poniedziałek, 11 kwietnia 2016

11. "Skutki picia" – Ignis aurum probat

  Nie mam kiedy opisać takiego zakończenia ''Chorej miłości'' jakie sobie założyłam. Dlatego jeśli mi pozwolicie to dodam coś czego nie było tu . Wieki. ROZDZIAŁ OPOWIADANIA. Miało być w weekend, ale niestety nie miałam kiedy, nie mam też internetu w domu :/. Jeśli ktoś nie pamięta o czym był ostatni rozdział to od razu mówię : był on ostatnim dziełem Vipery na tym blogu, zajrzyjcie sobie na rozdział 10 :). Zacznę od fragmentu, w którym skończyła się akcja. Pod postem reklama :). Przypominam zasadę : 1 KOMENTARZ U MNIE = 2 U CIEBIE. Miłej lektury!
  PS Dopisuję to praktycznie kiedy cały rozdział mam już skończony, reklama będzie tak jak obiecałam przy zakończeniu miniaturki. Teraz dopiero mam czas iść gdzieś gdzie mam internet, miało być tydzień temu, przepraszam, sprawa niezależna. Rozdział, mam nadzieję, w momencie dodania będzie zbetowany. Dam o sobie znać w przyszły czwartek lub piątek, do tego czasu będę skupiona na nauce. Jak wrócę to ogarnę jeszcze tego dnia LBA, a potem w odstępie kilku kolejnych dni zakładkę Spis Treści. Już nie męczę, czytajcie sobie spokojnie! I oczywiście dziękuję becie, Arcanum :).
  Draco nie miał ochoty chodzić wszędzie za siostrą swojej dziewczyny. Dziewczyny? – prychnął, krzywiąc się przy tym. Ona nie jest jego dziewczyną i na pewno doskonale zajmie się swoją rodziną. Niech Blaise i Fen robią sobie co tam chcą, on nie ma z tym nic wspólnego. Jutro poniedziałek i ku jemu wielkiemu zdumieniu, cieszył się z tego, bo będzie mógł się pouczyć. Nauka była dla niego bardzo ważna. Niechętnie wstał ze swojego miejsca, zostawiając na stole niedojedzoną zupę dyniową i skierował się w stronę plotkujących małolat. Wczoraj, to znaczy w sobotę, ta lafirynda usiadła obok niego. Dzisiaj zadecydowała, że zje kolację w towarzystwie swoich pustych koleżaneczek. Podszedł do nich, oczekując szalonego chichotu. Ich znakami szczególnymi były: tapir na głowie, mocny makijaż i neonowe tipsy. Skrzywił się. Odrzucało go na sam ich widok, ale musiał się przemóc, bo przecież przyszedł porozmawiać.

– Ej, twoja siostra zalała się w trupa i śpi przy tamtym stole. – Wskazał palcem w określonym kierunku. Nie silił się na czułość i uprzejmości. Nie obchodziła go ta chora sytuacja. Chciał wrócić do swojego dormitorium i płakać albo gryźć do krwi kostki dłoni. Byleby nie stać tu jak idiota i patrzeć na tą szopkę.

– Witaj, kotku. – wymruczała drapieżnie, zupełnie nie przejmując się siostrą. – Poradzi sobie sama. Skoro usiadła obok tych pieprzonych Gryfonów, chyba wiedziała co robi, prawda? Nie muszę jej na siłę pomagać. – Pokręciła głową z dezaprobatą, po czym wróciła do rozmowy z dziewczynami. Młody Malfoy poczuł mdłości. Jak ta dziewucha może wystawiać na ośmieszenie własną siostrę? Niby dlaczego? Bo po pijanemu usiadła z koleżanką? Czego teraz oczekuje? Że on jej pomoże? Niby dlaczego? Bo ją pocałował? Wiadomo, że jest łatwa. Każdy to wie. Ale to miał być powód do obściskiwania się z nią? Nie mógł uwierzyć, że jego moralne zasady i bycie dżentelmenem poszły się pieprzyć na rzecz pseudo związku z tą łatwą i głupią gąską. Poczuł się jeszcze gorzej. Ile by dał za normalne życie... Na ołowianych nogach skierował się ku Granger. Była najbardziej trzeźwa z całego towarzystwa. Próbowała podnieść swoją towarzyszkę z ławy, ale jej starania na nic się zdały. Siląc się na delikatność by nie wypalić czegoś głupiego, zapytał: – Pomóc ci? - sam nie wiedział dlaczego ostatnio odnosi wrażenie bycia odpowiedzialnym za wszystkich i wszystkich, ale to zmuszało go do wielu dziwnych decyzji. Jak ta.
Stał w pewnej odległości. Czuł, że jest obserwowany, chociaż większość uczniów wróciło do swoich rozmów. Tylko ci siedzący najbliżej obserwowali heroiczną walkę Hermiony z bezwładnym ciałem Ślizgonki. Nikt nie był zdziwiony faktem, że dziewczyna domu Salazara jest pijana, ani tym, że pomaga jej Gryfonka. Granger pomagała każdemu, zawsze i wszędzie. Przypięli jej taką łatkę i musiała się do tego dostosować aby uniknąć oceniania. Oczywiście było wiadomo, że za ciągłe pomaganie nie będzie wywyższana pod niebiosa, ale lubiła pomagać i zawsze to robiła. Zawsze słyszała słowo „Dziękuję”, a po wojnie stała się obiektem zainteresowania i każdy śledził jej zachowanie, a nieustanna ''działalność charytatywna'', jak w duchu nazywał to Malfoy, działała na jej korzyść, chociaż nie pomagało uchronić się od ciągłych spojrzeń, artykułów i plotek.

– No proszę, kogo moje oczy widzą? Dziedzic fortuny chce mi pomóc? – Szarpnęła Greengrass mocniej za ramię, ale nic to nie dało.

– Będziesz ja tarmosić jak wielkiego misia czy skorzystasz z mojej pomocy? – Podszedł bliżej, bo przestał bać się złych spojrzeń i ostrych słów. Chciał po prostu pomóc.

– Weź ją, Malfoy. Proszę, droga wolna. Ja się poddaję. – Gniew w jej głosie osłabł. Puściła leżącą dziewczynę.

– Ależ dziękuję! – Westchnął teatralnie. – Nie łap jej, okay? – zapytał. Kiwnęła głową w odpowiedzi. Większość uczniów obecnych przy stole nadal nie była zdziwiona. Kiedyś Malfoy pomagający Gryfonom byłby sensacją. Dracon zazwyczaj pomagał komuś ze swojego domu. W ostatnim czasie znacznie schudł, niewiele jadł, bo nie czuł głodu. Dziewczyna wydała mu się trochę cięższa niż się spodziewał, ale mimo wszystko podniósł ją bez problemu.

– Chodź ze mną. – wyszeptał do szatynki, patrząc jej prosto w oczy. Dreptała kilka kroków za nim, dopóki nie wyszli z Wielkiej Sali.

– Odstawisz ją do was? – dopytywała.

– Nie, porzucę w Zakazanym Lesie. Czy ty zawsze musisz myśleć o mnie źle? Do twojej wiadomości — mam serce. - Poprawił dziewczynę, wiszącą na jego ramieniu. Hermiona przewróciła oczami i podeszła bliżej żeby mu pomóc.
– Co ty tak szybko wytrzeźwiałaś? – zagadał.

– Nie wypiłam dużo. Poza tym jestem odpowiedzialna i chciałam spokojnie zjeść kolację. Kiedy ona usnęła całkiem mi przeszło. Zabini mógł zabrać ją ze sobą, a nie tylko Fen.

– Wziął jedną, a mnie zostawił dwie. Wspaniały przyjaciel, nieprawdaż?- Jedna myśl nie mogła mu dać spokoju : Dlaczego nawet sztywna Granger świetnie się bawiła, a on spędził całą niedzielę nad książkami i to z własnej woli? Dlaczego oddycha z trudem, a ona piła? Świat oszalał.
– Jesteś żałosnym szowinistą – odpowiedziała jakby nie zrozumiejąc żartu.

– Dobra, nie musimy gadać, męcząca mnie cholero. – Chociaż go denerwowała na jego twarzy wciąż gościł irytujący, sarkastyczny uśmieszek.

– Co jest takie zabawne? – zapytała.

– Potem ci powiem – zbył ja. Droga do lochów nie była długa, ale kiedy dwoje niedawnych wrogów dzieli tylko ciało pijanej siedemnastolatki, sytuacja była nie do zniesienia. Gdy znaleźli się przed wejściem do pokoju wspólnego, Malfoy powiedział: – Poczekaj na mnie parę minut.
Spełniła jego polecenie, nie widząc innego wyjścia. Musiała być pewna, że osoba za którą była odpowiedzialna, jest bezpieczna. Czuła się jak idiotka, stercząc tam samotnie i oczekując na Draco. Pojawił się po dziesięciu minutach.

– Co tak szybko? – Podejrzliwie uniosła brwi.

– Przekazałem ją jej koleżance z dormitorium. Siedziała w pokoju wspólnym. Nie patrz na mnie jak na gwałciciela. Nie wykorzystałbym pijanej dziewczyny. - Jego żołądek zawirował. Zawsze uważał siebie za faceta z zasadami, a sytuacja z Astorią wszystko zepsuła.
– Dobrze, już nic nie mówię. Wiem, że jest bezpieczna, więc mogę wracać. – Marzyła o swoim łóżku i morzu łez.

–  Nie tak szybko, wracamy razem. Ile wypiłaś? – zapytał.

– Nie zgrywaj dżentelmena. Trafię sama. Wypiłam pół drinka.

– Masz mocny łeb jak na dziewczynę. – zakpił.

– Niewyparzona gęba pseudo podrywacza. Odprowadzasz mnie czy nie? Nie chcę tu sterczeć. - Chciała żeby ten weekend się już skończył, ale wiedziała, że to nic nie da. Nie odnalazła rodziców, bliscy nie żyli, Harry się nie odzywał, Ron był zimny i nieobecny, na Ginny była obrażona. Sprawa z Pansy nadal nie dawała jej spokoju. Młody Malfoy ciągle zachowywał się przyzwoicie, co powodowało, że nie miała powodu żeby go nienawidzić. Starszy Malfoy ciągle coś od niej chciał. Koniec weekendu nie zwiastował końca problemów i zmartwień. Był początkiem tak samo beznadziejnego tygodnia.
– Odprowadzam. – prychnął. Ruszyli. Dłuższą chwilę szli ramię w ramię w milczeniu. Wreszcie dziewczyna się odezwała.
– Po co to robisz? Po co udajesz bohatera? Nie mogłam wrócić sama? - Jego bezinteresowna pomoc połączona z mieszanką ironii i sarkazmu wydawała się jej dziwniejsza niż prawdopodobny podryw Asha.
– Granger, w sumie to pogodziliśmy się, a ja nie jestem świnią. Czujesz się dobrze, jesteś trzeźwa, bardzo mnie to cieszy. Ale za parę minut może ci się zakręcić w głowie, upadniesz gdzieś i stanie ci się krzywda. Jakbym się czuł? To w jakimś stopniu byłaby moja wina. Nie myśl, że chodzi o ciebie. Ja po prostu mam głośne sumienie. – Zakończył wywód wzruszeniem ramionami.

– Więc oto chodzi... – zauważyła. – ... masz wyrzuty sumienia! - Miał wrażenie, że ta irytująca dziewucha, idąca obok niego odkryła wszystkie rozgrzebane rany i żale. Widzi wszelkie koszmary i problemy, z którymi się zmaga. Poczuł, ze zaschło mu w ustach. Bał się, że odkryła prawdę. Ale na szczęście się mylił. Nie o to jej chodziło.
– Ty też uważasz, że sytuacja z Pansy mogłaby zakończyć się inaczej? Lepiej? – zapytała.

– Jeszcze się nie zakończyła. – Sprytnie uniknął odpowiedzi. Czyli rozsądna Granger też miała dziwne wrażenie, że chociaż nie mogli nic zrobić to wydawało im się, że mogli?

– A ma szansę na szczęśliwe zakończenie? Cokolwiek ma taką szansę? - Kiedy uchwycił jej smutne spojrzenie, poczuł się nieswojo. Sam codziennie rozpadał się na miliony kawałków, nie umiejąc sobie pomóc. W jaki sposób mógł pomóc jej?
– Nie mam nastroju na filozofię. – powiedział ostro, chociaż sam zadawał sobie takie pytania każdego dnia.

– Widzę, że wrócił prawdziwy Malfoy. - rzuciła lekko rozczarowana. Ale czego niby po nim oczekiwała? 

– Prawdziwy Malfoy właśnie martwi się o twoją bohaterską dupę i odprowadza cię, więc doceń to. – wysyczał poirytowany. Zamilkli. Draco nie mógł uwierzyć, że powiedział słowo „martwi”, a Hermiona nie wierzyła, że to usłyszała. Kiedy stanęli przed portretem Grubej Damy nie mieli pojęcia co powiedzieć lub zrobić.
– Cóż, zdaje mi się, że dziękuję. – Podała mu nieśmiało dłoń.

– Zdaje mi się, że nie ma za co. Ty rano będziesz trzeźwa, a twoje kumpelki będzie męczył ostry kac. – starał się żartować, chociaż miał świadomość, że to niepotrzebne.

