaczęła przymilnie.- Chodź ze mną omówić
szczegóły imprezy.- wymruczała.
-Właśnie mieliśmy coś omówić, świetnie, że sama podeszłaś.
Idziemy.- wstał ze swojego miejsca zostawiając nietkniętą owsiankę z sokiem
malinowym.-Zaraz wrócę, gołąbki.- uśmiechnął się do przyjaciół. Kiedy doskonale
zbudowany Zabini razem z wiszącą na jego ramieniu lisicą mijali Amandę łzy
zaczęły kapać na jej talerz. Otarła je szybko. Nie tutaj, nie mogła sobie
pozwolić na załamania. Dopiero kiedy wróci do swojej samotni znowu się popłacze
a potem upije. Nagle jednak dobiegł ją wrzask, który usłyszeli wszyscy obecni
na późnym śniadaniu.
- TY PIEPRZONA ŚWINIO, DUPKU, GNOJU, SKURWIELU!!!!!!
NIENAWIDZĘ CIĘ!!!!! NIENAWIDZĘ!!!! WŁAŚNIE STRACIŁEŚ WSZYSTKO CO MIAŁEŚ
NAJLEPSZE!!!!!! WSZYSTKO!!!! ZATĘSKNISZ, POPAPRAŃCU I BĘDZIESZ MNIE B-Ł-A-G-A-Ł
O POWRÓT, OBIECUJĘ!!!!- zamarli. Po chwili nastąpił głuchy odgłos uderzenia i
kroki, szalony stukot obcasów. Czarnoskóry wrócił do Sali z podniesioną głową
oraz podbitym okiem. Draco wybuchnął szczerym, niepohamowanym śmiechem widząc
uśmiech przyjaciela a Hermiona aż otworzyła usta ze zdziwienia. Pozostali
uczniowie zaczęli komentować coś szeptem przywracając niedawny gwar. Chłopak
jednak nie wrócił do bliskich tylko przystanął przy Am.
-Hej, możemy pogadać?- nie odpowiedziała tępo obserwując
stygnącą kawę.- Proszę cię. Jestem świnia i zazdrosny palant pragnący cię
posiadać na własność. Lepiej? Nikt nie był dla ciebie dość dobry, ja też nie
jestem, nie byłem i nigdy nie będę. Ale zrobię wszystko. Proszę cię,
spróbujmy.- szeptał tak jakby walczył o życie.
-Daruj
sobie, dobrze? Kochałam cię od wojny, wyznałam ci to wczoraj. Nie chcę niczego
zaczynać. Sprawa zamknięta. Teraz z łaski swojej mnie zostaw i daj mi zjeść
śniadanie.- unikała jego wzroku. Cierpiała katusze przy każdym słowie.
Wiedziała, że będzie żałować, ale nie chciała mu pokazać, że wygrał. Nie
chciała mu dać emocjonalnej i życiowej przewagi. Nie i już. Duma wygrała nad
uczuciem.
-Tego naprawdę chcesz?- uniósł brwi. Załamał mu się głos.
-Chcę spokoju.- wstała i niemal wybiegła prosząc siebie w duchu o dość siły by nie rozpłakać się po drodze. Został tam osłupiały czując na sobie spojrzenia wszystkich. Zanim się zorientowali podeszli do niego przyjaciela.
-No stary, wkurzyłeś dwie dziewczyny w ciągu dziesięciu minut. Moje gratulacje.- położył mu dłoń na ramieniu.
-Co ja mam robić?- drżał mu głos. Czuł się zagubiony, samotny, pozostawiony samemu sobie na terenie ogromnego bagna.
-Mam pomysł, dobrze?- spytała delikatnie panna Granger. W odpowiedzi tylko kiwnął głową.
