piątek, 8 lipca 2016

Niespodzianka urodzinowa: Wywiad z postaciami!

   Serdecznie zapraszamy na wywiad, w którym to Wy zadawaliście pytania naszym postaciom i nam! Pytania do każdej z postaci podane są oddzielnie. Jest też podział na pytania do opowiadania i miniaturek. Liczymy, że Wasze wątpliwości zostaną rozwiane :). Wywiad nie należy do rozdziałów, jest dla Was i dla wyjaśnienia Wam niezrozumiałych kwestii. Pytania, które są skierowane do bohaterów opowiadania były zadane w konkretnym momencie powstawania fabuły i odpowiedzi na nie postacie również udzieliły w tym konkretnym momencie. Należy uznać to za dany moment ich życia i mieć świadomość, że odpowiedzi byłyby inne, gdyby zostały zadane wcześniej lub później. Taka forma pytanie - odpowiedź nie ma miejsca w fabule, nie występuje w niej ani nic nie zmienia, to oddzielny, nie łączący się z historią ''event''. Coś w rodzaju artbooka z postaciami tylko bez  ich zdjęć, a jedynie z dodatkowymi informacjami. Miejcie to na uwadze ;). W niektórych pytaniach brakowało polskich znaków i/lub przecinków, tutaj są one wstawione i dodane, nie obrażajcie się na nas, chciałyśmy uzyskać estetyczny efekt. Na niektóre pytania Vipera (kiedy działała na blogu) odpowiedziała w komentarzach, ale zebrałam tu wszystko razem. Miłej lektury! 
PS Jeśli pominęłam jakieś pytanie to dajcie znać w komentarzu pod postem :).

                                                                 Opowiadanie.    
Pytania do Fenixy:
1. Bunny Wasabi: Jak Twoje uczucia do Blaisa? Czy zaczyna się dziać coś poważniejszego?
Fen: Kochana, zluzuj wodze. Blaise jest... kumplem. Jak na razie. Sądzę, że to odpowiednie słowo. Jak na razie znam go pobieżnie. Nie mam innego wyjścia w sumie. Albo się w nim zakocham, albo ucieknę na Malewidy pod przybranym nazwiskiem. Ciekawe ile bym kasy zebrała, gdybym ustawiła słoik w Pokoju Wspólnym Ślizgonów i zbierała zakłady na moją ucieczkę....
2. Anonim: Dlaczego przeniosłaś się do Hogwartu?
Fen: Przeniosłam się ze względu na Blaise'a. Miałam poznać swojego narzeczonego, a po ostatniej aferze, którą zrobiłamw Dumstrangu, nauka tam byłaby jeszcze większym koszmarem niż na początku.
3. Anonim: Nie byłaś zła, że masz być żoną mimo woli?
Fen: Kochana/kochany! Nie miałam wyjścia. Moja matka to hipokrytka, a ojciec despota. Powiedzieli i koniec - ma być zrobione. Nie miałam nic do gadania. Niby dobrze, że to taki Blaise mi się trafił, ale litości... Ja nie chcę Piotrusia Pana!
4. Anonim: Tak właściwie to dlaczego Fen wylądowała w Hogwarcie?
Fen: Patrz odpowiedź wyżej.
5. Anonim: Fen, taka buntowniczka a nie protestowała przeciwko byciu z obcym facetem?
Fen: Jak wcześniej wspominałam: nie miałam wyboru. Postanowiono i koniec. Myślisz, że nie zrobiłam afery? Już bym wolała, żeby mnie wydziedziczyli i zabrali nazwisko. Tyle, że w ich mniemaniu nikt nie chciałby - chciałby arogancką dziewuchę, która  nie uznaje autorytetów? A im szybciej rodzice wydadzą mnie za mąż, tym szybciej się mnie pozbędą.
6. Anonim: Ulubiony kolor?
Fen: Lawendowy! I nefrytowy, bo pasuje mi do włosów.
7. Anonim: Ulubiony typ faceta?Fen: Szczerze? Punk! Taki, co lubi flirtować, uwodziciel, słucha rocka lub punk rocku. Jeździ na motorze, lubi się wygłupiać. Musi być czuły i lojalny.
8. Anonim: Co myślisz o Draco?
Fen: Jest w porządku. I, gdy się uśmiecha jest też całkiem niezły. Odstrasza mnie fakt, że się nad sobą trochę użala. Trzeba mu powiedzieć, żeby był bardziej jak rockowy wokalista. Jeśli rzucę mu w twarz koszulką rockowego zespołu może zrozumie aluzję...
9. Anonim: Jak zaprzyjaźniłaś się z Hermioną?
Fen: To było tak, że tata zamiast Ariny zabrał do Londynu mnie. Spotkałam ją na Picadili Circus. Pokazała mi drogę do najbliższej galerii z szatami dla nowoczesnych czarownic i odprowadziła mnie tam. Wymieniłyśmy się adresami i zaczęłyśmy pisać listy.
Pytania do Hermiony.
1. Anonim: Wybaczysz Ginny?
Herm: Nie chcę być niemiła, ale wydaje mi się, że to moja sprawa. Rozumiem Ginny i pobudki, które nią kierowały, ale ona musi zrozumieć mnie. Przykro mi, że tak wyszło, jednak prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko i w to staram się wierzyć. Zobaczymy, muszę to jeszcze przemyśleć, ale żal mi takiej przyjaźni jak nasza. Wojna niszczy nie tylko w trakcie swojego trwania, nawet kiedy się skończy zostawia blizny i tworzy nowe rany.
2. Anonim: Co myślisz o Ashu? Ufasz mu czy wydaje Ci się podejrzany?
Herm: Z Ashtonem sprawa jest skomplikowana. Nie wydaje mi się, żeby się zmienił, a Dracon, choć mu nie ufam, przeszedł przemianę. Nie chcę go osądzać z góry, ja tylko mówię co czuję. Można być miłym, mówić słodkie słówka a za plecami robić zupełnie, co innego. Nie podoba mi się fakt, że na siłę chce się ze mną zaprzyjaźnić, ale może to ma ocieplić jego wizerunek? W sensie zrobią nam jakieś wspólne zdjęcia i to poprawi mu opinię? Nie mam pojęcia. Drażni mnie też to, że wszyscy mi go odradzają. Skoro już zrobili ze mnie gwiazdę i wykreowali mnie taką jaką być powinnam, niech chociaż pozwolą mi się zadawać z kim chcę.
3. Anonim: Czy Twoje relacje z Malfoyem się ociepliły po tym co razem przeszliście?Herm: Więcej przeszliśmy osobno, naprawdę. Doceniam, że przeszedł na dobrą stronę i ryzykował życie dla nas, dla mugoli, dla wszystkich dobrych ludzi. Ale jego zachowanie nie uległo zmianie, nadal jest wredny i zakochany w sobie, nie sądzę, żeby cokolwiek to zmieniło. Ostatnio oceniłam go zbyt pochopnie, trochę tego żałuję. Po przeprosinach mi lepiej. Wiem czego obydwoje byliśmy świadkami i ile mamy doświadczeń na koncie, takie rzeczy mogą zbliżań, nie muszą. Jesteśmy dla siebie... hmmm... milsi raczej nie... mamy do siebie więcej szacunku. Choć nadal jest niesamowicie irytujący, niestety.
4. Anonim: Jak to się zaczęło, że zaczęłaś być z Ronaldem?
Herm: Podczas Bitwy w przypływie emocji całowaliśmy się. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi przez 7 lat. Kiedy Śmierciożercy przegrali obydwoje potrzebowaliśmy wsparcia, miłości. Czasem się całowaliśmy, wieczory spędzaliśmy razem, często płacząc, trzymają się za ręce. Na początku lipca Ron zapytał czy nie chciałabym zostać jego dziewczyną, zgodziłam się, przecież i tak zachowywaliśmy się jak para. Nadal bardzo dużo dla mnie znaczy, zawsze tak będzie.
5. Anonim: Co myślisz o Draco?Herm: Szanuję go bardziej, on mnie też. Po tym co stało się w Malfoy Manor i po tym jak ryzykował swoje życie dla dobrej strony, ciężko by było go nie szanować. Mimo wszystko nasze relacje się nie zmieniły a akcją z liścikiem bardzo mnie zirytował. Cały mnie irytuje. Możemy się szanować, ale nigdy nie będziemy przyjaciółmi!
Pytania do Draco.
1. Bunny Wasabi: Czy zacząłeś żywić do Hermiony jakieś mocniejsze uczucia skoro się o nią martwisz i do tego tak często się kłócicie?Draco: Potter też często się ze mną kłócił a nie mam ochoty wyjść za niego za mąż... Szanuję Granger jako czarodziejkę, jako człowieka. Ale irytuje mnie ta bohaterska otoczka stworzona wokół niej. Poza tym, martwiłbym się o każdego kto byłby na jej miejscu, taki już jestem, taki mam charakter. Halo, też posiadam uczucia...?
2.  Anonim: Dlaczego Twoje relacje z bratem są takie a nie inne?Draco: To palant. Od dziecka wszystko, co robił było nieuczciwe. Oszukiwał w grach planszowych, dokuczał skrzatom, psuł innym dzieciom miotły. Był zupełnie jak mój ojciec, tchórz kiedy przychodzi ponieść konsekwencje i ''wielki bohater'' kiedy jest bezkarny. Najpierw jego zachowanie było tylko dziecinnymi wybrykami, ale szybko przestało takie być. Sam chciał być Śmierciożercą, to doskonały lizus. Nie wiedział tylko z czym to się wiąże. Ja znosiłem to lepiej, a przecież grałem w podwójną grę. Przeszedł na dobrą stronę, żeby ratować swoją tchórzliwą dupę a ojciec wziął całą winę na siebie. Teraz mój brat zgrywa wielkiego bohatera, jaki to on jest super, a jaki wspaniały, phi!
3.  Anonim: Zdjęli Ci szlaban po odnalezieniu Pansy?
Draco: Nie chcę rozmawiać o tej sprawie. Nie uratowaliśmy jej, nie jestem tutaj jakimś bohaterem, żeby zdejmować mi karę. Miałem tylko jeden dzień kary i zlecone sprzątanie szklarni, zrobiłem co swoje. Ta tragedia nie miała tu nic do rzeczy. Wystarczy, że ta stara donica, tfu, pudernica, odjęła mi mnóstwo punktów.
4.  Anonim: Jak to się stało, że jesteś z Ast?
Draco: Eh... Zawsze się do mnie kleiła. Po Bitwie po prostu zaczęła się kleić bardziej. Byłem zły, wściekły, rozgoryczony, wszystko waliło mi się na łeb. Raz, w przypływie emocji nazwała się moją dziewczyną. I tak już zostało, nawet mi to pasowało. Jedyna stałość w zmiennym świecie. Męcząca, pusta, głupiutka stałość. W wakacje spotkaliśmy się tylko raz. Przypadkiem na Pokątnej. Porozmawialiśmy parę minut i to byłoby na tyle. ''Bycie razem'' to za mocne słowo, raczej spotykamy się. Ona ogłosiła, że jestem jej chłopakiem, ja tak o sobie nie myślę.
5.  Anonim: Tęsknisz za ojcem skoro jest w Azkabanie?
Draco: Nie wiem, naprawdę. Nasze relacje były delikatnie mówiąc trudne. Ciężko mi o tym mówić. Gdy był w domu, to z mamą było lepiej. Zachowywała się inaczej, mogła przespać spokojnie, choć część nocy. Nigdy nie był dobrym ojcem, ale bywał dobrym mężem, przynajmniej w opinii mamy. Dla mnie jego powrót nic na lepsze nie zmieni, ale jej mogłoby to pomóc.
6.  
Anonim: Opisz swoje relacje z Fen i Hermioną.
Draco: Fen jest irytująca, zbyt brawurowa i pyskata, ale coś w sobie ma. Ona i Blaise mogliby być świetnymi kumplami, gdyby nie ta cała akcja ze ślubem. Tak to trochę słabo wyszło. Fenixa nie pozwala sobie na żal, słabości, a ja uważam, że każdy powinien przeżyć jakiś etap emocjonalnej żałoby jeżeli tego potrzebuje. No i poza tym to strasznie się mnie czepia. Ale nic do niej nie mam, pije jak Hagrid i potrafi być zabawna. A Herm... tfu, Granger, coś się dzisiaj strasznie mylę, jest taka jak wyżej. Trochę wydoroślała a jednak dalej przemądrzała i zbyt poważna. Trudno, minie szlaban i nasz kontakt znów będzie minimalny.
7. 
Anonim: Twój szlaban się skończył po sprawie z Pansy?Draco: Odpowiedziałem kilka pytań wyżej, zerknij.
Pytanie do Ashtona.
1. 
Anonim: Miałeś kiedyś kogoś? Była to miłość czy wykorzystanie dziewczyny tak jak chcesz zrobić Hermionie?
Ash: Bywałem z dziewczynami, ale to były przygody, nic stałego, nic poważnego. Nie wierzę w coś takiego jak ''miłość'', ale istnieje zauroczenie z pożądaniem. Jednak jakakolwiek forma przywiązania to słabość. Wykorzystanie? Nie kpij. Same na mnie lecą i same są sobie winne, naiwne dziewczyny.
Pytanie do Blaisa.
1. 
Bunny Wasabi: Co Cię tak przeraża w odpowiedzialności?Blaise: Odpowiedzialność to stałość, nie? Więzy, których za cholerę nie zerwiesz. Nie chcę być uwięziony mając osiemnaście lat. Nie uśmiecha mi się to. Fakt, mam narzeczoną, ale wydaje mi się, że Fenixa nie traktuje tego poważnie. Więc dlaczego ja mam?
Pytania do miniaturek.
1. Anonim: Skąd Amanda wiedziała, że Blaise ją kocha?Eleonora: Zerwał z Ginny, postarał się o romantyczny wieczorek, zabiegał o nią. No może w miniaturce w trakcie przeprosin jej tego nie wyznał, ale był zazdrosny o Teo, mówił, że chce jej szczęścia i życia z nią. Chyba się domyśliła, niekoniecznie te słowa muszą paść ;). Powiedział jej to nie w fabule, ale podczas ich romantycznego wieczorku ;).
2. Anonim: Czy Severus kochał Marikę?Eleonora: Akurat w tej miniaturce dałam dowolność interpretacji :). To zależy od tego jak wolisz to odebrać. Są dwie opcje: albo był tylko miłym, szanującym ją nauczycielem, albo czuł do niej znacznie więcej. Takie opcje moim zdaniem dawała miniaturka, ale każdy może to odebrać na jeszcze inny sposób, jak chce. Powodzenia w interpretacji i pamiętaj, że jakkolwiek Ci się nie wydaje to własnie tak było ;).
3. Anonim: W ''Chorej miłości'' Hermionie nie przeszkadza, że jej były jest z Luną, jej przyjaciółką?Eleonora: Hermiona kocha Draco, to on jest dla niej najważniejszy. Każdy ma prawo do szczęścia, skoro wszyscy żyli w zgodzie, to nie było problemu. To nie były chore relacje, jej były pokochał jej przyjaciółkę, ale to ona wcześniej pokochała Dracona. Tyle w temacie.
 Pytania do autorek.
1. Bunny Wasabi: Skąd inspiracja na Asha? Taki typowy, mroczny badboy, który okazuje się naprawdę niebezpieczny?
Eleonora: Zawsze irytowało mnie, że w książkach czy filmach nigdy, nawet choć jeden raz, bad boy nie może naprawdę okazać się ''bad'' i być niebezpieczny. Gdyby raz za tym urokiem łobuza krył się prawdziwy kawał gnoja sytuacja wyglądałaby inaczej. I tutaj wygląda. Poza tym, nie lubię stereotypów.
3. Aleksander Kopiec: Z przyzwyczajenia wiem, że połączenie postaci o ognistym temperamencie z idiotą skutkuje zwykle fajerwerkami w więcej niż jednym rozdziale. Czy planujecie coś w ten deseń dla Fen i Diabła?
Eleonora: Absolutnie nie uważam Blaisa za idiotę. To żartowniś, dowcipniś. Przerażony młody mężczyzna, który zgrywa lekkoducha. Ucieka od odpowiedzialności i zachowuje się idiotycznie, ale nie jest idiotą. Choć mam w planach dużo, dużo, dużo fajerwerków z nimi związanych!
4. Anonim: Autorki, rozwiniecie wątek Neville i Luny?
Eleonora: Rozwiniemy, mam na to plan, ale nie mam kiedy, sądzę, że w końcu ta parka będzie grała mniej epizodyczne role w opowiadaniu.
5. DcoolMetallian: Na kim wzorujesz postać Draco Malfoya?
Eleonora: Jeśli chodzi o słodkiego, czułego Draco to wszystkie pomysły po prostu biorę z głowy. Nie jest nikim inspirowany. Ten głęboki, refleksyjny Draco jest wzorowany na nim samym z książki. Przecież tam nie był bezmyślnym podrywaczem, nie chciał zabić. Miał psychiczną głębię często gubioną albo zapominaną przez autorki. Wredny Malfoy też jest inspirowany tym z książki.

