niedziela, 31 lipca 2016

13. "Definicja bohaterstwa" – Ignis aurum probat

Hej, kochani. Za ten rozdział biorę się w następującym stanie : szaro za oknem, ja czuję się średnio i jestem senna, kubek gazowanego napoju obok mnie, a pomysł jest na razie samym szkicem, reszta pojawi się w trakcie pisania. Także szykuje się ciekawy rozdział, hihi :D. Liczyłabym na większą aktywność z Waszej strony, byłoby mi miło, Viperze również. No to zaczynam, a na zachętę : 1 KOMENTARZ U NAS=2 KOMENTARZE U CIEBIE. Jeśli chcecie zareklamować swój blog u nas, to dajcie znać w komentarzu :). Miłej lektury! PRZECZYTAJCIE TO CO POGRUBIONE AKAPIT NIŻEJ, KIERUJĘ TO DO WAS. DOCZYTAJCIE DO KOŃCA, DZIĘKI Z GÓRY.
     Rozdział jest później niż miał być, przepraszam, są wakacje i ja również mam mnóstwo zajęć, niekoniecznie związanych z blogiem. Poza tym nie ukrywam, że reakcje na rozdział 12 mnie zirytowały i dlatego zwlekałam z tym. Jest długi i UWAGA, ostrzegam : moi bohaterowie mają drugie dno :). To nie są kukły ani lalki. Lekko się czyta kiedy bohater ma tylko przygody, wyszedł na prostą, ale oni są świeżo po tragedii, minęło ledwie parę miesięcy, może dlatego są tacy a nie inni? Ich zachowania są wyjaśnione, staram się ich zrozumieć a Wam ich przybliżyć. Ginny ma 17 LAT, NIE jest dorosła. Okres dojrzewania, strata wielu przyjaciół i brata, to zagubiona NASTOLATKA. Może się nie podobać, ok, ja to szanuję. Ale piszę przede wszystkim dla SIEBIE, dla SWOJEJ radości, dla SWOJEGO rozwoju. Cieszy mnie liczba wyświetleń i komentarze, bohaterów jednak nie zmienię. W filmie zrobili z niej płaską postać, może z braku czasu, u mnie ma psychikę, tak jak w książce. U Rowling ma charakterek, to ma i tutaj. Nie zapominajmy, że to tak naprawdę jeszcze bardzo smutne dziecko, które straciło mnóstwo bliskich i może być wredna, złośliwa, dziecinna ze strachu przed kolejną stratą albo, żeby odreagować. Ja to widzę tak. Chcecie tanie romanse i postacie o psychice chomika? Nie tutaj. Kolejna rzecz : nie wierzę, że na tyle słów nie macie żadnego pozytywnego słowa tylko same uwagi. Jednak ok, przyjmuję. Ja na Waszych blogach piszę też miłe rzeczy jeśli już muszę na coś zwrócić uwagę, tak tylko dodam. Dziękuję Wam za samo przeczytanie rozdziału i wyświetlenia, wpakowałam w to mnóstwo swojego czasu i pracy, a widzę, że to czytacie, to dla mnie ważne. Nie ma bety i trudno, wolę to niż musieć przerabiać tekst kolejny raz po zbetowaniu i wstawiać za kogoś przecinki. Ja sama je gubię, ale się staram i podstawowe zasady interpunkcji szanuję, dlatego nie trzeba robić mi afery, bo zgubiłam jeden czy dwa znaczki. Przeczytałam, że za mało zaznaczam akapity, dostosuję się, będzie bardziej, racja. Choć nie zgadzam się z komentarzem, że nie stosuję się do uwag. Może dlatego, że zmieniają kontekst? Nie chcę nikogo obrażać, szanuję Was, staram się do Was dostosować jeśli macie rację, jak wyżej, z akapitami. Kiedy ja mam rację, to przepraszam, będę stać przy swoim. Dałam z siebie mnóstwo, rozłożyłam żal bohaterów na części, wyjaśniłam i co? I źle. Hermiona może i jest trochę awanturnicza, miała taka być. W tym rozdziale było napisane dlaczego tak jest, wystarczyło się wczytać. Nie jest zbetowane, bo nie czuję takiej potrzeby, kiedy poczuję to poszukam bety. Jak komuś to przeszkadza to w tym momencie powiem tyle : trudno. Jestem zadowolona z tego co piszę i jacy są Draco, Hermiona, cała reszta. Buduję ich relację powoli, jak w rzeczywistości, widać co, jak, kiedy, gdzie, dlaczego. Jest dla doroślejszych czytelników, którzy zrozumieją? Może. Jest trudniejsze w odbiorze? Chyba. Jestem zadowolona z tego co robię, nie poprawiam po kimś kto zmienił mi na coś czego nie chciałam, miało być jakie jest? Na pewno. Lubię Was, nie chcę zrobić Wam przykrości, tak jak niektórzy próbowali zrobić mi. Jeśli zobaczę, że ktoś znowu się czepia na siłę, to blokuję dodawanie przez niego komentarzy, bo psuje przyjazną atmosferę jaką staram się stworzyć przyjmując zamówienia, odpowiadając na komentarze, komentując innym, dodając niespodzianki. Nie piszę tego w emocjach, jestem spokojna, po prostu chciałam się z Wami podzielić moimi uwagami, tak jak Wy dzielicie się swoimi. To tyle. Przemyślcie moje słowa, dziękuję. Zapraszam na rozdział.

     Hermiona po rozmowie z Ginny zupełnie nie mogła pozbierać myśli. Wszystko kotłowało się w niej jak w pralce nastawionej na wirowanie. Nie potrafiła ułożyć układanki z rozsypanych puzzli. Kiedy dotarła na kolację, mechanicznie usiadła na swoim stałym miejscu po czym wgapiła się w stół. Gdyby nie dotyk na ramieniu siedziała by tak jeszcze długo. Jej reakcją jednak było odskoczenie z piskiem, co zwróciło uwagę paru osób.
- Spokojnie, to ja. - głos należał do Luny i był delikatny jak błękitny sweterek, który miała na sobie. - Tak się wpatrujesz w pucharek jakby było tu jakieś wyjątkowo interesujące stworzenie. Ale ja go nie dostrzegam. - wyjaśniła siadają obok z uśmiechem.
- Po prostu się zamyśliłam. - Gryfonka machnęła ręką.
- Rozumiem. Lubię się czasami zamyślać. Zjesz coś? - przesunęła dłonią nad stołem, jakby prezentując dania.
- Zjem, tak, tak. - puree z dyni i ziemniaków oraz stek wylądowały na jej talerzu. Luna mówiła o czymś i mówiła, a Hermiona posłusznie potakiwała. W końcu zjadła, nawet nie zauważyła kiedy wszystko zniknęło jej z talerza. Nie pamiętała od kiedy zjadała całe porcje. Podziękowała i odeszła od stołu. Miała ochotę się przejść, cokolwiek, ale znowu dała się pokierować rozsądkowi co doprowadziło do pójścia przed bibliotekę. Malfoy już czekał.
