niedziela, 26 czerwca 2016

Relacja z "Dziórawego kotła" + zdjęcia

Witajcie, kochani! Ze względu na dodanie tego postu dzisiaj odpowiedzi na pytania, czyli wywiad z postaciami, ukażą się we wtorek :).
PS Miała miejsce jedna, dosyć nieprzyjemna sytuacja. Mianowicie pod postem pojawił się wyjątkowo niemiły komentarz i kilka wyrazów niezadowolenia w innych komentarzach. Sprawiło mi to przykrość, bo o ile każdy ma prawo do swojego zdania, o tyle ten jeden komentarz naprawdę był przykry. Mam nadzieję, że to się już więcej nie powtórzy.

    No to teraz taka mała niespodzianka: byłam w Dziórawym kotle. Nie w swoich marzeniach. Nie w snach. W prawdziwym, krakowskim Dziórawym kotle! Razem z przyjaciółmi już jakiś czas temu chcieliśmy odwiedzić to miejsce, a w zeszły piątek nadarzyła się okazja. Mimo niesamowitego deszczu, który zastał nas w momencie poszukiwań, trafiliśmy do celu. Adresu nie podam, żeby nie trafili tam żadni mugole, poszukajcie sami ;). Nie no, oczywiście żartuję: Kraków, Grodzka 50. Bardzo łatwo ominąć Dziórawy kocioł. Oznaczenia są małe, niemal niewidoczne, ale szybko odkryliśmy dlaczego: Mugole mijali to miejsce kilkadziesiąt razy dziennie i nawet go nie dostrzegali. Tylko prawdziwi czarodzieje mogli znaleźć knajpkę, bo tylko oni ją widzieli. Dodam, że mnóstwo ludzi może po prostu nie dostrzec malutkiej reklamy i naprawdę przegapić to co tak długo chcieli zobaczyć, ale nawet jeśli wyżej napisana myśl nie była celowym założeniem właścicieli to nic nie szkodzi, tak jest naprawdę, jeżeli nie chcecie tam trafić i nie zależy Wam na tym, nawet nie zauważycie, że jest taka parcela.
     Weszliśmy w bramę, dosłownie, a potem schodami w dół. Bałam się, że znajdę się wśród czyiś ziemniaków, rowerów i słoików, ale na szczęście nie. Niech nie zmylą Was piwniczne klimaty, gdy już tam będziecie, na dole okazało się, że jesteśmy na miejscu. Znaleźliśmy się w  dużym pomieszczeniu. Obok wejścia był wieszak z tiarą, szatą, szalikiem, krawatem, miotłą. Coś wspaniałego! Po prawo od drzwi znajdował się stolik z grami, m.in. z potterowską wersją ''Monopoly'' (grałam i polecam), nazwaną Magią w biznesie! Naprzeciwko schodów, którymi się tu dostaliśmy zobaczyliśmy barek. Obsługiwała nas bardzo miła Pani, którą serdecznie pozdrawiam jeśli to czyta :). Dowiedzieliśmy się, że trzeba wziąć sobie menu a potem przyjść złożyć zamówienie do barku. W zewnętrzną stronę barku wbudowano ogromną półkę z książkami, znaleźliśmy tam także serię o Harrym. Obok tej półki, naprzeciwko wieszaka, stała duża, rozłożysta kanapa. Nad nią, trochę z boku, naprzeciwko półki z książkami, wisiał telewizor, a pod nim leżała konsola. Kiedy zbadaliśmy wzrokiem ''przedsionek'' ruszyliśmy dalej.
     Przekroczyliśmy próg i byliśmy w korytarzyku przechodnim. Uwaga na przyszłość, proszę nie uciekać z krzykiem: pajęczyny, które były nad nami to tylko wata lub coś ''watopodobnego''. A pajączki zrobiono z mosiądzu, nic nas nie zaatakowało ;). Przejście nadawało odrobiny magii, ponieważ korytarz w którym rozwieszono pajęczyny miał kształt tunelu. Niby nic, a nadało charakteru. Za korytarzykiem było malutkie prostokątne pomieszczenie, z niego były trzy wejścia z framugami, bez drzwi. Dwa wejścia prowadziły do sal, jedno do kolejnego malutkiego korytarzyka z drzwiami do łazienek. Załóżmy, że idziemy właśnie do łazienki.  I w damskiej, i w męskiej (mówił mi przyjaciel, spokojnie, sama nie sprawdzałam :D) jest 1 czekoladowa żaba (mosiężna, ale przecież wiecie o co chodzi, wierzę w Was :D). Jeżeli jednak wybieramy tą salę, w której siedziałam z przyjaciółmi to tak : parę schodków w dół, na ścianie z drzwiami wisi prawdziwa miotła i tiara, obraz konstelacji gwiezdnej oraz nad stojącym pod nią stolikiem, powieszono zdjęcie czarodzieja. Naprzeciw jest podwyższenie, taka jakby scena, choć tam też swoją dwa stoliki, a namalowano ogromny pociąg jadący do Hogwartu :'). Tak jak powiedziałam wcześniej, nad każdym stolikiem ''czuwa'' podpisane zdjęcie czarodzieja, my usiedliśmy przy Severusie Snapie, najpierw myśleliśmy, że to służy tylko do ozdoby, ale okazało się, że zdjęcia pełnią funkcję numerków stolików, przy zamówieniu pada pytanie przy jakim siedzicie czarodzieju, więc warto pamiętać ;).
     Zanim jednak zamówimy wypada zajrzeć do menu. Drewnianego menu, ze ślicznie wyrytym napisem, naturalnie czcionka jest odpowiednia. . Można zamówić sobie, m.in. Piwo Kremowe (które nie ma w sobie piwa ani innego alkoholu), Lodowe Piwo Kremowe, sok dyniowy, desery (jabłecznik podobno był pyszny, ale moje serce zdobył deser Nox i Lumos, z białej i czarnej czekolady), drinki (nie próbowaliśmy, choć nazwa ''Czarny Pan'' brzmi ostro), kanapeczki, przekąski na wynos, a nawet (o zgrozo!) zwykłe picie typu sok, woda, napój gazowany. Porcje są ogromne (jabłecznik na niemal cały talerz obiadowy, mój biedny przyjaciel obdzielił nim jeszcze 2 osoby, ja nie miałam już nawet sił tego zjeść), a ceny przystępne (za ogromny słoik [bo to w nich jest podawane piwo] Piwa Kremowego z GÓRĄ bitej śmietany płacimy 10 zł, za wspomniany jabłecznik 9,99! A za mrożone piwo kremowe 11 zł). W menu, które ma czcionkę niczym z magicznych ksiąg, pojawiają się także obrazki, dzięki którym widzimy część rzeczy, na które mamy ochotę.
     Zamówić trzeba przy barku, ale wszystko jest z dostawą do stolika, spokojnie. W tle leci muzyka z serii, stoliki są pociągowe, złączone po dwa, kanapy również utrzymane w klimacie tych z filmowych wagonów. Na każde dwa złączone ze sobą stoliki tworzące jeden duży, przypada lampion z małą, palącą się świeczką w środku.
     Taka uwaga ode mnie, maniaczki higieny i osoby, która po oglądaniu programów o zmianach w restauracjach, zwraca uwagę na każdy brud w restauracji : wszystko bardzo czyste, nawet te lampiony nie były wewnątrz ulepione woskiem. Dla kogoś to może nie być ważne, ale dla mnie ogromnie. Tak samo jak szklanki bez śladów cudzych palców i czysta podłoga, choć na dworze szalała ulewa. Jeśli to nadal nic, to teraz element ważny chyba dla każdego : czyste łazienki, włącznie z lustrami, których ostatnie mycie było także dawno po dniu otwarcia. Warto o tym napisać, ponieważ wiele lokali odstrasza od dobrego jedzenia takim niedbalstwem higienicznym, tu zadbano o detale.
     A skoro już o detalach mowa : takie drobnostki jak ''czekoladowe'' żaby w łazienkach czy gry wydawać by się mogły niezbyt znaczące, ale budują niesamowity klimat, naprawdę. Każdy, najmniejszy szczegół jest dopracowany, przemyślany i sprawia, że czujemy się magicznie.
    Co do gier jakby ktoś pytał : były też takie ogólnie o czarownicach, czarodziejach, czarach, itp., ale mieliśmy mało czasu i nie zdążyliśmy z wszystkim. Co do tego ''Monopoly'' potterowskiego, które było absolutnie cudowne : zamiast pionków były miniaturowe, zakorkowane fiolki z brokatem, takie niby małe eliksiry, cudownie! Pieniądze w grze, wiadomo, takie jak z książek i filmów, coś niesamowitego.
     W drugiej sali, do której niestety nie weszliśmy ze względu na ograniczony czas i możliwości, był kominek. I to na ścianie prostopadłej do tej z drzwiami, więc dobrze go widzieliśmy. Stały na nim liczne fiolki z eliksirami i proszek Fiu, a w palenisku płonął holograficzny zielony ogień. Z tego co słyszałam od jednej z moich towarzyszek, która tego dnia jeszcze pobiegła tam na szybko i była w drugiej sali, poza kominkiem, wystrój nie różnił się zbytnio od sali, w której my świętowaliśmy, można było usiąść przy stoliku z wiszącym nad nim czarodziejem (oprócz postaci z serii J. K. Rowling był też Merlin oraz czarownica ze ''Śpiącej Królewny'', czarownica z ''Wiedźmina'' i czarodziej z ''Władcy pierścieni''. Nie piszę imion, bo nie mam dobrego dostępu do internetu i teraz ich nie znajdę a nie chcę popełnić literówki).
     A teraz jedna z najważniejszych kwestii : obsługa. Nikt mi nie powie, że niemiły barman czy wredna kelnerka nie odstraszają nawet od ulubionej miejscówki. A tutaj... cóż mówić, dawno nie spotkałam tak miłej obsługi. Odporni na piski radości, krzyki zachwytu, zaglądanie w każdy kąt. Niezależnie od wieku (bo była tam i grupa nastolatek, i para studentów na randce, i inni.) zwracają się do klienta per ''pani'', ''pan'' i przez szacunek też piszę o nich w tych grzecznościowych formach. To obsługująca nas pani sama wyszła z propozycją, żebyśmy wzięli sobie grę. Kiedy dowiedziała się, że świętujemy mój sukces w nauce zrobiła nam mnóstwo zdjęć w strojach czarodziejów (te szaty, o których pisałam, wiecie, te przy wejściu, są dostępne do przymiarki). Gratulowała, pytała nas skąd jesteśmy, co świętujemy, była miła i niech nikt nie mówi mi, że to jest jej praca, bo pytania, gratulacje, czekanie aż przymierzymy komu w czym najlepiej to NIE jest jej obowiązek. To dobra wola osoby lubiącej swoją pracę. Oprócz tego mieliśmy możliwość dosłownie posiedzenia w strojach przy jedzeniu, skorzystaliśmy. Pan, który przyszedł nas prosić o zdjęcie szat potrzebnych dziewczynie, która szła robić promocję, był bardzo miły, miałam nawet wrażenie, że trochę mu głupio o to prosić, ale nie robiliśmy problemu i oddaliśmy wszystko od razu, podziękował. Jego nienahalność i dobre maniery też nie były wpisane w jego pracę, tylko w to jak sam od siebie do tego podchodzi. Niestety, kiedy my byliśmy zajęci modelingiem to nasze 4 Piwa Kremowe trochę ubrudziły stół bitą śmietaną. Staraliśmy się powycierać, ale w ostatecznym rozrachunku niewiele to pomogło. Było mi nawet trochę głupio i oczekiwałam złośliwych komentarzy obsługi. Nic z tych rzeczy, dobrze znana nam pani po prostu wytarła stół. Dobra, ok, pomyślicie ''Co w tym wielkiego? Tak zrobić powinna, to nic nadzwyczajnego'', ale uwierzcie mi, że spotkałam się z sytuacjami gdzie wytarcie stołu to był wyczyn albo wielka łaska. Po wyjściu, razem z przyjaciółmi, mieliśmy mega pozytywne zdanie o pracownikach, bo chyba każdy, choć raz w życiu spotkał się z niemiłym członkiem obsługi i nie wspomina tego dobrze. Tu było 10/10!
     Kolejna sprawa : smak. Pewnie oglądając zdjęcia, programy, filmiki, czytając przepisy, książki pada pytanie ''A jak to właściwie smakuje? Dobrze?'', pojawia się lęk, że nie, że ohyda. A tutaj... mniam! Cynamon, mleko, itp., itd. (nie zdradzę przepisu, musicie sami spróbować), wszystko cudownie. Tego smaku nie da się zapomnieć, a poza tym, nikt nie chciałby go zapominać!
     Kiedy już wychodziliśmy na dworze świeciło słonko. Przed lokalem chodziła pani (choć wyglądała młodo, dlatego wcześniej nazwałam ją dziewczyną) w szacie, szaliku, tiarze, okularach (nie wiem czy to przypadek czy celowy zabieg, ale okrągłe okulary do złudzenia przypominały te, które nosił Harry). Reklamowała ''Dziurawy kocioł'' znacznie ułatwiając trafienie do niego jednocześnie nadal nie interesowała zwykłych mugoli ;) ;).
     Czas podania był bardzo szybki, jedzenie i picie, wielkość porcji już opisana, na 4 osoby w jakieś 10-15 minut, super tempo. Tym bardziej dla spieszących się wtedy nas. Czas tam ogólnie płynie inaczej, niby szybciej a masz wrażenie, że jesteś tu już całe, wspaniałe godziny. Po prostu magia!
     Minusy : trochę za mało czarodziejskich szat, ale rozumiem, że 100 tiar, 200 szalików, 50 mioteł i 400 szat wymagałoby nie lokalu, a całego magazynu. No i jeśli klienci nie niszczą przedmiotów w tempie tornada, to też bez sensu wykładać wszystko co jest, na raz. Także takie pół minusa :D.
     Mam nadzieję, że nie przeszkadza Wam zmiana czasów w relacji. Czas przeszły służył pokazaniu moich doświadczeń i wrażeń, czas teraźniejszy miał sprawić, że i Wy poczujecie się jakbyście tam byli i to widzieli, był to zabieg przemyślany, zamierzony, celowy. Liczę, że nie irytował ;). Jeśli dobrnęliście do końca to brawo! Pod postem wklejam zdjęcia, jakość taka sobie ze względu na lokację : piwnica, zero naturalnego światła, zero okien. Mimo to gdzieniegdzie używałam lampy, nie wiem jednak czy blogspot nie zniszczy jakości zdjęć. Nie są one po żadnej odróbce, nie mają filtrów, wklejam takie jakie robiłam. Trochę zajęło mi tworzenie tej relacji, postarajcie się mnie docenić i zostawić coś po sobie. Zaznaczam również, że komuś może nie spodobać lub nie smakować to o czym ja pisałam tak pozytywnie. Nie musicie być obsługiwani przez osoby, które na mnie wywarły takie dobre wrażenie. Ale liczę, że każdy pracownik tego miejsca jest tak miły jak nasi ''znajomi''. Pozdrawiam, Eleonora. :)