niedziela, 26 czerwca 2016

Relacja z "Dziórawego kotła" + zdjęcia

Witajcie, kochani! Ze względu na dodanie tego postu dzisiaj odpowiedzi na pytania, czyli wywiad z postaciami, ukażą się we wtorek :).
PS Miała miejsce jedna, dosyć nieprzyjemna sytuacja. Mianowicie pod postem pojawił się wyjątkowo niemiły komentarz i kilka wyrazów niezadowolenia w innych komentarzach. Sprawiło mi to przykrość, bo o ile każdy ma prawo do swojego zdania, o tyle ten jeden komentarz naprawdę był przykry. Mam nadzieję, że to się już więcej nie powtórzy.

    No to teraz taka mała niespodzianka: byłam w Dziórawym kotle. Nie w swoich marzeniach. Nie w snach. W prawdziwym, krakowskim Dziórawym kotle! Razem z przyjaciółmi już jakiś czas temu chcieliśmy odwiedzić to miejsce, a w zeszły piątek nadarzyła się okazja. Mimo niesamowitego deszczu, który zastał nas w momencie poszukiwań, trafiliśmy do celu. Adresu nie podam, żeby nie trafili tam żadni mugole, poszukajcie sami ;). Nie no, oczywiście żartuję: Kraków, Grodzka 50. Bardzo łatwo ominąć Dziórawy kocioł. Oznaczenia są małe, niemal niewidoczne, ale szybko odkryliśmy dlaczego: Mugole mijali to miejsce kilkadziesiąt razy dziennie i nawet go nie dostrzegali. Tylko prawdziwi czarodzieje mogli znaleźć knajpkę, bo tylko oni ją widzieli. Dodam, że mnóstwo ludzi może po prostu nie dostrzec malutkiej reklamy i naprawdę przegapić to co tak długo chcieli zobaczyć, ale nawet jeśli wyżej napisana myśl nie była celowym założeniem właścicieli to nic nie szkodzi, tak jest naprawdę, jeżeli nie chcecie tam trafić i nie zależy Wam na tym, nawet nie zauważycie, że jest taka parcela.
     Weszliśmy w bramę, dosłownie, a potem schodami w dół. Bałam się, że znajdę się wśród czyiś ziemniaków, rowerów i słoików, ale na szczęście nie. Niech nie zmylą Was piwniczne klimaty, gdy już tam będziecie, na dole okazało się, że jesteśmy na miejscu. Znaleźliśmy się w  dużym pomieszczeniu. Obok wejścia był wieszak z tiarą, szatą, szalikiem, krawatem, miotłą. Coś wspaniałego! Po prawo od drzwi znajdował się stolik z grami, m.in. z potterowską wersją ''Monopoly'' (grałam i polecam), nazwaną Magią w biznesie! Naprzeciwko schodów, którymi się tu dostaliśmy zobaczyliśmy barek. Obsługiwała nas bardzo miła Pani, którą serdecznie pozdrawiam jeśli to czyta :). Dowiedzieliśmy się, że trzeba wziąć sobie menu a potem przyjść złożyć zamówienie do barku. W zewnętrzną stronę barku wbudowano ogromną półkę z książkami, znaleźliśmy tam także serię o Harrym. Obok tej półki, naprzeciwko wieszaka, stała duża, rozłożysta kanapa. Nad nią, trochę z boku, naprzeciwko półki z książkami, wisiał telewizor, a pod nim leżała konsola. Kiedy zbadaliśmy wzrokiem ''przedsionek'' ruszyliśmy dalej.
     Przekroczyliśmy próg i byliśmy w korytarzyku przechodnim. Uwaga na przyszłość, proszę nie uciekać z krzykiem: pajęczyny, które były nad nami to tylko wata lub coś ''watopodobnego''. A pajączki zrobiono z mosiądzu, nic nas nie zaatakowało ;). Przejście nadawało odrobiny magii, ponieważ korytarz w którym rozwieszono pajęczyny miał kształt tunelu. Niby nic, a nadało charakteru. Za korytarzykiem było malutkie prostokątne pomieszczenie, z niego były trzy wejścia z framugami, bez drzwi. Dwa wejścia prowadziły do sal, jedno do kolejnego malutkiego korytarzyka z drzwiami do łazienek. Załóżmy, że idziemy właśnie do łazienki.  I w damskiej, i w męskiej (mówił mi przyjaciel, spokojnie, sama nie sprawdzałam :D) jest 1 czekoladowa żaba (mosiężna, ale przecież wiecie o co chodzi, wierzę w Was :D). Jeżeli jednak wybieramy tą salę, w której siedziałam z przyjaciółmi to tak : parę schodków w dół, na ścianie z drzwiami wisi prawdziwa miotła i tiara, obraz konstelacji gwiezdnej oraz nad stojącym pod nią stolikiem, powieszono zdjęcie czarodzieja. Naprzeciw jest podwyższenie, taka jakby scena, choć tam też swoją dwa stoliki, a namalowano ogromny pociąg jadący do Hogwartu :'). Tak jak powiedziałam wcześniej, nad każdym stolikiem ''czuwa'' podpisane zdjęcie czarodzieja, my usiedliśmy przy Severusie Snapie, najpierw myśleliśmy, że to służy tylko do ozdoby, ale okazało się, że zdjęcia pełnią funkcję numerków stolików, przy zamówieniu pada pytanie przy jakim siedzicie czarodzieju, więc warto pamiętać ;).
     Zanim jednak zamówimy wypada zajrzeć do menu. Drewnianego menu, ze ślicznie wyrytym napisem, naturalnie czcionka jest odpowiednia. . Można zamówić sobie, m.in. Piwo Kremowe (które nie ma w sobie piwa ani innego alkoholu), Lodowe Piwo Kremowe, sok dyniowy, desery (jabłecznik podobno był pyszny, ale moje serce zdobył deser Nox i Lumos, z białej i czarnej czekolady), drinki (nie próbowaliśmy, choć nazwa ''Czarny Pan'' brzmi ostro), kanapeczki, przekąski na wynos, a nawet (o zgrozo!) zwykłe picie typu sok, woda, napój gazowany. Porcje są ogromne (jabłecznik na niemal cały talerz obiadowy, mój biedny przyjaciel obdzielił nim jeszcze 2 osoby, ja nie miałam już nawet sił tego zjeść), a ceny przystępne (za ogromny słoik [bo to w nich jest podawane piwo] Piwa Kremowego z GÓRĄ bitej śmietany płacimy 10 zł, za wspomniany jabłecznik 9,99! A za mrożone piwo kremowe 11 zł). W menu, które ma czcionkę niczym z magicznych ksiąg, pojawiają się także obrazki, dzięki którym widzimy część rzeczy, na które mamy ochotę.
     Zamówić trzeba przy barku, ale wszystko jest z dostawą do stolika, spokojnie. W tle leci muzyka z serii, stoliki są pociągowe, złączone po dwa, kanapy również utrzymane w klimacie tych z filmowych wagonów. Na każde dwa złączone ze sobą stoliki tworzące jeden duży, przypada lampion z małą, palącą się świeczką w środku.
     Taka uwaga ode mnie, maniaczki higieny i osoby, która po oglądaniu programów o zmianach w restauracjach, zwraca uwagę na każdy brud w restauracji : wszystko bardzo czyste, nawet te lampiony nie były wewnątrz ulepione woskiem. Dla kogoś to może nie być ważne, ale dla mnie ogromnie. Tak samo jak szklanki bez śladów cudzych palców i czysta podłoga, choć na dworze szalała ulewa. Jeśli to nadal nic, to teraz element ważny chyba dla każdego : czyste łazienki, włącznie z lustrami, których ostatnie mycie było także dawno po dniu otwarcia. Warto o tym napisać, ponieważ wiele lokali odstrasza od dobrego jedzenia takim niedbalstwem higienicznym, tu zadbano o detale.
     A skoro już o detalach mowa : takie drobnostki jak ''czekoladowe'' żaby w łazienkach czy gry wydawać by się mogły niezbyt znaczące, ale budują niesamowity klimat, naprawdę. Każdy, najmniejszy szczegół jest dopracowany, przemyślany i sprawia, że czujemy się magicznie.
    Co do gier jakby ktoś pytał : były też takie ogólnie o czarownicach, czarodziejach, czarach, itp., ale mieliśmy mało czasu i nie zdążyliśmy z wszystkim. Co do tego ''Monopoly'' potterowskiego, które było absolutnie cudowne : zamiast pionków były miniaturowe, zakorkowane fiolki z brokatem, takie niby małe eliksiry, cudownie! Pieniądze w grze, wiadomo, takie jak z książek i filmów, coś niesamowitego.