Kiedy Amanda dotarła do swojego pokoju od razu poczuła jak łzy sporych rozmiarów bezgłośnie rozbijają się o jej policzki. Miała wrażenie, że została sama w labiryncie nawet nie wiedząc czy gdzieś nie czai się Minotaur. Padła na łóżko, a ponowne tsunami łez oblało jej blade policzki. Od dziecka przygryzała wargi kiedy znajdywała się w trudnej sytuacji, teraz były całe spuchnięte. Zapłakan dopiero po dłuższej chwili zauważyła na jakiej leży poduszce. Tej od Zabiniego, tej w kształcie dużego zajączka. Zrobiło jej się niedobrze. Gniewnie rzuciła nią o ścianę naprzeciwko jej łóżka.
-Cholera!- zaklęła głośno zakrywając oczy dłońmi. Po wojnie wszystko miało być proste, dobre, łatwe. Więc dlaczego takie nie jest? Usłyszała nieśmiałe pukanie do drzwi.- Czego?- warknęła. Do dormitorium zajrzał Teo.
-Możemy pogadać? Jeśli nie to ja zrozumiem...- prawie wycofał się całkowicie.
-Właź, cholera. Tylko szybko. Mam na dziś dość upokorzenia.- dodała pocierając oczy.
-Wiem co czujesz do Blaisa. Uwierz mi, rozumiem doskonale.- powiedział siadając na brzegu jej łóżka.
-Ciekawe skąd...- nagle urwała.- Ty czujesz to samo. Ty...
-Tak jak ty chciałem zagłuszyć swoje uczucia, dobra? Wykorzystaliśmy się wzajemnie a źle mi z tym, bo żadnej dziewczyny nie można tak traktować.
-Daj spokój.- ścisnęła jego dłoń delikatnie się uśmiechając.- A ja? Robiłam to samo. Szukaliśmy zapomnienia i cudzej zazdrości.
-Wybaczysz?- podał jej wolną dłoń.
-Wiadomo.- nastąpiła zgoda.- Więc kto zniszczył ciebie, co? Bo u mnie już wszystko wiadomo.
-Kate.- jęknął boleśnie.
-Nie mów.- zachichotała po czym przechyliła się do tyłu rozkładając się wygodnie na pościeli.
-A, żebyś wiedziała.- jeszcze długo rozmawiali o swoich uczuciach, pomysłach na odkochanie się, jak to się stało, że wybrali akurat siebie i o wielu innych. Pocałunek zbliżył ich do siebie w zupełnie inny sposób niż można by się spodziewać. Właśnie po raz kolejny wybuchnęli głośnym śmiechem kiedy pojawiła się Kate.
-Eh... Hej.- lekko zarumieniona schowała kosmyk włosów za ucho. Nott spojrzał na Amandę pytająco a ona kiwnęła delikatnie głową.
-Kate... może chcesz iść ze mną na spacer?- zasugerował z uśmiechem.
-Chętnie.- rozpromieniona skorzystała z jego pomocy przy zakładaniu bordowego płaszczyka. Obydwoje wyszli zostawiając blondynkę znowu samą sobie. Poczuła odrobinę ulgi, przynajmniej z Teodorem wszystko się wyjaśniło. Niestety, jej czarnoskóry przyjaciel ciągle był bolesną, jątrzącą się raną na sercu. Gdyby tak tylko... Znowu pukanie. Drażniło ją już to.
-Co znowu?- jęknęła głośno zrezygnowana.
-To ja, Hermiona. Mogę?- ciepły, przyjazny głos przyjaciółki przypomniał o ich porannej kłótni. Ślizgonka nie powinna jej wtedy tak potraktować.
-Jasne.- odpowiedziała przyjaźnie. Granger wkroczyła do pokoju. Miała na sobie granatową sukienkę na długi rękaw. Góra przylegała do ciała, dół sięgający kolan był trochę rozkloszowany. Strój nadawał się bardziej na randkę niż na bal, a mimo to dziewczyna z rozpuszczonymi włosami wyglądała w nim przepięknie.- Wow, przyszłaś mnie dobić?- zapytała.
-Raczej uratować. Umyj włosy, uczesz się, umaluj. Już się na ciebie nie gniewam, byłam zbyt... ofensywna. Mam dla ciebie niespodziankę.