- Raczyłaś się pojawić, świetnie. To teraz chodź, napiszemy co swoje i jesteśmy wolni.             
- Nie bądź śmieszny! - prychnęła w odpowiedzi nie ujawniając co niby miałoby być w jego wypowiedzi zabawne. Weszli do biblioteki, a wtedy, zupełnie bez słowa, wyprzedziła go kierując się do jednego z zapomnianych stolików na końcu pomieszczenia. Z nerwów szła tak szybko, że ledwo za nią nadążał. Kiedy dotarła, usiadła spokojnie, starała się stwarzać pozory i nie okazać jak bardzo ma ochotę coś rozwalić, choć przecież to takie do niej niepodobne. Pojawił się przy stoliku chwilę po niej, miał na sobie czarne spodnie i granatową koszulkę na krótki rękaw. Rozwalona na krześle dziewczyna wskazała głową na owe spodnie.
- Nie masz takich w innym kolorze? - uśmiechnęła się łobuzersko.
- Nie próbuj się silić na bycie cool, dzisiaj to odpada. Może powiesz mi dlaczego niby to nie potrwa krótko?
- Bo nie pamiętam tej receptury, poza tym jest strzeżona, może dlatego, cwaniaku? A uwarzenie tego zajmie nam mnóstwo czasu, przepis to jeszcze nic.
- Na pewno nie ułatwiasz nam roboty. - usiadł niezgrabnie, niczym niecierpliwy uczniak.
- A to dlaczego? - uniosła lewą brew. Dostał dreszczy na plecach. Co go niby obchodzi, którą brew ona unosi?
- Bo nie masz pióra, atramentu, nawet cholernego pergaminu! Może dlatego? Z tego co mi się wydaje to ty z naszej dwójki jesteś z tego lepsza i robisz lepsze notatki. Zaraz pewnie dodasz, że bazgrzę, a ja jakoś mam problem z przyjmowaniem twoich komplementów. Jak mamy pracować skoro nie masz na czym pisać? Masz, podzielę się. Ale potem nie chcę słuchać jaki to ja jestem niedobry, że gówno robię. Może dlatego? - zakończył wywód wkurzony. Też mu się nie uśmiechała ta kara. Owszem, jego wina, ale tu podchodzi do tematu pokojowo a ona pyskuje i nie ułatwia! Dopiero teraz ona oprzytomniała. Z amoku wyrwało ją nie jego pierniczenie o niczym, tylko fakt, że zapomniała o tak ważnych rzeczach! Z powodu rozmyślań zachowała się jak hipokrytka i najpierw narobiła mu awantury a teraz sama zapomina! Wyprostowała się na krześle. Zbladła.
- Wyluzuj i masz co moje, podzielimy się, nie? - zrobił się bardziej ugodowy. Kłótnie już niczego nie zmienią.
- Dzięki. - mruknęła oczami wędrując po półkach.
- Spędzasz tu całe godziny, co? - zakpił.
- Wyobraź sobie, że nie. - nie zaszczyciła go spojrzeniem. - Weź no.... - tu padło około 10 tytułów ksiąg.
- Czytałaś tu wszystkie książki poza zakazanymi, prawda? - nie czekając na odpowiedź wstał po opasłe tomiszcza. Kiedy 10 zakurzonych książek leżało na stoliku, szatynka odpowiedziała.
- Włącznie.
- Co? - otrzepywał kurz z włosów.
- Włącznie z zakazanymi. - zachichotała jakby był to najlepszy żarcik, po czym natychmiast zaczęła wertować ''Eliksiry uczuciowe. Nienawiść, miłość, przyjaźń, potencja.''.
- No nie wierzę! Granger potrafi być niegrzeczna, fiu, fiu. - zagwizdał.
- To brzmi dwuznacznie, ale ty chyba lubisz takie klimaty. - zaczerwienił się lekko, zupełnie niechcący. - Nie patrz tak na mnie, bierz ''Antidota na eliksiry Erosa'' i czytaj. - spojrzała znad swojej lektury.
- Nawet antidota? Zwariowałaś? Eh, kobiety. A ile tu kurzu. Nikt tu nie sprząta? No nie rób sobie jaj. Siedzisz tu tyle lat, że pewnie masz alergię. - marudził.
- Zamknij się i czytaj, dobrze? - zasugerowała śledząc tekst. Przyjrzał się tytułowi tego co czytała.
- Wow, wychodzi na to, że można tu sprawdzić jaki jest przepis na viagrę, ostro. - zaczął wertować to co mu nakazano, ale jego zirytowana towarzyszka z przebiegłym uśmieszkiem zaproponowała :
- Może się wymienimy, co?
- Dlaczego? - zdziwił się. Jej humor momentalnie się zmienił.
- Bo możesz tego kiedyś potrzebować! - fuknęła i wróciła do przerwanej czynności. Draco wstał od stołu i ruszył w kierunku najbliższego regału.
- Co ty wyprawiasz? - poczuła się kompletnie skonfundowana.
- Idę sprawdzić czy nie masz czegoś na te twoje koszmarne humorki! Najpierw byłaś wkurzona, potem jakaś nabuzowana i agresywna, jak tu przyszłaś to nieobecna i złośliwa, teraz za to dawna ty! Nie rozumiem!
- Masz rację. Powinnam się uspokoić. - skapitulowała. - Otworzysz okno? - bez słowa spełnił prośbę.
- Humorki wywietrzeją?
- Nie pomagasz. Nie umiem się skupić kiedy tak gadasz. Zajmijmy się każde swoją robotą, pójdzie szybciej, dobra?
- Dobra. - kiwnął głową. Następne pół godziny pracowali robiąc notatki. W końcu nie wytrzymał i powiedział w przestrzeń.
- Byłem u Fen i Blaisa. - naskrobał coś na swoim kawałku pergaminu.
- I co u nich? - rzuciła obojętnym tonem dopisując coś do swoich przemyśleń.
- Żyją, cali i zdrowi.
- Miałam rację. - uśmiech. Przyjazny. Może nie przywykł, a może za dużo było takich sytuacji w ciągu ostatnich dni, ale ona, uśmiech, ta nienaturalność, groteskowość sytuacji wytrąciły go ze skupienia.
- Ale wcześniej przyznałaś ją mi. - zauważył. - I nawet mnie przeprosiłaś w sobotę, pamiętam!
- Muszę być dla ciebie ważna, co? - powiedziała to żartem, jednak brak ironii w jej tonie najmocniej przeraził ją.
- Jasne, - podłapał- wstaję każdego ranka, idę do lustra i powtarzam sobie ''To ciebie przeprosiła Hermiona Granger, możesz wszystko!''. - wypiął dumnie pierś a udawany ton hrabiego sprawił, że naprawdę się roześmiała. Atmosfera się rozluźniła.
- Hermiona Jean Granger. - uściśliła radośnie.
- Dracon Lucjusz Malfoy. - wstał by się ukłonić a ona śmiała się dalej.
- Siadaj na tyłku i do roboty, już! - próbowała się opanować.