PS Każdemu Potterhead, z serca polecam ''Dziurawy kocioł'', ja i moi przyjaciele wszyscy jesteśmy fanami, możecie sobie wyobrazić moją radość, gdy świętowałam sukces w gronie bliskich w takim niesamowitym miejscu. Będąc w Krakowie zajrzyjcie, warto.












niedziela, 19 czerwca 2016

Poczta

Kochani!
Organizuję Q&A. W zakładce pod nazwą Pytania zapiszcie co Was nurtuje. Na zadawanie pytań macie czas do przyszłej soboty, do godziny dwunastej. Odpowiem na nie jak najszybciej.


Pozdrawiam, Eleonora.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

12. "Kara i kłótnie" – Ignis aurum probat

  Znowu ja! W mojej głowie powstał pewien skomplikowany uczuciowo pomysł na ten rozdział i liczę, że uda mi się go w pełni zrealizować :). Pod koniec rozdziału dam Wam znać czy czuję, że mi się udało :D. Teraz kiedy będę mieć pewnie, przynajmniej przez jakiś czas, trochę więcej wolnych chwil, ogarnęłam ''Spis treści'', teraz jeszcze LBA oraz zaległe komentarze :). Mam zamiar też posprzątać literówki i złą interpunkcję w poprzednich notkach, ale jak wiadomo... Nie wszystko na raz :). Do końca czerwca na pewno ogarniemy we wszystkich wpisach jedną czcionkę, komentarze i LBA, na resztę trochę poczekacie :D. Inwestuję również w inną jakość notek, teraz kiedy mam betę na pewno będzie mniej błędów (na szczęście ortograficzne mi się nie zdarzały), a od siebie dodaję, że teraz będę pisać dłuższe treściowo miniaturki i ogłoszenia :). Mam nadzieję, że małe zmiany i udogodnienia wpłyną na większą liczbę wyświetleń bloga oraz, przede wszystkim, na więcej komentarzy :). Zapraszam na rozdział, życzę miłej lektury :)! NO I UWAGA, UWAGA : VIPERA MA W PLANACH WRÓCIĆ NA BLOGA. Dostaliście już miniaturkę prosto od niej :). Przyjmijcie drugą Córkę Merlina ciepło :). + wybaczcie mi tak długą nieobecność, to był dość skomplikowany dla mnie czas. Najważniejsze, że wróciłam z weną i energią! Pozdrawiam Was cieplutko oraz mocno przepraszam. DZIŚ URODZINY BLOGA, ZAJRZYJCIE NIŻEJ, POD KONIEC ROZDZIAŁU!
NOWOŚĆ : ''SPIS TREŚCI'' JUŻ CZEKA NA WAS W GOTOWOŚCI A DO TEGO JEST REGULARNIE UZUPEŁNIANY!
  