-Jesteś kochana.- przytuliły się jak zawsze wtedy kiedy godziły się po byle sprzeczce. Po pół godzinie Amanda wyszła z łazienki ubrana w czarną tunikę, do tego miała błękitne jeansy. Rozpuściła jasne włosy, zrobiła kreskę pod okiem i wytuszowała rzęsy.- Na nic więcej dziś ode mnie nie licz.- uniosła ręce w geście poddania. Hermiona przyjęła to spokojnie, wyszły razem z pomieszczenia. Nie rozmawiały całą drogę, były już pogodzone, a żadna z nich nie czuła potrzeby, żeby się odezwać. Dotarły do jednej z opuszczonych klas.
-Na miejscu. Wejdź pierwsza.- Granger zaprosiła ją gestem dłoni. Jej towarzyszka wzruszyła ramionami po czym popchnęła drzwi klasy. Jej oczom ukazało się pomieszczenie obwieszone choinkowymi lampkami. Była tam też czerwona kanapa, stolik do kawy, na którym stały dwa kufle kremowego piwa, biała owcza skóra na podłodze, barek z ustawionymi na nim dwoma kieliszkami i butelką wina i radio grające jej ulubione piosenki. Ale najważniejszy był on, Zabini ubrany w garnitur patrzący jej prosto w oczy z bukietem białych lilii.
-Kochanie, wybaczysz mi?- spytał łamiący się głosem. Nie dostał ustnej odpowiedzi. Rzuciła mu się na szyję by go pocałować. Zanim jeszcze oderwali się od siebie Gryfonkę objęły w pasie męskie ramiona Draco.
-To co? Znikamy stąd do siebie? Oni zostaną tu do rana a ja chciałbym zasnąć z moją dziewczyną w ramionach...- wymruczał do ucha szatynki. Po wielu przeprosinach, godzinach tłumaczeń i wyjaśnień Amanda zasnęła wtulona w Blaisa. Zaledwie rok później byli świadkami na ślubie Draco i Hermiony, a na weselu siedzieli tuż obok Teo ściskającego rękę Kate.
Kiedy kilkanaście lat później wszyscy odprowadzali swoje dzieci na peron 9 i 3/4 zobaczyli Ginny z Potterem. Uprzejmie podali im dłonie, złość i żal dawno minęły. Tak właśnie skończyła się historia największego amanta Hogwartu, który połączył się świętym węzłem małżeńskim z jedną z najbardziej popularnych dziewcząt. Można dodać jedynie : żyli długo i szczęśliwie.
-Tego naprawdę chcesz?- uniósł brwi. Załamał mu się głos.
-Chcę spokoju.- wstała i niemal wybiegła prosząc siebie w duchu o dość siły by nie rozpłakać się po drodze. Został tam osłupiały czując na sobie spojrzenia wszystkich. Zanim się zorientowali podeszli do niego przyjaciela.
-No stary, wkurzyłeś dwie dziewczyny w ciągu dziesięciu minut. Moje gratulacje.- położył mu dłoń na ramieniu.
-Co ja mam robić?- drżał mu głos. Czuł się zagubiony, samotny, pozostawiony samemu sobie na terenie ogromnego bagna.
-Mam pomysł, dobrze?- spytała delikatnie panna Granger. W odpowiedzi tylko kiwnął głową.
Kiedy Amanda dotarła do swojego pokoju od razu poczuła jak łzy sporych rozmiarów bezgłośnie rozbijają się o jej policzki. Miała wrażenie, że została sama w labiryncie nawet nie wiedząc czy gdzieś nie czai się Minotaur. Padła na łóżko, a ponowne tsunami łez oblało jej blade policzki. Od dziecka przygryzała wargi kiedy znajdywała się w trudnej sytuacji, teraz były całe spuchnięte. Zapłakan dopiero po dłuższej chwili zauważyła na jakiej leży poduszce. Tej od Zabiniego, tej w kształcie dużego zajączka. Zrobiło jej się niedobrze. Gniewnie rzuciła nią o ścianę naprzeciwko jej łóżka.