- Rozkaz! - zasalutował. Minęło kolejne dwadzieścia minut. To wszystko było odrealnione. Oni, dwójka wrogów przy jednym stoliku, śmieją się i świetnie dogadują, jak gdyby nigdy nic!
-Malfoy, tfu, Draconie Lucjuszu Malfoy - przewrócił oczami, ale jej nadal było wesoło. - Masz coś? Niedługo będzie 21, musimy zebrać się szybciej.
- Ok, ok. Ale jestem zmęczony. - dodał na na swoje usprawiedliwienie.
- Nie tylko ty. Naprawdę. Również nie miałam najlepszego dnia. Eh, moja mama zawsze po takim dniu piła kawę. - westchnęła.
- Masz ochotę na kawę? - zapytał całkiem serio.
- Każesz mi sobie po nią iść? To nie mam. Pracuj, spieszy mi się.
- Ciekawe dokąd. - rzucił teatralnym szeptem.
- Chcę to mieć za sobą, tak trudno to zrozumieć? Nie spieszy ci się na schadzkę z twoją lalą? - odłożyła książkę. I tak nic więcej się z niej nie dowie.
- Zazdrosna? Miałem ci iść po tą kawę, ale motywuje cię chęć dokopania mi. Pracujmy w ciszy. - przewrócił oczami.
- Poddajesz się? - kiedy jego oczy w kolorze bielonego szkła patrzyły na nią jakby chciały odgadnąć jej myśli, wcale nie mogła skupić się na ''Uroki, eliksiry i zaklęcia na panny lub chłopców do wzięcia!''.
- Nie za bardzo. Ale daję ci wygrać. - im bardziej to przypominało tylko przyjacielskie dyskusje tym bardziej miał ochotę uciec. - TYM RAZEM daję ci wygrać. Nie przyzwyczajaj się, to tylko raz na siedem lat znajomości. - wyjaśnił. Prychnęła. Nastała cisza. Za oknem robiło się coraz chłodniej, jesienny wiatr zaczął szeleścić kartkami. Blondyn bez słowa wstał i zamknął okno.
- Dzięki. - powiedziała machinalnie. Odłożył na półkę książkę, którą skończył i tą, którą skończyła ona. Nie zaprotestowała. Wrócił na miejsce. - W życiu dzisiaj nie skończymy. - sięgnął po następną dawkę wiedzy.
- Wiem. - odsunęła od siebie notatki.  - Ale ja się nie poddaję, już tak mam.
- Rozumiem. - odpowiedział. ''Eliksiry i wywary na miłość jak z bajki'' były wyjątkowo nudne. - O czym myślisz? - zapytał nieoczekiwanie nawet dla samego siebie. Była zbyt zaskoczona naturalnością, prostotą pytania by skłamać. Odpowiedziała szczerze.
- Teraz o Malfoy Manor. - ledwo skończyła zdanie a już chciała ugryźć się w język. Osłupiały kontynuował zadawanie pytań.
- Dlaczego? Nigdy nie wracaliśmy do tematu. - nie był zakłopotany, przeciwnie, chciał wiedzieć.
- Może dlatego? Bo nie umówiliśmy sobie tego. - wzruszyła ramionami.
- To zrób mi terapeutyczną sesję. - kara przestała się liczyć. Zniknęły pozory, zostali prawdziwi ludzie.
- To nie jest zabawne. - nie była obrażona. Spokojnie pokręciła głową.
- Ok, powaga sytuacji. Ja chyba po prostu nie przywykłem do omawiania z kimś takich spraw. O tym co się wtedy wydarzyło nigdy nikomu nie mówiłem. - objaśnił poprawiają włosy w nerwowym geście.
- Ale myślałeś o tym, prawda? - spojrzała prosto w jego oczy. Słowa ''podział'', ''nieufność'', ''dawny wróg'' przestały istnieć. Nie byli Malfoyem i Granger, Ślizgonem i Gryfonką. Byli ofiarami cudzego okrucieństwa, nienawiści. Ofiarami własnych nieumiejętności rozprawienia się z przeszłością.
- Tak, prawda. W końcu to wtedy ujawniłem swoje zamiary. Gdybym nie uciekł, to ze mnie ciotka miałaby zabawkę.
- Nie uciekłeś. Tchórze uciekają. Ty wyznałeś prawdę, ujawniłeś, po której stronie jesteś, a potem zniknąłeś.
- Tchórze uciekają. - powtórzył. Zastanowił się chwilę. - A kto znika?
- Czarodzieje. - puściła mu oczko. Wspomnienia były zbyt trudne do przełknięcia by przejąć się faktem, że te długie rzęsy są całkiem urocze.
- A jak nazwać zniknięcie z krwawiącą dziewczyną na rękach? - kontynuował.
- Ratunek.
- Ratują bohaterowie.
- Po tej wojnie każdy członek Feniksa i każdy kto walczył po naszej stronie ma w sobie coś z bohatera. - była pewna swoich słów, głos jej nie drżał.
- Czy moje bohaterstwo faktycznie nim było czy to tylko takie odkupienie dawnych win? - musiał wiedzieć. To pytanie tylko niesformułowane, już dawno chodziło mu po głowie. Tak dobrze było w końcu je wypowiedzieć. Słowa wypowiedziane czasem są lżejsze. Stają się ciężkie nie dla człowieka, który je z siebie wyrzucił, ale dla rozmówcy. Podział ciężaru na dwoje.
 - Sam sobie musisz odpowiedzieć, zgodnie z własnym sumieniem. - była szczera. Nie chciała i nie potrafiła go ocenić.
- Tacy jak ja mają sumienie? - po raz pierwszy odkąd zrobiło się poważnie zakpił.
- Każdy je ma. - pokręciła głową z dezaprobatą.
- Nazywałem cię szlamą, chyba go nie miałem. - bał się, że przesadził. Najchętniej walnąłby by się teraz w czoło.
- Miałeś. Tylko nie chciałeś go słuchać. Ale z tego co widzę doszło do głosu. Inaczej nie byłbyś jednym z nas. - oparła brodę na kostkach dłoni.
- Ojciec zawsze mówił ''Jesteś jednym z nas.''', jasna i ciemna strona mocy, to nieważne, slogan reklamowy jest ten sam. - znowu poprawił włosy. Zauważyła jak on często wykonuje ten gest, zupełnie nieświadomie.
- Chcesz żartować czy gadać serio? - ona z kolei nałogowo unosiła brwi lub jedną brew. Najczęściej lewą. Miał ochotę skopać sobie tyłek. Której by nie podniosła, to jego to nie powinno obchodzić.
- Gadać serio. Ale to co się stało... Eh... To byłoby nie do zniesienia bez żartów, gorycz bywa trująca.- położył głową na rękach na stole.
- Humor jako osłoda? Drugi Zabini? Jeden wystarczy. Bądź sobą. - uśmiech. I to taki, który coś mu przypominał. Gdyby tylko mógł przypomnieć sobie co to było...
- W moim  przypadku bycie sobą jest dobre? - westchnął zrezygnowany.