Rozgoryczeni zaistniałą sytuacją musieli zostać po lekcji by przyjąć karę od Horacego. Hermiona przegryzła do krwi dolną wargę, a Dracon nieświadomie podarł na drobne strzępki niemal całą kartkę, na której miał napisać przepis. Kiedy profesor zakończył lekcję niechętnie musieli podejść do tablicy.
-No kochani moi, - zaczął próbując przestać chichotać. - nieładnie tak pisać do siebie liściki. - pogroził im palcem.
-Ja do niego nic nie pisałam, profesorze.- Granger próbowała się nieudolnie bronić.
-Ale pan Malfoy napisał i rzucił to w panny kierunku, panno Granger. - odrzekł profesor. - Wiem, że to co przeszliście było trudne, że martwicie się o Pansy i że czeka was jeszcze kilka przesłuchań, w tym w Ministerstwie.- obydwoje mieli ochotę uderzyć tego starego piernika za wypunktowanie im zmartwień związanych ze sprawą, w której byli świadkami. Doskonale wiedzieli co i jak, nikt nie musiał im o tym przypominać. - Wiem też, że takie sytuacje zbliżają do siebie...- poruszył sugestywnie brwiami przez co Gryfonce zrobiło się niedobrze a twarz Ślizgona wykrzywił grymas zniesmaczenia.
-Nie aż tak jak pan myśli. - przerwał mu szybko blondyn.
-A skąd wiesz, młody człowieku, w jakim sensie? - ponownie zachichotał zwiększając ich zażenowanie. - Nie chcę was surowo ukarać szlabanem ani odjęciem punktów, ostatnio dość już przeszliście, poza tym to nie jest taka ranga przewinienia i macie pewnie mnóstwo innych zajęć. Ale dam wam za karę małe zadanko. - westchnęli z cichą ulgą jednocześnie nadal czując odrobinę strachu. - Macie przygotować przepis na Eliksir Miłosny i uwarzyć go. Skoro tak bardzo lubicie spędzać ze sobą czas, że kontakt utrzymujecie nawet na lekcji to daję wam dwa tygodnie. Po upływie tego czasu chcę mieć na swoim biurku gotowy eliksir, który zaprezentujecie przy wszystkich obecnych.
-Ale ja nie lubię z nim spędzać czasu. - wypaliła Hermiona.
-Z wzajemnością. - odparł stojący obok chłopak.
-Nie możemy zrobić tego oddzielnie? - zaczęła prosić.
-Jeśli nie lubicie spędzać razem czasu to macie idealną okazję do polubienia. Razem i już. No, możecie iść. - wlokąc nogami po posadzce opuścili klasę. - Miłego dnia! - wykrzyknął jeszcze radośnie za ich plecami. Szatynka była jednak tak wściekła, że nawet nie miała ochoty dowiadywać się co było tak ważne, żeby koniecznie musieć pisać o tym liścik. Odeszła pośpiesznie do miejsca gdzie miała mieć kolejną lekcję.
  Uczeń domu Salazara miał ochotę spuścić sobie łomot za tak nieodpowiedzialny wyskok. Martwił się tylko o Blaisa a skazał się na całe godziny z wredną kujonicą. Pokręcił głową zdegustowany. Super, o ile się dało, to w tamtym momencie nienawidził siebie jeszcze bardziej niż przez ostatnie dwa lata.
  Lekcje mijały o wiele za wolno, czuli na sobie jeszcze więcej spojrzeń niż zazwyczaj, co graniczyło z cudem, ponieważ już do tej pory codziennie wpatrywali się w nich niemal wszyscy uczniowie na ich drodze. Draco dalej nie wiedział gdzie jest i co robi jego przyjaciel, a Hermiona nie miała najmniejsze ochoty rozmawiać z Ginny. Wizja wspólnej kary też wcale nie wydawała się kusząca. Kiedy w końcu zaczęła się przerwa na obiad obydwoje chcieli się ulotnić i nie jeść tego dnia. Żadnemu się nie udało. Ostatnią lekcję przed obiadem mieli oddzielnie, więc każde z nich szło z innego końca korytarza. On zamyślony, a ona z włosami lecącymi na oczy. Bum! Rozsypane książki i pergaminy, dwoje nastolatków z obolałymi od upadków tyłkami i świat, który wcale nie chciał się dla nich zatrzymać.
-Uważaj jak łazisz, idioto. Mam już dziś dość kłopotów przez ciebie. - syknęła masując sobie kolano.
-Z tego co widzę to nic ci się nie stało, no już, zbieraj graty. - zirytowany tym jak wolno Granger zbiera swoje rzeczy podał jej te podręczniki, których jeszcze nie podniosła z kamiennej podłogi.
-Wow, znowu zjawiasz się, gdy potrzebuję pomocy. Masz na mnie nastawiony radar? Czego chciałeś pisząc ten cholerny liścik? - niemal wyrwała mu swoją własność z ręki.
-Na pewno nie chciałem kary, tego możesz być pewna. - przewrócił oczami. - Skoro jesteś taką cudowną przyjaciółką to dlaczego jeszcze nie zauważyłaś, że Fenixa się nie pojawiła? - zapytał. Sam nieustannie walczył z wyrzutami sumienia. Osobiście cierpiał za każdą wojenną krzywdę czy ofiarę. Teraz chciał odpokutować i nie dopuścić by skrzywdzono kogokolwiek. Nie przewidział zdarzenia sprzed tygodnia, które tylko pogłębiło wyrzuty i sprawiło, że dobijający głos w głowie stał się głośniejszy.
-Blaise się nią wczoraj opiekował. Jasne, że się martwię, ale to Fen. Prędzej ona zrobi mu krzywdę niż odwrotnie. - poprawiła nieznośny kosmyk falowanych włosów.
-A ja chciałem się tylko dowiedzieć czy nie zwiali na Majorkę. - objaśnił spokojnie.
-To się dowiedziałeś. O szczegóły możesz dopytać mnie podczas wspólnego robienia przepisu. - prychnęła.
-A nie możemy tego zrobić oddzielnie i spotkać się jak wszystko będzie gotowe? - miał serdecznie dosyć ciągłego wpadania na Granger.
-Nie, bo to spieprzysz. - wygładziła białą koszulę.
-Jakie słownictwo, no no, pani prefekt... - pokręcił głową i pokazał jej dokładnie taki uśmiech jak wczoraj. Trochę prześmiewczy, trochę cyniczny a mimo wszystko z nutką sympatii.
-Taka jest prawda. Nie mam zamiaru niczego po tobie poprawiać. A teraz, kiedy już wiesz, że nasi przyjaciele są bezpieczni to może zniknij mi z oczu i dopiero potem ustalimy termin naszego spotkania, co, gołąbku pocztowy?  - kpiła z niego otwarcie, ale przestał czuć w jej głosie wrogość sprzed kilku lat.
-Odpokutuję, ale daruj sobie te paskudne żarty, proszę. - zrobił minę zbitego pieska. Gdyby łączyły ich inne relacje uznałaby to za zabawne. W tym momencie jednak Malfoy po prostu się nabijał. Zgoda spowodowała jedynie więcej szacunku, nie usunęła złośliwości.
-Jak chcesz odpokutować? - zignorowała jego głupie zachowanie.
-Zabieram cię na obiad. - wypalił.
-Słucham? - nie mogła uwierzyć. To na pewno głupi żart. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że zakochany w sobie arystokrata gdzieś ją zaprasza?
-Pójdziesz ze mną grzecznie do Wielkiej Sali, tak oto zapraszam cię na obiad. - delikatnie złapał ją za przedramię i pociągnął w odpowiednim kierunku. Po chwili, gdy minęło oszołomienie, uwolniła rękę z uścisku, jednak nadal podążała za nim.
-Jesteś żałosny. - uśmiechnęła się pod nosem kręcąc głową.
-Powtarzasz to tyle lat, że mogłabyś w końcu wymyślić coś nowego. - kiedy dotarli przed drzwi WS udał lokaja i przepuścił ją przodem cmokając przy tym znacząco.
-Nie mogłeś być głupszy, wiesz? Limit i tak został przekroczony. - niechętnie, ale przekroczyła próg a potem nie zwracając uwagi na to czy Malfoy idzie do swojego stolika, skierowała się prosto w kierunku Nevilla i Luny. Jednak ledwo opadła na ławę już obok niej pojawiła się Ginewra.
-Miałyśmy pogadać. - przypomniała lekko się uśmiechając.
-Gin, poczekaj, jeszcze nic dziś nie zjadłam. - nawet na nią nie spojrzała tylko nalała sobie na talerz pół wazowej łyżki zupy dyniowej. Zupa dyniowa. Znajomy zapach wcale nie kojarzący się dobrze. No tak! Przecież po przesłuchaniach dostali właśnie taką zupę! Odpędziła od siebie myśli o przesłuchaniach i Malfoyu, z którym teraz będzie musiała spędzić aż za dużo czasu.
-Jaka kara cię czeka za durne zachowanie Malfoya? - zapytał w końcu jej towarzysz. - Ten idiota sam powinien zostać ukarany.
-Spokojnie, Neville, już mu wygarnęłam. - gorąca zupa parzyła przełyk przywołując przy tym niemiłe wspomnienia minionego tygodnia. Hermiona skrzywiła się odsuwając od siebie talerz szybkim ruchem dłoni.
-A dostałaś jakąś karę? - zajął się obieraniem z mięsa udka kurczaka.
-Niestety. - mruknęła niemrawo.
-To niesprawiedliwe! - uderzył pięścią w stół.
-Ktoś powie mi o co chodzi? - wtrąciła się Luna, która czasami, tak jak tego dnia, siadała ze swoim chłopakiem i Gryfonkami.
-Już spieszę z wyjaśnieniami... - Hermiona zrobiła przerwę na zmęczone westchnienie po czym opowiedziała całą historię.
-Hermi, to nie jest fair wobec ciebie. Karę powinien mieć tylko on. - zauważyła białowłosa.
-Nie musicie mi tego mówić, wiem o tym doskonale sama.- do tej pory milcząca Ginny szturchnęła lekko Hermionę i zapytała :
-Możemy już iść skoro zjadłaś?
-Komu w drogę, temu czas.- dziewczyna Weasleya podniosła się z miejsca po kilku sekundach bicia się z myślami. Ta rozmowa i tak musiała się odbyć, mieszkały razem, nie uciekłaby od koleżanki w żadnym wypadku, nawet po zmianie sypialni i tak spotykałyby się na lekcjach. Lepiej załatwić to teraz.
-Znam jedno ustronne miejsce, na pewno lubisz takie, bo cały czas towarzyszą ci flesze. - zachichotała.
-Haha. - wywróciła oczami. W niezręcznej ciszy szły prosto do jednej z pustych teraz klas. Starsza z tej dwójki była zdeterminowana, chciała przebrnąć przez tą rozmowę i zaszyć się gdzieś na resztę przerwy.
-Wyluzuj, nie chciałam być niemiła.- panna Weasley spuściła wzrok.
-Ostatnio też nie chciałaś, co? Ale nie wyszło.- dotarły do pustej podczas przerwy klasy. Hermiona weszła pierwsza.
-Przepraszam, naprawdę.- ruda unikała spojrzenia szatynki.
-To nic nie znaczy. Ostatnio też przepraszałaś, prawda? Ginny, słuchaj, wiem, że na każdego wojna działa inaczej. Straciłaś brata, przyjaciół. Ale wyobraź sobie, że moi przyjaciele też nie żyją, do dzisiaj nie odnalazłam rodziców, nie jesteś w tym sama, do cholery! - podniosła głos ku zdziwieniu i swoim i przyjaciółki. - Znalazłam z Draco półżywą Pansy i ostatnim o czym chcę pamiętać są właśnie wojna i ten widok. Rzadko zdarza mi się zagadać dłużej z Nevillem i Luną, pozostali traktują mnie jak jajko i praktycznie nikt ze mną nie rozmawia. Też mam swoje osobiste kłopoty, z których niekoniecznie jestem zobowiązana ci się zwierzać jeśli nie chcę! Ale myślałam, że się znamy i przyjaźnimy, że mnie rozumiesz, że wiesz jak to jest, gdy z dnia na dzień wbrew własnej woli stałaś się jakąś specyficznego rodzaju pseudo gwiazdą! Unikałam pytań, wszystkiego tego co rozdrapywało rany, ale kto wbił mi kolejny nóż w plecy? Właśnie ty, Ginewro! Jak możesz mieć pretensje, że nic nie wiesz i wypytywać mnie o szczegóły?! Czego oczekiwałaś, że opowiem Ci ze szczegółami najdrobniejsze elementy?! A tego właśnie chciałabyś na miejscu Pansy?! Jak możesz zarzucać mi niewierność skoro to twój brat wysłał mi odkąd tu jestem tylko jeden list gdzie wypisywał komplementy o tym jaki to on jest bohaterski i jak to mnie obroni? Kocham go, nie waż się więcej mówić mi, że go zdradzam, dotarło?! Nie mam prawa mieć dość?! Dlaczego wszyscy wiedzą lepiej ode mnie jaka jestem, jaka być powinnam, wyidealizowany wizerunek bohaterki! Dlaczego każdy czegoś oczekuje?! Mam, do jasnej cholery, 17 lat, w mugolskim świecie nie jestem nawet pełnoletnia! Mam dość! Ciągle muszę się dostosowywać to tego jak mnie widzicie a to już dawno przestałam być ja! Spieprzaj! Wszyscy spieprzajcie! - szybko porwała z blatu torbę i wybiegła z pomieszczenia trzaskając drzwiami. Osłupiała Ginny przez dłuższą chwilę nie ruszała się z miejsca.
  Dracon, kiedy zobaczył, że ta kujonica w końcu usiadła, udał się do swojego stołu. Zanim zdążył się zorientować co dziś chciałby wcisnąć w siebie w celu przeżycia obok pojawiła się jego ''dziewczyna''.
-Kotek, słyszałam, że dostałeś szlaban. - usta miała w kolorze zaschniętej krwi.
-Nie szlaban tylko karę. Słuchaj uważnie zanim zaczniesz mleć ozorem. - nie mógł nic na to poradzić. Szanował kobiety, ale paradoksalnie ta, z którą się spotykał okazała się najmniej przez niego szanowaną. Dokładnie w tym momencie dotarło do niego, że nawet Granger dostawała od niego ostatnio więcej troski. Jeżeli nadal będzie traktował swoją ''poczwarę'' ( jak zwykł ją nazywać Zabini) jak powietrze to w końcu nawet ona go zostawi.
-Ojeju. - przeplotła przez palce wylakierowane włosy.
-Siadaj. - przesunął się lekko a ona niczym połamana kocica usiłująca być seksowna zaległa obok.
-Za co ta kara? - wyjęła lusterko z torebki pokrytej cekinami.
-Za nic ważnego. Na pewno pomiędzy moimi licznymi obowiązkami znajdzie się chwilka dla ciebie. - wymruczał, choć już sam ton z trudem przechodził mu przez gardło.
-A dziś wieczorem taka się znajdzie? - był gotów powiedzieć, że nawet za parę minut, ale uświadomił sobie, że jeszcze nie wie kiedy czeka go pisanie przepisu z gryfonicą - kujonicą. Czyli jak najszybsze przebycie męki jakiej była randka z '''poczwarką'' odpadało. Pozostawała opcja przeniesienie tego na inne dni tygodnia.
-Umówimy się potem, dziś odpada. - przy niej nawet jedzenie wydało się być męczące. Szybko wstał od stołu tłumacząc się, że zostawił podręcznik w jednej z klas. Resztę przerwy spędził spokojnie w pustym korytarzu. Było tam chłodno i wilgotno, jak w lochach, w których uratował Granger.
   Trzy kolejne godziny minęły jak mrugnięcie oka. Złość Hermiony opadła ustępując miejsca dla niesamowitego żalu. Dopiero dzisiaj do niej dotarło jak bardzo tęskni za czasem, gdy mogła być sobą, a w ''Modnej czarodziejce'' nikt nie umieszczał jej zdjęć z Ronem. Chciała cofnąć czas tak, żeby nigdy nie wyć z rozpaczy po tym jak zdjęcia z pogrzebu Freda ukazały się w "Proroku codziennym'' okraszone komentarzem co do stylizacji i zachowań całej rodziny.Łudziła się, że po wszystkim dalej będzie w miarę przeciętną dziewczyną, że tragedie zbliżają, że wojna pokazuje wyłącznie najlepsze ludzkie cechy, a na cudzej rozpaczy nie powinno się zarabiać. Niestety, było zupełnie inaczej. Dzwonek oznajmiający wolne popołudnie wyrwał ją z niemiłych rozmyślań. Jej wcześniejsza rozmówczyni nie pojawiła się już na zajęciach po tym jak wysłuchała najgłębiej skrywanych uczuć swojej współlokatorki, jednak starsza z tej dwójki nie czuła się zmartwiona, Gin przypominała z charakteru Fenixę, raczej to ona zaczęłaby atak niż zostałaby zaatakowana. Poza tym, sama zaczęła a w Hermionie dziś geny potulnego kotka zostały schowane najgłębiej jak się dało. Miała zamiar, póki zadziorność nie ustępowała, ustalić spotkanie z Malfoyem. Rzadko czuła u siebie taką determinację jak dziś, więc postanowiła to wykorzystać i z prędkością światła ruszyła na poszukiwanie sprawcy dzisiejszego zamieszania. Omijała zwinnie całe tabuny nastolatków. W końcu dotarła na miejsce koło schodów prowadzących do lochów. Poczekała zaledwie kilka minut a już pojawił się Malfoy.
-Możesz skończyć mnie prześladować? Jesteś parszywie nieznośna! - jęknął, choć oczy dziwnie mu błyszczały ognikami, które ostatnio pojawiły się w jego źrenicach w pierwszej klasie.
-Dzisiaj o 19 widzę cię pod drzwiami biblioteki. Jeżeli się nie stawisz lub spóźnisz idę do profesora i zarobisz szlaban, żeby było jasne! - wycelowała w niego swoim chudym palcem.
-Spokojnie, bo się przestraszę. - roześmiał się po czym niemal przyjacielsko poklepał ją po ramieniu i rzucił jeszcze tylko - To do zobaczenia! - zniknął w lochach. Potraktował ją tak protekcjonalnie jakby była dzieckiem. Nagle, zupełnie wbrew logice, która powinna nakazywać zwiększenie gniewu za takie traktowanie, silne emocje całkiem opadły. Pozostała doskonale znana pustka i ... nieśmiały uśmiech. Przecież blond bubek nie potraktował jej tak dlatego, że ją lubi. Widocznie jej zachowanie musiało być na tyle zabawne, że ją wyśmiał swoim podejściem. Może i miał rację? Jej złość na niego już nic nie zmieni, bo i tak są skazani na swoje towarzystwo. Kręcąc głową nad swoim niedawnym wybuchem wróciła do siebie.
  Tym czasem Draco skierował się nie do swojego pokoju, a do dormitorium panny Romanow. Zapukał mocno do drzwi.
-Stary, wyłaź, jesteś tam a ja to wiem! - jeszcze raz uderzył.
-Już lecę otworzyć, luz! - dobiegł do damski głos. Otworzyła czerwonowłosa, szczupła dziewczyna w czarnych jeansach i obcisłej, fioletowej koszulce bez nadruków.
-Gdzie jest twój kochanek? I jak po wspólnej nocy, sprawdził się? - silił się na bycie zabawnym, ale jak zauważył, o zgrozo, przy Granger ostatnio wychodziło mu to trochę lepiej.
-Jesteś żałosny, naprawdę. Włazisz? Jego tu nie ma. Wyspaliśmy się, zjedliśmy jego słodycze i sobie poszedł. Pojawimy się na kolacji, uprzedzając twoje kolejne pytanie, trzeźwi. Nie korzystałam z jego doświadczenia. Spaliśmy razem, fakt, ale w jednym wyrku, nawet mnie nie dotykał w sposób, w który macasz Astusię. - uśmiechnęła się przebiegle.
-Ohyda! - skrzywił się z obrzydzeniem. - Jeśli nic wam się nie stało to idę do siebie.
-Do zobaczenia Dracusiu! - zapiszczała udając głos ''Astusi''. Ślizgon wrócił do swojego dormitorium, w którym zastał nie kogo innego jak Zabiniego z butelką trunku w dłoni.+
-Wczoraj ona piła teraz ty?- jego zdegustowany przyjaciel uniósł brew.
-Nie pytaj.
-Nie miałem zamiaru. Zarobiłem karę. Muszę szybko odrobić lekcje i spadać na tortury.
-To miłej nauki. Idę się przejść. Pokujonię wieczorem, połóż mi na łóżko notatki jak już skończysz. Dzięki. - nie czekając na odpowiedź odstawił butelkę na nocką szafkę i po prostu wyszedł.
  Godzinę przed kolacją panna Granger ubrana w zwykłe jeansy marmurki i białą bluzkę w czarne paski (rękaw 3/4) siedziała na swoim łóżku czytając książkę. Prace domowe odrobione, treści przyswojone, a wszystkie książki z biblioteki Hogwartu już dawno przeczytane. Obecnie przerzuciła się na literaturę mugolską. Jako ogromna fanka Szekspira miała już za sobą wszystkie książki o nim oraz niemal wszystkie jego sztuki, właśnie kończyła ostatnią. Wtedy drzwi uchyliły się a w nich stanęła Ginny.
-Martwiłam się już o ciebie. - powiedziała spokojnie Hermiona patrząc znad książki.
-Jaaaasne. Uważaj, bo ci jeszcze uwierzę. - prychnęła.
-A dlaczego miałabyś nie? I gdzie byłaś? - powolnym ruchem dłoni odłożyła książkę na bok.
-Bo muszę przyznać ci rację. Nie byłam dobrą przyjaciółką. Ale ty też nie jesteś bez winny, przyszła Weasley! - uśmiechnęła się słabo, jakby na siłę, ale nie było w niej gniewu. Próbowała być zabawna.
-A gdzie zawiniłam, przyszła Potter, co? - Hermiona związała włosy w kucyk, który tak bawił Malfoya.
-Straciłam brata, nie tylko ty czułaś się samotna. A jednak... Kurs aurorów zabrał mi chłopaka i brata, a sława jeszcze przyjaciółkę. Byliście pod ciągłym ostrzałem dziennikarzy, nie myślałam, że tego nie chcesz, miałam wrażenie, że się tak dystansujesz do wszystkich, bo zostałaś diwą, gwiazdą. Byłam zbyt skupiona na swoim żalu, żeby dostrzec cudzy. Ale w tobie również nie było wsparcia. Po ukazaniu się w prasie zdjęć z pogrzebu płakałam, a ty zamknęłaś się w pokoju, rzuciłaś odpowiednie zaklęcia i nie pytałaś jak czują się inni. Obydwie zawiodłyśmy w tym momencie. Uciekłaś w naukę, ja w spotkania. Ale czułam, że uciekasz ode mnie. Wyszłaś z przedziału i choć miałaś ku temu powód to ja byłam zła. A potem ta cała akcja, gdzieś w tym moim żalu była myśl ''Pewnie celowo ZNOWU była na miejscu zdarzenia. CHCE LŚNIĆ!''. To płytkie, wiem. Po prostu Ron ma ten swój kurs, Harry też, chciałam akceptacji, poczucia bezpieczeństwa, które wbrew pozorom nie pojawiło się wraz z końcem wojny. Liczyłam, że jeśli nadal jestem dla ciebie ważna to mi to wszystko opowiesz, co się stało, jak było. Nie powiedziałaś. A do tego ta akcja z Malfoyami. Ja... bałam się, że stracę nie tylko przyjaciółkę, ale szansę na szczęście dla mojego brata. Nie jest święty i ostatnio kompletnie cię zlewa, to fakt, ale on cię kocha. Gdzieś tam na dnie próżnego serca jest miłość. Nie chciałam, żebyś ją odtrąciła dla kogoś takiego jak ten cały Ashton. I był też ostatni powód, chyba najpłytszy, najbliższy temu co czują nieznający cię ludzie, najbardziej przez ciebie znienawidzony. - zawiesiła głos po długiej przemowie.
-Kontynuuj. - powiedziała Hermiona aksamitnym głosem.
-Ja... to znaczy ty... Oh, to bez sensu. Daj mi moment. - usiadła na łóżko, poprawiła rude włosy po czym kontynuowała. - Bo... jesteś jakby symbolem. Ludzie szukają symboli, czegoś co im się kojarzy ze szczęściem, bezpieczeństwem. W obecnych czasach potrzebują też symboli niedawnej wygranej. Ty, Harry i Ron nimi jesteście. Jesteście symbolami. Każdy kto was nie zna tworzy sobie z was idoli, szuka w was jakiejś opoki. Póki wy jesteście, póki nie macie z kim walczyć i zachowujecie spokój znaczy, że jest dobrze. Dla obcych nie jesteście już ludźmi, jesteście bohaterami a to odbiera prawo do normalności i człowieczeństwa na poziomie innych, przykro mi, że tak jest. Jeśli ktoś was zna to tak tego nie widzi. Dostrzega ludzi, problemy, rozterki, emocje. Chyba, że jest czymś zaślepiony. Wtedy nie dostrzega nic. A ja byłam zaślepiona lękiem przed stratą, ogólnie lękiem, boję się spać, dręczą mnie koszmary, do tego czułam swój żal a innym podświadomie odbierałam prawo do cierpienia. Wracając... kiedy się ode mnie odsunęliście a ja do tego oślepłam emocjonalnie to zrobiłam sobie z was symbole. Harry i Ron byli daleko, kurczowo trzymałam się ciebie. A kiedy ty zaczęłaś stawać się inna czułam, że niedługo runie wszystko. Dopiero wczoraj postanowiłam pogadać, bo te nagromadzone emocje i wybuch były żałosne a przeprosiny raczej mętne. Ale po twoim dzisiejszym wybuchu zrozumiałam kim jesteś. Moją dawną przyjaciółką a nie pieprzonym pomnikiem zwycięstwa. Przepraszam. Nie oczekuję, że nadal będziemy się przyjaźnić.
-Ginny... - Hermiona wstała. - Będziemy, ale daj mi to przemyśleć. Idę na kolację. Pogadamy kiedy wrócę, dobrze? - widząc niepewne kiwnięcie głową pobiegła na kolację czując rosnącą gulę w gardle.
Wpis miał być wcześniej, ale z różnych osobistych przyczyn nie wyszło. No nic. Ważne, że jest dziś, teraz. W URODZINY BLOGA! Mam nadzieję, że rozdział sprostał Waszym wymaganiom i nadaje się na jego święto :D. Dziękujemy Wam za cały rok z nami, naszą twórczością, dziękujemy Wam za cierpliwość, sporą liczbę wejść, wszystkie ciepłe słowa i komentarze. Pierwsza osoba, która złoży pod tym postem zamówienie je dostanie! :D. A niedługo drugi prezent dla Was, czytelników : Zakończenie ''Chorej miłości''! Postaram się do końca tego tygodnia, ale jest teraz dość ciężki czas, więc może się okazać, że będzie w przyszłym. No nic, bo i tak pojawi się wcześniej niż planowałam :D. Jeszcze raz Wam dziękujemy i życzymy sobie wszystkiego co najlepsze, haha :D. + szykuje się jeszcze jedna urodzinowa niespodzianka, hihi, postaram się ją zrobić jak najszybciej, może nawet w dzień po urodzinach pojawi się na blogu, wypatrujcie :D.
Z rozdziału jestem raczej zadowolona, ponieważ pojawił się rys psychologiczny postaci, widać co się dzieje, to wszystko nadało im głębi, choć miało być ciut dłużej (nadrobię przy kolejnym) i nie jest zbetowany, bo potrzeba go dodać zaraz, już. No cóż, wybaczcie a ja lecę zgasić świeczki na blogowym torcie :D.