-Cholera!- zaklęła głośno zakrywając oczy dłońmi. Po wojnie wszystko miało być proste, dobre, łatwe. Więc dlaczego takie nie jest? Usłyszała nieśmiałe pukanie do drzwi.- Czego?- warknęła. Do dormitorium zajrzał Teo.
-Możemy pogadać? Jeśli nie to ja zrozumiem...- prawie wycofał się całkowicie.
-Właź, cholera. Tylko szybko. Mam na dziś dość upokorzenia.- dodała pocierając oczy.
-Wiem co czujesz do Blaisa. Uwierz mi, rozumiem doskonale.- powiedział siadając na brzegu jej łóżka.
-Ciekawe skąd...- nagle urwała.- Ty czujesz to samo. Ty...
-Tak jak ty chciałem zagłuszyć swoje uczucia, dobra? Wykorzystaliśmy się wzajemnie a źle mi z tym, bo żadnej dziewczyny nie można tak traktować.
-Daj spokój.- ścisnęła jego dłoń delikatnie się uśmiechając.- A ja? Robiłam to samo. Szukaliśmy zapomnienia i cudzej zazdrości.
-Wybaczysz?- podał jej wolną dłoń.
-Wiadomo.- nastąpiła zgoda.- Więc kto zniszczył ciebie, co? Bo u mnie już wszystko wiadomo.
-Kate.- jęknął boleśnie.
-Nie mów.- zachichotała po czym przechyliła się do tyłu rozkładając się wygodnie na pościeli.
-A, żebyś wiedziała.- jeszcze długo rozmawiali o swoich uczuciach, pomysłach na odkochanie się, jak to się stało, że wybrali akurat siebie i o wielu innych. Pocałunek zbliżył ich do siebie w zupełnie inny sposób niż można by się spodziewać. Właśnie po raz kolejny wybuchnęli głośnym śmiechem kiedy pojawiła się Kate.
-Eh... Hej.- lekko zarumieniona schowała kosmyk włosów za ucho. Nott spojrzał na Amandę pytająco a ona kiwnęła delikatnie głową.
-Kate... może chcesz iść ze mną na spacer?- zasugerował z uśmiechem.
-Chętnie.- rozpromieniona skorzystała z jego pomocy przy zakładaniu bordowego płaszczyka. Obydwoje wyszli zostawiając blondynkę znowu samą sobie. Poczuła odrobinę ulgi, przynajmniej z Teodorem wszystko się wyjaśniło. Niestety, jej czarnoskóry przyjaciel ciągle był bolesną, jątrzącą się raną na sercu. Gdyby tak tylko... Znowu pukanie. Drażniło ją już to.
-Co znowu?- jęknęła głośno zrezygnowana.
-To ja, Hermiona. Mogę?- ciepły, przyjazny głos przyjaciółki przypomniał o ich porannej kłótni. Ślizgonka nie powinna jej wtedy tak potraktować.
-Jasne.- odpowiedziała przyjaźnie. Granger wkroczyła do pokoju. Miała na sobie granatową sukienkę na długi rękaw. Góra przylegała do ciała, dół sięgający kolan był trochę rozkloszowany. Strój nadawał się bardziej na randkę niż na bal, a mimo to dziewczyna z rozpuszczonymi włosami wyglądała w nim przepięknie.- Wow, przyszłaś mnie dobić?- zapytała.
-Raczej uratować. Umyj włosy, uczesz się, umaluj. Już się na ciebie nie gniewam, byłam zbyt... ofensywna. Mam dla ciebie niespodziankę.
-Jesteś kochana.- przytuliły się jak zawsze wtedy kiedy godziły się po byle sprzeczce. Po pół godzinie Amanda wyszła z łazienki ubrana w czarną tunikę, do tego miała błękitne jeansy. Rozpuściła jasne włosy, zrobiła kreskę pod okiem i wytuszowała rzęsy.- Na nic więcej dziś ode mnie nie licz.- uniosła ręce w geście poddania. Hermiona przyjęła to spokojnie, wyszły razem z pomieszczenia. Nie rozmawiały całą drogę, były już pogodzone, a żadna z nich nie czuła potrzeby, żeby się odezwać. Dotarły do jednej z opuszczonych klas.