     W drugiej sali, do której niestety nie weszliśmy ze względu na ograniczony czas i możliwości, był kominek. I to na ścianie prostopadłej do tej z drzwiami, więc dobrze go widzieliśmy. Stały na nim liczne fiolki z eliksirami i proszek Fiu, a w palenisku płonął holograficzny zielony ogień. Z tego co słyszałam od jednej z moich towarzyszek, która tego dnia jeszcze pobiegła tam na szybko i była w drugiej sali, poza kominkiem, wystrój nie różnił się zbytnio od sali, w której my świętowaliśmy, można było usiąść przy stoliku z wiszącym nad nim czarodziejem (oprócz postaci z serii J. K. Rowling był też Merlin oraz czarownica ze ''Śpiącej Królewny'', czarownica z ''Wiedźmina'' i czarodziej z ''Władcy pierścieni''. Nie piszę imion, bo nie mam dobrego dostępu do internetu i teraz ich nie znajdę a nie chcę popełnić literówki).
     A teraz jedna z najważniejszych kwestii : obsługa. Nikt mi nie powie, że niemiły barman czy wredna kelnerka nie odstraszają nawet od ulubionej miejscówki. A tutaj... cóż mówić, dawno nie spotkałam tak miłej obsługi. Odporni na piski radości, krzyki zachwytu, zaglądanie w każdy kąt. Niezależnie od wieku (bo była tam i grupa nastolatek, i para studentów na randce, i inni.) zwracają się do klienta per ''pani'', ''pan'' i przez szacunek też piszę o nich w tych grzecznościowych formach. To obsługująca nas pani sama wyszła z propozycją, żebyśmy wzięli sobie grę. Kiedy dowiedziała się, że świętujemy mój sukces w nauce zrobiła nam mnóstwo zdjęć w strojach czarodziejów (te szaty, o których pisałam, wiecie, te przy wejściu, są dostępne do przymiarki). Gratulowała, pytała nas skąd jesteśmy, co świętujemy, była miła i niech nikt nie mówi mi, że to jest jej praca, bo pytania, gratulacje, czekanie aż przymierzymy komu w czym najlepiej to NIE jest jej obowiązek. To dobra wola osoby lubiącej swoją pracę. Oprócz tego mieliśmy możliwość dosłownie posiedzenia w strojach przy jedzeniu, skorzystaliśmy. Pan, który przyszedł nas prosić o zdjęcie szat potrzebnych dziewczynie, która szła robić promocję, był bardzo miły, miałam nawet wrażenie, że trochę mu głupio o to prosić, ale nie robiliśmy problemu i oddaliśmy wszystko od razu, podziękował. Jego nienahalność i dobre maniery też nie były wpisane w jego pracę, tylko w to jak sam od siebie do tego podchodzi. Niestety, kiedy my byliśmy zajęci modelingiem to nasze 4 Piwa Kremowe trochę ubrudziły stół bitą śmietaną. Staraliśmy się powycierać, ale w ostatecznym rozrachunku niewiele to pomogło. Było mi nawet trochę głupio i oczekiwałam złośliwych komentarzy obsługi. Nic z tych rzeczy, dobrze znana nam pani po prostu wytarła stół. Dobra, ok, pomyślicie ''Co w tym wielkiego? Tak zrobić powinna, to nic nadzwyczajnego'', ale uwierzcie mi, że spotkałam się z sytuacjami gdzie wytarcie stołu to był wyczyn albo wielka łaska. Po wyjściu, razem z przyjaciółmi, mieliśmy mega pozytywne zdanie o pracownikach, bo chyba każdy, choć raz w życiu spotkał się z niemiłym członkiem obsługi i nie wspomina tego dobrze. Tu było 10/10!
     Kolejna sprawa : smak. Pewnie oglądając zdjęcia, programy, filmiki, czytając przepisy, książki pada pytanie ''A jak to właściwie smakuje? Dobrze?'', pojawia się lęk, że nie, że ohyda. A tutaj... mniam! Cynamon, mleko, itp., itd. (nie zdradzę przepisu, musicie sami spróbować), wszystko cudownie. Tego smaku nie da się zapomnieć, a poza tym, nikt nie chciałby go zapominać!
     Kiedy już wychodziliśmy na dworze świeciło słonko. Przed lokalem chodziła pani (choć wyglądała młodo, dlatego wcześniej nazwałam ją dziewczyną) w szacie, szaliku, tiarze, okularach (nie wiem czy to przypadek czy celowy zabieg, ale okrągłe okulary do złudzenia przypominały te, które nosił Harry). Reklamowała ''Dziurawy kocioł'' znacznie ułatwiając trafienie do niego jednocześnie nadal nie interesowała zwykłych mugoli ;) ;).
     Czas podania był bardzo szybki, jedzenie i picie, wielkość porcji już opisana, na 4 osoby w jakieś 10-15 minut, super tempo. Tym bardziej dla spieszących się wtedy nas. Czas tam ogólnie płynie inaczej, niby szybciej a masz wrażenie, że jesteś tu już całe, wspaniałe godziny. Po prostu magia!
     Minusy : trochę za mało czarodziejskich szat, ale rozumiem, że 100 tiar, 200 szalików, 50 mioteł i 400 szat wymagałoby nie lokalu, a całego magazynu. No i jeśli klienci nie niszczą przedmiotów w tempie tornada, to też bez sensu wykładać wszystko co jest, na raz. Także takie pół minusa :D.
     Mam nadzieję, że nie przeszkadza Wam zmiana czasów w relacji. Czas przeszły służył pokazaniu moich doświadczeń i wrażeń, czas teraźniejszy miał sprawić, że i Wy poczujecie się jakbyście tam byli i to widzieli, był to zabieg przemyślany, zamierzony, celowy. Liczę, że nie irytował ;). Jeśli dobrnęliście do końca to brawo! Pod postem wklejam zdjęcia, jakość taka sobie ze względu na lokację : piwnica, zero naturalnego światła, zero okien. Mimo to gdzieniegdzie używałam lampy, nie wiem jednak czy blogspot nie zniszczy jakości zdjęć. Nie są one po żadnej odróbce, nie mają filtrów, wklejam takie jakie robiłam. Trochę zajęło mi tworzenie tej relacji, postarajcie się mnie docenić i zostawić coś po sobie. Zaznaczam również, że komuś może nie spodobać lub nie smakować to o czym ja pisałam tak pozytywnie. Nie musicie być obsługiwani przez osoby, które na mnie wywarły takie dobre wrażenie. Ale liczę, że każdy pracownik tego miejsca jest tak miły jak nasi ''znajomi''. Pozdrawiam, Eleonora. :)

PS Każdemu Potterhead, z serca polecam ''Dziurawy kocioł'', ja i moi przyjaciele wszyscy jesteśmy fanami, możecie sobie wyobrazić moją radość, gdy świętowałam sukces w gronie bliskich w takim niesamowitym miejscu. Będąc w Krakowie zajrzyjcie, warto.












niedziela, 19 czerwca 2016

Poczta

Kochani!
Organizuję Q&A. W zakładce pod nazwą Pytania zapiszcie co Was nurtuje. Na zadawanie pytań macie czas do przyszłej soboty, do godziny dwunastej. Odpowiem na nie jak najszybciej.


Pozdrawiam, Eleonora.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

12. "Kara i kłótnie" – Ignis aurum probat

  Znowu ja! W mojej głowie powstał pewien skomplikowany uczuciowo pomysł na ten rozdział i liczę, że uda mi się go w pełni zrealizować :). Pod koniec rozdziału dam Wam znać czy czuję, że mi się udało :D. Teraz kiedy będę mieć pewnie, przynajmniej przez jakiś czas, trochę więcej wolnych chwil, ogarnęłam ''Spis treści'', teraz jeszcze LBA oraz zaległe komentarze :). Mam zamiar też posprzątać literówki i złą interpunkcję w poprzednich notkach, ale jak wiadomo... Nie wszystko na raz :). Do końca czerwca na pewno ogarniemy we wszystkich wpisach jedną czcionkę, komentarze i LBA, na resztę trochę poczekacie :D. Inwestuję również w inną jakość notek, teraz kiedy mam betę na pewno będzie mniej błędów (na szczęście ortograficzne mi się nie zdarzały), a od siebie dodaję, że teraz będę pisać dłuższe treściowo miniaturki i ogłoszenia :). Mam nadzieję, że małe zmiany i udogodnienia wpłyną na większą liczbę wyświetleń bloga oraz, przede wszystkim, na więcej komentarzy :). Zapraszam na rozdział, życzę miłej lektury :)! NO I UWAGA, UWAGA : VIPERA MA W PLANACH WRÓCIĆ NA BLOGA. Dostaliście już miniaturkę prosto od niej :). Przyjmijcie drugą Córkę Merlina ciepło :). + wybaczcie mi tak długą nieobecność, to był dość skomplikowany dla mnie czas. Najważniejsze, że wróciłam z weną i energią! Pozdrawiam Was cieplutko oraz mocno przepraszam. DZIŚ URODZINY BLOGA, ZAJRZYJCIE NIŻEJ, POD KONIEC ROZDZIAŁU!
NOWOŚĆ : ''SPIS TREŚCI'' JUŻ CZEKA NA WAS W GOTOWOŚCI A DO TEGO JEST REGULARNIE UZUPEŁNIANY!
  