sobota, 14 maja 2016

Miniaturka 6. Historia Fenixy. "W sercu płomieni". Miniaturka jednoczęściowa.

Jak to pisała tajemnicza "A" w Pretty Little Liars - I'm still here and I know everythinhg xD 
Przepraszam, że zawaliłam i tak długo mnie nie było, ale sprawy prywatne pochłonęły mnie do ostatka. Mam nadzieję, że wybaczcie. Na przeprosiny łapcie miniaturkę o Fenixie. Prawdę mówiąc nie jestem z niej zadowolona, ale nie mogłam nic innego wymyślić xD Tak więc: ENJOY
Skruszona (pierwszy raz w życiu) Vipera 
PS Kolaż mojej roboty i przedstawia Fen ^^



Na pytanie "z czym ci się kojarzy Fenixa Romanow", każdy uczeń Durmstargu odpowiadał jednakowo: "Siła, ogień i arogancja". Dziewczyna nie ukrywała swojego zdania, a Voldemorta otwarcie nazywała Czarnym Kretynem czy Beznosym palantem. Często zastanawiałam się czy to głupota, czy odwaga. Do dzisiejszego dnia nie uzyskałam na to pytanie odpowiedzi. Teraz, zastanawiając się nad tym, skłaniam się do tej drugiej opcji. 
Nazywam się Arina Natasza Romanow i jestem starszą siostrą Fenixy, alchemiczki familii Romanow. Chciałabym wam opowiedzieć jej historię, bo... jest ona tego warta. Dziewczyna, którą wszyscy w rodzinie uznawali za czarną owcę, przez jej arogancję i zamiłowanie do łamania zasad, uratowała nam życie. Skazując się na sto razy gorszy los. Na sługę Voldemorta nie czekało nic przyjemnego. Jednakże, zacznijmy od początku. Czyli od 15 września.

      Tamtego dnia wszyscy zebraliśmy się w posiadłości babci Saszy, w celu odczytaniu testamentu zmarłej. Leon, Sergiej, Ivan i ja pojawiliśmy się tam u boku rodziców, w przeciwieństwie do najmłodszej latorośli naszych rodziców. Fenixa spóźniła się aż o piętnaście minut, a na dodatek przyszła w mundurku. Cuchnęło od niej dymem papierosowym. Skrzywiłam się, gdy z rozmachem rozsiadła się na fotelu obok mnie, a na jej usta wpłynął arogancki uśmieszek. Uwielbiała z siebie robić przedstawienie.

 — Przepraszam za spóźnienie, ale Karkarow miał wąty - powiedziała. Sergiej parsknął pod nosem, ale natychmiast zamilkł, zgromiony wzrokiem przez Ivana.
—Jak to Karkarow – rzucił najmłodszy z czworaczków. –Nigdy go nie lubiłem. Jest starsznie staroświecki.
— I na dodatek Butoliz.– rudowłosa przyjrzała się swoim paznokciom, po czym wyszczerzyła się do mnie w głupawym uśmieszkiem.– Cześć, siostrzyczko.
Przewróciłam oczami tak mocno, że rozbolała mnie głowa. Nie wychowana smarkula- pomyślałam, ale skinęłam jej głową.
— Witaj, Fenixo — odparłam. Dziewczyna posłała Ivanowi uśmieszek, na który on parsknął śmiechem. On również był "buntownikiem", ale nie tak... Zagorzałym jak Fenixa. Ta dwójka miała swój specyficzny język i czasami zdawała się czytać sobie nawzajem w myślach. Bywały momenty, że zazdrościłam im tego kontaktu, jak wtedy gdy jakiś chłopak założył się o rudowłosą i Ivan dotkliwie go pobił (jakby Fenixa niewystarczająco się zemściła). Każda dziewczyna chciała mieć takiego obrońcę.
— Wszyscy obecni? — spytał adwokat. Był to starszawy mężczyzna z kozią bródką i paciorkowatymi oczami.
— Owszem. Możemy zaczynać – potwierdził ojciec.
– Prawdę mówiąc za wiele nie ma do mówienia, na temat testamentu Saszy Romanow. Wszystko co posiadała zapisała obecnej tu Fenixie Katarinie Romanow, swojej ukochanej wnuczce, która- i tu cytuję - jako jedyna posiada wolę i dumę naszej szlachetnej familii. Koniec cytatu. Na jej pełnomocnika wyznaczono Ivana Nikołaja Romanowa. 
Wybuchł ogromny gwar. Wszyscy byli oburzeni ostatnią wolą babki Saszy. Jak ona mogła zapisać cały (swoją drogą ogromny) majątek tej nieodpowiedzialnej i bezwartościowej smarkuli!? Byłam wstrząśnięta.
— Może babcia była nie poczytalna, podczas tworzenia swej ostatniej woli? — zasugerował Sergiej.
— Co insynuujesz, Sergiej? — ciszę jaką zapadła, przeciął lodowaty głos Fenixy. Była śmiertelnie poważna, co zdarzało się jej niezwykle rzadko. Wiedziałam, że ten spokój nie wróży niczego dobrego.
— Fenny, Sergiej na pewno nie twierdził nic złego, prawda? — wtrącił Ivan. Zawsze starał się być rozjemcą.
— Ivan, kto normalny zapisałby CAŁY majątek nieodpowiedzialnej smarkuli? — warknął pierworodny rodziców. Pokręciłam głową. Co innego myśleć to samo i mówić to na łonie najbliższej rodziny, niż mówić to w towarzystwie.
—Lepiej zapisać go nieodpowiedzialnej smarkuli niż zadufanemu w sobie dupkowi — odparowała Fenixa, zrywając się na równe nogi. Jej oczy podjęły (nieudaną) próbę morderstwa, ale Siergiej e dalszym ciągu siedział na kanapie obok mnie. Otworzył usta by coś odpowiedzieć, lecz cała przeszklona ściana niespodziewanie obróciła się w pył. Kątem oka zobaczyłam, jak Ivan osłania Fenixę całym ciałem, ale swój wzrok skupiłam na osobach, stojących pośród odłamków szkła.