-Na miejscu. Wejdź pierwsza.- Granger zaprosiła ją gestem dłoni. Jej towarzyszka wzruszyła ramionami po czym popchnęła drzwi klasy. Jej oczom ukazało się pomieszczenie obwieszone choinkowymi lampkami. Była tam też czerwona kanapa, stolik do kawy, na którym stały dwa kufle kremowego piwa, biała owcza skóra na podłodze, barek z ustawionymi na nim dwoma kieliszkami i butelką wina i radio grające jej ulubione piosenki. Ale najważniejszy był on, Zabini ubrany w garnitur patrzący jej prosto w oczy z bukietem białych lilii.
-Kochanie, wybaczysz mi?- spytał łamiący się głosem. Nie dostał ustnej odpowiedzi. Rzuciła mu się na szyję by go pocałować. Zanim jeszcze oderwali się od siebie Gryfonkę objęły w pasie męskie ramiona Draco.
-To co? Znikamy stąd do siebie? Oni zostaną tu do rana a ja chciałbym zasnąć z moją dziewczyną w ramionach...- wymruczał do ucha szatynki. Po wielu przeprosinach, godzinach tłumaczeń i wyjaśnień Amanda zasnęła wtulona w Blaisa. Zaledwie rok później byli świadkami na ślubie Draco i Hermiony, a na weselu siedzieli tuż obok Teo ściskającego rękę Kate.
Kiedy kilkanaście lat później wszyscy odprowadzali swoje dzieci na peron 9 i 3/4 zobaczyli Ginny z Potterem. Uprzejmie podali im dłonie, złość i żal dawno minęły. Tak właśnie skończyła się historia największego amanta Hogwartu, który połączył się świętym węzłem małżeńskim z jedną z najbardziej popularnych dziewcząt. Można dodać jedynie : żyli długo i szczęśliwie.
Hej.
Jeśli ktoś uważa, że rozwiązanie akcji z Teo jest zbyt naciągane to ja chętnie
wezmę na klatę sensowne argumenty. To spontaniczny pomysł. Jak zakończenie?
Było najtrudniejsze do napisania, serio, serio. Może nie jest idealnie, to moje
pierwsze zakończenie miniaturki kilkuczęściowej. Liczę na komentarze oraz
informuję : 1 komentarz u mnie=2 u Ciebie! Warto :).
Pozdrawiam i życzę miłych, zdrowych i spokojnych świąt :).
Eleonora.
Pozdrawiam i życzę miłych, zdrowych i spokojnych świąt :).
Eleonora.
sobota, 27 lutego 2016
LBA 1. Odpowiedzi na pytania i moje nominacje :)
Witajcie!
Nie wiem czy ktoś to zauważył, ale posprzątałam w tytułach i
Spisie treści. Teraz ogarniam swoje nominacje do LBA :). Dostałyśmy
kiedyś jedną na spółę z Viperą, ale ponieważ jej nie mam na te
pytania nie odpowiem. Ten post będzie za to zawierał moje nominacje
i oczywiście odpowiedzi na pytania do nominacji, które dostałam
tylko ja :). Nominuję wszystkich, którzy nominowali mnie,
znajdziecie pytania na końcu wpisu. Nominowali mnie:
1.
America z http://nadziejanienawiscmilosc.blogspot.com/:
Odpowiedzi
na jej pytania :
-
Ulubiony film/ książka? Film to Życie jest piękne.
Książki to Harry Potter, Ania z Zielonego
Wzgórza i wszystkie Agaty Christie. Czytam dużo książek,
naprawdę, wiele tytułów mi teraz uleciało.
-
Dramione vs. Romione? Dramione zdecydowanie!