- Pozwól, że udzielając odpowiedzi wrócę jeszcze do tematu sumień i bohaterstwa. - nie odezwał się. Nie musiał jej pozwalać, bo i bez tego zrobiłaby, to co chciała. - Nikt ci nie kazał przechodzić na stronę dobra, kłamać, szpiegować, udawać, że wtedy, w Malfoy Manor - przy wymawianiu nazwy dworu zauważył, że zadrżała jej warga. Przez sekundę zastanowił się, dlaczego wlepia oczy w jej usta, ale to było lepsze niż wlepianie oczu prosto w jej źrenice i obserwowanie unoszących się bezwiednie brwi. - to nie Harry. Nikt nie kazał ci dać mi wtedy wody i leków, nikt nie kazał ci mnie ratować i się ujawniać. Powiesz, że kłamstwo i szpiegostwo jest złe, ale czasem nie są. Nie wierzę, że to mówię, ale wiesz, po tym wszystkim, nawet ja, idealistka, zrozumiałam, że CZASEM, raz nie zawsze, cel uświęca środki. Gdybyś kłamał i szpiegował w innych sytuacjach mogłoby się okazać, że jesteś podłą szują. Jednak robiłeś to i ocaliłeś dzięki temu mnóstwo ludzkich, no nawet nie tylko ludzkich, istnień. Tak samo jest z zabijaniem. Śmierciożercy zabijali, bo chcieli, dla kaprysu. My, bo musieliśmy. Nic nas nie usprawiedliwia kiedy zabijamy, ale jeśli to jest w obronie KONIECZNEJ to dla tego, kogo uratowaliśmy stajemy się bohaterami. Dziwne to pojęcie bohaterstwa. Jednak takie jest. Wychodzi na to, że jeśli się zmieniłeś, a z tego co widzę, to tak jest, to masz sumienie. - nigdy nie powiedziała do niego aż tylu słów na raz. Kiwnął smutno głową, podniósł się z blatu i zapytał :
- A co z tymi, którzy przeszli na dobrą stronę pod koniec, kiedy mieli wybór?
- Tchórze. Niemal zawsze tchórze. Podzielasz pogląd? - chciała znać jego zdanie. Docenił. Odpowiedział.
- Jeśli mieli sumienie i czuli żal to nie tchórze. Ale jeśli zrobili to tylko po to, żeby uniknąć kary to tchórze. Pod tym względem niektórzy Śmierciożercy byli nawet odważni. Nie chcieli uciec od odpowiedzialności, byli gotowi ponieść karę za swoje czyny. To bohaterstwo?
- Jeżeli żałowali i chcieli odpokutować to tak, jeżeli byli fanatyki to nie. Bohaterstwo i bohaterstwo. Chcesz może słownik? Tam będzie prostsza definicja. - zaczynała się czuć zrezygnowana. Im dłużej rozmawiali tym mniej potrafiła zdefiniować słowo klucz.
- Jesteś lepsza od słownika. - powiedział tym samym wprowadzając wyjątkowo niezręczną atmosferę. Wbiła oczy w leżące przed nimi książki. O ile wcześniej zapomnieli o tym jak niespotykana jest taka sytuacja i wymieniali poglądy będąc jak gdyby w innej galaktyce, gdzie nie ma podziałów, o tyle to jedno, wypowiedziane mimochodem, półżartem zdanie, spowodowało powrót do świata, w którym za nic nie powinni rozmawiać. - Jest już późno, Granger. - ton miał nienaturalny, oficjalny. Ton człowieka, który udaje, że nic się nie stało, choć właśnie popełnił gafę. Nie używał jej nazwiska, odkąd tu weszli. Teraz brzmiało to obco. - Może lepiej pozbierajmy to wszystko i chodźmy każde do siebie? Nic już dzisiaj nie zrobimy. - niezgrabnie i nazbyt pospiesznie zaczął zbierać swoje rzeczy z blatu.
- Masz rację. - teatralnie kiwnęła głową. Pomogła mu zbierać rzeczy. Powietrze stało się cięższe, nie do zniesienia.
- Bibliotekarka już sobie poszła? - dosunął krzesło.
- Nawet jeśli nie to czai się gdzieś w nieznanych ci zakamarkach. - próbowała przywrócić swobodę, ale ona minęła już bezpowrotnie. Szli w milczeniu aż do drzwi, kiedy to zasugerował grzecznościowo.
- Odprowadzę cię.- liczył na brak odpowiedzi, no może kiwnięcie głową, ale zareagowała inaczej.
- Bohaterem stajemy się dla kogoś kiedy zrobimy dla niego coś wymagającego odwagi. Bohaterem stajemy się kiedy jesteśmy gotowi ponieść karę za swoje czyny, kiedy robimy coś odważnego, kiedy jesteśmy dzielni, ratujemy komuś zdrowie, dobytek, życie. Kiedy jesteśmy odpowiedzialni. Kiedy ryzykujemy życie dla słusznej sprawy, kiedy potrafimy zrozumieć swoje błędy i walczymy ze swoimi słabościami. - powiedziała na jednym wdechu. Zamarł. To było lepsze od książkowej definicji. Taką definicję napisało życie.
- Dzięki. - uśmiechnął się, po czym zupełnie tego nie przemyślawszy, rzucił - Za późno na pracę, za wcześnie na sen. Chcesz wracać do siebie?