– Czyli jeślibym wymiotowała, przytrzymasz mi włosy? – zapytała żartobliwym tonem. W jego obecności czuła się bardzo swobodnie, jak przy bliskim koledze. Oboje to wyczuli, ale nie chcieli tego. Nadal czuli się dziwnie, a co się stanie, jeśli zaczną się kolegować? Kolegować? Nie ma nawet takiej opcji! To, że się pogodzili było nienormalne. Reszta mogłaby zniszczyć te gnijące resztki normalności, którymi się otaczali.
– Jasne, jeśli będzie trzeba zrobię ci płukanie żołądka. Zawsze o tym marzyłem. – odparł, czując że chce stąd jak najszybciej zniknąć. Co za szalony tydzień!

– Masz bardzo szalone marzenia ale nie martw się, bo pewnie dadzą radę cię wyleczyć. – Uśmiechnęła się zadziornie i uciekła do Pokoju Wspólnego, zostawiając go z kompletną pustką w głowie.

     Fen obudziła się z koszmarnym bólem głowy w ramionach Zabiniego. Miała szczęście, że pamiętała wszystko z poprzedniego wieczoru wliczając swoje upokarzające zaśnięcie przy wszystkich. Myśląc o tym, walnęła się mocno w czoło. Dobrze, że Hermiona wyszła z twarzą z tej sytuacji, bo ona i Dafne skompromitowały się całkowicie. Chciała iść zobaczyć jak miewają się koleżanki, ale zauważyła Blaisa. Pomysł, żeby u niej został był idiotyczny. Nie miała pojęcia co powiedzieć, dlatego szturchnęła go lekko.
– Co? – jęknął, otwierając powieki.

– Dzięki za wczoraj. Ale dzisiaj poniedziałek i zbieramy się na lekcje. – Nie mogła uwierzyć w swoje słowa ale była świadoma tego, że wzbudza sensację. Jej narzeczony spojrzał na zegarek.

– Jest po dziewiątej i jesteśmy spóźnieni. Musimy się umyć, przebrać i naszykować. To bez sensu. Może zrobimy sobie wolne? – zapytał ze słodką minką.

– Ten jeden jedyny raz – odparła, opadając na poduszki, po czy dodała, brzmiąc jak Hermiona: – Ale to co robimy jest niewłaściwe.

– A co takiego robimy? – Zaśmiał się serdecznie.

– Leżymy w łóżku, jakbyśmy byli parą. Ale przecież między nami nic nie ma – powiedziała dobitnie.

– Dobrze o tym wiem. – Obrócił się tyłem, ziewając głośno. – Nie chcę się z tobą pieprzyć, dobra? Chcę spać.

– A skąd pewność, że coś od ciebie chcę? – prychnęła.

– Bo masz brudne myśli. Jakbyś ich nie miała, to nie robiłabyś problemów, że tu śpię. Sama o to prosiłaś, maleńka. – Sprawiał wrażenie jakby nie miał zamiaru stąd iść.

– Musimy coś zjeść. Może pójdziemy chociaż na obiad? – zapytała z nadzieją.

– Mam u siebie zapas łakoci, potem po nie pójdę. Możemy iść na kolację, ale tym razem postaraj się być trzeźwa. – zażartował.

– Ale z ciebie żartowniś. – odparowała, udając, że jej to nie bawi. Oczywiście czuła się upokorzona, ale to nie było tak bardzo istotne jak jej nocne koszmary, strata brata i przymusowy ślub z obcym chłopakiem. W obliczu tych problemów pokazanie się całej szkole nie było wielkim wyczynem. Założy maskę obojętności i będzie emanować pewnością siebie. Nawet z bliska nie zauważą jej całkowitego załamania.

– Przestań gadać, tylko śpij. Musisz odespać te nieprzespane noce. Pamiętaj, że tu jestem. – dodał o wiele poważniej. Nie widział, że uśmiechnęła się z wdzięcznością i po chwili usnęła. Poczuł się odpowiedzialny. Nigdy nie chciał się tak czuć. Zawsze wyobrażał sobie siebie jako wiecznego Piotrusia Pana. Jego Wendy potrzebowała go na tyle, że zasypiała przy nim, nie obawiając się koszmarów. Pokręcił głową. Chciał mieć wiele Dzwoneczków i walczyć z piratami. Tymczasem jego kompan zachowywał się jakby był na granicy samobójstwo, honor powstrzymywał przed szukaniem chętnych ''wróżek'', po śmierci ''Haka'' jakiś zwyrodnialec zgwałcił Pansy a pośrodku tego wszystkiego był on. Bycie Piotrusiem przynosiło mnóstwo korzyści, ale miało jedną ogromną wadę: w obliczu dorosłych spraw stał właśnie jak bohater bajki, młodziutki chłopiec, bez doświadczenia w dorosłych relacjach, z traumą, przed którą chciał uciec, bez ochoty stawienia czoła lękom i bez siły na dorastanie, ale za to w zielonych, obcisłych spodenkach. Magiczny proszek, którego używał ten dzieciak pomagał latać. Zabini traktował poczucie humoru jak swój magiczny proszek na całe zło. Kiedy jednak trzeba dorosnąć nie wystarczą tylko żarciki a strach sprawiał, że jego emocjonalna Nibylandia zaczynała wysychać i zamieniać się w trociny beztroski. Jako bohater bajki i przy okazji swoich marzeń, nie radził sobie z dorosłymi problemami. Wiedział, że chcąc dorosnąć nie można wiecznie żartować. Ale co miał robić jeśli dorosłość nie była obecnie niczym dobrym?
  Draco i Hermiona siedzieli na drugiej lekcji. Nie patrzyli na siebie. Kilka śmiałych osób pytało ją co zrobiła z pijaną Ślizgonką. Nie odpowiedziała, bo miała tego serdecznie dość. Rano nie czuła bólu głowy i mdłości ale była wykończona psychicznie. Doskonale wiedziała, że mogłaby przespać cały dzień. Wczoraj, kiedy wróciła do siebie, od razu usnęła, nie zdejmując ubrań. Obudziły ją promienie słońca. Unikała swojego odbicia w lustrze, tak jak uczniowie Hogwartu unikali jej spojrzenia. Patrząc w lustro, widziała smutne oczy pełne bólu i cierpienia. Wszystkie czynności wykonała machinalnie. Chodziła, jadła i uczyła się tak, jakby była do tego zaprogramowana. Choć nie, jedynie nauka była czystą przyjemnością. Dzięki niej mogła oderwać się od codziennych problemów. Na zajęciach obok niej siedziała Ginny. Czuła się skrępowana, bo od rzekomego pogodzenia się nie zamieniły nawet słowa. Nagle ruda podsunęła jej liścik: „Pogadajmy dziś po obiedzie. Proszę. Twoja Gin.”. Szatynka przewróciła oczami. Weasley w obliczu dramatu z Parkinson nie okazała się żadnym wsparciem.
  Draco siedział sam. Celowo wybrał miejsce w rogu sali. Oparty o ścianę nie miał wrażenia, że uczniowie rzucają w jego kierunku docinki. Nie czuł się bezpiecznie ale przynajmniej nie był prześladowany. Blaise nie wrócił na noc. Może razem z Fen zwiali gdzieś daleko? Nikt nie wiedział do czego ta dwójka była zdolna. Pewnie są na jakiejś imprezie i śmieją się w niebogłosy. A on siedzi na nudnej lekcji i martwi się o ich rozrywkowe tyłki. Chciałby wiedzieć co dzieje się z jego przyjacielem. Jedyną osobą z jaką mógł porozmawiać była dziewczyna bliska Litwince, czyli… Granger. Westchnął zirytowany i odruchowo napisał na małej karteczce: „Coś za coś. Zostań po lekcji, chcę porozmawiać”. Spojrzał na nauczyciela. Stał tyłem do klasy i pisał na tablicy długi przepis na eliksir. Blondyn szybko rzucił skrawkiem papieru prosto w głowę Hermiony. Dokładnie w tym momencie staruszek obrócił się i powiedział z chytrym uśmieszkiem: 
– Gołąbeczki, nie powinno się pisać listów miłosnych na zajęciach. Zostańcie po lekcji. Może porozmawiamy trochę o przepisie na eliksir miłosny? – Puścił oczko, ciągle się uśmiechając.
 Jeeeest! Napisane i zbetowane :)! Komentujcie, będę wdzięczna :). Pozdrawiam, Eleonora :).

sobota, 26 marca 2016

Miniaturka 3. Blanda ''Warto było czekać'' + dramione. Cz.3. Zakończenie.