Rozgoryczeni zaistniałą sytuacją musieli zostać po lekcji by przyjąć karę od Horacego. Hermiona przegryzła do krwi dolną wargę, a Dracon nieświadomie podarł na drobne strzępki niemal całą kartkę, na której miał napisać przepis. Kiedy profesor zakończył lekcję niechętnie musieli podejść do tablicy.
-No kochani moi, - zaczął próbując przestać chichotać. - nieładnie tak pisać do siebie liściki. - pogroził im palcem.
-Ja do niego nic nie pisałam, profesorze.- Granger próbowała się nieudolnie bronić.
-Ale pan Malfoy napisał i rzucił to w panny kierunku, panno Granger. - odrzekł profesor. - Wiem, że to co przeszliście było trudne, że martwicie się o Pansy i że czeka was jeszcze kilka przesłuchań, w tym w Ministerstwie.- obydwoje mieli ochotę uderzyć tego starego piernika za wypunktowanie im zmartwień związanych ze sprawą, w której byli świadkami. Doskonale wiedzieli co i jak, nikt nie musiał im o tym przypominać. - Wiem też, że takie sytuacje zbliżają do siebie...- poruszył sugestywnie brwiami przez co Gryfonce zrobiło się niedobrze a twarz Ślizgona wykrzywił grymas zniesmaczenia.
-Nie aż tak jak pan myśli. - przerwał mu szybko blondyn.
-A skąd wiesz, młody człowieku, w jakim sensie? - ponownie zachichotał zwiększając ich zażenowanie. - Nie chcę was surowo ukarać szlabanem ani odjęciem punktów, ostatnio dość już przeszliście, poza tym to nie jest taka ranga przewinienia i macie pewnie mnóstwo innych zajęć. Ale dam wam za karę małe zadanko. - westchnęli z cichą ulgą jednocześnie nadal czując odrobinę strachu. - Macie przygotować przepis na Eliksir Miłosny i uwarzyć go. Skoro tak bardzo lubicie spędzać ze sobą czas, że kontakt utrzymujecie nawet na lekcji to daję wam dwa tygodnie. Po upływie tego czasu chcę mieć na swoim biurku gotowy eliksir, który zaprezentujecie przy wszystkich obecnych.
-Ale ja nie lubię z nim spędzać czasu. - wypaliła Hermiona.
-Z wzajemnością. - odparł stojący obok chłopak.
-Nie możemy zrobić tego oddzielnie? - zaczęła prosić.
-Jeśli nie lubicie spędzać razem czasu to macie idealną okazję do polubienia. Razem i już. No, możecie iść. - wlokąc nogami po posadzce opuścili klasę. - Miłego dnia! - wykrzyknął jeszcze radośnie za ich plecami. Szatynka była jednak tak wściekła, że nawet nie miała ochoty dowiadywać się co było tak ważne, żeby koniecznie musieć pisać o tym liścik. Odeszła pośpiesznie do miejsca gdzie miała mieć kolejną lekcję.
  Uczeń domu Salazara miał ochotę spuścić sobie łomot za tak nieodpowiedzialny wyskok. Martwił się tylko o Blaisa a skazał się na całe godziny z wredną kujonicą. Pokręcił głową zdegustowany. Super, o ile się dało, to w tamtym momencie nienawidził siebie jeszcze bardziej niż przez ostatnie dwa lata.
  Lekcje mijały o wiele za wolno, czuli na sobie jeszcze więcej spojrzeń niż zazwyczaj, co graniczyło z cudem, ponieważ już do tej pory codziennie wpatrywali się w nich niemal wszyscy uczniowie na ich drodze. Draco dalej nie wiedział gdzie jest i co robi jego przyjaciel, a Hermiona nie miała najmniejsze ochoty rozmawiać z Ginny. Wizja wspólnej kary też wcale nie wydawała się kusząca. Kiedy w końcu zaczęła się przerwa na obiad obydwoje chcieli się ulotnić i nie jeść tego dnia. Żadnemu się nie udało. Ostatnią lekcję przed obiadem mieli oddzielnie, więc każde z nich szło z innego końca korytarza. On zamyślony, a ona z włosami lecącymi na oczy. Bum! Rozsypane książki i pergaminy, dwoje nastolatków z obolałymi od upadków tyłkami i świat, który wcale nie chciał się dla nich zatrzymać.
-Uważaj jak łazisz, idioto. Mam już dziś dość kłopotów przez ciebie. - syknęła masując sobie kolano.
-Z tego co widzę to nic ci się nie stało, no już, zbieraj graty. - zirytowany tym jak wolno Granger zbiera swoje rzeczy podał jej te podręczniki, których jeszcze nie podniosła z kamiennej podłogi.
-Wow, znowu zjawiasz się, gdy potrzebuję pomocy. Masz na mnie nastawiony radar? Czego chciałeś pisząc ten cholerny liścik? - niemal wyrwała mu swoją własność z ręki.
-Na pewno nie chciałem kary, tego możesz być pewna. - przewrócił oczami. - Skoro jesteś taką cudowną przyjaciółką to dlaczego jeszcze nie zauważyłaś, że Fenixa się nie pojawiła? - zapytał. Sam nieustannie walczył z wyrzutami sumienia. Osobiście cierpiał za każdą wojenną krzywdę czy ofiarę. Teraz chciał odpokutować i nie dopuścić by skrzywdzono kogokolwiek. Nie przewidział zdarzenia sprzed tygodnia, które tylko pogłębiło wyrzuty i sprawiło, że dobijający głos w głowie stał się głośniejszy.
-Blaise się nią wczoraj opiekował. Jasne, że się martwię, ale to Fen. Prędzej ona zrobi mu krzywdę niż odwrotnie. - poprawiła nieznośny kosmyk falowanych włosów.
-A ja chciałem się tylko dowiedzieć czy nie zwiali na Majorkę. - objaśnił spokojnie.
-To się dowiedziałeś. O szczegóły możesz dopytać mnie podczas wspólnego robienia przepisu. - prychnęła.
-A nie możemy tego zrobić oddzielnie i spotkać się jak wszystko będzie gotowe? - miał serdecznie dosyć ciągłego wpadania na Granger.
-Nie, bo to spieprzysz. - wygładziła białą koszulę.
-Jakie słownictwo, no no, pani prefekt... - pokręcił głową i pokazał jej dokładnie taki uśmiech jak wczoraj. Trochę prześmiewczy, trochę cyniczny a mimo wszystko z nutką sympatii.
-Taka jest prawda. Nie mam zamiaru niczego po tobie poprawiać. A teraz, kiedy już wiesz, że nasi przyjaciele są bezpieczni to może zniknij mi z oczu i dopiero potem ustalimy termin naszego spotkania, co, gołąbku pocztowy?  - kpiła z niego otwarcie, ale przestał czuć w jej głosie wrogość sprzed kilku lat.
-Odpokutuję, ale daruj sobie te paskudne żarty, proszę. - zrobił minę zbitego pieska. Gdyby łączyły ich inne relacje uznałaby to za zabawne. W tym momencie jednak Malfoy po prostu się nabijał. Zgoda spowodowała jedynie więcej szacunku, nie usunęła złośliwości.
-Jak chcesz odpokutować? - zignorowała jego głupie zachowanie.
-Zabieram cię na obiad. - wypalił.
-Słucham? - nie mogła uwierzyć. To na pewno głupi żart. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że zakochany w sobie arystokrata gdzieś ją zaprasza?
-Pójdziesz ze mną grzecznie do Wielkiej Sali, tak oto zapraszam cię na obiad. - delikatnie złapał ją za przedramię i pociągnął w odpowiednim kierunku. Po chwili, gdy minęło oszołomienie, uwolniła rękę z uścisku, jednak nadal podążała za nim.
-Jesteś żałosny. - uśmiechnęła się pod nosem kręcąc głową.
-Powtarzasz to tyle lat, że mogłabyś w końcu wymyślić coś nowego. - kiedy dotarli przed drzwi WS udał lokaja i przepuścił ją przodem cmokając przy tym znacząco.
-Nie mogłeś być głupszy, wiesz? Limit i tak został przekroczony. - niechętnie, ale przekroczyła próg a potem nie zwracając uwagi na to czy Malfoy idzie do swojego stolika, skierowała się prosto w kierunku Nevilla i Luny. Jednak ledwo opadła na ławę już obok niej pojawiła się Ginewra.
-Miałyśmy pogadać. - przypomniała lekko się uśmiechając.
-Gin, poczekaj, jeszcze nic dziś nie zjadłam. - nawet na nią nie spojrzała tylko nalała sobie na talerz pół wazowej łyżki zupy dyniowej. Zupa dyniowa. Znajomy zapach wcale nie kojarzący się dobrze. No tak! Przecież po przesłuchaniach dostali właśnie taką zupę! Odpędziła od siebie myśli o przesłuchaniach i Malfoyu, z którym teraz będzie musiała spędzić aż za dużo czasu.
-Jaka kara cię czeka za durne zachowanie Malfoya? - zapytał w końcu jej towarzysz. - Ten idiota sam powinien zostać ukarany.
-Spokojnie, Neville, już mu wygarnęłam. - gorąca zupa parzyła przełyk przywołując przy tym niemiłe wspomnienia minionego tygodnia. Hermiona skrzywiła się odsuwając od siebie talerz szybkim ruchem dłoni.
-A dostałaś jakąś karę? - zajął się obieraniem z mięsa udka kurczaka.
-Niestety. - mruknęła niemrawo.
-To niesprawiedliwe! - uderzył pięścią w stół.
-Ktoś powie mi o co chodzi? - wtrąciła się Luna, która czasami, tak jak tego dnia, siadała ze swoim chłopakiem i Gryfonkami.
-Już spieszę z wyjaśnieniami... - Hermiona zrobiła przerwę na zmęczone westchnienie po czym opowiedziała całą historię.
-Hermi, to nie jest fair wobec ciebie. Karę powinien mieć tylko on. - zauważyła białowłosa.
-Nie musicie mi tego mówić, wiem o tym doskonale sama.- do tej pory milcząca Ginny szturchnęła lekko Hermionę i zapytała :
-Możemy już iść skoro zjadłaś?
-Komu w drogę, temu czas.- dziewczyna Weasleya podniosła się z miejsca po kilku sekundach bicia się z myślami. Ta rozmowa i tak musiała się odbyć, mieszkały razem, nie uciekłaby od koleżanki w żadnym wypadku, nawet po zmianie sypialni i tak spotykałyby się na lekcjach. Lepiej załatwić to teraz.
-Znam jedno ustronne miejsce, na pewno lubisz takie, bo cały czas towarzyszą ci flesze. - zachichotała.
-Haha. - wywróciła oczami. W niezręcznej ciszy szły prosto do jednej z pustych teraz klas. Starsza z tej dwójki była zdeterminowana, chciała przebrnąć przez tą rozmowę i zaszyć się gdzieś na resztę przerwy.
-Wyluzuj, nie chciałam być niemiła.- panna Weasley spuściła wzrok.
-Ostatnio też nie chciałaś, co? Ale nie wyszło.- dotarły do pustej podczas przerwy klasy. Hermiona weszła pierwsza.
-Przepraszam, naprawdę.- ruda unikała spojrzenia szatynki.
-To nic nie znaczy. Ostatnio też przepraszałaś, prawda? Ginny, słuchaj, wiem, że na każdego wojna działa inaczej. Straciłaś brata, przyjaciół. Ale wyobraź sobie, że moi przyjaciele też nie żyją, do dzisiaj nie odnalazłam rodziców, nie jesteś w tym sama, do cholery! - podniosła głos ku zdziwieniu i swoim i przyjaciółki. - Znalazłam z Draco półżywą Pansy i ostatnim o czym chcę pamiętać są właśnie wojna i ten widok. Rzadko zdarza mi się zagadać dłużej z Nevillem i Luną, pozostali traktują mnie jak jajko i praktycznie nikt ze mną nie rozmawia. Też mam swoje osobiste kłopoty, z których niekoniecznie jestem zobowiązana ci się zwierzać jeśli nie chcę! Ale myślałam, że się znamy i przyjaźnimy, że mnie rozumiesz, że wiesz jak to jest, gdy z dnia na dzień wbrew własnej woli stałaś się jakąś specyficznego rodzaju pseudo gwiazdą! Unikałam pytań, wszystkiego tego co rozdrapywało rany, ale kto wbił mi kolejny nóż w plecy? Właśnie ty, Ginewro! Jak możesz mieć pretensje, że nic nie wiesz i wypytywać mnie o szczegóły?! Czego oczekiwałaś, że opowiem Ci ze szczegółami najdrobniejsze elementy?! A tego właśnie chciałabyś na miejscu Pansy?! Jak możesz zarzucać mi niewierność skoro to twój brat wysłał mi odkąd tu jestem tylko jeden list gdzie wypisywał komplementy o tym jaki to on jest bohaterski i jak to mnie obroni? Kocham go, nie waż się więcej mówić mi, że go zdradzam, dotarło?! Nie mam prawa mieć dość?! Dlaczego wszyscy wiedzą lepiej ode mnie jaka jestem, jaka być powinnam, wyidealizowany wizerunek bohaterki! Dlaczego każdy czegoś oczekuje?! Mam, do jasnej cholery, 17 lat, w mugolskim świecie nie jestem nawet pełnoletnia! Mam dość! Ciągle muszę się dostosowywać to tego jak mnie widzicie a to już dawno przestałam być ja! Spieprzaj! Wszyscy spieprzajcie! - szybko porwała z blatu torbę i wybiegła z pomieszczenia trzaskając drzwiami. Osłupiała Ginny przez dłuższą chwilę nie ruszała się z miejsca.
  Dracon, kiedy zobaczył, że ta kujonica w końcu usiadła, udał się do swojego stołu. Zanim zdążył się zorientować co dziś chciałby wcisnąć w siebie w celu przeżycia obok pojawiła się jego ''dziewczyna''.
-Kotek, słyszałam, że dostałeś szlaban. - usta miała w kolorze zaschniętej krwi.