- Skoro definicję bohatera już mamy, omówiliśmy sobie, że masz sumienie, to wydaje mi się, że jest jeszcze dużo tematów, których nie poruszyliśmy, a ja wcale nie jestem senna. - odpowiedziała czując w brzuchu uczucie towarzyszące robieniu czegoś kompletnie nieodpowiedzialnego i ekscytującego, za razem. Chyba każdy, choć raz w życiu miał ochotę zrobić coś czego nie powinien, ba, mało tego, choć raz zrobił to! Może to być pocałunek z buntownikiem, mimo że podoba nam się spokojny chłopak. Mogą to być wagary z ważnego dnia w szkole. Zapalenie papierosa ukradzionego rodzicom. A w ich przypadku było to, wbrew konwenansom, niekoniecznie wbrew sobie, lecz na pewno wbrew nieufności, stereotypom, pamięci przykrych zdarzeń, kontynuowanie przymusowego spotkania w nieprzymusowym wymiarze. Ich światy zostały zdeptane, zniszczone, a resztki spalone. Musieli nauczyć się żyć w nowym świecie, ze zmienionym życiem, bez wielu bliskich im ludzi. Za wszelką cenę nie chcieli puszczać tego co przypominało im o dawnym życiu. Przyjaciół, partnerów, nawet dawnej, wzajemnej nienawiści. Dlatego, chociaż robiło się coraz później, praca stała w miejscu a jutro mieli lekcje, chcieli porozmawiać. Tacy ludzie jak Fen potrzebują nowości po traumie, wyrzucają wszystko co przypomina im o tragedii, zmieniają środowisko, miejsce pobytu, kupują nowe, nieskażone smutkiem, rzeczy. Bo nie dają sobie czasu na żałobę. Byleby tylko iść dalej, zapomnieć, zacząć od nowa. W ten sposób, uciekając, szukają wolności. Z kolei tacy jak Hermiona i Draco potrzebują wrócić do czasu sprzed tragedii. Ubierają ukochane fatałaszki sprzed złych wydarzeń, wracają do książek, których czytanie przerwała im kolejna ucieczka, kochają zapachy kosmetyków i perfum przypominających dawne, dobre dzieje. Nie mogą ruszyć dalej bez dokładnej analizy każdego zachowania swojego i cudzego, bez dokładnych wytycznych co było złe, co dobre, ile kogo i w czym winy. Wszystko co przypominało o wcześniejszym życiu, ten pierwszy typ człowieka, chciał zatopić, rzucić w kąt, zostawić. Im za to było to najdroższe, trzymali się tego kurczowo, uciekając przed wszystkim co nowe. Takim nowym była ta dziwna, tworząca się w ostatnich dniach zbyt szybko, słabiutka nić sympatii. Nie mogli dopuścić do utworzenia się relacji innej niż obojętna, cień przyjazności stawał się niebezpieczny, zagradzał drogę do powrotu do przeszłości. A mimo to, mimo wszystko, obydwoje chcieli zrobić coś szalonego. Mieli w sobie całe tony skotłowanych, trudnych do wypowiedzenia emocji a ta rozmowa ujawniła ich niewielką cząstkę. Wspólnie ustalili definicję bohaterstwa oraz zgodnie mogli stwierdzić, że Malfoy posiada sumienie. Jednak to nie wszystko. Czasem po takiej rozmowie, która oczyszcza nawet i minimalnie, potrzeba zrobienia czegoś dziwnego, innego niż robi się zwykle. Chyba zawsze w trudnych życiowych sytuacjach robi się takie drobne, kompletnie niesłuszne (przynajmniej w naszym późniejszym odbiorze) rzeczy. Dla oderwania się. W ich życiu sporo się działo, w tym rzeczy szalonych, przykładem jest sprawa Pansy, ale nie były to szaleństwa chciane czy chwilowo zadowalające skołatane nerwy. A kiedy właśnie na takie nadarzyła się okazja to trzeba było ją wykorzystać.
- Doskonale. - uśmieszek przebiegle radosny. Ogniki sprawiające, że oczy koloru bielonego szkła nabierają ostrości, tracą mętność.
- Dokąd idziemy? - schowała ręce do kieszeni. Obce do tej pory gesty, uśmieszki, niczym dwójka pierwszoroczniaków planująca nocne buszowanie po zamku, ot tak, w celach rozrywkowych. Kiedy w grę wchodzi zrobienie czegoś nagle, spontanicznie, ludzie dorośli zazwyczaj zachowują się jak dzieci.
- Wieża Astronomiczna? - uśmiechnął machając zachęcająco ręką. - No, chodź. Chyba się nie boisz, co? - miała wrażenie powrotu do dzieciństwa. Malfoy niczym podwórkowy łobuz podpuszczał ją, doskonale wiedząc, że się zgodzi.
- Nie boję. Ruszajmy. - najpierw szli spokojnie, ale po dłuższej chwili Hermiona przypomniała sobie jak dawniej ścigała się z Harrym i Ronem, po czym wpadła na, swoim zdaniem, genialny pomysł. Klepnęłam swojego towarzysza mocno w ramię i krzyknęła - Kto ostatni ten cienias! - zupełnie nie przejmując się tym, że ktoś mógłby ich usłyszeć.  Biegł za nią starając się nie pogubić pergaminów, piór oraz zbiorniczków na atrament. Na początku jej zwinne, wychudzone ciało biegło szybko, ale wystarczyła tylko chwila by zmęczenie psychiczne połączone z niedojadaniem, dały o sobie znać. Blondyn powoli ją wyprzedzał, coraz trudniej było złapać oddech. Chłopak zatrzymał się, a ona, zaskoczona sytuacją, również stanęła.
- Co jest? Lepiej było jeść obiadki? - pokazał jej język. - Może lepiej idźmy? Nie jesteśmy już dzieciakami.
- Muszę się zgodzić. A od moich posiłków się odwal. Sam nie wyglądasz na osiłka. - wrócili do powolnego tempa.
- Moja siła leży w moim uroku osobistym. - puścił oczko.
- Jakoś nie widzę, żeby ganiały za tobą panienki. - przewróciła oczami.
- Nie zrozumiesz. - westchnął.
- Ale spróbuję. No dalej, mów. - zachęciła. Czasami był świadkiem jak biło od niej empatią, na przykład podczas rozmów z Nevillem albo z Luną. Wtedy uważał ich za ofiary losu szukające pomocy u niesamowitej przyjaciółki Pottera. Teraz sam czuł się taką ofiarą.
- Nie wiem, czasem trudno ująć coś w słowa. - poprawił rzeczy w rękach.
- Nie będę cię przymuszać. Możesz mówić, nie musisz. - wzruszyła ramionami. Zbliżali się do Wieży. Kiedy w końcu pojawi się przed długimi schodami przepuścił ją przodem. Nie teatralnie, nie sztywno, nie niczym lokaj. Odsunął się na bok a dłonią delikatnie wskazał, że ma wejść pierwsza. Było ciemno, od otwartych drzwi Wieży już na schodach wiało chłodem, jedyne źródło światła w baszcie stanowił księżyc. A wszystko wydawało się takie proste, naturalne. Kroczyła starymi, lekko sypiącymi się, kamiennymi schodami. Za nią szedł Dracon. Ręką dotknęła zakurzonej barierki, w tym świetle jej bladość, wory pod oczami, warga ze śladami licznych przegryzień wydawały się jeszcze bardziej widoczne. Idąc za nią nie zwracał na to uwagi, widział za to jak fioletowoniebieskie żyły są wyeksponowane pod cienką skórą niczym eksponaty muzealne. Wiedział, że sine obwódki oczu i lekko zapadnięte policzki można zauważyć od razu, bez przyglądania się. Noc obnaża prawdę. Na noc zmywamy makijaż, myjemy wystylizowane włosy, w nocy ściągamy maski, przestajemy kłamać. Jasne światło obnażyło ich wady, tak doskonale zakrywane w dzień. W milczeniu dotarli na szczyt. Gryfonka oparła się na wyprostowanych rękach o barierkę.
- Magicznie, co? - stanął obok niej. Zaciągnęła się nocnym powietrzem.
- Magicznie. - przytaknęła. Usiadła tyłem do pięknych widoków, opierając się plecami o balustradę. Opadł tuż obok.
- Mogę ci to powiedzieć, ale nie muszę. Tylko, że ja chcę. - wrócił do zostawionego w próżni tematu.
- Opowiadaj. - zamknęła oczy.