Witajcie! Znowu mnie długo nie było, ale, ale : najpierw wyjechałam na 3 dni, potem znowu cała sobota poza domem, dodam brak dostępu do komputera :/. No nic, najważniejsze, że już jestem :). Skończę tutaj Blandę ''Warto było czekać'' :). Oczekujcie na ''Chorą miłość'' część ostatnią, bo po niej pojawi się... od dawna nie dodany rozdział opowiadania :)! Gdyby ktoś miał kontakt z Anną Medium to dajcie znać :). Cieszę się, że w amoku przedświątecznych porządków i spotkań z przyjaciółmi znalazłam czas i wenę, żeby tu zajrzeć :). Przyznam Wam się szczerze, potrzebowałam chwili odpoczynku od pisania, nawet poezja miała zastój. Czytałam za to dużo książek, nabrałam sił, napisałam we wtorek pierwszy wiersz chyba od miesiąca a teraz wracam tu :)! Zapraszam na zakończenie Blandy a w najbliższym czasie ogarnę czcionkę we wszystkich wpisach, porządek w tytułach zrobiony :). Ponieważ większą popularnością cieszy się ''Chora miłość'' to pod jej zakończeniem dodam obiecaną reklamę :). Wpis bez bety, bo na szybko, ale to ostatnia taka sytuacja, wybaczcie. Miłej lektury! + miałam dodać wczoraj. I zgadnijcie komu padł internet o 22.30...
 Tak jak postanowiła, tak zrobiła. Hermiona Granger pobiegła do pokoju Amandy, swojej przyjaciółki a ukochanej Blaisa Zabiniego. Kiedy już była poza dormitorium swojego chłopaka, Draco i jego przyjaciela, natychmiast skierowała się do dormitorium blondynki. Zapukała do drzwi.
-Czego?- usłyszała jęk.
-Chwila!- dodał o wiele przyjaźniejszy głos. Otworzyła jego właścicielka, Kate. Miała rozczochrane, brązowe włosy i białą piżamę w różowe polne kwiatki.- O, hej. Wejdź.- zaprosiła przesuwając się lekko, tym samym robiąc miejsce dla koleżanki.
-Amanda?- zapytała w przestrzeń Gryfonka. Kotary łóżka poszukiwanej dziewczyny rozsunęły się. Nadal nie zdjęła szkolnego mundurka ani nie zmyła makijażu.- Wow, nie powiem, że wyglądasz dobrze.- wyrwało się zdziwionej Hermionie.
-Dzięki.- mruknęła.- Pęka mi głowa. Dajcie mi spokój.- Hermiona drugi raz tego dnia użyła zaklęcia na kaca. Jej przyjaciółka rozchmurzyła się.
-Moje ty złotko... Coś się stało?- spytała kiedy minęły objawy po wczorajszym świętowaniu.
-Ty powinnaś mi powiedzieć.- padła odpowiedź. Kate czuła się całkowicie zdezorientowana.
-Dobra, laseczki, idę do łazienki.- uniosła ręce w geście poddania by zniknąć w pomieszczeniu obok i zagłuszyć wszelkie odgłosy szumem wody lejącej się pod prysznicem.
-Herm, piłam, cholera, mnóstwo piłam. Nie mam siły na zagadki. Serio, mów wprost albo wcale nie gadajmy.- blondynka czuła się zmęczona jak nigdy dotąd. Zawód miłosny, niechciany, wymuszony na swoich emocjach pocałunek z Teodorem a do tego mnóstwo Ognistej, smak upokorzenia i nieprzespana noc. Zestaw idealny na sobotni poranek.
-Zabini przyszedł cię wtedy przeprosić.- rzuciła bezpośrednio dziewczyna Malfoya.
-Ale zrobił mi aferę o pocałunek z Teo. Wiesz co? Jestem głupia, kazałam Nottowi wyjść, chciałam to przemyśleć. Ten kretyn nawet nie zerwie z rudą larwą, kiedy ja pozbawiam się szansy na związek z szalejącym za mną chłopakiem.
-Gówno prawda.- Ślizgonka otworzyła szerzej oczy. Granger nigdy tak nie mówiła!- Szansa na związek z szalejącym za tobą chłopakiem jeszcze w zasięgu ręki. Zabini jest wściekły na siebie a przede wszystkim zrozpaczony, powiedział o tym mi i Draco, możesz go zapytać. Blaise upił się w trupa, Kate potwierdzi. Jest zakochany. Ginny jest tylko kwestią czasu. Zaufaj mi.- wykorzystywała niemal całe swoje zdolności do negocjacji.
-To niech się pozbędzie tej kwestii. Ale teraz to i tak nieważne. Wszystko skończyliśmy.- zaczynał ją już drażnić ten temat, marzyła, żeby zapomnieć.
-Chyba jeśli chodzi o przyjaźń. Dajcie sobie szansę.- użyła nawet błagalnego tonu.
-Nie. Przymknij się, proszę.- irytacja wkradła się do ich rozmowy.
-Ja dałam szansę Draconowi. Nie żałuję. Ale nie to nie, tylko potem nie żałuj. Idę na śniadanie.- obróciła się.
-Malfoy dał się za ciebie torturować, do dzisiaj lekko kuleje na prawą nogę. Draco dałby ci wszystko. Zabini widzi we mnie przytulankę, nie materiał na żonę. Faktycznie lepiej idź, ta rozmowa donikąd nie prowadzi.- cedziła gniewnie każde słowo. Herm opuściła jej dormitorium trzaskając drzwiami. W szybkim tempie wróciła do pokoju swojego chłopaka. Zabini, ubrany w białą koszulkę i granatowe jeansy, siedział na łóżku trzymając twarz w dłoniach.
-Blaise, zerwij z Ginny.- zarządziła wchodząc.
-Słucham?- spojrzał na nią jakby była z innej planety.
-To zamiast słuchać posłuchaj. Zerwij z Ginny. Amanda inaczej nawet nie chce cię oglądać.
-Zerwać z rudą i tyle? Warunek spełniony? Co? Wy, kobiety, jednak jesteście zdecydowanie łatwe w obsłudze.- wstał z łóżka zadowolony.
-O nie, tu się mylisz.- mruknął rozbawiony Draco.- Moja do dzisiaj nie potrafi pojąć, że kiedy kupuję jej sto bukietów po sto róż na każdy miesiąc razem to nie po to, żeby się na mnie drzeć.- puścił oczko swojej ukochanej.
-Ciekawe gdzie mam to trzymać, co, florysto?- prychnęła dusząc śmiech.
-To mam jej kupić kwiaty?- Blaise poczuł się całkowicie zbity z tropu.
-Jej? Raczej kij do baseballu.- wyjaśnił mu spokojnie blondyn.
-Przestańcie! Nie! Masz zerwać z Ginny. Najlepiej jak najszybciej, może i po śniadaniu. Ruszcie się. Trzeba się zbierać.- zarządziła patrząc na nich surowo. Poszli za nią prosto do Wielkiej Sali, która powoli pustoszała. Nie wszyscy balowali poprzedniej nocy. Szatynka jak zawsze siedziała przy stoliku swoich dawnych wrogów - podopiecznych Horacego Slughorna. Kończyła dojadać płatki kiedy w drzwiach pojawiła się Amanda. Miała kitkę, legginsy i szarą bluzę zakładaną przez głowę. Pozbawiona makijażu, z worami pod oczami i popękanymi ustami wyglądała dokładnie tak jak się czuła - żałośnie. Kontrastowała z Ginerwą ubraną w czerwoną, obcisłą, skórzaną spódniczkę i czarną koszulkę z dużym dekoltem w serek. Niestety, Weasley wygrała dziś pojedynek na wygląd, nie dało się ukryć. Zarzuciła swoimi rudymi włosami tak jakby celowo chciała pokazać swoje podkreślone ostrym makijażem specyficzne piękno. Przegrana w tej cichej walce udała się do miejsca przy stole swojego domu po czym opadła tam tak jakby uszły z niej wszelkie siły. Nalała sobie kawy doskonale wiedząc, że to jeden z tych dni kiedy nawet najmocniejszy napój nie da ukojenia. Nie zaszczyciła obiektu swoich westchnień ani jednym spojrzeniem. Wystarczająco upokarzał ją fakt siedzenia całkowicie z dala od reszty. Nie zauważyła kiedy podszedł do niej Teo.
-Hej, Am.- rzucił nieśmiało. Uniosła oczy znad kanapki. Grzęzła jej w gardle, kto by pomyślał, że po złamaniu serca jedzenie staje się takie trudne?
-Cześć.- wymamrotała. Wczoraj się całowali. Wczoraj sprawiła, że on Teo czuł się przez nią jak ona przez Zabiniego. A teraz może do tego ją oglądać w tak złym stanie. Pewnie go to cieszy, kogo by nie cieszyło?
-Nie gniewam się za wczoraj. Przegięliśmy. To było głupie i gówniarskie.- wyjaśnił jej spokojnie, jakby mówił do dziecka.
-Doskonale zdaję sobie z tego sprawę, serio. Pewnie masz niezły ubaw, bo wyglądam jak ofiara losu.- prychnęła.
-Nie mam. Wiesz, ja... Nieważne. To zbyt dziecinne.
-Teodor, dzisiaj mam ochotę zniknąć. Nie będę cię namawiać do czegokolwiek. Albo mówisz albo spadaj. Proszę cię.- czuła, że jeszcze chwila a zacznie płakać nad kanapką.
-To przyjdę do ciebie potem i pogadamy, dobrze?
-Mhm.- mruknęła tylko chcąc jak najszybciej to zakończyć. Wtedy do jej uszu dotarł zbliżający się stukot obcasów. Nie spojrzała, wiedziała kto i do kogo idzie. Nie myliła się. Ruda postać zakołysała biodrami opierając się o swojego mężczyznę.
-Kotku...- zaczęła przymilnie.- Chodź ze mną omówić szczegóły imprezy.- wymruczała.
-Właśnie mieliśmy coś omówić, świetnie, że sama podeszłaś. Idziemy.- wstał ze swojego miejsca zostawiając nietkniętą owsiankę z sokiem malinowym.-Zaraz wrócę, gołąbki.- uśmiechnął się do przyjaciół. Kiedy doskonale zbudowany Zabini razem z wiszącą na jego ramieniu lisicą mijali Amandę łzy zaczęły kapać na jej talerz. Otarła je szybko. Nie tutaj, nie mogła sobie pozwolić na załamania. Dopiero kiedy wróci do swojej samotni znowu się popłacze a potem upije. Nagle jednak dobiegł ją wrzask, który usłyszeli wszyscy obecni na późnym śniadaniu.
- TY PIEPRZONA ŚWINIO, DUPKU, GNOJU, SKURWIELU!!!!!! NIENAWIDZĘ CIĘ!!!!! NIENAWIDZĘ!!!! WŁAŚNIE STRACIŁEŚ WSZYSTKO CO MIAŁEŚ NAJLEPSZE!!!!!! WSZYSTKO!!!! ZATĘSKNISZ, POPAPRAŃCU I BĘDZIESZ MNIE B-Ł-A-G-A-Ł O POWRÓT, OBIECUJĘ!!!!- zamarli. Po chwili nastąpił głuchy odgłos uderzenia i kroki, szalony stukot obcasów. Czarnoskóry wrócił do Sali z podniesioną głową oraz podbitym okiem. Draco wybuchnął szczerym, niepohamowanym śmiechem widząc uśmiech przyjaciela a Hermiona aż otworzyła usta ze zdziwienia. Pozostali uczniowie zaczęli komentować coś szeptem przywracając niedawny gwar. Chłopak jednak nie wrócił do bliskich tylko przystanął przy Am.
-Hej, możemy pogadać?- nie odpowiedziała tępo obserwując stygnącą kawę.- Proszę cię. Jestem świnia i zazdrosny palant pragnący cię posiadać na własność. Lepiej? Nikt nie był dla ciebie dość dobry, ja też nie jestem, nie byłem i nigdy nie będę. Ale zrobię wszystko. Proszę cię, spróbujmy.- szeptał tak jakby walczył o życie.
-Daruj sobie, dobrze? Kochałam cię od wojny, wyznałam ci to wczoraj. Nie chcę niczego zaczynać. Sprawa zamknięta. Teraz z łaski swojej mnie zostaw i daj mi zjeść śniadanie.- unikała jego wzroku. Cierpiała katusze przy każdym słowie. Wiedziała, że będzie żałować, ale nie chciała mu pokazać, że wygrał. Nie chciała mu dać emocjonalnej i życiowej przewagi. Nie i już. Duma wygrała nad uczuciem.
-Tego naprawdę chcesz?- uniósł brwi. Załamał mu się głos.
-Chcę spokoju.- wstała i niemal wybiegła prosząc siebie w duchu o dość siły by nie rozpłakać się po drodze. Został tam osłupiały czując na sobie spojrzenia wszystkich. Zanim się zorientowali podeszli do niego przyjaciela.
-No stary, wkurzyłeś dwie dziewczyny w ciągu dziesięciu minut. Moje gratulacje.- położył mu dłoń na ramieniu.
-Co ja mam robić?- drżał mu głos. Czuł się zagubiony, samotny, pozostawiony samemu sobie na terenie ogromnego bagna.
-Mam pomysł, dobrze?- spytała delikatnie panna Granger. W odpowiedzi tylko kiwnął głową.
  Kiedy Amanda dotarła do swojego pokoju od razu poczuła jak łzy sporych rozmiarów bezgłośnie rozbijają się o jej policzki. Miała wrażenie, że została sama w labiryncie nawet nie wiedząc czy gdzieś nie czai się Minotaur. Padła na łóżko, a ponowne tsunami łez oblało jej blade policzki. Od dziecka przygryzała wargi kiedy znajdywała się w trudnej sytuacji, teraz były całe spuchnięte. Zapłakan dopiero po dłuższej chwili zauważyła na jakiej leży poduszce. Tej od Zabiniego, tej w kształcie dużego zajączka. Zrobiło jej się niedobrze. Gniewnie rzuciła nią o ścianę naprzeciwko jej łóżka.
-Cholera!- zaklęła głośno zakrywając oczy dłońmi. Po wojnie wszystko miało być proste, dobre, łatwe. Więc dlaczego takie nie jest? Usłyszała nieśmiałe pukanie do drzwi.- Czego?- warknęła. Do dormitorium zajrzał Teo.
-Możemy pogadać? Jeśli nie to ja zrozumiem...- prawie wycofał się całkowicie.
-Właź, cholera. Tylko szybko. Mam na dziś dość upokorzenia.- dodała pocierając oczy.
-Wiem co czujesz do Blaisa. Uwierz mi, rozumiem doskonale.- powiedział siadając na brzegu jej łóżka.
-Ciekawe skąd...- nagle urwała.- Ty czujesz to samo. Ty...
-Tak jak ty chciałem zagłuszyć swoje uczucia, dobra? Wykorzystaliśmy się wzajemnie a źle mi z tym, bo żadnej dziewczyny nie można tak traktować.
-Daj spokój.- ścisnęła jego dłoń delikatnie się uśmiechając.- A ja? Robiłam to samo. Szukaliśmy zapomnienia i cudzej zazdrości.
-Wybaczysz?- podał jej wolną dłoń.
-Wiadomo.- nastąpiła zgoda.- Więc kto zniszczył ciebie, co? Bo u mnie już wszystko wiadomo.
-Kate.- jęknął boleśnie.
-Nie mów.- zachichotała po czym przechyliła się do tyłu rozkładając się wygodnie na pościeli.
-A, żebyś wiedziała.- jeszcze długo rozmawiali o swoich uczuciach, pomysłach na odkochanie się, jak to się stało, że wybrali akurat siebie i o wielu innych. Pocałunek zbliżył ich do siebie w zupełnie inny sposób niż można by się spodziewać. Właśnie po raz kolejny wybuchnęli głośnym śmiechem kiedy pojawiła się Kate.
-Eh... Hej.- lekko zarumieniona schowała kosmyk włosów za ucho. Nott spojrzał na Amandę pytająco a ona kiwnęła delikatnie głową.
-Kate... może chcesz iść ze mną na spacer?- zasugerował z uśmiechem.
-Chętnie.- rozpromieniona skorzystała z jego pomocy przy zakładaniu bordowego płaszczyka. Obydwoje wyszli zostawiając blondynkę znowu samą sobie. Poczuła odrobinę ulgi, przynajmniej z Teodorem wszystko się wyjaśniło. Niestety, jej czarnoskóry przyjaciel ciągle był bolesną, jątrzącą się raną na sercu. Gdyby tak tylko... Znowu pukanie. Drażniło ją już to.
-Co znowu?- jęknęła głośno zrezygnowana.
-To ja, Hermiona. Mogę?- ciepły, przyjazny głos przyjaciółki przypomniał o ich porannej kłótni. Ślizgonka nie powinna jej wtedy tak potraktować.
-Jasne.- odpowiedziała przyjaźnie. Granger wkroczyła do pokoju. Miała na sobie granatową sukienkę na długi rękaw. Góra przylegała do ciała, dół sięgający kolan był trochę rozkloszowany. Strój nadawał się bardziej na randkę niż na bal, a mimo to dziewczyna z rozpuszczonymi włosami wyglądała w nim przepięknie.- Wow, przyszłaś mnie dobić?- zapytała.
-Raczej uratować. Umyj włosy, uczesz się, umaluj. Już się na ciebie nie gniewam, byłam zbyt... ofensywna. Mam dla ciebie niespodziankę.
-Jesteś kochana.- przytuliły się jak zawsze wtedy kiedy godziły się po byle sprzeczce. Po pół godzinie Amanda wyszła z łazienki ubrana w czarną tunikę, do tego miała błękitne jeansy. Rozpuściła jasne włosy, zrobiła kreskę pod okiem i wytuszowała rzęsy.- Na nic więcej dziś ode mnie nie licz.- uniosła ręce w geście poddania. Hermiona przyjęła to spokojnie, wyszły razem z pomieszczenia. Nie rozmawiały całą drogę, były już pogodzone, a żadna z nich nie czuła potrzeby, żeby się odezwać. Dotarły do jednej z opuszczonych klas.
-Na miejscu. Wejdź pierwsza.- Granger zaprosiła ją gestem dłoni. Jej towarzyszka wzruszyła ramionami po czym popchnęła drzwi klasy. Jej oczom ukazało się pomieszczenie obwieszone choinkowymi lampkami. Była tam też czerwona kanapa, stolik do kawy, na którym stały dwa kufle kremowego piwa, biała owcza skóra na podłodze, barek z ustawionymi na nim dwoma kieliszkami i butelką wina i radio grające jej ulubione piosenki. Ale najważniejszy był on, Zabini ubrany w garnitur patrzący jej prosto w oczy z bukietem białych lilii.
-Kochanie, wybaczysz mi?- spytał łamiący się głosem. Nie dostał ustnej odpowiedzi. Rzuciła mu się na szyję by go pocałować. Zanim jeszcze oderwali się od siebie Gryfonkę objęły w pasie męskie ramiona Draco.
-To co? Znikamy stąd do siebie? Oni zostaną tu do rana a ja chciałbym zasnąć z moją dziewczyną w ramionach...- wymruczał do ucha szatynki. Po wielu przeprosinach, godzinach tłumaczeń i wyjaśnień Amanda zasnęła wtulona w Blaisa. Zaledwie rok później byli świadkami na ślubie Draco i Hermiony, a na weselu siedzieli tuż obok Teo ściskającego rękę Kate.
 Kiedy kilkanaście lat później wszyscy odprowadzali swoje dzieci na peron 9 i 3/4 zobaczyli Ginny z Potterem. Uprzejmie podali im dłonie, złość i żal dawno minęły. Tak właśnie skończyła się historia największego amanta Hogwartu, który połączył się świętym węzłem małżeńskim z jedną z najbardziej popularnych dziewcząt. Można dodać jedynie : żyli długo i szczęśliwie.