-
Co sądzisz o parringach typu Drarry, Snarry? Chodzi o
homoseksualne? Nie czytam ich, choć nie jestem homofobem. Nie
trafiają w mój gust po prostu. Ale jeśli ktoś to lubi to dobrze,
niech czyta, jego sprawa, nie oceniam.
-
Trzy cechy twojego charakteru? Myślę, że najważniejsze
to: inteligencja, wrażliwość i empatia.
-
Co cię zmotywowało do pisania bloga? Nie
mogłam trafić na bloga, który podobałby mi się w 100%, więc po
miesiącach poszukiwań w końcu uznałam, że jeśli chcę mieć
idealne opowiadanie, to powinnam napisać je sobie sama. Zaczęłam
pisać inną historię, nie wyszło, nie miałam motywacji. Ale się
zawzięłam i kiedy Vipera dała ogłoszenie na grupie, że szuka
kogoś, kto na prowadziłby z nią bloga to się zgłosiłam. Tu
motywujecie mnie coraz bardziej swoimi komentarzami, liczbą wejść
czy nominacjami do LBA, więc mam siłę i ochotę pisać dalej :).
-
Jakie książki polecasz? ( min. 5). Oczywiście Harry
Potter, otwiera przed czytelnikiem niesamowity świat. I
nie było już nikogo, nigdy nie czytałam lepszej książki o
tematyce kryminalnej. Wszystkie tomy Mennymsów poruszają
problematykę naszej egzystencji, jednocześnie po raz pierwszy
spotkałam się z historią lalek ludzkich rozmiarów, które żyją
i funkcjonują jak my. Urzekła mnie i pozostaje z człowiekiem na
długo. Czytając ją można zadać sobie wiele ważnych pytań a
odpowiedzi na nie mogą coś zmienić w naszym życiu.
Seria Strrraszna historia w przystępny i ciekawy
sposób przekazuje ogrom wiedzy historycznej, przydatnej na różnego
typu egzaminach, ale też w codziennym życiu. Ostatnia to Ania
z Zielonego Wzgórza, dlatego, że mam do niej ogromny sentyment
i przypomina mi dzieciństwo.
-
Twoje hobby? Piszę wiersze i opowiadania, trochę uczę się
japońskiego, uczę się rysować mangę, rysuję, czytam, uczę się
szyć, występuję w amatorskim teatrze, robię ozdoby.
-
Twoja ulubiona postać z HP? Hermiona Granger, Molly
Weasley, Remus Lupin, Harry Potter, Ron Weasley, Draco Malfoy, Ginny
Weasley, Neville Longbottom.
-
Z kim chciałabyś się zaprzyjaźnić? Harry'm czy
Voldemortem? Harry, zdecydowanie :).
-
Której postaci z HP nie lubisz? Dolores, Belli, Lucjusza,
Voldemorta, ogółem wszystkich Śmierciożerców, woźnego i jego
kotki, czyli Pani Norris, nie cierpię też Petunii, Dudziaczka i
Vernona.
-
Do jakich fandomów należysz? Jestem jeszcze otaku.
2.
Arcanum Felis
z http://ingis-at-glacies-dramione.blogspot.com/:
Odpowiedzi na jej pytania:
Odpowiedzi na jej pytania:
-
Fanfiction, które zrobiło na Tobie piorunujące wrażenie i
czytałaś je z przyjemnością? Co było w nim takiego
ciekawego? Dramione Dwa
światy, bo było moim pierwszym dramione. Kiedy wracam do niego
czasem z sentymentu, irytuje mnie przesłodzone zakończenie. Ale to
było już prawie 3 lata odkąd czytałam je po raz pierwszy. Wydaje
mi się też, że ujęło mnie tak bardzo, ponieważ nigdy wcześniej
nie miałam styczności z dramione, fascynacja parringiem zrobiła
swoje. Drugie tej autorki to Gdy jesteśmy sami, o wiele
bardziej podoba mi się jego zakończenie. Rozkwitające powoli
uczucie w trudnych czasach, opisy emocji, to wszystko moim zdaniem
perfekcyjnie zrobione. No i ostatnie co teraz przychodzi mi do głowy,
bo przekopałam setki jak nie tysiące dramione i mogłam o czymś
zapomnieć, dramione La fin de la vie. Cudowna fabuła,
porywająca historia, świetnie zrobione zwroty akcji. Podałam
akurat te dramione też dlatego, że uwielbiam szczęśliwe
zakończenia (teraz uwaga, będzie mały spojler) a one je mają.