          Było ich około dziesięciu, z czego dwoje z nich miało długie włosy. Wszyscy mieli na sobie czarne prochowce, ciężkie buty z wysokimi cholewkami, a także srebrne maski na twarzach. W dłoniach ściskali różdżki. Rozpoznałam ich od razu i wpadłam w panikę.
Śmierciożercy.
Mężczyzna, który prawdopodobnie był ich przywódcą, wysunął się trochę na przód i zlustrował nas wzrokiem, który zawiesił na schowanej za plecami Ivana Fenixie.
— Przepraszamy za tą szybę – odezwał się. –Przeszliśmy tylko po pannę Romanow. Fenixę, jak mniemam. Alchemiczkę.
— Prędzej szczeznę — syknęła jak szykująca się do ataku żmija i stanęła na przeciw niechcianym gościom. Stojący u jej boku Ivan, wyciągnął z kieszeni spodni różdżkę.- Będziecie mi płacić za nową szybę, idioci.
Do dziś podziwiam fakt, że nie spanikowała. Stała przed nimi dumna i wygadana. Fenixa Katarina Romanow w całej swej buntowniczej okazałości.
— Wybacz, panno Romanow. Przejdźmy do konkretów. Mój pan, kazał mi cie sprowadzić do siebie.– Fenixa uniosła podbródek wojowniczo.
— Prędzej zginę, niż zdradzę swoją rodzinę i przyjaciół. Tracicie czas – oświadczyła. Śmierciożerca westchnął.
– No cóż. Proszę mi wybaczyć, moje zachowanie.
Rudowłosa zmarszczyła brwi.
– Koleś, co ty brałeś? Albo zmienisz dilera lub zmniejszysz dawkę, albo się ze mną po…
Zaklęcie świsnęło tuż obok jej ucha. Zarówno Ivan jak i Fenixa nie musieli czekać na zaproszenie. Dobyli różdżek i jednocześnie rzucili zaklęcie obezwładniające. Reszta stała jak skamieniała. Nie wiedzieliśmy co robić. Mieliśmy nadzieję, że Śmierciożercy dadzą nam spokój, nie upomną się o nas. Rodzice nie byli sługusami Voldemorta, podczas jego pierwszej próby przejęcia kontroli nad całym światem magicznym, więc szansa na to, że teraz będzie chciał wcielić do swojej "armii" którekolwiek z naszej familii była naprawdę nikła. Nie przewidzieliśmy jednak jednego. A mianowicie, że członkiem rodu Romanow jest Fenixa.
— Stop! Rusz różdżką, a poderżnę mu gardło.— Wszyscy zamarli. Śmierciożerca trzymał srebrny sztylet przy gardle Ivana i wpatrywał się w bladą jak ściana Fenixę. Spojrzałam na resztę rodziny. Mama zaciskała palce na swoim magicznym patyku. Tata, z przerażeniem wymalowanym na twarzy, zaciskał dłoń na jej ramieniu. Natomiast moi bracia, wyglądali jakby chcieli rzucić się do walki, ale jakieś zaklęcie im na to nie pozwala.
— Fen…
—Czego chcecie? — Tata wysunął się na przód i stanął przed Fenixą. Dał nam wszystkim do zrozumienia, że to on przejmuje kontrolę nad sytuacją.
— Już powiedziałem, Romanow. Czarny Pan chce mieć pannę Romanow. Nie przejmuj się. Będziemy ją dobrze traktować. – uśmiechnął się w sposób, który w innych okolicznościach określiłabym jako "sympatyczny".
— Na pewno nie — wtrąciła się mama, a w tym czasie odezwała się rudowłosa dziewczyna.
— Puścicie Ivana i przysięgnijce, że nic nie zrobicie mojej rodzinie, a pójdę.

Po tych słowach zapadło milczenie. Mama była przerażona, a tata zaledwie zdziwiony. Natomiast ja nie wiem co czułam. Z jednej strony podziwiałam za to Fenixę. Nie wiele osób zdobyłoby się na takie coś, ale z drugiej to była pewna śmierć. Prędzej czy później, karma by powróciła do mojej siostry i ukarała ją za bycie Śmierciożerczynią. Rudowłosa wielokrotnie namawiała nas do wstąpienia do Zakonu Fenixa. Mówiła z niezachwianą pewnością, że Dumbledore wygra.
A teraz proszę - sama miała grać po drugiej stronie barykady.
— Fenixa, w żadnym wypadku! Wasilij! — Natasza Romanow była zrozpaczona.
— Mamo to moja decyzja — oświadczyła Fenixa, podchodząc do przywódcy grupy Śmierciożerców. Stanęła obok niego i przytuliła się do Ivana, który jako jedyny chyba zrozumiał jej decyzję. Mimo to, całe jego ciało było napięte, a wzrok unikał oczu młodszej siostry.- Kiedyś wrócę. Nie sprzedawać mi fortepianu i moich ciuchów. A jak Arina zajmie mi pokój, to chyba zabije.
To były jej ostatnie słowa. Śmierciożerca chwycił ją za łokieć i aportował się z cichym trzaskiem.

Fenixę zobaczyłam dopiero rok później. Byłam sama w domu z Leonem i siedzieliśmy w salonie. Obydwoje czytaliśmy książki, gdy drzwi frontowe otworzyły się z hukiem, a do środka dostało się lodowate, zimowe powietrze. Uniosłam głowę słysząc stukot obcasów. Odłożyłam książkę na szklany blat stolika, gdy w progu zobaczyłam młodszą siostrę. Czarny płaszcz kończył się jej przed kostką i falował przed każdym jej ruchu. Twarz dziewczyny była ściągnięta, mimo że usta wyginały się w szerokim uśmiechu. Najgorsze jednak były oczy. Kiedyś mogłam porównać Fenixę do pieśni, która stale odkrywa przed słuchaczem nowe wariacje, bądź ukryte wcześniej subtelności. Każdy musiał przyznać, że była jak symfonia pełna nieskończonych wariacji na znane tematy i melodii, które zmieniają się w rytm jej kaprysów i nastrojów. Tyle, że teraz ta symfonia zniknęła. Oczy w kolorze błękitnego płomienia, były zbyt dojrzałe i nie przenikanione.
Najwyraźniej wiedziała.
— Hej — przywitała się. Głos jej drżał. Wstałam z kanapy i podeszłym do niej. Nie bardzo wiedziałam, jak mam się zachowywać. Położyłam dłoń na jej ramieniu i przeraziłam się. Z bliska wyglądała jeszcze gorzej.
— Usiądź.– Zaprowadziłam ją do kanapy i dosłownie zmusiłam do siedzenia.– Leon, zrób herbatę i przynieś coś do jedzenia.

Objęłam siostrę ramieniem, w niespodziewanym przepływie uczucia. Delikatnie chwyciłam ją za lewą rękę i odsunęłam rękaw czarnego płaszcza. Jej przegub "zdobił" znak Śmierciożerców. 
— Przepraszam.— Spojrzałam na nią z autentycznym przerażeniem.
— Nie bądź głupia. To nie twoja wina — zaprzeczyłam ze ściśniętym gardłem.

— Moja. To przeze mnie Ivan nie żyje.— zamknęłam oczy, by ukryć łzy. Doskonale wiedziałam, że wcale tak nie jest. Fenixa  nigdy nie kazała Ivanowi iść do Voldemorta i żądać jej powrotu. To nie przez nią Ivan nie żył, ale mimo to nie zaprzeczyłam. Nie wiedziałam co powiedzieć, dlatego też pozwoliłam jej płakać. W krótce dołączyłam do tego padołu. Nasze serca - pełne płomieni nienawiści do Śmierciożerców - krwawiły. Roniłyśmy łzy w milczeniu i niepisanemu porozumieniu, że ta chwila słabości jest pierwszą i ostatnią. Właśnie to nas łączyło. Byłyśmy zbyt dumne, by płakać. Dusiłyśmy w sobie uczucia takie jak smutek czy żal. Byłyśmy jak tykające bomby, które podczas swojego wybuchu mogły zniszczyć wszystko i wszystkich na swojej drodze.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

11. "Skutki picia" – Ignis aurum probat

  Nie mam kiedy opisać takiego zakończenia ''Chorej miłości'' jakie sobie założyłam. Dlatego jeśli mi pozwolicie to dodam coś czego nie było tu . Wieki. ROZDZIAŁ OPOWIADANIA. Miało być w weekend, ale niestety nie miałam kiedy, nie mam też internetu w domu :/. Jeśli ktoś nie pamięta o czym był ostatni rozdział to od razu mówię : był on ostatnim dziełem Vipery na tym blogu, zajrzyjcie sobie na rozdział 10 :). Zacznę od fragmentu, w którym skończyła się akcja. Pod postem reklama :). Przypominam zasadę : 1 KOMENTARZ U MNIE = 2 U CIEBIE. Miłej lektury!
  PS Dopisuję to praktycznie kiedy cały rozdział mam już skończony, reklama będzie tak jak obiecałam przy zakończeniu miniaturki. Teraz dopiero mam czas iść gdzieś gdzie mam internet, miało być tydzień temu, przepraszam, sprawa niezależna. Rozdział, mam nadzieję, w momencie dodania będzie zbetowany. Dam o sobie znać w przyszły czwartek lub piątek, do tego czasu będę skupiona na nauce. Jak wrócę to ogarnę jeszcze tego dnia LBA, a potem w odstępie kilku kolejnych dni zakładkę Spis Treści. Już nie męczę, czytajcie sobie spokojnie! I oczywiście dziękuję becie, Arcanum :).
  Draco nie miał ochoty chodzić wszędzie za siostrą swojej dziewczyny. Dziewczyny? – prychnął, krzywiąc się przy tym. Ona nie jest jego dziewczyną i na pewno doskonale zajmie się swoją rodziną. Niech Blaise i Fen robią sobie co tam chcą, on nie ma z tym nic wspólnego. Jutro poniedziałek i ku jemu wielkiemu zdumieniu, cieszył się z tego, bo będzie mógł się pouczyć. Nauka była dla niego bardzo ważna. Niechętnie wstał ze swojego miejsca, zostawiając na stole niedojedzoną zupę dyniową i skierował się w stronę plotkujących małolat. Wczoraj, to znaczy w sobotę, ta lafirynda usiadła obok niego. Dzisiaj zadecydowała, że zje kolację w towarzystwie swoich pustych koleżaneczek. Podszedł do nich, oczekując szalonego chichotu. Ich znakami szczególnymi były: tapir na głowie, mocny makijaż i neonowe tipsy. Skrzywił się. Odrzucało go na sam ich widok, ale musiał się przemóc, bo przecież przyszedł porozmawiać.

– Ej, twoja siostra zalała się w trupa i śpi przy tamtym stole. – Wskazał palcem w określonym kierunku. Nie silił się na czułość i uprzejmości. Nie obchodziła go ta chora sytuacja. Chciał wrócić do swojego dormitorium i płakać albo gryźć do krwi kostki dłoni. Byleby nie stać tu jak idiota i patrzeć na tą szopkę.