 Hej. Jeśli ktoś uważa, że rozwiązanie akcji z Teo jest zbyt naciągane to ja chętnie wezmę na klatę sensowne argumenty. To spontaniczny pomysł. Jak zakończenie? Było najtrudniejsze do napisania, serio, serio. Może nie jest idealnie, to moje pierwsze zakończenie miniaturki kilkuczęściowej. Liczę na komentarze oraz informuję : 1 komentarz u mnie=2 u Ciebie! Warto :).
Pozdrawiam i życzę miłych, zdrowych i spokojnych świąt :).
Eleonora.

sobota, 27 lutego 2016

LBA 1. Odpowiedzi na pytania i moje nominacje :)

   Witajcie! Nie wiem czy ktoś to zauważył, ale posprzątałam w tytułach i Spisie treści. Teraz ogarniam swoje nominacje do LBA :). Dostałyśmy kiedyś jedną na spółę z Viperą, ale ponieważ jej nie mam na te pytania nie odpowiem. Ten post będzie za to zawierał moje nominacje i oczywiście odpowiedzi na pytania do nominacji, które dostałam tylko ja :). Nominuję wszystkich, którzy nominowali mnie, znajdziecie pytania na końcu wpisu. Nominowali mnie:

Odpowiedzi na jej pytania :
- Ulubiony film/ książka? Film to Życie jest piękne. Książki to Harry PotterAnia z Zielonego Wzgórza i wszystkie Agaty Christie. Czytam dużo książek, naprawdę, wiele tytułów mi teraz uleciało.
- Dramione vs. Romione? Dramione zdecydowanie!
- Co sądzisz o parringach typu Drarry, Snarry? Chodzi o homoseksualne? Nie czytam ich, choć nie jestem homofobem. Nie trafiają w mój gust po prostu. Ale jeśli ktoś to lubi to dobrze, niech czyta, jego sprawa, nie oceniam.
- Trzy cechy twojego charakteru? Myślę, że najważniejsze to: inteligencja, wrażliwość i empatia.
- Co cię zmotywowało do pisania bloga? Nie mogłam trafić na bloga, który podobałby mi się w 100%, więc po miesiącach poszukiwań w końcu uznałam, że jeśli chcę mieć idealne opowiadanie, to powinnam napisać je sobie sama. Zaczęłam pisać inną historię, nie wyszło, nie miałam motywacji. Ale się zawzięłam i kiedy Vipera dała ogłoszenie na grupie, że szuka kogoś, kto na prowadziłby z nią bloga to się zgłosiłam. Tu motywujecie mnie coraz bardziej swoimi komentarzami, liczbą wejść czy nominacjami do LBA, więc mam siłę i ochotę pisać dalej :).
- Jakie książki polecasz? ( min. 5). Oczywiście Harry Potter, otwiera przed czytelnikiem niesamowity świat. I nie było już nikogo, nigdy nie czytałam lepszej książki o tematyce kryminalnej. Wszystkie tomy Mennymsów poruszają problematykę naszej egzystencji, jednocześnie po raz pierwszy spotkałam się z historią lalek ludzkich rozmiarów, które żyją i funkcjonują jak my. Urzekła mnie i pozostaje z człowiekiem na długo. Czytając ją można zadać sobie wiele ważnych pytań a odpowiedzi na nie mogą coś zmienić w naszym życiu. Seria Strrraszna historia w przystępny i ciekawy sposób przekazuje ogrom wiedzy historycznej, przydatnej na różnego typu egzaminach, ale też w codziennym życiu. Ostatnia to Ania z Zielonego Wzgórza, dlatego, że mam do niej ogromny sentyment i przypomina mi dzieciństwo.
- Twoje hobby? Piszę wiersze i opowiadania, trochę uczę się japońskiego, uczę się rysować mangę, rysuję, czytam, uczę się szyć, występuję w amatorskim teatrze, robię ozdoby.
- Twoja ulubiona postać z HP? Hermiona Granger, Molly Weasley, Remus Lupin, Harry Potter, Ron Weasley, Draco Malfoy, Ginny Weasley, Neville Longbottom.
- Z kim chciałabyś się zaprzyjaźnić? Harry'm czy Voldemortem? Harry, zdecydowanie :).
- Której postaci z HP nie lubisz? Dolores, Belli, Lucjusza, Voldemorta, ogółem wszystkich Śmierciożerców, woźnego i jego kotki, czyli Pani Norris, nie cierpię też Petunii, Dudziaczka i Vernona.
- Do jakich fandomów należysz? Jestem jeszcze otaku.
2. Arcanum Felis z http://ingis-at-glacies-dramione.blogspot.com/:
Odpowiedzi na jej pytania:
- Fanfiction, które zrobiło na Tobie piorunujące wrażenie i czytałaś je z przyjemnością? Co było w nim takiego ciekawego? Dramione Dwa światy, bo było moim pierwszym dramione. Kiedy wracam do niego czasem z sentymentu, irytuje mnie przesłodzone zakończenie. Ale to było już prawie 3 lata odkąd czytałam je po raz pierwszy. Wydaje mi się też, że ujęło mnie tak bardzo, ponieważ nigdy wcześniej nie miałam styczności z dramione, fascynacja parringiem zrobiła swoje. Drugie tej autorki to Gdy jesteśmy sami, o wiele bardziej podoba mi się jego zakończenie. Rozkwitające powoli uczucie w trudnych czasach, opisy emocji, to wszystko moim zdaniem perfekcyjnie zrobione. No i ostatnie co teraz przychodzi mi do głowy, bo przekopałam setki jak nie tysiące dramione i mogłam o czymś zapomnieć, dramione La fin de la vie. Cudowna fabuła, porywająca historia, świetnie zrobione zwroty akcji. Podałam akurat te dramione też dlatego, że uwielbiam szczęśliwe zakończenia (teraz uwaga, będzie mały spojler) a one je mają.
- Wyobraź sobie, że w metrze obok Ciebie siedzi Daniel Radcliffe i przygląda Ci się z ciekawością. Jakie pytanie byś mu zadała, aby zacząć rozmowę? Chyba takie, tylko oczywiście po angielsku: ''O hej, przypominasz mi kogoś, wiesz? Chyba widzieliśmy się ostatnio na ulicy, prawda?'', sądzę, że to byłoby odpowiednie, ponieważ, gdybym pokazała, że go znam to na pewno uciekłby przerażony, że siedzi obok niego kolejna namolna fanka.
- Co robisz, gdy masz chwilę dla siebie? Czytam, rysuję, zdarza mi się obejrzeć odcinek na YT o teoriach dotyczących anime czy kreskówek, oglądam anime, spotykam się z przyjaciółkami, chodzę na spacery, jeżdżę na deskorolce albo na długie wycieczki rowerowe, piszę bloga, czasem gram na komputerze.
- Oglądasz filmy? Masz jakiś ulubiony, który mogłabyś oglądać na okrągło? I dlaczego? Oglądam, ale głównie w wolne dni wieczorami :). Mam, Życie jest piękne, nigdy mi się nie znudzi, ponieważ przedstawia niesamowitą historię, uczy pogody ducha w trudnych chwilach, doceniania tego, co się ma i pokazuje jak powinna wyglądać prawdziwa miłość. No i <chwila na śmiech, bo teraz mówię całkiem serio> filmy i bajki o Scoobym Doo, pierwsze kryminały z jakimi miałam styczność, haha.
- Wyobraź sobie, że jesteś uczennicą pierwszego roku w Hogwarcie i czekasz na Ceremonię Przydziału. Do którego domu chciałabyś trafić i dlaczego? Robiłam sobie testy na wielu internetowych Tiarach i zawsze trafiałam albo Gryffindoru, albo do Ravenclawu. Właśnie tam chciałabym trafić, gdybym miała szansę bycia w Hogwarcie. Gryffindor, ponieważ zawsze bronię swoich wartości i zdania, nieważne jak kto na to zareaguje i co powie. Ravenclaw, ponieważ cenię sobie wiedzą, lubię się uczyć, zdobywać nowe informacje, uwielbiam książki, filmy dokumentalne, interesuję się psychologią i wieloma innymi dziedzinami.
- Jakie jest twoje ulubione zaklęcie z Harry’ego Pottera? Chyba przywołujące przedmioty, o tak, mogłabym nie wstawać z jednego miejsca a rzeczy same by do mnie leciały :D.
- Ulubiony przedmiot w szkole? W Hogwarcie to pewnie historia magii i transmutacja. W życiu realnym to polski, wos i historia.
- Co cenisz w ludziach? Lojalność, inteligencję, poczucie humoru, wyrozumiałość, empatię, troskę, zdolność wysłuchania i zdolność nieoceniania innych.
- Minerva McGonagall czy Severus Snape? Trudne pytanie, bo każde z nich oceniam pod innym kątem. Severus wykazał się niesamowitą odwagą, jednak Minerva, choć mniej odważna, była o wiele bardziej empatyczna i opiekuńcza dla swoich wychowanków, potrafiła o nich zadbać i nie pozwalała, żeby kierowały nią osobiste uprzedzenia nawet do uczniów z domu Salazara. No i posiadała wielki umysł. McGonagall górą!
- Co być zobaczyła w zwierciadle Ain Eingarp? Tego nie wiem. Mogłoby się okazać, że to o czym teraz marzę i myślę wcale nie byłoby moim najgłębszym pragnieniem.
- Czy należysz jeszcze do jakiś fandomów? Należę jeszcze do otaku (fani anime, mangi, Japonii).
3. Lunatrix Malfoy z http://dramionemiedzydobremazlem.blogspot.com/:
Odpowiedzi na jej pytania :
- Masz rodzeństwo? Jeśli tak, jak ma na imię i ile mają lat? Nie mam rodzeństwa.
- Ile masz lat? Oj, tego nie chcę tu zdradzać, żeby mój wiek nie rzutował na to jak odbieracie moją twórczość ;).
- Ulubiony przedmiot w podstawówce lub gimnazjum? Historia, polski, wos.
- Od kiedy zaczęłaś pisać? Takie nieudolne teksty piosenek to już od IV klasy podstawówki, ogólnie bloga od VI klasy, ale to ten osobisty i przyznam, że tam te przemyślenia i metafory robiły się coraz dojrzalsze, bardziej poetyckie i zaskakująco udane. Wiersze od I gimnazjum, dramione od kwietnia albo marca 2015 roku, ten blog od czerwca 2015 a inne opowiadanie od listopada chyba lub grudnia 2015 roku.
- Co Ci pomaga w trudnych chwilach? Moja Mama i moje przyjaciółki. Pisanie wierszy, długi spacer albo wycieczka rowerowa, ulubione piosenki, dobra książka.
- Ulubione zwierzę z fantastyki? Jednorożec! O matko, to takie dziewczęce... :D
- Ulubiona liczba? 8.
- Ulubiony sport? Kolarstwo.

  To by było na tyle, dziękuję za nominacje :). Mam nadzieję, że nie pominęłam żadnej nominacji, jeśli tak to przepraszam, dajcie znać w komentarzu. Oto moje pytania dla Was:
1. Ulubiona bajka z dzieciństwa?
2. Wolisz smutne czy szczęśliwe zakończenia dramione?
3. Czy jest jakiś potterowski parring, którego nie znosisz?
4. Co robisz, gdy brakuje Ci weny do pisania?
5. Jaki jest Twój ulubiony potterowski parring?
6. Poleć minimum 5 filmów.
7. Co Cię inspiruje?
8. Ulubiona książka obecnie a ulubiona książka z dzieciństwa?
9. Wiążesz swoją przyszłość z pisaniem?
10. Co robisz w długie wieczory?
11. Ulubiony smak herbaty?
12. Autor książek lub ff, którego podziwiasz?
13. Jaki jest Twój patronus?
14. Jaki jest Twój bogin?
15. Jakiego zaklęcia używasz najczęściej?
  Kiedy już odpowiecie na pytania dajcie mi link w komentarzu pod tym postem. Mam nadzieję, że odpowiedziałam wyczerpująco i dałam dość ciekawe pytania :).