- Czasem jest tak, że należysz do jakiejś grupy, jesteś jednym z nich. Ja należałem, chcąc nie chcąc, do zwolenników Voldemorta. Byłem jednym z nich. Kiedy przeszedłem na stronę dobra, stronę Feniksa, częściowo byłem jednym z was. Ale to nieprawda. Należąc do dwóch grup, nie należałem nigdzie. Tak samo jest teraz. Dla Ślizgonów jestem zdrajcą, tchórzem i mięczakiem, dla reszty szują i dupkiem, tym złym. Nie należę do nikogo ani niczego. Jestem gdzieś po środku, w stanie zawieszenia. Dlatego nie sądzę, że ktoś do mnie naprawdę ciągnie. Czasem nawet nie wiem co ona we mnie widzi. - pokręcił głową ze smutkiem.
- A kochasz ją? - otworzyła oczy, ale uniosła je ku niebu.
- Nie zadawaj takich pytań. Nie mieliśmy rozmawiać o domniemanej miłości. - po paru minutach gdzie jedynym wdziękiem było huczenie sowy, odezwał się. - Nic mi nie powiesz, pani psycholog?
- Czasem wolałabym nie należeć nigdzie niż być wklejona w stereotyp i ramy na siłę. Nie czuję się bohaterką. Jestem nią, ok. Ale nie robiłam tego dla sławy. Chciałabym czegoś takiego jak prywatność.
- Teraz nikt cię nie śledzi. - uśmiechnął się wyjmując z kieszeni paczkę papierosów.- Mogę? - wysunął jednego.
- Jasne. - przyjrzała się mu. - Też mi dasz?
- Bucha? - właśnie próbował się zaciągnąć przy odpalaniu szluga różdżką. Ze zdziwienia zakrztusił się.
- Uważaj, bo zrobisz sobie krzywdę. - była promienna. Widział jej lepszy humor, mimo że świecił tylko księżyc. - Nie żałuj mi, chcę całego papierosa. - jego oczy zrobiły się wielkości spodków.
- Zdemoralizowałem Hermionę Granger! - wniósł do góry ręce. Podał jej paczkę. Wyjęła jedną sztukę. - Ty wiesz jak to się pali? - nie dowierzał.
- Daj spokój. - zaśmiała się.
- Wiesz, od której strony to się wkłada? Może pomóc ci włożyć? - pochylił się ku niej.
- Papierosa do ust? - roześmiała się. - Ta rozmowa schodzi na złe tory! Daj mi po prostu zapalić. - nadal się śmiejąc wypuściła z ust kłąb dymu.
- Palę z Hermioną Granger, z gwiazdą Gryfonów, wow. - nadal w szoku zaciągnął się mocno.
- Zawsze myślałam, że jesteś samotnym strzelcem, ale tobie przeszkadza, że nigdzie nie należysz.
- Nie zawsze bycie takim czy innym wynika z naszego wyboru. Czasem decyzję podejmują inni. Ty masz dosyć bycia gwiazdą w ich oczach. Ja mam dosyć bycia marnym, podwójnym agentem. Za każdy dobry uczynek przyjdzie nam zapłacić. - zacytował.
- Klasyk, znajomy klasyk. Skąd to znasz? - wgapiali się w mur strzepując popiół na brukowane, zimne podłoże.
- Z autopsji. - wypuszczany z ust dym zasłonił iskierki w oczach.
- A tak serio? - prawie oparzyła się papierosem.
- Ja też umiem czytać, nie jesteś sama. - siedział po jej lewej stronie, palił prawą ręką. Mimo to w pewnym momencie zauważyła niewyraźny Mroczny Znak na lewym przedramieniu.
- Nie widziałam tego wcześniej. - wskazała głową. I tak od razu domyślił się o co chodzi.
- Bo się kamufluję. - powiedział tajemniczo.
- To znaczy? - znowu lewa brew w górze.
- Nie śmiej się, to raczej babski sposób. - przyjrzał się dokładnie swoim butom.
- No mów. - ponagliła.
- Podkład. Damski kosmetyczny podkład. - nie roześmiała się.
- Robię to samo. - przysunęła ku niemu swoją rękę. Coraz bardziej widoczny stawał się napis ''Szlama''.
- Przykro mi. Staram się nie malować, przykrywam to rękawami. Czasem po prostu potrzebuję żyć jak inni. Teraz jak się zmazało to to widzisz. Dlatego to nie jest najlepsza opcja. Bo się zmazuje. Mój Mroczny Znak to piętno. Powód, dla którego nie jestem w żadnym ze światów. Nie należę do was, bo mam piętno. Do nich też nie, bo się go wstydzę, ukrywam je, zdradziłem ich. To trudne.
- To moje piętno. Zakaz stojący przed drzwiami do beztroskiej przeszłości. Ja też nie należę tam gdzie bym chciała. A chciałabym należeć do innych, normalnych uczniów. - wyrzuciła niedopałek.
- Cokolwiek może być po tym wszystkim normalne? - zrobił to samo ze swoim papierosem. - Ja przepraszam cię za wszystko czego doświadczyłaś od mojej rodziny. Przepraszam. - spojrzał jej w oczy. Jej źrenice były duże jak dwie dojrzałe oliwki.
- Zawsze będę ci wdzięczna za ratunek. - okazywanie mu wdzięczności nie było w jej planach na dzisiejszy wieczór. Okazywanie mu czegokolwiek w nich nie było.
- A może to właśnie postawa twoja i tych dwóch durniów mi coś uświadomiła? Może to ja powinienem być wdzięczny? - zaczepił.
- A jesteś? - wstała. - Ten bruk ciśnie mnie w tyłek. - lekko pomasowała sobie pośladki przez materiał spodni. Roześmiał się szczerze i serdecznie.
- Jest mi zimno. Tobie nie? - również się podniósł.
- Filozofia ogrzewa. Niewiele zrobiliśmy jeśli chodzi o pracę nad karą, ale umówiliśmy sobie kolejny temat. - miała rację. Obydwoje mieli na sobie widoczne ślady traumy, takie jak bladość, ziemista cera czy połamane paznokcie. Światło przypominające to z gasnącej żarówki podkreśliło to niemal czarnym markerem. Ale oni tego nie widzieli, to nie było ważne. Liczyło się robienie czegoś szalonego, co wcale na szalone nie wygląda. Liczyła się rozmowa, towarzysząca jej ulga.
- A jaki? - oparł się o framugę drzwi prowadzących w dół.
- Domyśl się. - minęła go z uśmiechem. Ruszył za nią.
- Uważaj, bo spadniesz. - echo jego głosu brzmiało już gdzieś w dole.
- Martwisz się o mnie? - ostrożnie stawiała kroki.
- Chcę mieć z kim dokończyć projekt. - niemal się potknął.
- Głuptas. - zwrócił uwagę na to jak zabawnie falują jej włosy przy schodzeniu na kolejne schodki.
- Uważaj, bo jeszcze cię stąd zepchnę. - pogroził surowym tonem imitując Horacego.
- Rób sobie co chcesz. - zeszli na dół. Nagle usiadła na ostatnim schodku i schowała twarz w dłoniach.
- Ej, co jest? - musnął jej ramię, ale szybko cofnął rękę.