-
Wyobraź sobie, że w metrze obok Ciebie siedzi Daniel Radcliffe i
przygląda Ci się z ciekawością. Jakie pytanie byś mu zadała,
aby zacząć rozmowę? Chyba takie, tylko oczywiście po
angielsku: ''O hej, przypominasz mi kogoś, wiesz? Chyba widzieliśmy
się ostatnio na ulicy, prawda?'', sądzę, że to byłoby
odpowiednie, ponieważ, gdybym pokazała, że go znam to na pewno
uciekłby przerażony, że siedzi obok niego kolejna namolna fanka.
-
Co robisz, gdy masz chwilę dla siebie? Czytam, rysuję,
zdarza mi się obejrzeć odcinek na YT o teoriach dotyczących anime
czy kreskówek, oglądam anime, spotykam się z przyjaciółkami,
chodzę na spacery, jeżdżę na deskorolce albo na długie wycieczki
rowerowe, piszę bloga, czasem gram na komputerze.
-
Oglądasz filmy? Masz jakiś ulubiony, który mogłabyś oglądać na
okrągło? I dlaczego? Oglądam, ale głównie w wolne dni
wieczorami :). Mam, Życie jest piękne, nigdy mi się
nie znudzi, ponieważ przedstawia niesamowitą historię, uczy pogody
ducha w trudnych chwilach, doceniania tego, co się ma i pokazuje jak
powinna wyglądać prawdziwa miłość. No i <chwila na śmiech,
bo teraz mówię całkiem serio> filmy i bajki o Scoobym Doo,
pierwsze kryminały z jakimi miałam styczność, haha.
-
Wyobraź sobie, że jesteś uczennicą pierwszego roku w Hogwarcie i
czekasz na Ceremonię Przydziału. Do którego domu chciałabyś
trafić i dlaczego? Robiłam sobie testy na wielu
internetowych Tiarach i zawsze trafiałam albo Gryffindoru, albo do
Ravenclawu. Właśnie tam chciałabym trafić, gdybym miała szansę
bycia w Hogwarcie. Gryffindor, ponieważ zawsze bronię swoich
wartości i zdania, nieważne jak kto na to zareaguje i co powie.
Ravenclaw, ponieważ cenię sobie wiedzą, lubię się uczyć,
zdobywać nowe informacje, uwielbiam książki, filmy dokumentalne,
interesuję się psychologią i wieloma innymi dziedzinami.
-
Jakie jest twoje ulubione zaklęcie z Harry’ego Pottera? Chyba
przywołujące przedmioty, o tak, mogłabym nie wstawać z jednego
miejsca a rzeczy same by do mnie leciały :D.
-
Ulubiony przedmiot w szkole? W Hogwarcie to pewnie historia
magii i transmutacja. W życiu realnym to polski, wos i historia.
-
Co cenisz w ludziach? Lojalność, inteligencję, poczucie
humoru, wyrozumiałość, empatię, troskę, zdolność wysłuchania
i zdolność nieoceniania innych.
-
Minerva McGonagall czy Severus Snape? Trudne pytanie, bo
każde z nich oceniam pod innym kątem. Severus wykazał się
niesamowitą odwagą, jednak Minerva, choć mniej odważna, była o
wiele bardziej empatyczna i opiekuńcza dla swoich wychowanków,
potrafiła o nich zadbać i nie pozwalała, żeby kierowały nią
osobiste uprzedzenia nawet do uczniów z domu Salazara. No i
posiadała wielki umysł. McGonagall górą!
-
Co być zobaczyła w zwierciadle Ain Eingarp? Tego nie wiem.