środa, 17 lutego 2016

Miniaturka 2. "Chora miłość" Cz.5

Witajcie, znowu ja. Znowu problemy z internetem, dlatego i opóźnienie. W tym tygodniu będziecie mogli liczyć na zakończenie Blandy albo ''Chorej miłości'', zobaczymy jak mi się czas potoczy, ledwo zaczęły mi się ferie a już są całe zajęte, jakby co to mam dla Was gotową niespodziankę i wstawię ją na pocieszenie :). Dodaję przedostatnią część ''Chorej miłości'', z której, nie wiem czy słusznie, jestem strasznie dumna. Miało być ich tylko 5, ale wpadłam na pewien pomysł, z którym nie wyrobię się w jednej części, rozwinę to tutaj a zakończenie będzie niedługo, mam na nie pomysł, spokojnie :D. No i już jestem po konkursie, jedno mniej :D. Tej części nie wysyłam do bety, bo chciałam jej zrobić niespodziankę :). Mam nadzieję, że mi to wybaczy! Dzisiaj po raz pierwszy zareklamujemy innego bloga :). Możecie pisać i ustalać co chcecie, żeby znalazło się w tej reklamie a ja dodam to razem z linkiem :). Vipera nadal się nie odzywa, a szkoda. Przypominam o zasadzie 1 komentarz u nas=2 u Ciebie! Zostawiajcie linki w komentarzach, byłabym wdzięczna :). Reklamę umieszczę pod miniaturką :). A teraz zaczynamy!
  Dracon Lucjusz Malfoy już od tygodnia niemal nieustannie pił alkohol i spał. Jego rzeczy, przynajmniej częściowo, Narcyza rozpakowała zaklęciami w gościnnym pokoju jej nowego domu. Nie chciał jeść, jeśli już było coś w niego wmuszane to zgadzał się tylko na kanapki i wodę lub herbatę. Butelki po Ognistej walały się po całym pokoju, jednak rano magicznie znikały kiedy jego matka zaglądała go obudzić. Nie golił się, nie miał już dla kogo wyglądać dobrze. Czasem, kiedy już naprawdę musiał, pod groźbą wysłania go z urlopu do pracy to szedł się umyć, ale nawet wtedy unikał patrzenia w lustro. Żal i rozpacz bijące z jego oczu były zbyt wymowne, żeby chciał to jeszcze oglądać. Najchętniej nie zmieniałby ubrań, ale Black robiła pranie, więc musiał się przebierać, choć raz na dwa dni. Zasłony w pokoju chciał zostawiać zasłonięte, ale kiedy Cyzia wchodziła do pomieszczenia, spokojnym głosem mówiła :
-Synku, tu się idzie udusić. Przewietrzę trochę i odsłonię, dobrze?- robiła to nie czekając na odpowiedź. Wiedziała, że jej nie dostanie. Od tygodnia nie mówił. Tylko płakał, pił, spał. Pościel była przepocona, poplamiona alkoholem i wygnieciona. Zawsze kiedy wracał z łazienki po przymusowej kąpieli czekała na niego nowa, pachnąca pościel. Był wdzięczny. Jednak żal za mocno dusił by mógł wypowiedzieć choć jedno słowo. Cierpiał, nieustannie myślał o tym jak ją całował, przytulał, jak się kochali. Pamiętał jej smak, zapach, wygląd, dotyk. To jak jęczała jego imię kiedy było im cudownie i to kiedy krzyczała ''Draconie Lucjuszu!'' wtedy, gdy znowu zostawił miotłę na środku salonu. Wspominał wszystkie wspólne momenty, nieustannie oglądał ruchome zdjęcia w albumie i czytał listy z czasów zanim jeszcze byli razem. Jedyne co trzymało go przy życiu to myśl, że Granger jeszcze kiedyś będzie bez niego szczęśliwa. Może już jest? Może jest z kimś kto ją kocha, wspiera, wobec kogo ona nie boi się szczerości? Z jednej strony myśl o szczęściu Granger utrzymywała go, ale z drugiej samo wyobrażenie sobie jej z kimś innym wbijało mu sztylet w serce. Był pewien, że nie wytrzyma bez niej ani chwili dłużej. Okazywało się, że może wytrzymywać tydzień umierając ciągle od nowa. Śmierć ciała zabiłaby go raz. Śmierć serca, ducha i szczęścia nadchodziła co dzień na nowo.
  Hermiona od tygodnia była na urlopie. Zadzwoniła do szpitala udając, że ma grypę. Nie mogłaby kogoś leczyć i wspierać w momencie, gdy sama potrzebowała opieki i wspierania. Odwiedzała ją czasem Ginny, na zmianę z Luną. Nie chciała rozmawiać ani kontaktować się z rodzicami. Wysłała im tylko list, że wszystko już dobrze i mają się nie martwić. Kłamała. Nieustannie piła ''Eliksir Słodkiego Snu'', bo tylko wtedy mogła zasnąć spokojnie i nie mieć koszmarów. Przerastało ją życie bez niego. Zapach jego perfum w łazience, zdjęcia nadal nie pościągane ze ścian i z półek. Albumy i pudełko z listami leżące na nocnej szafce tak by zawsze mogła po nie sięgnąć. Kiedy już ktoś ją budził była w stanie wymamrotać tylko ''Cześć'', ''Pa'', ''Dzięki'', ''Tak'' i ''Nie''. Wlewała w siebie coraz więcej eliksiru jakby nie przejmując się tym, że życie musi trwać dalej. Czasem zdarzało jej się iść do łazienki lub kuchni, ale zawsze, dziwnym trafem, miała już gotowe jedzenie, zrobione pranie i posprzątane mieszkanie. Przyjaciółki robiły co mogły, żeby doprowadzić lokal do stanu używalności. Wszystko w tym miejscu aż krzyczało o niedawnej obecności Malfoya. W łóżku przypominała sobie jak razem tu leżeli, jak się śmiali, jak ją łaskotał. Zasypiając miała niemal fizyczne wrażenie jego mruczenia do jej ucha ''Herm, Herm, jesteś tak cholernie cudowna.''. Nic dziwnego, szeptał to podczas ich ostatniej wspólnej nocy. W łazience oczekiwała znaleźć jego koszulki w koszu na pranie, jego kosmetyki w półce albo jego w wannie czekającego aż do niego dołączy. Przerastało ją życie bez niego. Wszystko już dawno straciło swój sens.
  Tego poranka Narcyza Black postanowiła, że nie wytrzyma już ani chwili dłużej. Czternaście koszmarnie długich dni, całe dwa tygodnie zgadzała się na to, żeby jej syn niszczył sobie życie. Ale nie dziś. Pora to zakończyć. Jak zwykle weszła na górę. Chciała uciec od wspomnień o dawnym życiu, mieszkała w jednorodzinnym domku w mugolskiej dzielnicy. Ubierała się drogo, z klasą, ale po mugolsku. Potrzebowała przeżyć coś nowego. Zapukała do pokoju syna. Nie usłyszała ani pomruku, zdążyła się przyzwyczaić. Weszła otwierając drzwi zamaszystym ruchem.
-Draconie, masz natychmiast wstać i przemówić! Nie możesz milczeć przez całe swoje życie! Jesteś dorosły! Masz 20 lat, niedługo nawet 21! A zachowujesz się jak dziecko, co ja mówię, jak gówniarz! Wstawaj, umyj się i musimy porozmawiać! Koniec cackania! Rozumiem twój ból, ale musisz coś ze sobą zrobić. Popadasz w alkoholizm! Źle zrobiłam pobłażając ci. Natychmiast masz się ruszyć.- skończyła swój wywód. Zdziwiony, rozczochrany i nieogolony podniósł się lekko na łokciach.
-Mamo...- odezwał się po raz pierwszy od wieczoru zerwania z Granger.
-Bez dyskusji! Marsz się umyć!- zarządziła patrząc prosto w jego zaczerwienione, podkrążone oczy. Niechętnie wstał z łóżka wygrzebując się z nieświeżej pościeli i powlókł się w stronę łazienki. Nie czuł chłodu kafelek, za bardzo dokuczał mu chłód serca. Zrzucił na posadzkę swoją poplamioną krwią z nosa szarą koszulkę. Po chwili dołączyły do niej czarne bokserki. Zawsze kiedy wypijał za dużo eliksiru na kaca po ostrej popijawie to z nosa leciała mu krew. Wziął zimny prysznic, ale woda równie dobrze mogłaby być wrząca. Nie czułby tego. Nie to się teraz liczyło. Przed oczami miał te wszystkie prysznice, które brał z dawną Gryfonką. Umył włosy swoim ulubionym szamponem, dobrze, że tylko on był pod ręką, inaczej mógłby użyć nawet płynu do naczyń. Wyszedł z kabiny, czekał już na niego wyprany, miękki, zielony ręcznik. Z powrotem założył bokserki. Woda zakręcona, ręcznik razem z koszulką na środku podłogi, nic się nie stanie. Wiedział, że za chwilę tego tu nie będzie. Otworzył drzwi do pokoju gotowy zobaczyć go w idealnym stanie. Ale mocno się zdziwił.
-Ale... jak to?- wyjąkał. Pościel nadal była brudna i pognieciona, butelki walały się gdzie popadnie, plama na dywanie po Ognistej straszyła a zasłony stwarzały wrażenie mroku.
-Normalnie, synku.- mruknęła kobieta siedząca na fotelu.- Zgadzałam się dbać o ciebie, ale to nie przyniosło pożądanych efektów. Żyjesz jak w chlewie i coraz mocniej się ode mnie oddalasz. Idź zmień gacie i załóż na siebie coś porządnego.- dopowiedziała lekko rozbawiona. Zdziwiony wyjął z szafki nowe bokserki, czarne skarpetki, jeansy w tym samym kolorze i białą koszulkę. Wrócił do łazienki, ubrał się. Coś czuł, że mama tym razem nie posprząta. Zaklęciem wysuszył mokrą podłogę. Ręcznik i poplamioną koszulkę wrzucił do pralki, którą wstawił. Ubrany ponownie pojawił się w pokoju.
-Posprzątaj butelki, zmień pościel, odsłoń tu trochę. Koniec życia jak w jaskini!- krzyknęła. Niechętnie wpuścił do pokoju słońce, a nawet go wywietrzył. Wcale nie miał ochoty tego robić, ale czuł, że zapijanie się również nie prowadzi go w dobrym kierunku. Posłusznie pozbierał wszystkie pozostałości wczorajszego pijaństwa, a czarami uprał pościel oraz dywan. Pościelił łóżko po mugolsku. Teraz miał w końcu wrażenie, że nie mieszka w ruderze.
-Ładnie.- pokiwała głową blondwłosa kobieta.- Zjesz coś i porozmawiamy. Potem się ogolisz. Marsz do kuchni.- zarządziła wychodząc z pokoju. Posłusznie poszedł za nią zrezygnowany. Kiedy usiadł do drewnianego stołu podała mu kawę i jajecznicę.
-To postawi cię na nogi.- uśmiechnęła się siadając naprzeciwko niego. Nie czuł głodu, po prostu chciał jak najszybciej wrócić do siebie i zaszyć się w ciemnościach.- Ile wypiłeś eliksiru na kaca wczoraj wieczorem?- spytała.
-Skąd wiesz, że użyłem?- odparł wmuszając w siebie śniadanie.
-Inaczej po takiej ilości alkoholu nie wstałbyś z łóżka. O, i cieszę się, że rozmawiamy. W końcu jakaś poprawa.- dalej się uśmiechała.- Powiesz mi co się stało naprawdę? Przecież wiem, że marzyłeś, co ja gadam, nadal marzysz, żeby się z nią ożenić! To nie jest wina twojej niedojrzałości, kochanie.- mocniej zacisnął palce na widelcu.
-Nie będę o tym gadał, dobra? Wszystko przepadło.