- Ja... odkąd oni wszyscy wiesz... odeszli... Pierwszy papieros dał mi Fred. Kolejnego wypaliłam na pół z Ginny, w dzień po jego śmierci. Wiesz kiedy mi go dał? Kiedy zakochana w Ronie płakałam a on całował Lavender. Takie małe pocieszenie, w zamian za... Jak on to powiedział? A, już wiem. ''W zamian za mojego brata idiotę. Ale to nie jest dobry nałóg, lepiej więcej nie pal.''. Ironia. - prawie płakała. Kucnął naprzeciw niej. Stykali się kolanami.- Przepraszam, przypomniało mi się.
- Luz, nie masz za co przepraszać. Ja kiedyś przychodziłem tu częściej. Mi też brakuje tych ludzi. Kiedy byłem w domu Lupina i Tonks, wtedy, po ujawnieniu się, kiedy przechodziłem załamanie on... Pomógł mi. Też czasem za kimś tęsknię.
- To nie jest dobra pora ani czas, żeby o tym gadać. - spojrzała mu w oczy.
- Wiem, ale tęsknota nie ma wyczucia czasu. Pojawia się też niepotrzebna i nieproszona. - otarła jedną łzę z policzka.
- Potrafisz być całkiem mądry.
- Wiedziałem! - machnął ręką w geście zwycięstwa. - Ruszamy, odprowadzę cię. - wyszli z baszty kierując się w kierunku Wieży Gryffindoru. Schował ręce w kieszeniach, świece podwieszone pod sufitem oświetlały ich sylwetki. Szli powoli, starali się nie hałasować by nie skusić krążącego gdzieś w pobliżu Filcha. Byli w połowie drogi, co jakiś czas dokładnie sprawdzali czy nikt nie czai się za kolejnym zakrętem. Z czasem zaczęli traktować to bardziej w formie zabawy. Nie rozmawiali, jednak wydłużone cienie, obydwojgu wydawały się zabawne. Są takie noce, najczęściej właśnie po chwilach szaleństw, że niczego się nie boimy. Dlatego, choć obydwoje powinni czuć strach przed kolejnym złapaniem i wmieszaniem w kolejne podejrzane tarapaty, choć obydwoje nie zasypiali po ciemku, to tym razem się nie bali. To było zbyt dziwne i komiczne by w pełni odbierać to jako stuprocentowo realne. Lęk, więc zniknął, wyparował. Mieli ochotę wybuchnąć śmiechem. Nie zrobili tego, ponieważ żaden nie chciało przegrać gry w ciszę. W końcu Ślizgon zastanowił się poważnie. Jemu takie skradanie wydawało się zabawne, często wyczyniał takie głupoty z Blaisem. Zupełnie inaczej było z Granger. Nie sądził, że jej cokolwiek mogło wydawać się komiczne, ale patrząc na nią widział, że świetnie się bawi. Odezwał się w końcu.
- Nie boisz się, że ktoś nas złapie i dostaniemy kolejną karę? - rozejrzał się na boki.
- A co nam grozi? Szlaban, na którym znowu będziemy palić papierosy? - schowała ręce do kieszeni.
- Naprawdę jesteś niesamowicie zdemoralizowana, no przynajmniej jak na siebie! I to ja się do tego przyczyniłem! O matko! - zauważyła jednak, że patrzy na nią z uznaniem.
- Nie schlebiaj sobie. To nie jest dobra zasługa. - dźgnęła go palcem w żebro. Nowy dokuczliwy sposób okazywania sympatii.
- Przynajmniej nie boisz się szlabanów, zawsze to jakaś korzyść. - pokazał jej białe zęby wyszczerzone w uśmiechu.
- Kolejny dobry uczynek na twoim koncie, no, no. - zagwizdała.
- Już wiesz co myślę o dobrych uczynkach.
- Za ten przyjdzie ci zapłacić kolejną karą jeśli nie przestaniemy się wydurniać. - poprawiła włosy.
- To sama przestań. - spojrzał na zegarek na swojej ręce. Dochodziła pierwsza.
- Ty pierwszy. - po paru zakrętach znaleźli się pod ''Grubą Damą''. - Jesteśmy na miejscu. Dzięki. - Podał jej rękę.
- Powiedziałbym, że to tylko przez szacunek... - zastanowiła się dlaczego tak rzadko Malfoy stosuje swój zadziorny uśmiech. Było mu z tym naprawdę do twarzy.
- ... a ja powiedziałabym, że tylko przez to.... - uścisnęła jego dłoń.
- ... ale darujemy sobie, prawda? - zapytał puszczając jej zimne palce.
- Prawda. - przyznała. Podała oburzonemu z powodu pobudki portretowi hasło, a zanim przeszła przez uchylony obraz, obróciła się mówiąc - Dzięki za odprowadzenie.
- Dobranoc. Nie ma za co. - pomachał jej, po czym odszedł. Chciała dodać ''Uważaj, żeby cię nie złapali.'', ale wiedziała, że i bez jej gadania tak zrobi.
     Pokój Wspólny opustoszał. Na jednym fotelu ktoś zostawił sweter, gdzieniegdzie leżały porzucone koce, ogień w kominku dogasał. Dlatego im dalej szła, tym było ciemniej. Schody, kierunek dormitorium. Zaklęciem otworzyła drzwi, potem tak samo je zamknęła. Zasłonięte kotary łóżka rudej świadczyły o tym, że pewnie już spała. Panna Granger weszła do łazienki. Była padnięta, dopiero teraz poczuła zmęczenie. Pachniała papierosami. Zdjęła z siebie ubrania by ułożyć je na brzegu wanny. Postanowiła wziąć prysznic, nie było czasu na długą kąpiel z bąbelkami. Kiedy wmasowywała szampon we włosy o zapachu dymu, coś do niej dotarło. Paliła papierosy, ona, wzór i Prefekt Naczelna jarała szlugi, no świetnie. Do tego paliła je z chłopakiem, który z łatwością mógł ją wydać i narobić jej problemów. Z kimś kogo jeszcze parę godzin wcześniej była gotowa ciągać za kłaki po wszystkich korytarzach, bo ufundował im karę. On był jej wrogiem. Człowiekiem, którego szanowała z trudem i to i tak tylko za to, że ryzykował życie dla dobra. Nie lubiła go. Jej chłopak go nienawidził. Jej przyjaciółka nim gardziła. To zwykły, zbyt pewny siebie gnojek. Tyle się zmieniało, wirowało jak w kalejdoskopie, a ona potrzebowała stabilizacji. Nagle poczuła jak ze świadomością swoich czynów spływa na nią energia. Nie była śpiąca. Była przerażona. Nie sądziła, że jest zdolna do takich odstępstw wobec siebie, wartości czy przekonań bliskich. Skoro potrzebowała spokoju, stabilizacji, czegokolwiek czego mogłaby się uczepić, a co przypominało o dawnym życiu, to dlaczego, do jasnej cholery, robi rzeczy tak bardzo oddalające od niej wspomnienia przeszłości? Z chwilą nalania na gąbkę truskawkowego, mugolskiego płynu do kąpieli zastanowiła się czego obecnie nie rozumie w swoim życiu. Lista była dłuższa niż kartki z rysunkami prezentów wysyłane w dzieciństwie do świętego Mikołaja. Nie rozumiała o co chodziło Ashowi, dlaczego Ron stał się taki zaborczy, dlaczego sama zachowuje się jak gówniara z burzą hormonów, co tak naprawdę stało się Pansy ani kto ją skrzywdził, dlaczego była na tyle ślepa by nie zauważyć dramatu Ginny. Po wypunktowaniu problemów dotarło do niej coś jeszcze. Nie rozumiała Dracona, sytuacji, która się wydarzyła, a najmniej rozumiała siebie. Zakręciło jej się w głowie. Wybaczyła Ginny czy nie, nieważne. Potrzebowała rozmowy. Wyszła spod prysznica, wytarła się w puchowy ręcznik, zaklęciem przywołała piżamę by się w nią przebrać, umyła zęby, po czym ruszyła obudzić pannę Weasley. Po opuszczeniu łazienki wróciła się jednak by trochę posprzątać. Dopiero wtedy mogła spokojnie wypełnić plan. Z lekko wilgotnymi włosami związanymi w kucyk stąpała boso po drewnianej podłodze. Rozsunęła kotary w barwach Gryffindoru po czym wyszeptała :
- Gin, Ginny, wstawaj natychmiast. - delikatnie szarpnęła za ramię przyjaciółki.