– Witaj, kotku. – wymruczała drapieżnie, zupełnie nie przejmując się siostrą. – Poradzi sobie sama. Skoro usiadła obok tych pieprzonych Gryfonów, chyba wiedziała co robi, prawda? Nie muszę jej na siłę pomagać. – Pokręciła głową z dezaprobatą, po czym wróciła do rozmowy z dziewczynami. Młody Malfoy poczuł mdłości. Jak ta dziewucha może wystawiać na ośmieszenie własną siostrę? Niby dlaczego? Bo po pijanemu usiadła z koleżanką? Czego teraz oczekuje? Że on jej pomoże? Niby dlaczego? Bo ją pocałował? Wiadomo, że jest łatwa. Każdy to wie. Ale to miał być powód do obściskiwania się z nią? Nie mógł uwierzyć, że jego moralne zasady i bycie dżentelmenem poszły się pieprzyć na rzecz pseudo związku z tą łatwą i głupią gąską. Poczuł się jeszcze gorzej. Ile by dał za normalne życie... Na ołowianych nogach skierował się ku Granger. Była najbardziej trzeźwa z całego towarzystwa. Próbowała podnieść swoją towarzyszkę z ławy, ale jej starania na nic się zdały. Siląc się na delikatność by nie wypalić czegoś głupiego, zapytał: – Pomóc ci? - sam nie wiedział dlaczego ostatnio odnosi wrażenie bycia odpowiedzialnym za wszystkich i wszystkich, ale to zmuszało go do wielu dziwnych decyzji. Jak ta.
Stał w pewnej odległości. Czuł, że jest obserwowany, chociaż większość uczniów wróciło do swoich rozmów. Tylko ci siedzący najbliżej obserwowali heroiczną walkę Hermiony z bezwładnym ciałem Ślizgonki. Nikt nie był zdziwiony faktem, że dziewczyna domu Salazara jest pijana, ani tym, że pomaga jej Gryfonka. Granger pomagała każdemu, zawsze i wszędzie. Przypięli jej taką łatkę i musiała się do tego dostosować aby uniknąć oceniania. Oczywiście było wiadomo, że za ciągłe pomaganie nie będzie wywyższana pod niebiosa, ale lubiła pomagać i zawsze to robiła. Zawsze słyszała słowo „Dziękuję”, a po wojnie stała się obiektem zainteresowania i każdy śledził jej zachowanie, a nieustanna ''działalność charytatywna'', jak w duchu nazywał to Malfoy, działała na jej korzyść, chociaż nie pomagało uchronić się od ciągłych spojrzeń, artykułów i plotek.

– No proszę, kogo moje oczy widzą? Dziedzic fortuny chce mi pomóc? – Szarpnęła Greengrass mocniej za ramię, ale nic to nie dało.

– Będziesz ja tarmosić jak wielkiego misia czy skorzystasz z mojej pomocy? – Podszedł bliżej, bo przestał bać się złych spojrzeń i ostrych słów. Chciał po prostu pomóc.

– Weź ją, Malfoy. Proszę, droga wolna. Ja się poddaję. – Gniew w jej głosie osłabł. Puściła leżącą dziewczynę.

– Ależ dziękuję! – Westchnął teatralnie. – Nie łap jej, okay? – zapytał. Kiwnęła głową w odpowiedzi. Większość uczniów obecnych przy stole nadal nie była zdziwiona. Kiedyś Malfoy pomagający Gryfonom byłby sensacją. Dracon zazwyczaj pomagał komuś ze swojego domu. W ostatnim czasie znacznie schudł, niewiele jadł, bo nie czuł głodu. Dziewczyna wydała mu się trochę cięższa niż się spodziewał, ale mimo wszystko podniósł ją bez problemu.

– Chodź ze mną. – wyszeptał do szatynki, patrząc jej prosto w oczy. Dreptała kilka kroków za nim, dopóki nie wyszli z Wielkiej Sali.

– Odstawisz ją do was? – dopytywała.

– Nie, porzucę w Zakazanym Lesie. Czy ty zawsze musisz myśleć o mnie źle? Do twojej wiadomości — mam serce. - Poprawił dziewczynę, wiszącą na jego ramieniu. Hermiona przewróciła oczami i podeszła bliżej żeby mu pomóc.
– Co ty tak szybko wytrzeźwiałaś? – zagadał.

– Nie wypiłam dużo. Poza tym jestem odpowiedzialna i chciałam spokojnie zjeść kolację. Kiedy ona usnęła całkiem mi przeszło. Zabini mógł zabrać ją ze sobą, a nie tylko Fen.

– Wziął jedną, a mnie zostawił dwie. Wspaniały przyjaciel, nieprawdaż?- Jedna myśl nie mogła mu dać spokoju : Dlaczego nawet sztywna Granger świetnie się bawiła, a on spędził całą niedzielę nad książkami i to z własnej woli? Dlaczego oddycha z trudem, a ona piła? Świat oszalał.
– Jesteś żałosnym szowinistą – odpowiedziała jakby nie zrozumiejąc żartu.

– Dobra, nie musimy gadać, męcząca mnie cholero. – Chociaż go denerwowała na jego twarzy wciąż gościł irytujący, sarkastyczny uśmieszek.

– Co jest takie zabawne? – zapytała.

– Potem ci powiem – zbył ja. Droga do lochów nie była długa, ale kiedy dwoje niedawnych wrogów dzieli tylko ciało pijanej siedemnastolatki, sytuacja była nie do zniesienia. Gdy znaleźli się przed wejściem do pokoju wspólnego, Malfoy powiedział: – Poczekaj na mnie parę minut.
Spełniła jego polecenie, nie widząc innego wyjścia. Musiała być pewna, że osoba za którą była odpowiedzialna, jest bezpieczna. Czuła się jak idiotka, stercząc tam samotnie i oczekując na Draco. Pojawił się po dziesięciu minutach.

– Co tak szybko? – Podejrzliwie uniosła brwi.

– Przekazałem ją jej koleżance z dormitorium. Siedziała w pokoju wspólnym. Nie patrz na mnie jak na gwałciciela. Nie wykorzystałbym pijanej dziewczyny. - Jego żołądek zawirował. Zawsze uważał siebie za faceta z zasadami, a sytuacja z Astorią wszystko zepsuła.
– Dobrze, już nic nie mówię. Wiem, że jest bezpieczna, więc mogę wracać. – Marzyła o swoim łóżku i morzu łez.

–  Nie tak szybko, wracamy razem. Ile wypiłaś? – zapytał.

– Nie zgrywaj dżentelmena. Trafię sama. Wypiłam pół drinka.

– Masz mocny łeb jak na dziewczynę. – zakpił.

– Niewyparzona gęba pseudo podrywacza. Odprowadzasz mnie czy nie? Nie chcę tu sterczeć. - Chciała żeby ten weekend się już skończył, ale wiedziała, że to nic nie da. Nie odnalazła rodziców, bliscy nie żyli, Harry się nie odzywał, Ron był zimny i nieobecny, na Ginny była obrażona. Sprawa z Pansy nadal nie dawała jej spokoju. Młody Malfoy ciągle zachowywał się przyzwoicie, co powodowało, że nie miała powodu żeby go nienawidzić. Starszy Malfoy ciągle coś od niej chciał. Koniec weekendu nie zwiastował końca problemów i zmartwień. Był początkiem tak samo beznadziejnego tygodnia.
– Odprowadzam. – prychnął. Ruszyli. Dłuższą chwilę szli ramię w ramię w milczeniu. Wreszcie dziewczyna się odezwała.
– Po co to robisz? Po co udajesz bohatera? Nie mogłam wrócić sama? - Jego bezinteresowna pomoc połączona z mieszanką ironii i sarkazmu wydawała się jej dziwniejsza niż prawdopodobny podryw Asha.
– Granger, w sumie to pogodziliśmy się, a ja nie jestem świnią. Czujesz się dobrze, jesteś trzeźwa, bardzo mnie to cieszy. Ale za parę minut może ci się zakręcić w głowie, upadniesz gdzieś i stanie ci się krzywda. Jakbym się czuł? To w jakimś stopniu byłaby moja wina. Nie myśl, że chodzi o ciebie. Ja po prostu mam głośne sumienie. – Zakończył wywód wzruszeniem ramionami.

– Więc oto chodzi... – zauważyła. – ... masz wyrzuty sumienia! - Miał wrażenie, że ta irytująca dziewucha, idąca obok niego odkryła wszystkie rozgrzebane rany i żale. Widzi wszelkie koszmary i problemy, z którymi się zmaga. Poczuł, ze zaschło mu w ustach. Bał się, że odkryła prawdę. Ale na szczęście się mylił. Nie o to jej chodziło.
– Ty też uważasz, że sytuacja z Pansy mogłaby zakończyć się inaczej? Lepiej? – zapytała.

– Jeszcze się nie zakończyła. – Sprytnie uniknął odpowiedzi. Czyli rozsądna Granger też miała dziwne wrażenie, że chociaż nie mogli nic zrobić to wydawało im się, że mogli?

– A ma szansę na szczęśliwe zakończenie? Cokolwiek ma taką szansę? - Kiedy uchwycił jej smutne spojrzenie, poczuł się nieswojo. Sam codziennie rozpadał się na miliony kawałków, nie umiejąc sobie pomóc. W jaki sposób mógł pomóc jej?
– Nie mam nastroju na filozofię. – powiedział ostro, chociaż sam zadawał sobie takie pytania każdego dnia.

– Widzę, że wrócił prawdziwy Malfoy. - rzuciła lekko rozczarowana. Ale czego niby po nim oczekiwała? 

– Prawdziwy Malfoy właśnie martwi się o twoją bohaterską dupę i odprowadza cię, więc doceń to. – wysyczał poirytowany. Zamilkli. Draco nie mógł uwierzyć, że powiedział słowo „martwi”, a Hermiona nie wierzyła, że to usłyszała. Kiedy stanęli przed portretem Grubej Damy nie mieli pojęcia co powiedzieć lub zrobić.
– Cóż, zdaje mi się, że dziękuję. – Podała mu nieśmiało dłoń.

– Zdaje mi się, że nie ma za co. Ty rano będziesz trzeźwa, a twoje kumpelki będzie męczył ostry kac. – starał się żartować, chociaż miał świadomość, że to niepotrzebne.

– Czyli jeślibym wymiotowała, przytrzymasz mi włosy? – zapytała żartobliwym tonem. W jego obecności czuła się bardzo swobodnie, jak przy bliskim koledze. Oboje to wyczuli, ale nie chcieli tego. Nadal czuli się dziwnie, a co się stanie, jeśli zaczną się kolegować? Kolegować? Nie ma nawet takiej opcji! To, że się pogodzili było nienormalne. Reszta mogłaby zniszczyć te gnijące resztki normalności, którymi się otaczali.
– Jasne, jeśli będzie trzeba zrobię ci płukanie żołądka. Zawsze o tym marzyłem. – odparł, czując że chce stąd jak najszybciej zniknąć. Co za szalony tydzień!

– Masz bardzo szalone marzenia ale nie martw się, bo pewnie dadzą radę cię wyleczyć. – Uśmiechnęła się zadziornie i uciekła do Pokoju Wspólnego, zostawiając go z kompletną pustką w głowie.

     Fen obudziła się z koszmarnym bólem głowy w ramionach Zabiniego. Miała szczęście, że pamiętała wszystko z poprzedniego wieczoru wliczając swoje upokarzające zaśnięcie przy wszystkich. Myśląc o tym, walnęła się mocno w czoło. Dobrze, że Hermiona wyszła z twarzą z tej sytuacji, bo ona i Dafne skompromitowały się całkowicie. Chciała iść zobaczyć jak miewają się koleżanki, ale zauważyła Blaisa. Pomysł, żeby u niej został był idiotyczny. Nie miała pojęcia co powiedzieć, dlatego szturchnęła go lekko.
– Co? – jęknął, otwierając powieki.

– Dzięki za wczoraj. Ale dzisiaj poniedziałek i zbieramy się na lekcje. – Nie mogła uwierzyć w swoje słowa ale była świadoma tego, że wzbudza sensację. Jej narzeczony spojrzał na zegarek.

– Jest po dziewiątej i jesteśmy spóźnieni. Musimy się umyć, przebrać i naszykować. To bez sensu. Może zrobimy sobie wolne? – zapytał ze słodką minką.

– Ten jeden jedyny raz – odparła, opadając na poduszki, po czy dodała, brzmiąc jak Hermiona: – Ale to co robimy jest niewłaściwe.

– A co takiego robimy? – Zaśmiał się serdecznie.

– Leżymy w łóżku, jakbyśmy byli parą. Ale przecież między nami nic nie ma – powiedziała dobitnie.

– Dobrze o tym wiem. – Obrócił się tyłem, ziewając głośno. – Nie chcę się z tobą pieprzyć, dobra? Chcę spać.

– A skąd pewność, że coś od ciebie chcę? – prychnęła.

– Bo masz brudne myśli. Jakbyś ich nie miała, to nie robiłabyś problemów, że tu śpię. Sama o to prosiłaś, maleńka. – Sprawiał wrażenie jakby nie miał zamiaru stąd iść.

– Musimy coś zjeść. Może pójdziemy chociaż na obiad? – zapytała z nadzieją.

– Mam u siebie zapas łakoci, potem po nie pójdę. Możemy iść na kolację, ale tym razem postaraj się być trzeźwa. – zażartował.

– Ale z ciebie żartowniś. – odparowała, udając, że jej to nie bawi. Oczywiście czuła się upokorzona, ale to nie było tak bardzo istotne jak jej nocne koszmary, strata brata i przymusowy ślub z obcym chłopakiem. W obliczu tych problemów pokazanie się całej szkole nie było wielkim wyczynem. Założy maskę obojętności i będzie emanować pewnością siebie. Nawet z bliska nie zauważą jej całkowitego załamania.