-Nie sądzę. Kochasz ją, to widać. Nie pogodzisz się z jej stratą, a przynajmniej do teraz tego nie zrobiłeś. Więc może choć spróbuj się z nią zobaczyć? No nie wiem, zrozumiesz wtedy, że to nic specjalnego i ci przejdzie albo pojmiesz, że to ta jedyna. A wtedy warto zawalczyć!- już wiedział, że to ta jedyna. Jednak nie zamierzał walczyć. Nie było już o co. Okłamała go, jej miłość się skończyła o ile kiedykolwiek się zaczęła. Cudem powstrzymał niechciane łzy.-Synu, nie obchodzi mnie twoje zdanie. Wymyśl sobie jakiś pretekst, cokolwiek i idź do niej! Odwiedź ją! Najwyższa pora. Chociażby po to, żebyś wiedział czy jest z kimś. Wiesz co? Czuję swoją kobiecą intuicją, że ona teraz przeżywa to samo to ty. Synku, proszę cię, spróbuj. Idź do niej, jeden jedyny raz. A jak to się ułoży to twoja sprawa. Koniec z piciem. Potem rób co chcesz, ale dwa warunki : idziesz do niej a alkohol znika z mojego domu. Jasne?- podziwiał jej spokój i stanowczość. Rozwód jej służył.
-Zgadzam się.-westchnął ciężko.- Tylko ten jeden jedyny raz.-dodał wypijając za jednym razem całą zawartość filiżanki.
-Ogól się. Użyj perfum. Po prostu chcę, żebyś nie szedł tam jak bezdomny.- posprzątała nakrycie. Skierował się do swojej łazienki. Jego odbicie straszyło. Wory pod oczami, nienaturalnie wyraźne kości policzkowe, paskudny zarost. Zaklęcie na wory pod oczami. Maszynka. Umycie zębów. Drogie perfumy. Założył jeansową kurtkę, lipiec był raczej wietrzny, nie przyniósł upałów. Z trzęsącymi się z nerwów kolanami i drżącymi dłońmi teleportował się pod drzwi dawnego mieszkania.
  Tego dnia do mieszkania weszły dwie dziewczyny zamiast jednej. Ginny i Luna rozejrzały się po wnętrzu apartamentu. Dzisiaj wypadał ''dyżur'' opieki nad Hermioną tylko dla rudej, ale obydwie postanowiły coś zrobić. Nie mogły już patrzeć na cierpienie przyjaciółki ani ciągle odpisywać listownie i odpowiadać telefonicznie państwu Granger, że wszystko jest dobrze. Przecież nie było! Po wczorajszej wizycie Luny wszystko nadal było czyste. Wystarczyło jeszcze wyprasować stos ubrań piętrzący się na kanapie i pozmywać parę szklanek leżących w zlewie.
-Naprawdę się o nią martwię.- mruknęła Ginny. Jedno zaklęcie sprawiło, że czyste szklanki stały już w szafce.
-Wydaje mi się, że mieszkanie w miejscu gdzie wszystko o nim przypomina to kiepski pomysł.- machnęła różdżką a żelazko zaczęło prasować bez pomocy człowieka.
-Też tak sądzę. Lepiej coś z nią zróbmy zanim straci z nami kontakt na zawsze.
-Nie mów tak, Gin! Nie wolno! Lepiej ją obudźmy, najwyższa pora.- obydwie skierowały się w kierunku sypialni.
-Nie mogę patrzeć na te ich wspólne zdjęcia, to ze strony Hermiony prawdziwy masochizm.- mruknęła dziewczyna Pottera.
-Niestety, muszę przyznać ci rację.- platynowowłosa zapukała do pokoju. Nic. Cisza. Otworzyła drzwi. Dziewczyna leżała w białej pościeli, była rozczochrana, jej koszula nocna nosiła ślady wczorajszej kolacji a paznokcie były ozdobione tylko resztką lakieru. Otworzyła przeraźliwie smutne oczy otoczone worami.
-Wstawaj! Nie możesz tu siedzieć całymi dniami i marnować swojego życia! Jesteś młoda, piękna i wspaniała! Rusz się! Nie jesteśmy niańkami, martwimy się tak jak i twoi rodzice i przyjaciele. Pora się ogarnąć, dwa tygodnie to wystarczająco długo, głupia dziewucho, rusz dupsko, Hermi, zrób coś ze sobą!- Weasley aż tupnęła.
-Potrzebujemy cię. Tak jak twoi rodzice i przyjaciele. Jak współpracownicy i pacjenci. Wstań, kochanie, zrób sobie makijaż, ubierz się ładnie, cokolwiek. Wróć do nas, wróć do życia.- dodała dziarsko Lovegood. Granger patrzyła na nie jakby były nie z tej planety, widać było jak bardzo się głodziła skoro w tak krótkim czasie schudła tak dużo. Te duże oczy kontrastujące z zabiedzoną twarzą.
-Dziewczyny, proszę, ja nie mogę. Nie chcę. Draco był miłością mojego życia.
-Nie ma Draco, do cholery! Jakby to była prawdziwa miłość to by został, rozumiesz? Nie była, więc poczekaj na swojego księcia, tylko nie w cholernej wieży a w parku, w robocie, gdziekolwiek, rozumiesz?! Zawalcz o siebie, kto jak nie ty?!- wykrzyczała jej wieloletnia przyjaciółka.
-Ginny... Powiedziałaś, że nie kochał... Nie kochał...- zamarła.
-Herm, przepraszam, przepraszam, to nie tak, nie to chciałam powiedzieć!- zaczęła się tłumaczyć.
-Nie, nie.- szybko powiedziała. W sekundzie jej wyraz twarzy się zmienił.- Masz rację.- odparła.- Masz rację.- upewniła jakby samą siebie.- Matko, jaka ja jestem głupia! Muszę mu pokazać ile stracił!- wykrzyknęła jakby właśnie teraz minęło całe jej otępienie. Pobiegła do łazienki połączonej z sypialnią jej i, do niedawna, Malfoya. Prysznic, mycie i suszenie włosów, tuszowanie rzęs, krem do twarzy, podkład pod podkrążone oczy, ładny koczek, mycie zębów, czerwona szminka, francuskie perfumy. Spojrzała w lustro, nie licząc oczu była naprawdę ładna. Za to jej źrenice biły przeraźliwym smutkiem, tak głębokim, że można w nim utonąć. Wróciła do pustej sypialni, przyjaciółki najwidoczniej coś gotowały. Każdy oddech bez Dracona bolał, ale doskonale wiedziała, że on już pewnie powoli układa sobie życie a kiedy ona leżała tu w rozsypce to on prawdopodobnie spał z kolejnymi kobietami. Przytłoczyło ją to, a świadomość z czyjej winy rozpadł się związek tylko pogarszał sprawę. Nie chciała jednak walczyć, wiedziała ile zła zrobiła i, że jej były narzeczony ma prawo nie tylko do szczęścia, ale też do braku chęci jakichkolwiek kontaktów z nią. Musi się pozbierać, miały rację, on już jej nie kocha. Nigdy z nikim nie będzie, nawet nie planowała, jednak praca, rodzina i przyjaciele jej potrzebowali. A ona nigdy nie zawodziła! Ubrała się w czarną  sukienkę do kolan. Gdy pojawiła się w kuchni jej przyjaciółki właśnie kończyły dopijać swoje kawy.
-Zjedz.- Gin kiwnęła głową w kierunku miseczki z musli z mlekiem. Szatynka posłusznie wykonała polecenie.
-Co masz zamiar zrobić?- cicho spytała Luna.
-Muszę się od tego uwolnić. Od wszystkiego.
-Może sprzedaj to mieszkanie? Polecałabym.- wtrąciła się ruda. Hermiona po krótkim przemyśleniu już wiedziała : musi to zrobić. Inaczej wspomnienia przytłoczą ją i porwą ponownie na samo dno otchłani.
-Chyba macie rację. Ale chcę z wszystkim poradzić sobie sama. Dziękuję wam za wszystko, bez was żyłabym jak w norze!
-No dzięki.- wybuchnęły śmiechem słysząc komentarz mieszkanki prawdziwej Nory.
-Masz rację, kiepskie porównanie.- wyszczerzyła się do niej sprawczyni gafy. Było jej lepiej. Doceniła to ile pracy wpakowały dziewczyny w nią i jej mieszkanie. Uściskała je na pożegnanie oraz trzydzieści razy podziękowała dodając, że gdyby coś chciała lub potrzebowała to na pewno da znać. Zamknęła za nimi drzwi po czym rozejrzała się po mieszkaniu. Zdjęcia. Pełno tych cholernych zdjęć. Machnęła różdżką, którą przed chwilą wzięła z nocnej szafki. Wszystkie fotografie wylądowały w pudle pod łóżkiem. Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Była pewna, że to któraś z dziewczyn czegoś zapomniała. Otworzyła je z uśmiechem by niemal natychmiast zszedł jej z twarzy.
-Co ty tu robisz?- spytała zdziwiona. Malfoy, poza tym, że schudł, zapewne dla nowej dziewczyny, wyglądał tak jakby rozstanie nie wywarło na nim wrażenia.
-Nie znalazłaś mnie nagiego w łazience, pukam do drzwi, kulturalnie.- uśmiechnął się szelmowsko. Prychnęła, jak zwykle zabawny, miała rację, pozbierał się. Nie mogła wiedzieć, że on tylko udaje a jego serce rwie się do niej jak szalone. Stał tak blisko a nie mógł jej dotknąć, paliło go od środka. Wyglądała pięknie, jak to ona, zachwycająca niezależnie od sytuacji.
-Wejdź.- zrobiła mu miejsce. Skorzystał z zaproszenia. Brak ich wspólnych zdjęć zabolał jak nóż wbity w plecy, on nadal je trzymał na widoku.
-To co, Granger, jak ci się mieszka?- obojętny ton był tylko przykrywką dla łez cisnących się do oczu.
-Nieźle. Już niedługo w sumie. Dzisiaj dam ogłoszenie o sprzedaży mieszkania.- kolejny cios. Czyli jednak, pozbywa się wszystkiego związanego z nim.
-I ja właśnie jestem tutaj po to.- wyparował.
-Po co?- uniosła brwi. Chciała, żeby wziął ją w ramiona i nigdy nie puszczał.
-Zabrać resztki moich rzeczy jeśli jakieś zostały.- wymyślił na poczekaniu.
-Bierz i znikaj.- warknęła. Jeszcze moment i się przy nim rozklei.
-Milutka. Co, spieszy ci się gdzieś? Randka?- zakpił. Bolało, tak niesamowicie bolało. Jego mała, kochana Granger nie jest już jego. Do tego wygląda tak wspaniale. To oczywiste, że nie dla niego się tak wyszykowała.
-Nie twój zasrany problem. Nie pytam ile panienek przeleciałeś w ciągu tego tygodnia!- wykrzyknęła zbulwersowana. Jakim prawem pojawia się w jej życiu zaledwie godzinę po tym jak postanowiła się pozbierać?
- Czternastu dni.- poprawił ją lodowatym tonem.- Czternastu , pieprzonych, długich do bólu dni. Zabiorę swoje rzeczy i znikam.- pożałował tych słów ledwie je wypowiedział. Na pewno teraz ona się zorientuje jak bardzo tęsknił… Zajrzał do kuchennych szafek, do półek w korytarzu a teraz badał wieszak na płaszcze.
-Historia lubi się powtarzać, prawda?- zagaiła po chwili kpiącym tonem.- Niedawno robiłeś to samo.- dodała, żeby na pewno zrozumiał o co jej chodzi.
- Dobra, stop. Proszę cię, zachowujmy się jak dorośli.- miał dość tej farsy. Przecież nie chciał, żeby go znienawidziła! Marzył teraz o pocałunku jaki mógłby złożyć na jej ustach, o tym, żeby dali sobie szansę. Niestety, nierealne.
-Muszę się z tobą zgodzić. Rozstanie nie przekreśla wzajemnego szacunku.- uśmiechnęła się słabo. Wszystko w środku niej błagało o jego wyznanie miłości.
-Dokładnie tak. Widzisz w ilu kwestiach się zgadzamy?- krótki, urywany śmiech. Sztuczny. Od zerwania jeszcze nie śmiał się szczerze.