-Nie szlaban tylko karę. Słuchaj uważnie zanim zaczniesz mleć ozorem. - nie mógł nic na to poradzić. Szanował kobiety, ale paradoksalnie ta, z którą się spotykał okazała się najmniej przez niego szanowaną. Dokładnie w tym momencie dotarło do niego, że nawet Granger dostawała od niego ostatnio więcej troski. Jeżeli nadal będzie traktował swoją ''poczwarę'' ( jak zwykł ją nazywać Zabini) jak powietrze to w końcu nawet ona go zostawi.
-Ojeju. - przeplotła przez palce wylakierowane włosy.
-Siadaj. - przesunął się lekko a ona niczym połamana kocica usiłująca być seksowna zaległa obok.
-Za co ta kara? - wyjęła lusterko z torebki pokrytej cekinami.
-Za nic ważnego. Na pewno pomiędzy moimi licznymi obowiązkami znajdzie się chwilka dla ciebie. - wymruczał, choć już sam ton z trudem przechodził mu przez gardło.
-A dziś wieczorem taka się znajdzie? - był gotów powiedzieć, że nawet za parę minut, ale uświadomił sobie, że jeszcze nie wie kiedy czeka go pisanie przepisu z gryfonicą - kujonicą. Czyli jak najszybsze przebycie męki jakiej była randka z '''poczwarką'' odpadało. Pozostawała opcja przeniesienie tego na inne dni tygodnia.
-Umówimy się potem, dziś odpada. - przy niej nawet jedzenie wydało się być męczące. Szybko wstał od stołu tłumacząc się, że zostawił podręcznik w jednej z klas. Resztę przerwy spędził spokojnie w pustym korytarzu. Było tam chłodno i wilgotno, jak w lochach, w których uratował Granger.
   Trzy kolejne godziny minęły jak mrugnięcie oka. Złość Hermiony opadła ustępując miejsca dla niesamowitego żalu. Dopiero dzisiaj do niej dotarło jak bardzo tęskni za czasem, gdy mogła być sobą, a w ''Modnej czarodziejce'' nikt nie umieszczał jej zdjęć z Ronem. Chciała cofnąć czas tak, żeby nigdy nie wyć z rozpaczy po tym jak zdjęcia z pogrzebu Freda ukazały się w "Proroku codziennym'' okraszone komentarzem co do stylizacji i zachowań całej rodziny.Łudziła się, że po wszystkim dalej będzie w miarę przeciętną dziewczyną, że tragedie zbliżają, że wojna pokazuje wyłącznie najlepsze ludzkie cechy, a na cudzej rozpaczy nie powinno się zarabiać. Niestety, było zupełnie inaczej. Dzwonek oznajmiający wolne popołudnie wyrwał ją z niemiłych rozmyślań. Jej wcześniejsza rozmówczyni nie pojawiła się już na zajęciach po tym jak wysłuchała najgłębiej skrywanych uczuć swojej współlokatorki, jednak starsza z tej dwójki nie czuła się zmartwiona, Gin przypominała z charakteru Fenixę, raczej to ona zaczęłaby atak niż zostałaby zaatakowana. Poza tym, sama zaczęła a w Hermionie dziś geny potulnego kotka zostały schowane najgłębiej jak się dało. Miała zamiar, póki zadziorność nie ustępowała, ustalić spotkanie z Malfoyem. Rzadko czuła u siebie taką determinację jak dziś, więc postanowiła to wykorzystać i z prędkością światła ruszyła na poszukiwanie sprawcy dzisiejszego zamieszania. Omijała zwinnie całe tabuny nastolatków. W końcu dotarła na miejsce koło schodów prowadzących do lochów. Poczekała zaledwie kilka minut a już pojawił się Malfoy.
-Możesz skończyć mnie prześladować? Jesteś parszywie nieznośna! - jęknął, choć oczy dziwnie mu błyszczały ognikami, które ostatnio pojawiły się w jego źrenicach w pierwszej klasie.
-Dzisiaj o 19 widzę cię pod drzwiami biblioteki. Jeżeli się nie stawisz lub spóźnisz idę do profesora i zarobisz szlaban, żeby było jasne! - wycelowała w niego swoim chudym palcem.
-Spokojnie, bo się przestraszę. - roześmiał się po czym niemal przyjacielsko poklepał ją po ramieniu i rzucił jeszcze tylko - To do zobaczenia! - zniknął w lochach. Potraktował ją tak protekcjonalnie jakby była dzieckiem. Nagle, zupełnie wbrew logice, która powinna nakazywać zwiększenie gniewu za takie traktowanie, silne emocje całkiem opadły. Pozostała doskonale znana pustka i ... nieśmiały uśmiech. Przecież blond bubek nie potraktował jej tak dlatego, że ją lubi. Widocznie jej zachowanie musiało być na tyle zabawne, że ją wyśmiał swoim podejściem. Może i miał rację? Jej złość na niego już nic nie zmieni, bo i tak są skazani na swoje towarzystwo. Kręcąc głową nad swoim niedawnym wybuchem wróciła do siebie.
  Tym czasem Draco skierował się nie do swojego pokoju, a do dormitorium panny Romanow. Zapukał mocno do drzwi.
-Stary, wyłaź, jesteś tam a ja to wiem! - jeszcze raz uderzył.
-Już lecę otworzyć, luz! - dobiegł do damski głos. Otworzyła czerwonowłosa, szczupła dziewczyna w czarnych jeansach i obcisłej, fioletowej koszulce bez nadruków.
-Gdzie jest twój kochanek? I jak po wspólnej nocy, sprawdził się? - silił się na bycie zabawnym, ale jak zauważył, o zgrozo, przy Granger ostatnio wychodziło mu to trochę lepiej.
-Jesteś żałosny, naprawdę. Włazisz? Jego tu nie ma. Wyspaliśmy się, zjedliśmy jego słodycze i sobie poszedł. Pojawimy się na kolacji, uprzedzając twoje kolejne pytanie, trzeźwi. Nie korzystałam z jego doświadczenia. Spaliśmy razem, fakt, ale w jednym wyrku, nawet mnie nie dotykał w sposób, w który macasz Astusię. - uśmiechnęła się przebiegle.
-Ohyda! - skrzywił się z obrzydzeniem. - Jeśli nic wam się nie stało to idę do siebie.
-Do zobaczenia Dracusiu! - zapiszczała udając głos ''Astusi''. Ślizgon wrócił do swojego dormitorium, w którym zastał nie kogo innego jak Zabiniego z butelką trunku w dłoni.+
-Wczoraj ona piła teraz ty?- jego zdegustowany przyjaciel uniósł brew.
-Nie pytaj.
-Nie miałem zamiaru. Zarobiłem karę. Muszę szybko odrobić lekcje i spadać na tortury.
-To miłej nauki. Idę się przejść. Pokujonię wieczorem, połóż mi na łóżko notatki jak już skończysz. Dzięki. - nie czekając na odpowiedź odstawił butelkę na nocką szafkę i po prostu wyszedł.
  Godzinę przed kolacją panna Granger ubrana w zwykłe jeansy marmurki i białą bluzkę w czarne paski (rękaw 3/4) siedziała na swoim łóżku czytając książkę. Prace domowe odrobione, treści przyswojone, a wszystkie książki z biblioteki Hogwartu już dawno przeczytane. Obecnie przerzuciła się na literaturę mugolską. Jako ogromna fanka Szekspira miała już za sobą wszystkie książki o nim oraz niemal wszystkie jego sztuki, właśnie kończyła ostatnią. Wtedy drzwi uchyliły się a w nich stanęła Ginny.
-Martwiłam się już o ciebie. - powiedziała spokojnie Hermiona patrząc znad książki.
-Jaaaasne. Uważaj, bo ci jeszcze uwierzę. - prychnęła.
-A dlaczego miałabyś nie? I gdzie byłaś? - powolnym ruchem dłoni odłożyła książkę na bok.
-Bo muszę przyznać ci rację. Nie byłam dobrą przyjaciółką. Ale ty też nie jesteś bez winny, przyszła Weasley! - uśmiechnęła się słabo, jakby na siłę, ale nie było w niej gniewu. Próbowała być zabawna.
-A gdzie zawiniłam, przyszła Potter, co? - Hermiona związała włosy w kucyk, który tak bawił Malfoya.
-Straciłam brata, nie tylko ty czułaś się samotna. A jednak... Kurs aurorów zabrał mi chłopaka i brata, a sława jeszcze przyjaciółkę. Byliście pod ciągłym ostrzałem dziennikarzy, nie myślałam, że tego nie chcesz, miałam wrażenie, że się tak dystansujesz do wszystkich, bo zostałaś diwą, gwiazdą. Byłam zbyt skupiona na swoim żalu, żeby dostrzec cudzy. Ale w tobie również nie było wsparcia. Po ukazaniu się w prasie zdjęć z pogrzebu płakałam, a ty zamknęłaś się w pokoju, rzuciłaś odpowiednie zaklęcia i nie pytałaś jak czują się inni. Obydwie zawiodłyśmy w tym momencie. Uciekłaś w naukę, ja w spotkania. Ale czułam, że uciekasz ode mnie. Wyszłaś z przedziału i choć miałaś ku temu powód to ja byłam zła. A potem ta cała akcja, gdzieś w tym moim żalu była myśl ''Pewnie celowo ZNOWU była na miejscu zdarzenia. CHCE LŚNIĆ!''. To płytkie, wiem. Po prostu Ron ma ten swój kurs, Harry też, chciałam akceptacji, poczucia bezpieczeństwa, które wbrew pozorom nie pojawiło się wraz z końcem wojny. Liczyłam, że jeśli nadal jestem dla ciebie ważna to mi to wszystko opowiesz, co się stało, jak było. Nie powiedziałaś. A do tego ta akcja z Malfoyami. Ja... bałam się, że stracę nie tylko przyjaciółkę, ale szansę na szczęście dla mojego brata. Nie jest święty i ostatnio kompletnie cię zlewa, to fakt, ale on cię kocha. Gdzieś tam na dnie próżnego serca jest miłość. Nie chciałam, żebyś ją odtrąciła dla kogoś takiego jak ten cały Ashton. I był też ostatni powód, chyba najpłytszy, najbliższy temu co czują nieznający cię ludzie, najbardziej przez ciebie znienawidzony. - zawiesiła głos po długiej przemowie.
-Kontynuuj. - powiedziała Hermiona aksamitnym głosem.
-Ja... to znaczy ty... Oh, to bez sensu. Daj mi moment. - usiadła na łóżko, poprawiła rude włosy po czym kontynuowała. - Bo... jesteś jakby symbolem. Ludzie szukają symboli, czegoś co im się kojarzy ze szczęściem, bezpieczeństwem. W obecnych czasach potrzebują też symboli niedawnej wygranej. Ty, Harry i Ron nimi jesteście. Jesteście symbolami. Każdy kto was nie zna tworzy sobie z was idoli, szuka w was jakiejś opoki. Póki wy jesteście, póki nie macie z kim walczyć i zachowujecie spokój znaczy, że jest dobrze. Dla obcych nie jesteście już ludźmi, jesteście bohaterami a to odbiera prawo do normalności i człowieczeństwa na poziomie innych, przykro mi, że tak jest. Jeśli ktoś was zna to tak tego nie widzi. Dostrzega ludzi, problemy, rozterki, emocje. Chyba, że jest czymś zaślepiony. Wtedy nie dostrzega nic. A ja byłam zaślepiona lękiem przed stratą, ogólnie lękiem, boję się spać, dręczą mnie koszmary, do tego czułam swój żal a innym podświadomie odbierałam prawo do cierpienia. Wracając... kiedy się ode mnie odsunęliście a ja do tego oślepłam emocjonalnie to zrobiłam sobie z was symbole. Harry i Ron byli daleko, kurczowo trzymałam się ciebie. A kiedy ty zaczęłaś stawać się inna czułam, że niedługo runie wszystko. Dopiero wczoraj postanowiłam pogadać, bo te nagromadzone emocje i wybuch były żałosne a przeprosiny raczej mętne. Ale po twoim dzisiejszym wybuchu zrozumiałam kim jesteś. Moją dawną przyjaciółką a nie pieprzonym pomnikiem zwycięstwa. Przepraszam. Nie oczekuję, że nadal będziemy się przyjaźnić.
-Ginny... - Hermiona wstała. - Będziemy, ale daj mi to przemyśleć. Idę na kolację. Pogadamy kiedy wrócę, dobrze? - widząc niepewne kiwnięcie głową pobiegła na kolację czując rosnącą gulę w gardle.
Wpis miał być wcześniej, ale z różnych osobistych przyczyn nie wyszło. No nic. Ważne, że jest dziś, teraz. W URODZINY BLOGA! Mam nadzieję, że rozdział sprostał Waszym wymaganiom i nadaje się na jego święto :D. Dziękujemy Wam za cały rok z nami, naszą twórczością, dziękujemy Wam za cierpliwość, sporą liczbę wejść, wszystkie ciepłe słowa i komentarze. Pierwsza osoba, która złoży pod tym postem zamówienie je dostanie! :D. A niedługo drugi prezent dla Was, czytelników : Zakończenie ''Chorej miłości''! Postaram się do końca tego tygodnia, ale jest teraz dość ciężki czas, więc może się okazać, że będzie w przyszłym. No nic, bo i tak pojawi się wcześniej niż planowałam :D. Jeszcze raz Wam dziękujemy i życzymy sobie wszystkiego co najlepsze, haha :D. + szykuje się jeszcze jedna urodzinowa niespodzianka, hihi, postaram się ją zrobić jak najszybciej, może nawet w dzień po urodzinach pojawi się na blogu, wypatrujcie :D.
Z rozdziału jestem raczej zadowolona, ponieważ pojawił się rys psychologiczny postaci, widać co się dzieje, to wszystko nadało im głębi, choć miało być ciut dłużej (nadrobię przy kolejnym) i nie jest zbetowany, bo potrzeba go dodać zaraz, już. No cóż, wybaczcie a ja lecę zgasić świeczki na blogowym torcie :D.