– Przestań gadać, tylko śpij. Musisz odespać te nieprzespane noce. Pamiętaj, że tu jestem. – dodał o wiele poważniej. Nie widział, że uśmiechnęła się z wdzięcznością i po chwili usnęła. Poczuł się odpowiedzialny. Nigdy nie chciał się tak czuć. Zawsze wyobrażał sobie siebie jako wiecznego Piotrusia Pana. Jego Wendy potrzebowała go na tyle, że zasypiała przy nim, nie obawiając się koszmarów. Pokręcił głową. Chciał mieć wiele Dzwoneczków i walczyć z piratami. Tymczasem jego kompan zachowywał się jakby był na granicy samobójstwo, honor powstrzymywał przed szukaniem chętnych ''wróżek'', po śmierci ''Haka'' jakiś zwyrodnialec zgwałcił Pansy a pośrodku tego wszystkiego był on. Bycie Piotrusiem przynosiło mnóstwo korzyści, ale miało jedną ogromną wadę: w obliczu dorosłych spraw stał właśnie jak bohater bajki, młodziutki chłopiec, bez doświadczenia w dorosłych relacjach, z traumą, przed którą chciał uciec, bez ochoty stawienia czoła lękom i bez siły na dorastanie, ale za to w zielonych, obcisłych spodenkach. Magiczny proszek, którego używał ten dzieciak pomagał latać. Zabini traktował poczucie humoru jak swój magiczny proszek na całe zło. Kiedy jednak trzeba dorosnąć nie wystarczą tylko żarciki a strach sprawiał, że jego emocjonalna Nibylandia zaczynała wysychać i zamieniać się w trociny beztroski. Jako bohater bajki i przy okazji swoich marzeń, nie radził sobie z dorosłymi problemami. Wiedział, że chcąc dorosnąć nie można wiecznie żartować. Ale co miał robić jeśli dorosłość nie była obecnie niczym dobrym?
  Draco i Hermiona siedzieli na drugiej lekcji. Nie patrzyli na siebie. Kilka śmiałych osób pytało ją co zrobiła z pijaną Ślizgonką. Nie odpowiedziała, bo miała tego serdecznie dość. Rano nie czuła bólu głowy i mdłości ale była wykończona psychicznie. Doskonale wiedziała, że mogłaby przespać cały dzień. Wczoraj, kiedy wróciła do siebie, od razu usnęła, nie zdejmując ubrań. Obudziły ją promienie słońca. Unikała swojego odbicia w lustrze, tak jak uczniowie Hogwartu unikali jej spojrzenia. Patrząc w lustro, widziała smutne oczy pełne bólu i cierpienia. Wszystkie czynności wykonała machinalnie. Chodziła, jadła i uczyła się tak, jakby była do tego zaprogramowana. Choć nie, jedynie nauka była czystą przyjemnością. Dzięki niej mogła oderwać się od codziennych problemów. Na zajęciach obok niej siedziała Ginny. Czuła się skrępowana, bo od rzekomego pogodzenia się nie zamieniły nawet słowa. Nagle ruda podsunęła jej liścik: „Pogadajmy dziś po obiedzie. Proszę. Twoja Gin.”. Szatynka przewróciła oczami. Weasley w obliczu dramatu z Parkinson nie okazała się żadnym wsparciem.
  Draco siedział sam. Celowo wybrał miejsce w rogu sali. Oparty o ścianę nie miał wrażenia, że uczniowie rzucają w jego kierunku docinki. Nie czuł się bezpiecznie ale przynajmniej nie był prześladowany. Blaise nie wrócił na noc. Może razem z Fen zwiali gdzieś daleko? Nikt nie wiedział do czego ta dwójka była zdolna. Pewnie są na jakiejś imprezie i śmieją się w niebogłosy. A on siedzi na nudnej lekcji i martwi się o ich rozrywkowe tyłki. Chciałby wiedzieć co dzieje się z jego przyjacielem. Jedyną osobą z jaką mógł porozmawiać była dziewczyna bliska Litwince, czyli… Granger. Westchnął zirytowany i odruchowo napisał na małej karteczce: „Coś za coś. Zostań po lekcji, chcę porozmawiać”. Spojrzał na nauczyciela. Stał tyłem do klasy i pisał na tablicy długi przepis na eliksir. Blondyn szybko rzucił skrawkiem papieru prosto w głowę Hermiony. Dokładnie w tym momencie staruszek obrócił się i powiedział z chytrym uśmieszkiem: 
– Gołąbeczki, nie powinno się pisać listów miłosnych na zajęciach. Zostańcie po lekcji. Może porozmawiamy trochę o przepisie na eliksir miłosny? – Puścił oczko, ciągle się uśmiechając.
 Jeeeest! Napisane i zbetowane :)! Komentujcie, będę wdzięczna :). Pozdrawiam, Eleonora :).

sobota, 26 marca 2016

Miniaturka 3. Blanda ''Warto było czekać'' + dramione. Cz.3. Zakończenie.