-Dracon, nie chcesz pieniędzy za mieszkanie?- spytała zduszonym głosem. Bała się, że za moment zacznie go błagać o powrót.
-Nie. Już ci mówiłem, potraktuj to jego prezent.- wyjaśnił cierpliwie przez zaciśnięte zęby. Czy musi go tak dręczyć z tym mieszkaniem? Nie widzi jak chętnie przyjąłby fakt, że je sobie zatrzymuje i pozwala mu tu wrócić?
-Dziękuję.- głos się jej załamał.
-Coś się dzieje, mała?- zmartwił się. Przerwał nawet na moment przeglądanie zawartości wiklinowego koszyczka z gazetami, co, swoją drogą, wydawało się Hermionie wyjątkowo durne, bo kto niby bierze od byłej ukochanej czasopisma?
-Nic a nic. Naprawdę.- próbowała nawet udać uśmiech. Ile jeszcze czasu Malfoy zamierza tu spędzić? Nie może użyć zaklęcia? Zamęczy ją swoim towarzystwem, przecież mieć go obok a nie móc go dotknąć to katorga. Wtedy blondyn, uspokojony, że nic się nie dzieje, skierował się do sterty wyprasowanych ubrań leżących na kanapie. Może została tam, choć jedna jego koszula? Może jeszcze pachnie jej perfumami? Wbiła wzrok w podłogę. Patrzenie na niego też powodowało ból.
-Twojego faceta, tak?- podniosła wzrok na Draco. Trzymał między palcami męskie bokserki. Starał się ich dotykać jak najmniejszą powierzchnią opuszków, mimo że bielizna była wyprana. Jego twarz wykrzywiało obrzydzenia. Bokserki. Na pewno nie jego. Świadczyło o tym godło Gryfonów. Świat pękł na pół. Całkowita pewność co do tego, że jej miłość minęła.
-Co? Nie! Nawet nie wiem co to tu robi!- spłonęła rumieńcem. Ostatnie czego jej brakowało to cudze gacie niewiadomego pochodzenia, przez które Draco zacznie odbierać ją jak dziwkę.
-Jasne, sam je uprał po wspólnej nocy, co? Nie bądź śmieszna. Miej chociaż odwagę się przyznać, masz przecież moje błogosławieństwo!- podniósł głos. Nie mógł uwierzyć, że on pojawił się ją przeprosić a ona znalazła pocieszenie w ramionach innego! W ciągu dwóch tygodni?! Miała kobieta tempo!
-Zamknij się! To pewnie Rona!- wypaliła szybko.
-No nie wierzę! Uprawiasz z nim seks w moim mieszkaniu?! Rzygać mi się chce jak na ciebie patrzę!- ryknął urażony.
-Nie! On po prostu jej chłopakiem Luny, ona robiła mi w ostatnich dniach pranie, może uprała też swoje rzeczy, o, jej bluzka!- wyjęła ciuch z usypiska. Przeraziło ją jak łatwo może stracić miłość swojego życia, tym razem naprawdę na zawsze.
-Tak, psiapsióły robiły ci pranie, mhm, co jeszcze?! Nie udawaj głupiej, drugi raz nie będę naiwny. Życzę wam szczęścia i mam nadzieję, że się nie pomylisz i nie wykrzyczysz mojego imienia.- syknął. Obojętność w jego tonie była gorsza od wściekłości, która władała nim chwilę temu.
-Nie bądź beznadziejny też tu.- prychnęła.
-A gdzie jeszcze byłem?- zapytał teatralnie.
-Zgadnij. Wynoś się. Wynocha, nie mam ochoty cię oglądać.- obróciła się tyłem do niego. Tak bardzo wierzyła, że im się ułoży. Tak bardzo tego chciała. A wszystko to pękło z najgłupszego powodu na świecie.
-Kochaneczek pewnie zaraz wraca, mogłem się domyślić. Już wychodzę, pieniądze za mieszkanie zainwestuj w ślub!- krzyknął trzaskając drzwiami. Ich światy się rozpadły nie w momencie zerwania a teraz, kiedy ostatnie nadzieje pogrzebano.
  Draco teleportował się do domu. Był padnięty i zasmucony. Marzył, żeby od nowa upić się do nieprzytomności. Narcyza niecierpliwie oczekiwała na niego w salonie otoczona książkami. Cięższe prace w domu wykonywała zaklęciami, ale uwielbiała układać przedmioty sama. Kiedy wszystko było już odkurzone, umyte, wypolerowane i wypucowane lubiła wyjmować rzeczy z półek, szafek czy pudełek i układać je od nowa. To co niepotrzebne oddawała dla biednych. Po przeprowadzce nawet nie miała czasu na sortowanie czy przeglądanie swoich rzeczy. Tylko rozpakowała przedmioty, ubrania i inne akcesoria a potem zaczęła się orientować w mugolskim życiu czy świecie. Pogodziła się z Andromedą, spotykały się dwa razy w tygodniu, rozmawiały, bawiły się z Tedem, chodziły z nim na spacery i place zabaw. Narcyza Black już sama robiła zakupy w mugolskich marketach, jednak dalej chodziła też na Pokątną gdzie w różnych kawiarniach brała udział w spotkaniach fundacji ‘’Pomoc dla ofiar Wojny Czarodziejów’’. Koleżanki wpadały do niej albo ona do nich. Zaprzyjaźniła się nawet z jedną mugolką, która co prawda nie wiedziała o jej magicznych zdolnościach, ale bardzo ją lubiła, więc często się odwiedzały. Black nauczyła się też sama gotować i robić na drutach co sprawiało jej ogromną przyjemność. Ostatnio na dodatek zrobiła zakupy odzieżowe w mugolskim sklepie, kompletny szok dla jej syna i siostry! Dopiero kiedy już na dobre zasmakowała w nowym życiu zaczęła domowe porządki. I tak właśnie zastał ją Dracon. Siedziała na dywanie i sortowała książki.
-Jak poszło?- spytała.
-Nie pytaj. Daj mi spokój. Nie mam siły. Idę do siebie.- mruknął.
-Ani mi się waż! Zaraz będzie tu Blaise! Tak długo się do niego nie odzywałeś, że aż wysłałam mu list! Odpisał, że pojawi się u nas, bardzo się martwił o ciebie.
-Mamo, proszę cię, nie jestem dzieckiem.- jęknął. Chciał schować się pod kołdrą i upić do nieprzytomności. Nie miał siły na niewygodne pytania.
-A tak się zachowujesz. Młody człowieku, spędź miłe chwile z przyjacielem! Kto by pomyślał, że będę cię musiała namawiać na takie rzeczy, no wiesz co? Kiedyś byłeś z Blaisem papużką nierozłączką a teraz męski wypad ci nie w smak? Zaskakujesz mnie.- pokręciła głową odrzucając kolejne romansidło na stertę ‘’Na śmieci’’.
-Nie chcesz dać tego biednym?- spytał Draco wskazując głową na tytuły typu ‘’Gorące bagna namiętności.’’ albo ‘’Podniecające polowanie na aligatory’’.
-Dziecko, biedny nie znaczy głupi, za co mam ich tak karać? To książki dawnej właścicielki. Wstyd, naprawdę wstyd, że ktoś to pisał i czytał! Za długo to leżało w moim domu. Będzie z tego przyjemna makulatura.- uśmiechnęła się. Rozbrzmiał dzwonek do drzwi.- Otwórz.- zachęciła syna kobieta. Wykonał jej polecenie. Za drzwiami stał Blaise Zabini, uśmiechnięty, ubrany w różowy garnitur porwał przyjaciela w ramiona.
-No, moja mała bestia i ja idziemy imprezować!- wykrzyknął piskliwym głosem.
-Dzień dobry, Blaise.- roześmiała się Narcyza, która aktualnie stała w drzwiach.
-O, dzień dobry mojej ulubionej mamie ulubionego kumpla!- wypuścił Malfoya z objęć.- To co? Który klub najpierw?- pyta szczerząc się.
-Żaden.- mruknął zmęczony Draco. Chciał pić i spać. Nic nie czuć. Nic nie musieć.
-Kochany, obiecałeś mi, że nie będzie żadnego picia.- Black pogroziła Zabiniemu palcem.
-Nie będzie, nie będzie, będą tańce!- zrobił obrót wokół własnej osi i ukłonił się jak baletnica.
-Jesteś niemożliwy.- uśmiechnęła się blondynka.
-Dlaczego wyglądasz jak prosiaczek?- chłopak uniósł brwi patrząc na strój przyjaciela.
-Dlaczego nie? Ojeju, nie patrz tak na mnie, bardzo chciałem cię po ludzku rozbawić! No i panny lubią róż, może się przebierz?- zasugerował.
-Dzięki, nie skorzystam.- mruknął tylko.
-Wejdźcie chłopcy, jest jeszcze trochę za wcześnie na szalone imprezowanie.- kiedy za radą matki Dracona pojawili się w domu od raz udali się do kuchni gdzie wypili po filiżance herbaty. Kobieta szybko wróciła do swoich zajęć zostawiając syna z jego przyjacielem samych.
-Stary, twoja mama mi napisała co i jak. Nie pytam. Nie chcesz to nie mów. Ale martwię się o ciebie jak cholera. W banku klienci pytają o swojego ulubionego bankiera, nawet gobliny są trochę zmartwione. Wróć do nas, do żywych starych. Proszę cię.- z jego ciemnych oczu biła autentyczna troska. Ten lekkoduch się martwił! Wtedy młody Malfoy poczuł ciepło na sercu. Ma dla kogo żyć, mimo wszystko. Tego dnia nie poszli do żadnego z modnych klubów. Zaszyli się w komnacie Draco, palili papierosy, śmiali się, żartowali i słuchali mugolskiego rocka. W końcu doszło do tego, że czarnoskóry wysłuchał całej historii od swojego kompana. Już miał plan. Już wiedział co musi zrobić.
   Kiedy tylko drzwi zatrzasnęły się za Draco wściekła i rozgoryczona Hermiona niewiele myśląc teleportowała się do małego, ale przytulnego mieszkania Luny. Zadzwoniła do drzwi naciskając dzwonek nieprzerwanie, mocno. W końcu pojawiła się Luna.
-Auć, Herm, mogłabyś już nie dzwonić?- spytała z nadzieją zatykając sobie uszy. Wtedy szatynka przestała.- Coś się stało?- spytała zdezorientowana. -Może wejdziesz?- zaproponowała.
-Luna, powiedz mi, do jasnej cholery, prałaś u mnie gacie Rona?
-Kochana, wiesz, to niezręczne, ale rozstaliście się ponad dwa i pół roku temu, no pralka nam siadła, zrobiłam to raz, tak samo ze swoimi rzeczami. Przepraszam, oddam ci pieniądze z rachunku za wodę! Po prostu tej pralki nie dało się naprawić zaklęciami, znasz Rona, żaden z niego majster. Teraz to co innego, dotarł do nas w końcu hydraulik, ale tak, przepraszam, dwa prania zrobiłam u ciebie.- nie mogła pojąć dlaczego wyrozumiała przyjaciółka złości się o coś takiego.
-Luna, nie oddawaj, te pieniądze za rachunek są mi teraz tak potrzebne jak cholerne gacie Rona! Nie o to tu chodzi! Po prostu Draco był u mnie, szukał swoich rzeczy, nawet w stosie prasowania, znalazł jego majty i uznał, że mam romans! Obraził się śmiertelnie, pokłóciliśmy się po czym wyszedł trzaskając drzwiami i na nic moje argumenty! Brak mi słów!- Luna zamarła. Przez taką głupotę jak bielizna jej chłopaka, Malfoy urządził awanturę. Choć, gdyby ona znalazła w rzeczach Ronalda koronkowe stringi czy stanik również byłaby wściekła. Co teraz? W jej głowie zaświtał plan.
-Przepraszam, ja wiem jak to odkręcić. Chodź, wejdź do mnie, pogadamy.