Mogłoby się okazać, że to o czym teraz marzę i myślę wcale nie
byłoby moim najgłębszym pragnieniem.
-
Czy należysz jeszcze do jakiś fandomów? Należę jeszcze
do otaku (fani anime, mangi, Japonii).
3.
Lunatrix Malfoy
z http://dramionemiedzydobremazlem.blogspot.com/:
Odpowiedzi na jej pytania :
Odpowiedzi na jej pytania :
-
Masz rodzeństwo? Jeśli tak, jak ma na imię i ile mają lat? Nie
mam rodzeństwa.
-
Ile masz lat? Oj, tego nie chcę tu zdradzać, żeby mój
wiek nie rzutował na to jak odbieracie moją twórczość ;).
-
Ulubiony przedmiot w podstawówce lub gimnazjum? Historia,
polski, wos.
-
Od kiedy zaczęłaś pisać? Takie nieudolne teksty piosenek
to już od IV klasy podstawówki, ogólnie bloga od VI klasy, ale to
ten osobisty i przyznam, że tam te przemyślenia i metafory robiły
się coraz dojrzalsze, bardziej poetyckie i zaskakująco udane.
Wiersze od I gimnazjum, dramione od kwietnia albo marca 2015 roku,
ten blog od czerwca 2015 a inne opowiadanie od listopada chyba lub
grudnia 2015 roku.
-
Co Ci pomaga w trudnych chwilach? Moja
Mama i moje przyjaciółki. Pisanie wierszy, długi spacer albo
wycieczka rowerowa, ulubione piosenki, dobra książka.
-
Ulubione zwierzę z fantastyki? Jednorożec!
O matko, to takie dziewczęce... :D
-
Ulubiona liczba? 8.
-
Ulubiony sport? Kolarstwo.
To
by było na tyle, dziękuję za nominacje :). Mam nadzieję, że nie
pominęłam żadnej nominacji, jeśli tak to przepraszam, dajcie znać
w komentarzu. Oto moje pytania dla Was:
1.
Ulubiona bajka z dzieciństwa?
2. Wolisz smutne czy szczęśliwe zakończenia dramione?
3. Czy jest jakiś potterowski parring, którego nie znosisz?
4. Co robisz, gdy brakuje Ci weny do pisania?
5. Jaki jest Twój ulubiony potterowski parring?
6. Poleć minimum 5 filmów.
7. Co Cię inspiruje?
8. Ulubiona książka obecnie a ulubiona książka z dzieciństwa?
9. Wiążesz swoją przyszłość z pisaniem?
10. Co robisz w długie wieczory?
11. Ulubiony smak herbaty?
12. Autor książek lub ff, którego podziwiasz?
13. Jaki jest Twój patronus?
14. Jaki jest Twój bogin?
15. Jakiego zaklęcia używasz najczęściej?
Kiedy już odpowiecie na pytania dajcie mi link w komentarzu pod tym postem. Mam nadzieję, że odpowiedziałam wyczerpująco i dałam dość ciekawe pytania :).
2. Wolisz smutne czy szczęśliwe zakończenia dramione?
3. Czy jest jakiś potterowski parring, którego nie znosisz?
4. Co robisz, gdy brakuje Ci weny do pisania?
5. Jaki jest Twój ulubiony potterowski parring?
6. Poleć minimum 5 filmów.
7. Co Cię inspiruje?
8. Ulubiona książka obecnie a ulubiona książka z dzieciństwa?
9. Wiążesz swoją przyszłość z pisaniem?
10. Co robisz w długie wieczory?
11. Ulubiony smak herbaty?
12. Autor książek lub ff, którego podziwiasz?
13. Jaki jest Twój patronus?
14. Jaki jest Twój bogin?
15. Jakiego zaklęcia używasz najczęściej?
Kiedy już odpowiecie na pytania dajcie mi link w komentarzu pod tym postem. Mam nadzieję, że odpowiedziałam wyczerpująco i dałam dość ciekawe pytania :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