Witajcie! Znowu mnie długo nie było, ale, ale : najpierw wyjechałam na 3 dni, potem znowu cała sobota poza domem, dodam brak dostępu do komputera :/. No nic, najważniejsze, że już jestem :). Skończę tutaj Blandę ''Warto było czekać'' :). Oczekujcie na ''Chorą miłość'' część ostatnią, bo po niej pojawi się... od dawna nie dodany rozdział opowiadania :)! Gdyby ktoś miał kontakt z Anną Medium to dajcie znać :). Cieszę się, że w amoku przedświątecznych porządków i spotkań z przyjaciółmi znalazłam czas i wenę, żeby tu zajrzeć :). Przyznam Wam się szczerze, potrzebowałam chwili odpoczynku od pisania, nawet poezja miała zastój. Czytałam za to dużo książek, nabrałam sił, napisałam we wtorek pierwszy wiersz chyba od miesiąca a teraz wracam tu :)! Zapraszam na zakończenie Blandy a w najbliższym czasie ogarnę czcionkę we wszystkich wpisach, porządek w tytułach zrobiony :). Ponieważ większą popularnością cieszy się ''Chora miłość'' to pod jej zakończeniem dodam obiecaną reklamę :). Wpis bez bety, bo na szybko, ale to ostatnia taka sytuacja, wybaczcie. Miłej lektury! + miałam dodać wczoraj. I zgadnijcie komu padł internet o 22.30...
 Tak jak postanowiła, tak zrobiła. Hermiona Granger pobiegła do pokoju Amandy, swojej przyjaciółki a ukochanej Blaisa Zabiniego. Kiedy już była poza dormitorium swojego chłopaka, Draco i jego przyjaciela, natychmiast skierowała się do dormitorium blondynki. Zapukała do drzwi.
-Czego?- usłyszała jęk.
-Chwila!- dodał o wiele przyjaźniejszy głos. Otworzyła jego właścicielka, Kate. Miała rozczochrane, brązowe włosy i białą piżamę w różowe polne kwiatki.- O, hej. Wejdź.- zaprosiła przesuwając się lekko, tym samym robiąc miejsce dla koleżanki.
-Amanda?- zapytała w przestrzeń Gryfonka. Kotary łóżka poszukiwanej dziewczyny rozsunęły się. Nadal nie zdjęła szkolnego mundurka ani nie zmyła makijażu.- Wow, nie powiem, że wyglądasz dobrze.- wyrwało się zdziwionej Hermionie.
-Dzięki.- mruknęła.- Pęka mi głowa. Dajcie mi spokój.- Hermiona drugi raz tego dnia użyła zaklęcia na kaca. Jej przyjaciółka rozchmurzyła się.
-Moje ty złotko... Coś się stało?- spytała kiedy minęły objawy po wczorajszym świętowaniu.
-Ty powinnaś mi powiedzieć.- padła odpowiedź. Kate czuła się całkowicie zdezorientowana.
-Dobra, laseczki, idę do łazienki.- uniosła ręce w geście poddania by zniknąć w pomieszczeniu obok i zagłuszyć wszelkie odgłosy szumem wody lejącej się pod prysznicem.
-Herm, piłam, cholera, mnóstwo piłam. Nie mam siły na zagadki. Serio, mów wprost albo wcale nie gadajmy.- blondynka czuła się zmęczona jak nigdy dotąd. Zawód miłosny, niechciany, wymuszony na swoich emocjach pocałunek z Teodorem a do tego mnóstwo Ognistej, smak upokorzenia i nieprzespana noc. Zestaw idealny na sobotni poranek.
-Zabini przyszedł cię wtedy przeprosić.- rzuciła bezpośrednio dziewczyna Malfoya.
-Ale zrobił mi aferę o pocałunek z Teo. Wiesz co? Jestem głupia, kazałam Nottowi wyjść, chciałam to przemyśleć. Ten kretyn nawet nie zerwie z rudą larwą, kiedy ja pozbawiam się szansy na związek z szalejącym za mną chłopakiem.
-Gówno prawda.- Ślizgonka otworzyła szerzej oczy. Granger nigdy tak nie mówiła!- Szansa na związek z szalejącym za tobą chłopakiem jeszcze w zasięgu ręki. Zabini jest wściekły na siebie a przede wszystkim zrozpaczony, powiedział o tym mi i Draco, możesz go zapytać. Blaise upił się w trupa, Kate potwierdzi. Jest zakochany. Ginny jest tylko kwestią czasu. Zaufaj mi.- wykorzystywała niemal całe swoje zdolności do negocjacji.
-To niech się pozbędzie tej kwestii. Ale teraz to i tak nieważne. Wszystko skończyliśmy.- zaczynał ją już drażnić ten temat, marzyła, żeby zapomnieć.
-Chyba jeśli chodzi o przyjaźń. Dajcie sobie szansę.- użyła nawet błagalnego tonu.
-Nie. Przymknij się, proszę.- irytacja wkradła się do ich rozmowy.
-Ja dałam szansę Draconowi. Nie żałuję. Ale nie to nie, tylko potem nie żałuj. Idę na śniadanie.- obróciła się.
-Malfoy dał się za ciebie torturować, do dzisiaj lekko kuleje na prawą nogę. Draco dałby ci wszystko. Zabini widzi we mnie przytulankę, nie materiał na żonę. Faktycznie lepiej idź, ta rozmowa donikąd nie prowadzi.- cedziła gniewnie każde słowo. Herm opuściła jej dormitorium trzaskając drzwiami. W szybkim tempie wróciła do pokoju swojego chłopaka. Zabini, ubrany w białą koszulkę i granatowe jeansy, siedział na łóżku trzymając twarz w dłoniach.
-Blaise, zerwij z Ginny.- zarządziła wchodząc.
-Słucham?- spojrzał na nią jakby była z innej planety.
-To zamiast słuchać posłuchaj. Zerwij z Ginny. Amanda inaczej nawet nie chce cię oglądać.
-Zerwać z rudą i tyle? Warunek spełniony? Co? Wy, kobiety, jednak jesteście zdecydowanie łatwe w obsłudze.- wstał z łóżka zadowolony.
-O nie, tu się mylisz.- mruknął rozbawiony Draco.- Moja do dzisiaj nie potrafi pojąć, że kiedy kupuję jej sto bukietów po sto róż na każdy miesiąc razem to nie po to, żeby się na mnie drzeć.- puścił oczko swojej ukochanej.
-Ciekawe gdzie mam to trzymać, co, florysto?- prychnęła dusząc śmiech.
-To mam jej kupić kwiaty?- Blaise poczuł się całkowicie zbity z tropu.
-Jej? Raczej kij do baseballu.- wyjaśnił mu spokojnie blondyn.
-Przestańcie! Nie! Masz zerwać z Ginny. Najlepiej jak najszybciej, może i po śniadaniu. Ruszcie się. Trzeba się zbierać.- zarządziła patrząc na nich surowo. Poszli za nią prosto do Wielkiej Sali, która powoli pustoszała. Nie wszyscy balowali poprzedniej nocy. Szatynka jak zawsze siedziała przy stoliku swoich dawnych wrogów - podopiecznych Horacego Slughorna. Kończyła dojadać płatki kiedy w drzwiach pojawiła się Amanda. Miała kitkę, legginsy i szarą bluzę zakładaną przez głowę. Pozbawiona makijażu, z worami pod oczami i popękanymi ustami wyglądała dokładnie tak jak się czuła - żałośnie. Kontrastowała z Ginerwą ubraną w czerwoną, obcisłą, skórzaną spódniczkę i czarną koszulkę z dużym dekoltem w serek. Niestety, Weasley wygrała dziś pojedynek na wygląd, nie dało się ukryć. Zarzuciła swoimi rudymi włosami tak jakby celowo chciała pokazać swoje podkreślone ostrym makijażem specyficzne piękno. Przegrana w tej cichej walce udała się do miejsca przy stole swojego domu po czym opadła tam tak jakby uszły z niej wszelkie siły. Nalała sobie kawy doskonale wiedząc, że to jeden z tych dni kiedy nawet najmocniejszy napój nie da ukojenia. Nie zaszczyciła obiektu swoich westchnień ani jednym spojrzeniem. Wystarczająco upokarzał ją fakt siedzenia całkowicie z dala od reszty. Nie zauważyła kiedy podszedł do niej Teo.
-Hej, Am.- rzucił nieśmiało. Uniosła oczy znad kanapki. Grzęzła jej w gardle, kto by pomyślał, że po złamaniu serca jedzenie staje się takie trudne?
-Cześć.- wymamrotała. Wczoraj się całowali. Wczoraj sprawiła, że on Teo czuł się przez nią jak ona przez Zabiniego. A teraz może do tego ją oglądać w tak złym stanie. Pewnie go to cieszy, kogo by nie cieszyło?
-Nie gniewam się za wczoraj. Przegięliśmy. To było głupie i gówniarskie.- wyjaśnił jej spokojnie, jakby mówił do dziecka.
-Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, serio. Pewnie masz niezły ubaw, bo wyglądam jak ofiara losu.- prychnęła.
-Nie mam. Wiesz, ja... Nieważne. To zbyt dziecinne.
-Teodor, dzisiaj mam ochotę zniknąć. Nie będę cię namawiać do czegokolwiek. Albo mówisz albo spadaj. Proszę cię.- czuła, że jeszcze chwila a zacznie płakać nad kanapką.
-To przyjdę do ciebie potem i pogadamy, dobrze?
-Mhm.- mruknęła tylko chcąc jak najszybciej to zakończyć. Wtedy do jej uszu dotarł zbliżający się stukot obcasów. Nie spojrzała, wiedziała kto i do kogo idzie. Nie myliła się. Ruda postać zakołysała biodrami opierając się o swojego mężczyznę.
-Kotku...- zaczęła przymilnie.- Chodź ze mną omówić szczegóły imprezy.- wymruczała.
-Właśnie mieliśmy coś omówić, świetnie, że sama podeszłaś. Idziemy.- wstał ze swojego miejsca zostawiając nietkniętą owsiankę z sokiem malinowym.-Zaraz wrócę, gołąbki.- uśmiechnął się do przyjaciół. Kiedy doskonale zbudowany Zabini razem z wiszącą na jego ramieniu lisicą mijali Amandę łzy zaczęły kapać na jej talerz. Otarła je szybko. Nie tutaj, nie mogła sobie pozwolić na załamania. Dopiero kiedy wróci do swojej samotni znowu się popłacze a potem upije. Nagle jednak dobiegł ją wrzask, który usłyszeli wszyscy obecni na późnym śniadaniu.
- TY PIEPRZONA ŚWINIO, DUPKU, GNOJU, SKURWIELU!!!!!! NIENAWIDZĘ CIĘ!!!!! NIENAWIDZĘ!!!! WŁAŚNIE STRACIŁEŚ WSZYSTKO CO MIAŁEŚ NAJLEPSZE!!!!!! WSZYSTKO!!!! ZATĘSKNISZ, POPAPRAŃCU I BĘDZIESZ MNIE B-Ł-A-G-A-Ł O POWRÓT, OBIECUJĘ!!!!- zamarli. Po chwili nastąpił głuchy odgłos uderzenia i kroki, szalony stukot obcasów. Czarnoskóry wrócił do Sali z podniesioną głową oraz podbitym okiem. Draco wybuchnął szczerym, niepohamowanym śmiechem widząc uśmiech przyjaciela a Hermiona aż otworzyła usta ze zdziwienia. Pozostali uczniowie zaczęli komentować coś szeptem przywracając niedawny gwar. Chłopak jednak nie wrócił do bliskich tylko przystanął przy Am.
-Hej, możemy pogadać?- nie odpowiedziała tępo obserwując stygnącą kawę.- Proszę cię. Jestem świnia i zazdrosny palant pragnący cię posiadać na własność. Lepiej? Nikt nie był dla ciebie dość dobry, ja też nie jestem, nie byłem i nigdy nie będę. Ale zrobię wszystko. Proszę cię, spróbujmy.- szeptał tak jakby walczył o życie.
-Daruj sobie, dobrze? Kochałam cię od wojny, wyznałam ci to wczoraj. Nie chcę niczego zaczynać. Sprawa zamknięta. Teraz z łaski swojej mnie zostaw i daj mi zjeść śniadanie.- unikała jego wzroku. Cierpiała katusze przy każdym słowie. Wiedziała, że będzie żałować, ale nie chciała mu pokazać, że wygrał. Nie chciała mu dać emocjonalnej i życiowej przewagi. Nie i już. Duma wygrała nad uczuciem.
-Tego naprawdę chcesz?- uniósł brwi. Załamał mu się głos.
-Chcę spokoju.- wstała i niemal wybiegła prosząc siebie w duchu o dość siły by nie rozpłakać się po drodze. Został tam osłupiały czując na sobie spojrzenia wszystkich. Zanim się zorientowali podeszli do niego przyjaciela.
-No stary, wkurzyłeś dwie dziewczyny w ciągu dziesięciu minut. Moje gratulacje.- położył mu dłoń na ramieniu.
-Co ja mam robić?- drżał mu głos. Czuł się zagubiony, samotny, pozostawiony samemu sobie na terenie ogromnego bagna.
-Mam pomysł, dobrze?- spytała delikatnie panna Granger. W odpowiedzi tylko kiwnął głową.
  Kiedy Amanda dotarła do swojego pokoju od razu poczuła jak łzy sporych rozmiarów bezgłośnie rozbijają się o jej policzki. Miała wrażenie, że została sama w labiryncie nawet nie wiedząc czy gdzieś nie czai się Minotaur. Padła na łóżko, a ponowne tsunami łez oblało jej blade policzki. Od dziecka przygryzała wargi kiedy znajdywała się w trudnej sytuacji, teraz były całe spuchnięte. Zapłakan dopiero po dłuższej chwili zauważyła na jakiej leży poduszce. Tej od Zabiniego, tej w kształcie dużego zajączka. Zrobiło jej się niedobrze. Gniewnie rzuciła nią o ścianę naprzeciwko jej łóżka.
-Cholera!- zaklęła głośno zakrywając oczy dłońmi. Po wojnie wszystko miało być proste, dobre, łatwe. Więc dlaczego takie nie jest? Usłyszała nieśmiałe pukanie do drzwi.- Czego?- warknęła. Do dormitorium zajrzał Teo.
-Możemy pogadać? Jeśli nie to ja zrozumiem...- prawie wycofał się całkowicie.
-Właź, cholera. Tylko szybko. Mam na dziś dość upokorzenia.- dodała pocierając oczy.
-Wiem co czujesz do Blaisa. Uwierz mi, rozumiem doskonale.- powiedział siadając na brzegu jej łóżka.
-Ciekawe skąd...- nagle urwała.- Ty czujesz to samo. Ty...
-Tak jak ty chciałem zagłuszyć swoje uczucia, dobra? Wykorzystaliśmy się wzajemnie a źle mi z tym, bo żadnej dziewczyny nie można tak traktować.
-Daj spokój.- ścisnęła jego dłoń delikatnie się uśmiechając.- A ja? Robiłam to samo. Szukaliśmy zapomnienia i cudzej zazdrości.
-Wybaczysz?- podał jej wolną dłoń.
-Wiadomo.- nastąpiła zgoda.- Więc kto zniszczył ciebie, co? Bo u mnie już wszystko wiadomo.
-Kate.- jęknął boleśnie.
-Nie mów.- zachichotała po czym przechyliła się do tyłu rozkładając się wygodnie na pościeli.
-A, żebyś wiedziała.- jeszcze długo rozmawiali o swoich uczuciach, pomysłach na odkochanie się, jak to się stało, że wybrali akurat siebie i o wielu innych. Pocałunek zbliżył ich do siebie w zupełnie inny sposób niż można by się spodziewać. Właśnie po raz kolejny wybuchnęli głośnym śmiechem kiedy pojawiła się Kate.
-Eh... Hej.- lekko zarumieniona schowała kosmyk włosów za ucho. Nott spojrzał na Amandę pytająco a ona kiwnęła delikatnie głową.
-Kate... może chcesz iść ze mną na spacer?- zasugerował z uśmiechem.
-Chętnie.- rozpromieniona skorzystała z jego pomocy przy zakładaniu bordowego płaszczyka. Obydwoje wyszli zostawiając blondynkę znowu samą sobie. Poczuła odrobinę ulgi, przynajmniej z Teodorem wszystko się wyjaśniło. Niestety, jej czarnoskóry przyjaciel ciągle był bolesną, jątrzącą się raną na sercu. Gdyby tak tylko... Znowu pukanie. Drażniło ją już to.
-Co znowu?- jęknęła głośno zrezygnowana.
-To ja, Hermiona. Mogę?- ciepły, przyjazny głos przyjaciółki przypomniał o ich porannej kłótni. Ślizgonka nie powinna jej wtedy tak potraktować.
-Jasne.- odpowiedziała przyjaźnie. Granger wkroczyła do pokoju. Miała na sobie granatową sukienkę na długi rękaw. Góra przylegała do ciała, dół sięgający kolan był trochę rozkloszowany. Strój nadawał się bardziej na randkę niż na bal, a mimo to dziewczyna z rozpuszczonymi włosami wyglądała w nim przepięknie.- Wow, przyszłaś mnie dobić?- zapytała.
-Raczej uratować. Umyj włosy, uczesz się, umaluj. Już się na ciebie nie gniewam, byłam zbyt... ofensywna. Mam dla ciebie niespodziankę.
-Jesteś kochana.- przytuliły się jak zawsze wtedy kiedy godziły się po byle sprzeczce. Po pół godzinie Amanda wyszła z łazienki ubrana w czarną tunikę, do tego miała błękitne jeansy. Rozpuściła jasne włosy, zrobiła kreskę pod okiem i wytuszowała rzęsy.- Na nic więcej dziś ode mnie nie licz.- uniosła ręce w geście poddania. Hermiona przyjęła to spokojnie, wyszły razem z pomieszczenia. Nie rozmawiały całą drogę, były już pogodzone, a żadna z nich nie czuła potrzeby, żeby się odezwać. Dotarły do jednej z opuszczonych klas.
-Na miejscu. Wejdź pierwsza.- Granger zaprosiła ją gestem dłoni. Jej towarzyszka wzruszyła ramionami po czym popchnęła drzwi klasy. Jej oczom ukazało się pomieszczenie obwieszone choinkowymi lampkami. Była tam też czerwona kanapa, stolik do kawy, na którym stały dwa kufle kremowego piwa, biała owcza skóra na podłodze, barek z ustawionymi na nim dwoma kieliszkami i butelką wina i radio grające jej ulubione piosenki. Ale najważniejszy był on, Zabini ubrany w garnitur patrzący jej prosto w oczy z bukietem białych lilii.
-Kochanie, wybaczysz mi?- spytał łamiący się głosem. Nie dostał ustnej odpowiedzi. Rzuciła mu się na szyję by go pocałować. Zanim jeszcze oderwali się od siebie Gryfonkę objęły w pasie męskie ramiona Draco.
-To co? Znikamy stąd do siebie? Oni zostaną tu do rana a ja chciałbym zasnąć z moją dziewczyną w ramionach...- wymruczał do ucha szatynki. Po wielu przeprosinach, godzinach tłumaczeń i wyjaśnień Amanda zasnęła wtulona w Blaisa. Zaledwie rok później byli świadkami na ślubie Draco i Hermiony, a na weselu siedzieli tuż obok Teo ściskającego rękę Kate.
 Kiedy kilkanaście lat później wszyscy odprowadzali swoje dzieci na peron 9 i 3/4 zobaczyli Ginny z Potterem. Uprzejmie podali im dłonie, złość i żal dawno minęły. Tak właśnie skończyła się historia największego amanta Hogwartu, który połączył się świętym węzłem małżeńskim z jedną z najbardziej popularnych dziewcząt. Można dodać jedynie : żyli długo i szczęśliwie.

 Hej. Jeśli ktoś uważa, że rozwiązanie akcji z Teo jest zbyt naciągane to ja chętnie wezmę na klatę sensowne argumenty. To spontaniczny pomysł. Jak zakończenie? Było najtrudniejsze do napisania, serio, serio. Może nie jest idealnie, to moje pierwsze zakończenie miniaturki kilkuczęściowej. Liczę na komentarze oraz informuję : 1 komentarz u mnie=2 u Ciebie! Warto :).
Pozdrawiam i życzę miłych, zdrowych i spokojnych świąt :).
Eleonora.