sobota, 14 maja 2016

Miniaturka 6. Historia Fenixy. "W sercu płomieni". Miniaturka jednoczęściowa.

Jak to pisała tajemnicza "A" w Pretty Little Liars - I'm still here and I know everythinhg xD 
Przepraszam, że zawaliłam i tak długo mnie nie było, ale sprawy prywatne pochłonęły mnie do ostatka. Mam nadzieję, że wybaczcie. Na przeprosiny łapcie miniaturkę o Fenixie. Prawdę mówiąc nie jestem z niej zadowolona, ale nie mogłam nic innego wymyślić xD Tak więc: ENJOY
Skruszona (pierwszy raz w życiu) Vipera 
PS Kolaż mojej roboty i przedstawia Fen ^^



Na pytanie "z czym ci się kojarzy Fenixa Romanow", każdy uczeń Durmstargu odpowiadał jednakowo: "Siła, ogień i arogancja". Dziewczyna nie ukrywała swojego zdania, a Voldemorta otwarcie nazywała Czarnym Kretynem czy Beznosym palantem. Często zastanawiałam się czy to głupota, czy odwaga. Do dzisiejszego dnia nie uzyskałam na to pytanie odpowiedzi. Teraz, zastanawiając się nad tym, skłaniam się do tej drugiej opcji. 
Nazywam się Arina Natasza Romanow i jestem starszą siostrą Fenixy, alchemiczki familii Romanow. Chciałabym wam opowiedzieć jej historię, bo... jest ona tego warta. Dziewczyna, którą wszyscy w rodzinie uznawali za czarną owcę, przez jej arogancję i zamiłowanie do łamania zasad, uratowała nam życie. Skazując się na sto razy gorszy los. Na sługę Voldemorta nie czekało nic przyjemnego. Jednakże, zacznijmy od początku. Czyli od 15 września.

      Tamtego dnia wszyscy zebraliśmy się w posiadłości babci Saszy, w celu odczytaniu testamentu zmarłej. Leon, Sergiej, Ivan i ja pojawiliśmy się tam u boku rodziców, w przeciwieństwie do najmłodszej latorośli naszych rodziców. Fenixa spóźniła się aż o piętnaście minut, a na dodatek przyszła w mundurku. Cuchnęło od niej dymem papierosowym. Skrzywiłam się, gdy z rozmachem rozsiadła się na fotelu obok mnie, a na jej usta wpłynął arogancki uśmieszek. Uwielbiała z siebie robić przedstawienie.

 — Przepraszam za spóźnienie, ale Karkarow miał wąty - powiedziała. Sergiej parsknął pod nosem, ale natychmiast zamilkł, zgromiony wzrokiem przez Ivana.
—Jak to Karkarow – rzucił najmłodszy z czworaczków. –Nigdy go nie lubiłem. Jest starsznie staroświecki.
— I na dodatek Butoliz.– rudowłosa przyjrzała się swoim paznokciom, po czym wyszczerzyła się do mnie w głupawym uśmieszkiem.– Cześć, siostrzyczko.
Przewróciłam oczami tak mocno, że rozbolała mnie głowa. Nie wychowana smarkula- pomyślałam, ale skinęłam jej głową.
— Witaj, Fenixo — odparłam. Dziewczyna posłała Ivanowi uśmieszek, na który on parsknął śmiechem. On również był "buntownikiem", ale nie tak... Zagorzałym jak Fenixa. Ta dwójka miała swój specyficzny język i czasami zdawała się czytać sobie nawzajem w myślach. Bywały momenty, że zazdrościłam im tego kontaktu, jak wtedy gdy jakiś chłopak założył się o rudowłosą i Ivan dotkliwie go pobił (jakby Fenixa niewystarczająco się zemściła). Każda dziewczyna chciała mieć takiego obrońcę.
— Wszyscy obecni? — spytał adwokat. Był to starszawy mężczyzna z kozią bródką i paciorkowatymi oczami.
— Owszem. Możemy zaczynać – potwierdził ojciec.
– Prawdę mówiąc za wiele nie ma do mówienia, na temat testamentu Saszy Romanow. Wszystko co posiadała zapisała obecnej tu Fenixie Katarinie Romanow, swojej ukochanej wnuczce, która- i tu cytuję - jako jedyna posiada wolę i dumę naszej szlachetnej familii. Koniec cytatu. Na jej pełnomocnika wyznaczono Ivana Nikołaja Romanowa. 
Wybuchł ogromny gwar. Wszyscy byli oburzeni ostatnią wolą babki Saszy. Jak ona mogła zapisać cały (swoją drogą ogromny) majątek tej nieodpowiedzialnej i bezwartościowej smarkuli!? Byłam wstrząśnięta.
— Może babcia była nie poczytalna, podczas tworzenia swej ostatniej woli? — zasugerował Sergiej.
— Co insynuujesz, Sergiej? — ciszę jaką zapadła, przeciął lodowaty głos Fenixy. Była śmiertelnie poważna, co zdarzało się jej niezwykle rzadko. Wiedziałam, że ten spokój nie wróży niczego dobrego.
— Fenny, Sergiej na pewno nie twierdził nic złego, prawda? — wtrącił Ivan. Zawsze starał się być rozjemcą.
— Ivan, kto normalny zapisałby CAŁY majątek nieodpowiedzialnej smarkuli? — warknął pierworodny rodziców. Pokręciłam głową. Co innego myśleć to samo i mówić to na łonie najbliższej rodziny, niż mówić to w towarzystwie.
—Lepiej zapisać go nieodpowiedzialnej smarkuli niż zadufanemu w sobie dupkowi — odparowała Fenixa, zrywając się na równe nogi. Jej oczy podjęły (nieudaną) próbę morderstwa, ale Siergiej e dalszym ciągu siedział na kanapie obok mnie. Otworzył usta by coś odpowiedzieć, lecz cała przeszklona ściana niespodziewanie obróciła się w pył. Kątem oka zobaczyłam, jak Ivan osłania Fenixę całym ciałem, ale swój wzrok skupiłam na osobach, stojących pośród odłamków szkła.

          Było ich około dziesięciu, z czego dwoje z nich miało długie włosy. Wszyscy mieli na sobie czarne prochowce, ciężkie buty z wysokimi cholewkami, a także srebrne maski na twarzach. W dłoniach ściskali różdżki. Rozpoznałam ich od razu i wpadłam w panikę.
Śmierciożercy.
Mężczyzna, który prawdopodobnie był ich przywódcą, wysunął się trochę na przód i zlustrował nas wzrokiem, który zawiesił na schowanej za plecami Ivana Fenixie.
— Przepraszamy za tą szybę – odezwał się. –Przeszliśmy tylko po pannę Romanow. Fenixę, jak mniemam. Alchemiczkę.
— Prędzej szczeznę — syknęła jak szykująca się do ataku żmija i stanęła na przeciw niechcianym gościom. Stojący u jej boku Ivan, wyciągnął z kieszeni spodni różdżkę.- Będziecie mi płacić za nową szybę, idioci.
Do dziś podziwiam fakt, że nie spanikowała. Stała przed nimi dumna i wygadana. Fenixa Katarina Romanow w całej swej buntowniczej okazałości.
— Wybacz, panno Romanow. Przejdźmy do konkretów. Mój pan, kazał mi cie sprowadzić do siebie.– Fenixa uniosła podbródek wojowniczo.
— Prędzej zginę, niż zdradzę swoją rodzinę i przyjaciół. Tracicie czas – oświadczyła. Śmierciożerca westchnął.
– No cóż. Proszę mi wybaczyć, moje zachowanie.
Rudowłosa zmarszczyła brwi.
– Koleś, co ty brałeś? Albo zmienisz dilera lub zmniejszysz dawkę, albo się ze mną po…
Zaklęcie świsnęło tuż obok jej ucha. Zarówno Ivan jak i Fenixa nie musieli czekać na zaproszenie. Dobyli różdżek i jednocześnie rzucili zaklęcie obezwładniające. Reszta stała jak skamieniała. Nie wiedzieliśmy co robić. Mieliśmy nadzieję, że Śmierciożercy dadzą nam spokój, nie upomną się o nas. Rodzice nie byli sługusami Voldemorta, podczas jego pierwszej próby przejęcia kontroli nad całym światem magicznym, więc szansa na to, że teraz będzie chciał wcielić do swojej "armii" którekolwiek z naszej familii była naprawdę nikła. Nie przewidzieliśmy jednak jednego. A mianowicie, że członkiem rodu Romanow jest Fenixa.
— Stop! Rusz różdżką, a poderżnę mu gardło.— Wszyscy zamarli. Śmierciożerca trzymał srebrny sztylet przy gardle Ivana i wpatrywał się w bladą jak ściana Fenixę. Spojrzałam na resztę rodziny. Mama zaciskała palce na swoim magicznym patyku. Tata, z przerażeniem wymalowanym na twarzy, zaciskał dłoń na jej ramieniu. Natomiast moi bracia, wyglądali jakby chcieli rzucić się do walki, ale jakieś zaklęcie im na to nie pozwala.
— Fen…
—Czego chcecie? — Tata wysunął się na przód i stanął przed Fenixą. Dał nam wszystkim do zrozumienia, że to on przejmuje kontrolę nad sytuacją.
— Już powiedziałem, Romanow. Czarny Pan chce mieć pannę Romanow. Nie przejmuj się. Będziemy ją dobrze traktować. – uśmiechnął się w sposób, który w innych okolicznościach określiłabym jako "sympatyczny".
— Na pewno nie — wtrąciła się mama, a w tym czasie odezwała się rudowłosa dziewczyna.
— Puścicie Ivana i przysięgnijce, że nic nie zrobicie mojej rodzinie, a pójdę.

Po tych słowach zapadło milczenie. Mama była przerażona, a tata zaledwie zdziwiony. Natomiast ja nie wiem co czułam. Z jednej strony podziwiałam za to Fenixę. Nie wiele osób zdobyłoby się na takie coś, ale z drugiej to była pewna śmierć. Prędzej czy później, karma by powróciła do mojej siostry i ukarała ją za bycie Śmierciożerczynią. Rudowłosa wielokrotnie namawiała nas do wstąpienia do Zakonu Fenixa. Mówiła z niezachwianą pewnością, że Dumbledore wygra.
A teraz proszę - sama miała grać po drugiej stronie barykady.
— Fenixa, w żadnym wypadku! Wasilij! — Natasza Romanow była zrozpaczona.
— Mamo to moja decyzja — oświadczyła Fenixa, podchodząc do przywódcy grupy Śmierciożerców. Stanęła obok niego i przytuliła się do Ivana, który jako jedyny chyba zrozumiał jej decyzję. Mimo to, całe jego ciało było napięte, a wzrok unikał oczu młodszej siostry.- Kiedyś wrócę. Nie sprzedawać mi fortepianu i moich ciuchów. A jak Arina zajmie mi pokój, to chyba zabije.
To były jej ostatnie słowa. Śmierciożerca chwycił ją za łokieć i aportował się z cichym trzaskiem.