Aleksander, przepraszam, pokomentuję w końcu i to na pewno, na pewno, na pewno! Wyjeżdżam w przyszłym tygodniu i od razu mówię, że nie dodam wtedy nic, bo nie biorę na zimowisko laptopa ;). Ale w ten weekend lub w weekend po przyjeździe na pewno coś się ukaże i nie ma innej opcji :).
http://japonia-na-dloniach.blogspot.com/ Zapraszam na blog Bunny Wasabi! Pisze o Japonii, recenzuje mangi, udziela praktycznych porad gdzie szukać w naszym kraju rzeczy z Japonią związanych. Ma dystans i lekkie pióro :). Naprawdę warto! Wszyscy znajdą coś dla siebie. I amatorzy dopiero wczuwający się w klimaty japońskie i doświadczeni otaku. Zapraszam ja oraz Bunny! Papa!

wtorek, 19 stycznia 2016

Miniaturka 3. Blanda "Warto było czekać" + dramione. Cz.2

Witajcie, kochani! Dedykacja dla nowej, ale wiernej czytelniczki : Arcanum Felis. I dla zamawiającej, czyli Amandy! Przepraszam za spóźnienie z postem, jak zwykle, pewnie zdążyliście się przyzwyczaić. Powiem tyle : w sobotę był u mnie dobry kolega, mam w tym tygodniu 8 sprawdzianów (4 za mną, jeden został odwołany dzisiaj a wstęp pisałam wczoraj ;) ), przygotowuję się na konkurs i na wieczorek literacki, mam zajęcia dodatkowe. Miała być ''Chora miłość'', ale planuję coś specjalnego na zakończenie tej miniaturki, więc teraz Blanda, na którą po prostu mam wenę. Dodam, że zapał mojej dawnej przyjaciółki, obecnej dobrej koleżanki, Natalki, która zaczyna przygodę z różnymi parami z HP, kanonicznymi i nie, sprawił, że po ostatniej części ''Chorej miłości'', jeszcze jednym zamówieniu i długo wyczekiwanym rozdziale zrealizuję jej zamówienie, spokojnie, przyszły tydzień może będzie mniej szalony i mi się uda jakoś to ogarnąć :). Mam wenę i ogromną ochotę ''pomęczyć'' Was swoją twórczością! No i zaplanowałam dla Was małą niespodziankę, mam nadzieję, że będziecie cierpliwi a ja nie zawiodę. Proszę stałych czytelników : nie opuszczajcie mnie. Jutro mam 3 sprawdziany i powinnam już spać a piszę dla Was, żeby spóźnienie było jak najmniejsze. Zależy mi na tym blogu, mam też dwa inne, ale tylko tutaj publikuję kawałek mojego dzieciństwa, czyli opowieści o HP. Koniec zanudzania, dodam tylko : 1 komentarz u nas=2 u Ciebie! Tylko dawajcie linki, proszę! Oferta wymiany reklam blogów nadal aktualna. A przy okazji szukam bety tylko takiej, która mogłaby ze mną wymieniać maile. Bloguję od czerwca i jeszcze się jej nie dorobiłam. Polecajcie się w komentarzach! A teraz zapraszam, miłej lektury : 
  Blaise wrócił do pokoju z szumem w głowie. Oszołomiony usiadł na łóżku ciężko wzdychając. Jego najlepszy przyjaciel wyszedł z łazienki w czarnych dresach i szarej koszulce.
-Dostałeś w twarz?- zapytał z uśmiechem.
-Jeśli już przestałeś próbować być zabawnym to dziękuję.- przymknął powieki. Jeszcze nie docierało do niego to co się stało. O co jej chodziło, do cholery? Dlaczego już nie będą się przyjaźnić? Nic jej nie obiecywał! To normalne, że nie gadają codziennie kiedy ma dziewczynę. I to normalne, że musi się komuś wyżalić. A poza tym, jak można mieć pretensje, że kupuje jej prezenty? Albo, że się troszczy?! Tak się robi kiedy się kogoś... nie. Stop. Nie tym torem płyną dzisiaj jego myśli. Amanda uważa, że ma prawo całować kogo chce. Nieprawda! Nie Teo, to nieodpowiednia ciapa! Zacisnął pięści ze złości.
-Nie znalazłeś jej czy jak?- zapytał Malfoy kładąc się do łóżka.
-Znalazłem, ale wolałbym nie.
-A co? Widziałeś ją nago?- zaśmiał się Smok.
-Wiesz co? Zamknij mordę.-jego przyjaciel osłupiał. Zabini nigdy nie był tak chamski w stosunku do bliskich.- Nago pewnie jest piękna! I nie tylko nago. A to jak ją zastałem to sprawa osobista.
-Jak masz mi dać w pysk to spasuję. Tylko nie pij po nocach.- mruknął i zabrał się za czytanie mugolskiej powieści jaką dostał od Hermiony.
-Sam sobie nie pij.- rzucił wstając z łóżka i kierując się do barku.
-Alkoholik.
-Stary, nie mam ochoty się użerać. Sklej po prostu.- wszedł do łazienki z dwiema butelkami alkoholu ku ogromnemu zdziwieniu blondyna. Blaise usiadł na zimnej posadzce i zdecydował się upić. Dlaczego tak cholernie bolało go serce? Dlaczego tak strasznie zranił go pocałunek Amandy i jej słowa? Jak to ''koniec''? Nigdy nie będą przyjaciółmi? Nie pocałuje jej w policzek, nie przytuli do siebie, nie pośmieje się z nią i nie pomoże jej? Fakt, nigdy nie lubił żadnego z jej chłopaków, ale to co dziś zobaczył przeszło wszelkie pojęcie. Chciał ją przeprosić, pogadać a ona... całuje Teo? A może miała rację? Spóźnił się i nie ma szans? Przepuścił swoją szansę. Świetnie. Oczywiście, chciał jej szczęścia, ale wiedział, że żaden z jej dotychczasowych chłopaków nie był dla niej dobrym kandydatem! A kto był? No jak to kto? On, Blaise Zabini! Właśnie. Po raz : ''był'', istotny szczegół. Po dwa : on by jej tego szczęścia nie dał. Kochał ją i zdał sobie z tego sprawę dokładnie dziś widząc najlepszego kumpla z Granger. Ale po tym co zastał i usłyszał był pewien, że Amanda nie kocha jego. Świetnie, samotność da jej szczęście to proszę bardzo, niech ma. Niech sobie ułoży życie z kim chce a on spróbuje je ułożyć z Ginny. Nie umywa się do Am, ale trudno. Nie będzie na siłę próbował zdobyć jej uczuć. Da jej wolność. A emocji się pozbędzie co już, przecież, próbował zrobić zadając sobie te kretyńskie pytania ''Dlaczego zabolało?'' udając przy tym, że nie zna odpowiedzi! Upił potężny łyk, potem kolejny. Nim się zorientował pusta butelka leżała na podłodze. Oparty o wannę przestał czuć chłód kafelek i armatury. Zakręciło mu się w głowie, ale nie przejął się tym. Chciał przestać myśleć, przestać czuć. Druga butelka była tylko formalnością, smak alkoholu już nie palił w usta. Czuł coraz mniej jednak daleko temu było do całkowitej znieczulicy. To musiał zmienić. Wstał z trudem, chwiał się lekko, nie zwrócił nawet na to uwagi. Chwila zapomnienia jest zbyt cenna by tracić przegapić szansę na nią. Kiedy ponownie tego dnia pojawił się w pokoju czuł się lepiej. No i na tyle silny by móc ruszyć na dalsze poszukiwania trunków. Kotary łóżka Malfoya były zasłonięte. Może już spał a może po prostu był obrażony na to jak potraktował go czarnoskóry? Tego Zabini nie wiedział. Wiedział za to, że zawartość barku nie jest aktualnie dość satysfakcjonująca jak na jego potrzeby. Nie mylił się. Dwa mugolskie, niskoprocentowe napoje, które Hermiona nazywa ''piwami'', a które smakują cytrynami i są za słabe, żeby się nimi upić. Jeden słoik syropu miętowego pomieszanego z mugolską wódką i trochę ulubionego likieru Hermiony, smak karmelowy. Resztka likieru, mieszanka, w której przeważał syrop i dwie ''lemoniadki'' na jego obecny stan ducha wydawały się niczym. Nie zamykając barku wyszedł z pokoju na dalsze poszukiwania. Kręciło mu się w głowie kiedy za bardzo przyspieszył kroku, Ognista zaczynała działać. Nie zważając na to zastukał do pierwszych lepszych drzwi, ponieważ uszedł już spory kawałek i wiedział, że zaraz będzie musiał usiąść. Gdyby sobie jeszcze dawkował pewnie teraz mógłby iść nie podpierając się ściany. Nawet to pukanie bardziej przypominało dzikie uderzenie. Cóż, nie sądził, że jego ruchy są tak ciężkie i powolne. Drzwi niestety otworzył nie kto inny jak Nott. Głośna muzyka aż huknęła. Najwyraźniej rzucili zaklęcie wyciszające, ale wystarczyło uchylić drzwi lub okno by dźwięki jednak się wydostawały. Ślizgoni, mistrzowie tajnego, dzikiego balangowania.
-Czego... cze... czego chcesz od Amandy?- mówienie okazało się jeszcze trudniejszą czynnością niż poruszanie. Język chyba chciał zacząć prowadzić własne życie. Był zbyt pijany i zdziwiony by dać w twarz Nottowi. Miał niesamowitą ochotę go obić albo chociaż mu wygarnąć. Co nie zmieniało faktu, że jego obecne możliwości mocno go ograniczały, więc chciał z tym poczekać do jutra.
-Stary, jesteś pijany?- Teodor uniósł brwi.
-Sam jesteśśśś piyany! Samm!- gestykulował mocno przez co stracił równowagę, na szczęście szybko ją odzyskał.
-Ja pieprzę... Nie. Dobra. Inaczej : chcesz coś?
-Yest tam Ka... Kat... Kate?- wyjąkał próbując nadawać swoim słowom sens.
-Teo, chodź w końcu! Ktoś chętny na zabawę?- usłyszał znajomy damski głos.
-O wilku mowa.- mruknął Teodor odsuwając się lekko by zrobić miejsce podchodzącej do drzwi Ślizgonce.
-Co jest? O, Blaise, wszystko w porządku? Znalazłeś Amandę?- zapytała widząc w jakim stanie jest chłopak.
-Ani słowa!- wykrzyknął.- Jest ok, ale ya, ya, chciał... bym, ya! Ognistom, jednom butelkem.- niewyraźna wymowa i pognieciona granatowa koszula na jego ciele wcale nie wskazywały, że powinien to dostać.
-Teodor, zostaw nas samych.- zarządziła widząc złośliwy uśmieszek kolegi. Ten jednak w końcu odszedł.- Nie mogę ci dać alkoholu. Zobacz jak ty wyglądasz! Ile już wypiłeś?- poza Hermioną to ona w towarzystwie była głosem rozsądku.- Odprowadzę cię do pokoju.- westchnęła ciężko. Sama wypiła jednego drinka i ledwie łyk Ognistej. Nie czuła się nawet słabo a co dopiero pijana.
-Nie!- tak gwałtownie zamachał rękami, że niemal się przewrócił.
-Spokojnie!- wyciągnęła ręce, gdyby musiała go łapać.
-Nie! Dwje butelkj.- wybełkotał.
-Blaise, czy ty jesteś normalny?! Pewnie jeszcze wypiłeś to na raz! Kretyn! Wracamy!- pociągnęła go mocno za ramię zanim muzyka wkurzy kogoś na tyle by wezwać nauczycieli a Zabini będzie na tyle niezdolny do chodzenia, że będzie go musiała wlec.
-Nje! Iedna butelka, ozdatnja, błagann.- spojrzał na nią wzorkiem zbitego psiaka.
-Nie ma mowy!- wtedy ponownie pojawił się były adorator Amandy.
-Masz i stąd spieprzaj. Żebym cię więcej nie widział!- rzucił po czym pociągnął Kate znowu do pokoju zatrzaskując drzwi.
-Nie jestem pewna czy to dobry pomysł.-skrzywiła się. W jednym dormitorium aktualnie bawiło się około 30 osób, doszło, do tego, że trzeba było czarami pozbyć się szaf, biurek i łóżek.
-A co niby było lepsze? Nie jesteś niańką, jest piątek, chodź się po ludzku zabawić!-porwał ją do tańca.
 Uszczęśliwiony wrócił chwiejnym krokiem do sypialni uważając tylko na dwie rzeczy : żeby nie rozbić szkła i, żeby trzymać się ściany. Draco chrapał, nie było ryzyka, że ktoś zabroni mu pić lub go przyłapie. Zadowolony z sytuacji zamknął pokój najdelikatniej jak potrafił a na nocnej szafce postawił butelkę. Najlepsze na koniec. Najpierw się orzeźwi. Cytrynowe piwa wypił niemal natychmiast, jedno po drugim. Nie poczuł żadnej różnicy, był już zbyt pijany, żeby zrobiło to na nim wrażenie. W następnej kolejności zabrał się za opróżnienie zawartości słoika. Polał się przy tym, ale nawet nie zauważył. Czuł coraz mniej, Amanda stawała się tylko mglistym wspomnieniem, było mu coraz bardziej wesoło, zapominał nawet o tym jak beznadziejne czuł się ponad godzinę temu. Picie ze słoika okazało się o wiele mniej wygodne niż myślał. Trudno, pora na likier. Ten jednak, bardziej lepki i gęściejszy niż syrop, działał podobnie jak piwo : nie robił różnicy. Przyszła pora na trzecią butelkę Ognistej. Położył się na łóżku nadal mając na sobie buty i poplamioną koszulę. Wypił duszkiem całą zawartość. Poczuł jak ogarnia go senność. Zadowolony, nie czując już zupełnie nic poza wszechogarniającą radością zasnął.
 Bach! Bach!
-Co jest do...- otworzył oczy. Szybko je zamknął. Światło raziło, głowa pękała, suchość w gardle utrudniała mowę.
-No właśnie, co? Opowiesz mi?- Draco już ubrany w granatowy sweter i czarne spodnie tupał głośno koło łóżka przyjaciela.
-Auć... Daj mi wody.- jęknął. Po chwili wypił łapczywie zawartość szklanki.- Aspiryna, cokolwiek, ratunku.- marudził. Wtedy do ich dormitorium weszła Hermiona.
-Co się tu stało? Czemu wyglądasz jak najgorsza fleja?- obrzuciła go spojrzeniem pełnym wstrętu.
-Zabalował.-podsumował Malfoy.
-Aspiryna albo nic nie powiem.
-Chwila.- parę razy machnęła różdżką. Ból głowy niemal minął. Z ulgą otworzył oczy na całą szerokość, ale kiedy tylko zobaczył swoje ubrania rzucił paroma przekleństwami.
-Opowiadaj.-zachęciła go Granger siedząca aktualnie na łóżku swojego chłopaka. Streścił im cały swój pijacki wieczór.
-Nie mogłeś mnie powstrzymać?- mruknął z wyrzutem.
-Proszę cię, najpierw mnie zjechałeś, a potem po prostu zasnąłem. Powinieneś iść się umyć. A potem rób co chcesz.
-Nie powiedziałem najważniejszego.-dodał. Kiedy skończył opowieść o Amandzie poczuł jak niechciane łzy cisną mu się do oczu. Nie tak to miało wyglądać. Nie tak!- Wiecie już wszystko.- gula w gardle urosła, stała się do tego jeszcze większa z powodu wstydu jaki czuł po wczorajszych wydarzeniach.
-Kochasz ją?- padło pytanie.
-Granger, musisz być tak cholernie bezpośrednia? Nie ma o czym gadać.
-Ale...- zaczęła.
-Nie. Idę się umyć. Nie poruszajcie tego tematu. Miała rację. Każde z nas musi zacząć żyć od nowa, swoim życiem.
-Daj spokój, kochanie. Pozwól mu niszczyć sobie życie. Kiedyś sam zrozumie.-pocałował ją Malfoy junior.
-Nie ma mowy! Poczekaj tu, idę coś załatwić!- i zanim zdążył ją zatrzymać wybiegła z pokoju.

  Wybaczcie, zawaliłam. Oczy mi się kleją. Druga część, będzie jeszcze trzecia. Wstyd mi za to niesamowicie, miały być dwie, wyszło jak wyszło. Wenę mam ogromną, ale non stop mam wrażenie, że pisanie, choć daje mi radość, to nie przynosi jej Wam. Napiszcie mi co o tym myślicie. Tylko bez rozczulania, nie cierpię rozckliwiać się nad sobą! Fe!
+szykuję dla Was małą niespodziankę i jak dobrze pójdzie to dodam to jeszcze dzisiaj :). Mam to na kartce na brudno, więc wiecie, zawsze to lżej ;). A jak nie będzie w ciągu dwóch godzin ani jednego komentarza to niespodzianka pojawi się jutro :). Dobranoc :).