Fenixę zobaczyłam dopiero rok później. Byłam sama w domu z Leonem i siedzieliśmy w salonie. Obydwoje czytaliśmy książki, gdy drzwi frontowe otworzyły się z hukiem, a do środka dostało się lodowate, zimowe powietrze. Uniosłam głowę słysząc stukot obcasów. Odłożyłam książkę na szklany blat stolika, gdy w progu zobaczyłam młodszą siostrę. Czarny płaszcz kończył się jej przed kostką i falował przed każdym jej ruchu. Twarz dziewczyny była ściągnięta, mimo że usta wyginały się w szerokim uśmiechu. Najgorsze jednak były oczy. Kiedyś mogłam porównać Fenixę do pieśni, która stale odkrywa przed słuchaczem nowe wariacje, bądź ukryte wcześniej subtelności. Każdy musiał przyznać, że była jak symfonia pełna nieskończonych wariacji na znane tematy i melodii, które zmieniają się w rytm jej kaprysów i nastrojów. Tyle, że teraz ta symfonia zniknęła. Oczy w kolorze błękitnego płomienia, były zbyt dojrzałe i nie przenikanione.
Najwyraźniej wiedziała.
— Hej — przywitała się. Głos jej drżał. Wstałam z kanapy i podeszłym do niej. Nie bardzo wiedziałam, jak mam się zachowywać. Położyłam dłoń na jej ramieniu i przeraziłam się. Z bliska wyglądała jeszcze gorzej.
— Usiądź.– Zaprowadziłam ją do kanapy i dosłownie zmusiłam do siedzenia.– Leon, zrób herbatę i przynieś coś do jedzenia.

Objęłam siostrę ramieniem, w niespodziewanym przepływie uczucia. Delikatnie chwyciłam ją za lewą rękę i odsunęłam rękaw czarnego płaszcza. Jej przegub "zdobił" znak Śmierciożerców. 
— Przepraszam.— Spojrzałam na nią z autentycznym przerażeniem.
— Nie bądź głupia. To nie twoja wina — zaprzeczyłam ze ściśniętym gardłem.

— Moja. To przeze mnie Ivan nie żyje.— zamknęłam oczy, by ukryć łzy. Doskonale wiedziałam, że wcale tak nie jest. Fenixa  nigdy nie kazała Ivanowi iść do Voldemorta i żądać jej powrotu. To nie przez nią Ivan nie żył, ale mimo to nie zaprzeczyłam. Nie wiedziałam co powiedzieć, dlatego też pozwoliłam jej płakać. W krótce dołączyłam do tego padołu. Nasze serca - pełne płomieni nienawiści do Śmierciożerców - krwawiły. Roniłyśmy łzy w milczeniu i niepisanemu porozumieniu, że ta chwila słabości jest pierwszą i ostatnią. Właśnie to nas łączyło. Byłyśmy zbyt dumne, by płakać. Dusiłyśmy w sobie uczucia takie jak smutek czy żal. Byłyśmy jak tykające bomby, które podczas swojego wybuchu mogły zniszczyć wszystko i wszystkich na swojej drodze.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

11. "Skutki picia" – Ignis aurum probat

  Nie mam kiedy opisać takiego zakończenia ''Chorej miłości'' jakie sobie założyłam. Dlatego jeśli mi pozwolicie to dodam coś czego nie było tu . Wieki. ROZDZIAŁ OPOWIADANIA. Miało być w weekend, ale niestety nie miałam kiedy, nie mam też internetu w domu :/. Jeśli ktoś nie pamięta o czym był ostatni rozdział to od razu mówię : był on ostatnim dziełem Vipery na tym blogu, zajrzyjcie sobie na rozdział 10 :). Zacznę od fragmentu, w którym skończyła się akcja. Pod postem reklama :). Przypominam zasadę : 1 KOMENTARZ U MNIE = 2 U CIEBIE. Miłej lektury!
  PS Dopisuję to praktycznie kiedy cały rozdział mam już skończony, reklama będzie tak jak obiecałam przy zakończeniu miniaturki. Teraz dopiero mam czas iść gdzieś gdzie mam internet, miało być tydzień temu, przepraszam, sprawa niezależna. Rozdział, mam nadzieję, w momencie dodania będzie zbetowany. Dam o sobie znać w przyszły czwartek lub piątek, do tego czasu będę skupiona na nauce. Jak wrócę to ogarnę jeszcze tego dnia LBA, a potem w odstępie kilku kolejnych dni zakładkę Spis Treści. Już nie męczę, czytajcie sobie spokojnie! I oczywiście dziękuję becie, Arcanum :).
  Draco nie miał ochoty chodzić wszędzie za siostrą swojej dziewczyny. Dziewczyny? – prychnął, krzywiąc się przy tym. Ona nie jest jego dziewczyną i na pewno doskonale zajmie się swoją rodziną. Niech Blaise i Fen robią sobie co tam chcą, on nie ma z tym nic wspólnego. Jutro poniedziałek i ku jemu wielkiemu zdumieniu, cieszył się z tego, bo będzie mógł się pouczyć. Nauka była dla niego bardzo ważna. Niechętnie wstał ze swojego miejsca, zostawiając na stole niedojedzoną zupę dyniową i skierował się w stronę plotkujących małolat. Wczoraj, to znaczy w sobotę, ta lafirynda usiadła obok niego. Dzisiaj zadecydowała, że zje kolację w towarzystwie swoich pustych koleżaneczek. Podszedł do nich, oczekując szalonego chichotu. Ich znakami szczególnymi były: tapir na głowie, mocny makijaż i neonowe tipsy. Skrzywił się. Odrzucało go na sam ich widok, ale musiał się przemóc, bo przecież przyszedł porozmawiać.

– Ej, twoja siostra zalała się w trupa i śpi przy tamtym stole. – Wskazał palcem w określonym kierunku. Nie silił się na czułość i uprzejmości. Nie obchodziła go ta chora sytuacja. Chciał wrócić do swojego dormitorium i płakać albo gryźć do krwi kostki dłoni. Byleby nie stać tu jak idiota i patrzeć na tą szopkę.

– Witaj, kotku. – wymruczała drapieżnie, zupełnie nie przejmując się siostrą. – Poradzi sobie sama. Skoro usiadła obok tych pieprzonych Gryfonów, chyba wiedziała co robi, prawda? Nie muszę jej na siłę pomagać. – Pokręciła głową z dezaprobatą, po czym wróciła do rozmowy z dziewczynami. Młody Malfoy poczuł mdłości. Jak ta dziewucha może wystawiać na ośmieszenie własną siostrę? Niby dlaczego? Bo po pijanemu usiadła z koleżanką? Czego teraz oczekuje? Że on jej pomoże? Niby dlaczego? Bo ją pocałował? Wiadomo, że jest łatwa. Każdy to wie. Ale to miał być powód do obściskiwania się z nią? Nie mógł uwierzyć, że jego moralne zasady i bycie dżentelmenem poszły się pieprzyć na rzecz pseudo związku z tą łatwą i głupią gąską. Poczuł się jeszcze gorzej. Ile by dał za normalne życie... Na ołowianych nogach skierował się ku Granger. Była najbardziej trzeźwa z całego towarzystwa. Próbowała podnieść swoją towarzyszkę z ławy, ale jej starania na nic się zdały. Siląc się na delikatność by nie wypalić czegoś głupiego, zapytał: – Pomóc ci? - sam nie wiedział dlaczego ostatnio odnosi wrażenie bycia odpowiedzialnym za wszystkich i wszystkich, ale to zmuszało go do wielu dziwnych decyzji. Jak ta.
Stał w pewnej odległości. Czuł, że jest obserwowany, chociaż większość uczniów wróciło do swoich rozmów. Tylko ci siedzący najbliżej obserwowali heroiczną walkę Hermiony z bezwładnym ciałem Ślizgonki. Nikt nie był zdziwiony faktem, że dziewczyna domu Salazara jest pijana, ani tym, że pomaga jej Gryfonka. Granger pomagała każdemu, zawsze i wszędzie. Przypięli jej taką łatkę i musiała się do tego dostosować aby uniknąć oceniania. Oczywiście było wiadomo, że za ciągłe pomaganie nie będzie wywyższana pod niebiosa, ale lubiła pomagać i zawsze to robiła. Zawsze słyszała słowo „Dziękuję”, a po wojnie stała się obiektem zainteresowania i każdy śledził jej zachowanie, a nieustanna ''działalność charytatywna'', jak w duchu nazywał to Malfoy, działała na jej korzyść, chociaż nie pomagało uchronić się od ciągłych spojrzeń, artykułów i plotek.

– No proszę, kogo moje oczy widzą? Dziedzic fortuny chce mi pomóc? – Szarpnęła Greengrass mocniej za ramię, ale nic to nie dało.

– Będziesz ja tarmosić jak wielkiego misia czy skorzystasz z mojej pomocy? – Podszedł bliżej, bo przestał bać się złych spojrzeń i ostrych słów. Chciał po prostu pomóc.

– Weź ją, Malfoy. Proszę, droga wolna. Ja się poddaję. – Gniew w jej głosie osłabł. Puściła leżącą dziewczynę.

– Ależ dziękuję! – Westchnął teatralnie. – Nie łap jej, okay? – zapytał. Kiwnęła głową w odpowiedzi. Większość uczniów obecnych przy stole nadal nie była zdziwiona. Kiedyś Malfoy pomagający Gryfonom byłby sensacją. Dracon zazwyczaj pomagał komuś ze swojego domu. W ostatnim czasie znacznie schudł, niewiele jadł, bo nie czuł głodu. Dziewczyna wydała mu się trochę cięższa niż się spodziewał, ale mimo wszystko podniósł ją bez problemu.

– Chodź ze mną. – wyszeptał do szatynki, patrząc jej prosto w oczy. Dreptała kilka kroków za nim, dopóki nie wyszli z Wielkiej Sali.

– Odstawisz ją do was? – dopytywała.

– Nie, porzucę w Zakazanym Lesie. Czy ty zawsze musisz myśleć o mnie źle? Do twojej wiadomości — mam serce. - Poprawił dziewczynę, wiszącą na jego ramieniu. Hermiona przewróciła oczami i podeszła bliżej żeby mu pomóc.
– Co ty tak szybko wytrzeźwiałaś? – zagadał.

– Nie wypiłam dużo. Poza tym jestem odpowiedzialna i chciałam spokojnie zjeść kolację. Kiedy ona usnęła całkiem mi przeszło. Zabini mógł zabrać ją ze sobą, a nie tylko Fen.

– Wziął jedną, a mnie zostawił dwie. Wspaniały przyjaciel, nieprawdaż?- Jedna myśl nie mogła mu dać spokoju : Dlaczego nawet sztywna Granger świetnie się bawiła, a on spędził całą niedzielę nad książkami i to z własnej woli? Dlaczego oddycha z trudem, a ona piła? Świat oszalał.
– Jesteś żałosnym szowinistą – odpowiedziała jakby nie zrozumiejąc żartu.

– Dobra, nie musimy gadać, męcząca mnie cholero. – Chociaż go denerwowała na jego twarzy wciąż gościł irytujący, sarkastyczny uśmieszek.

– Co jest takie zabawne? – zapytała.

– Potem ci powiem – zbył ja. Droga do lochów nie była długa, ale kiedy dwoje niedawnych wrogów dzieli tylko ciało pijanej siedemnastolatki, sytuacja była nie do zniesienia. Gdy znaleźli się przed wejściem do pokoju wspólnego, Malfoy powiedział: – Poczekaj na mnie parę minut.
Spełniła jego polecenie, nie widząc innego wyjścia. Musiała być pewna, że osoba za którą była odpowiedzialna, jest bezpieczna. Czuła się jak idiotka, stercząc tam samotnie i oczekując na Draco. Pojawił się po dziesięciu minutach.

– Co tak szybko? – Podejrzliwie uniosła brwi.

– Przekazałem ją jej koleżance z dormitorium. Siedziała w pokoju wspólnym. Nie patrz na mnie jak na gwałciciela. Nie wykorzystałbym pijanej dziewczyny. - Jego żołądek zawirował. Zawsze uważał siebie za faceta z zasadami, a sytuacja z Astorią wszystko zepsuła.
– Dobrze, już nic nie mówię. Wiem, że jest bezpieczna, więc mogę wracać. – Marzyła o swoim łóżku i morzu łez.

–  Nie tak szybko, wracamy razem. Ile wypiłaś? – zapytał.

– Nie zgrywaj dżentelmena. Trafię sama. Wypiłam pół drinka.

– Masz mocny łeb jak na dziewczynę. – zakpił.

– Niewyparzona gęba pseudo podrywacza. Odprowadzasz mnie czy nie? Nie chcę tu sterczeć. - Chciała żeby ten weekend się już skończył, ale wiedziała, że to nic nie da. Nie odnalazła rodziców, bliscy nie żyli, Harry się nie odzywał, Ron był zimny i nieobecny, na Ginny była obrażona. Sprawa z Pansy nadal nie dawała jej spokoju. Młody Malfoy ciągle zachowywał się przyzwoicie, co powodowało, że nie miała powodu żeby go nienawidzić. Starszy Malfoy ciągle coś od niej chciał. Koniec weekendu nie zwiastował końca problemów i zmartwień. Był początkiem tak samo beznadziejnego tygodnia.
– Odprowadzam. – prychnął. Ruszyli. Dłuższą chwilę szli ramię w ramię w milczeniu. Wreszcie dziewczyna się odezwała.
– Po co to robisz? Po co udajesz bohatera? Nie mogłam wrócić sama? - Jego bezinteresowna pomoc połączona z mieszanką ironii i sarkazmu wydawała się jej dziwniejsza niż prawdopodobny podryw Asha.
– Granger, w sumie to pogodziliśmy się, a ja nie jestem świnią. Czujesz się dobrze, jesteś trzeźwa, bardzo mnie to cieszy. Ale za parę minut może ci się zakręcić w głowie, upadniesz gdzieś i stanie ci się krzywda. Jakbym się czuł? To w jakimś stopniu byłaby moja wina. Nie myśl, że chodzi o ciebie. Ja po prostu mam głośne sumienie. – Zakończył wywód wzruszeniem ramionami.

– Więc oto chodzi... – zauważyła. – ... masz wyrzuty sumienia! - Miał wrażenie, że ta irytująca dziewucha, idąca obok niego odkryła wszystkie rozgrzebane rany i żale. Widzi wszelkie koszmary i problemy, z którymi się zmaga. Poczuł, ze zaschło mu w ustach. Bał się, że odkryła prawdę. Ale na szczęście się mylił. Nie o to jej chodziło.
– Ty też uważasz, że sytuacja z Pansy mogłaby zakończyć się inaczej? Lepiej? – zapytała.

– Jeszcze się nie zakończyła. – Sprytnie uniknął odpowiedzi. Czyli rozsądna Granger też miała dziwne wrażenie, że chociaż nie mogli nic zrobić to wydawało im się, że mogli?

– A ma szansę na szczęśliwe zakończenie? Cokolwiek ma taką szansę? - Kiedy uchwycił jej smutne spojrzenie, poczuł się nieswojo. Sam codziennie rozpadał się na miliony kawałków, nie umiejąc sobie pomóc. W jaki sposób mógł pomóc jej?
– Nie mam nastroju na filozofię. – powiedział ostro, chociaż sam zadawał sobie takie pytania każdego dnia.

– Widzę, że wrócił prawdziwy Malfoy. - rzuciła lekko rozczarowana. Ale czego niby po nim oczekiwała? 

– Prawdziwy Malfoy właśnie martwi się o twoją bohaterską dupę i odprowadza cię, więc doceń to. – wysyczał poirytowany. Zamilkli. Draco nie mógł uwierzyć, że powiedział słowo „martwi”, a Hermiona nie wierzyła, że to usłyszała. Kiedy stanęli przed portretem Grubej Damy nie mieli pojęcia co powiedzieć lub zrobić.
– Cóż, zdaje mi się, że dziękuję. – Podała mu nieśmiało dłoń.

– Zdaje mi się, że nie ma za co. Ty rano będziesz trzeźwa, a twoje kumpelki będzie męczył ostry kac. – starał się żartować, chociaż miał świadomość, że to niepotrzebne.

– Czyli jeślibym wymiotowała, przytrzymasz mi włosy? – zapytała żartobliwym tonem. W jego obecności czuła się bardzo swobodnie, jak przy bliskim koledze. Oboje to wyczuli, ale nie chcieli tego. Nadal czuli się dziwnie, a co się stanie, jeśli zaczną się kolegować? Kolegować? Nie ma nawet takiej opcji! To, że się pogodzili było nienormalne. Reszta mogłaby zniszczyć te gnijące resztki normalności, którymi się otaczali.
– Jasne, jeśli będzie trzeba zrobię ci płukanie żołądka. Zawsze o tym marzyłem. – odparł, czując że chce stąd jak najszybciej zniknąć. Co za szalony tydzień!

– Masz bardzo szalone marzenia ale nie martw się, bo pewnie dadzą radę cię wyleczyć. – Uśmiechnęła się zadziornie i uciekła do Pokoju Wspólnego, zostawiając go z kompletną pustką w głowie.

     Fen obudziła się z koszmarnym bólem głowy w ramionach Zabiniego. Miała szczęście, że pamiętała wszystko z poprzedniego wieczoru wliczając swoje upokarzające zaśnięcie przy wszystkich. Myśląc o tym, walnęła się mocno w czoło. Dobrze, że Hermiona wyszła z twarzą z tej sytuacji, bo ona i Dafne skompromitowały się całkowicie. Chciała iść zobaczyć jak miewają się koleżanki, ale zauważyła Blaisa. Pomysł, żeby u niej został był idiotyczny. Nie miała pojęcia co powiedzieć, dlatego szturchnęła go lekko.
– Co? – jęknął, otwierając powieki.

– Dzięki za wczoraj. Ale dzisiaj poniedziałek i zbieramy się na lekcje. – Nie mogła uwierzyć w swoje słowa ale była świadoma tego, że wzbudza sensację. Jej narzeczony spojrzał na zegarek.

– Jest po dziewiątej i jesteśmy spóźnieni. Musimy się umyć, przebrać i naszykować. To bez sensu. Może zrobimy sobie wolne? – zapytał ze słodką minką.

– Ten jeden jedyny raz – odparła, opadając na poduszki, po czy dodała, brzmiąc jak Hermiona: – Ale to co robimy jest niewłaściwe.

– A co takiego robimy? – Zaśmiał się serdecznie.

– Leżymy w łóżku, jakbyśmy byli parą. Ale przecież między nami nic nie ma – powiedziała dobitnie.

– Dobrze o tym wiem. – Obrócił się tyłem, ziewając głośno. – Nie chcę się z tobą pieprzyć, dobra? Chcę spać.

– A skąd pewność, że coś od ciebie chcę? – prychnęła.

– Bo masz brudne myśli. Jakbyś ich nie miała, to nie robiłabyś problemów, że tu śpię. Sama o to prosiłaś, maleńka. – Sprawiał wrażenie jakby nie miał zamiaru stąd iść.

– Musimy coś zjeść. Może pójdziemy chociaż na obiad? – zapytała z nadzieją.

– Mam u siebie zapas łakoci, potem po nie pójdę. Możemy iść na kolację, ale tym razem postaraj się być trzeźwa. – zażartował.

– Ale z ciebie żartowniś. – odparowała, udając, że jej to nie bawi. Oczywiście czuła się upokorzona, ale to nie było tak bardzo istotne jak jej nocne koszmary, strata brata i przymusowy ślub z obcym chłopakiem. W obliczu tych problemów pokazanie się całej szkole nie było wielkim wyczynem. Założy maskę obojętności i będzie emanować pewnością siebie. Nawet z bliska nie zauważą jej całkowitego załamania.

– Przestań gadać, tylko śpij. Musisz odespać te nieprzespane noce. Pamiętaj, że tu jestem. – dodał o wiele poważniej. Nie widział, że uśmiechnęła się z wdzięcznością i po chwili usnęła. Poczuł się odpowiedzialny. Nigdy nie chciał się tak czuć. Zawsze wyobrażał sobie siebie jako wiecznego Piotrusia Pana. Jego Wendy potrzebowała go na tyle, że zasypiała przy nim, nie obawiając się koszmarów. Pokręcił głową. Chciał mieć wiele Dzwoneczków i walczyć z piratami. Tymczasem jego kompan zachowywał się jakby był na granicy samobójstwo, honor powstrzymywał przed szukaniem chętnych ''wróżek'', po śmierci ''Haka'' jakiś zwyrodnialec zgwałcił Pansy a pośrodku tego wszystkiego był on. Bycie Piotrusiem przynosiło mnóstwo korzyści, ale miało jedną ogromną wadę: w obliczu dorosłych spraw stał właśnie jak bohater bajki, młodziutki chłopiec, bez doświadczenia w dorosłych relacjach, z traumą, przed którą chciał uciec, bez ochoty stawienia czoła lękom i bez siły na dorastanie, ale za to w zielonych, obcisłych spodenkach. Magiczny proszek, którego używał ten dzieciak pomagał latać. Zabini traktował poczucie humoru jak swój magiczny proszek na całe zło. Kiedy jednak trzeba dorosnąć nie wystarczą tylko żarciki a strach sprawiał, że jego emocjonalna Nibylandia zaczynała wysychać i zamieniać się w trociny beztroski. Jako bohater bajki i przy okazji swoich marzeń, nie radził sobie z dorosłymi problemami. Wiedział, że chcąc dorosnąć nie można wiecznie żartować. Ale co miał robić jeśli dorosłość nie była obecnie niczym dobrym?
  Draco i Hermiona siedzieli na drugiej lekcji. Nie patrzyli na siebie. Kilka śmiałych osób pytało ją co zrobiła z pijaną Ślizgonką. Nie odpowiedziała, bo miała tego serdecznie dość. Rano nie czuła bólu głowy i mdłości ale była wykończona psychicznie. Doskonale wiedziała, że mogłaby przespać cały dzień. Wczoraj, kiedy wróciła do siebie, od razu usnęła, nie zdejmując ubrań. Obudziły ją promienie słońca. Unikała swojego odbicia w lustrze, tak jak uczniowie Hogwartu unikali jej spojrzenia. Patrząc w lustro, widziała smutne oczy pełne bólu i cierpienia. Wszystkie czynności wykonała machinalnie. Chodziła, jadła i uczyła się tak, jakby była do tego zaprogramowana. Choć nie, jedynie nauka była czystą przyjemnością. Dzięki niej mogła oderwać się od codziennych problemów. Na zajęciach obok niej siedziała Ginny. Czuła się skrępowana, bo od rzekomego pogodzenia się nie zamieniły nawet słowa. Nagle ruda podsunęła jej liścik: „Pogadajmy dziś po obiedzie. Proszę. Twoja Gin.”. Szatynka przewróciła oczami. Weasley w obliczu dramatu z Parkinson nie okazała się żadnym wsparciem.
  Draco siedział sam. Celowo wybrał miejsce w rogu sali. Oparty o ścianę nie miał wrażenia, że uczniowie rzucają w jego kierunku docinki. Nie czuł się bezpiecznie ale przynajmniej nie był prześladowany. Blaise nie wrócił na noc. Może razem z Fen zwiali gdzieś daleko? Nikt nie wiedział do czego ta dwójka była zdolna. Pewnie są na jakiejś imprezie i śmieją się w niebogłosy. A on siedzi na nudnej lekcji i martwi się o ich rozrywkowe tyłki. Chciałby wiedzieć co dzieje się z jego przyjacielem. Jedyną osobą z jaką mógł porozmawiać była dziewczyna bliska Litwince, czyli… Granger. Westchnął zirytowany i odruchowo napisał na małej karteczce: „Coś za coś. Zostań po lekcji, chcę porozmawiać”. Spojrzał na nauczyciela. Stał tyłem do klasy i pisał na tablicy długi przepis na eliksir. Blondyn szybko rzucił skrawkiem papieru prosto w głowę Hermiony. Dokładnie w tym momencie staruszek obrócił się i powiedział z chytrym uśmieszkiem: 
– Gołąbeczki, nie powinno się pisać listów miłosnych na zajęciach. Zostańcie po lekcji. Może porozmawiamy trochę o przepisie na eliksir miłosny? – Puścił oczko, ciągle się uśmiechając.
 Jeeeest! Napisane i zbetowane :)! Komentujcie, będę wdzięczna :). Pozdrawiam, Eleonora :).