- Co jest? - rozczochrana postać otworzyła zaspane oczka.
- Ginny, proszę, musimy pogadać... - usiadła na skraju jej łóżka.
- Która jest godzina? - mamrotała.
- Dochodzi druga, ale nie to jest ważne... - próbowała zsunąć z niej kołdrę, ale ruda była zbyt senna by mogło jej to w czymś przeszkodzić. Dlatego Hermiona musiała mówić wprost. - Paliłam papierosy z Malfoyem. - przyjaciółka rozbudziła się natychmiast.
- CO?! - niemal zerwała się z łóżka.
- Paliłam papierosy... - zaczęła od nowa, spokojnie.
- To wiem, ale Z KIM?! - wyglądała niczym wystraszone zwierzątko.
- Z Malfoyem, no. - szatynka nie rozumiała co tak szokuje jej przyjaciółkę. Miała problem i chciała rady, a dostała najmłodszą Weasley w stanie szoku.
- Nie wierzę, nie wierzę! Nie żartuj! - zaczęła jeszcze mocniej czochrać swoje włosy.
- Nie żartuję!
- Zmusił cię? Rzucił na ciebie czar czy coś? - złapała jej twarz w dłonie i badawczo spojrzała jej w oczy.
- Zwariowałaś?! Nie, wszystko w porządku! To było świadome. - odsunęła się lekko. - Niestety świadome. - poprawiła się zduszonym głosem.
- Nie wmówisz mi! Z którym Malfoyem?
- Gin, nie męcz mnie, tylko mi pomóż. Z Draconem, paliłam z Draconem.- dobitnie i spokojnie.
- Ja pier... - nie skończyła tylko rzuciła się na drugą stronę posłania, do nocnej szafki, w poszukiwaniu czegoś.
- Pomóż mi, nie wygłupiaj się. - zirytowała się starsza z tej dwójki. - Co ty wyprawiasz? - władowała się na łóżko przyjaciółki jeszcze bardziej, zaglądając jej przez ramię.
- Teraz sama muszę zapalić!
- Gin, mam problem, no! Potrzebuję pomocy.
- To ja mam problem. Nigdzie nie mogę znaleźć papierosów, a moja najlepsza przyjaciółka jest skażona Malfoyem! - zawartość szuflady wylądowała na dywanie koło łóżka.
- Co jestem?
- Pachniesz Malfoyem, weź prysznic. - zasugerowała śmiejąc się serdecznie.
- Brałam. - zapewniła.
- To weź jeszcze jeden, póki ślady jego obecności obok ciebie nie znikną. - skrzywiła twarz z udawaną odrazą.
- Nie nabijaj się! - uderzyła w nią poduszką.
     Był już niemal przy schodach do lochów. Uśmiechał się kręcąc z niedowierzaniem głową. To wszystko było takie zabawne, nierealne. Oj, Granger, Granger... Taka niepozorna, wredna kujonica, a tu proszę, papieroski sobie popala. Teraz wcale nie żałował, że dostali wspólną karę. Nie pamiętał kiedy ostatnio był taki otwarty. Choć oczywiście, w swoim stylu, nadal zachował tajemniczość. Dotarł do celu. Powiedział hasło. Wyjątkowo nie bał się oskarżycielskich spojrzeń i szeptów za plecami. Ta rozmowa była oczyszczająca, także z zarzutów. Był gotów iść do siebie z podniesioną głową. Jednak nie było nikogo, nawet tych, którzy najchętniej by go opluli. Nie zmartwiło go to wcale. Najwyżej nie zobaczą jak bardzo jest rozbawiony, ich strata. Otworzył drzwi dormitorium. Chrapanie Blaisa odbijało się od ścian komnaty. Szybki prysznic, zostawienie nieuporządkowanej łazienki i sen, w miękkim łóżku, które, w przeciwieństwie do jego ubrań zostawionych na mokrej podłodze, nie pachniało papierosami. Zamknął oczy i zasnął, jeszcze nie rozumiejąc co tak naprawdę się stało. Około piątej zerwał się jednak pospiesznie z łóżka. Świadomość przyszła na niego w nocy, podczas snu, a kac po ostro zakrapianych imprezach był niczym w porównaniu z tym kacem, moralnym. On palił z Granger. Przyjaciółeczka Pottera pewnie tylko czekała, żeby go wykablować. Albo, żeby rozgadać te jego wynurzenia całej szkole. Lub, żeby się z niego ponabijać wypominając mu to o czym rozmawiali. On, starający się udawać nadal tego samego chłodnego, zdystansowanego drania, którego nie rusza nic, w szczególności docinki innych, pokazał swoją słabą stronę dziewczynie gotowej ją wykorzystać. Swoją drogą, mogła dziś rano powiedzieć ludziom cokolwiek, nawet to, że ją zmusił i zaciągnął tam siłą i nikt by jej nie sprawdzał. Po prostu by jej uwierzyli. A nawet jeśli nie miała zamiaru tego wykorzystywać to i tak jej się zwierzył. Okazał słabość. Życie już dawno nauczyło go by tego nie okazywać, jego zasady również mu tego zabraniały, a on, mimo to, wbrew logice, zrzucił maskę. Skoro tak strasznie tęsknił za czasami beztroski, tak bardzo brakowało mu jakiegokolwiek ogólnego szacunku ze strony innych, tak ogromnie trzymał się przeszłości to nie powinien, oj naprawdę nie powinien, złamać się i niemal odwrócić tyłem do tego by zachowywać się jak chcący przyjaźni szczeniak. To go przerosło. Poczuł jak cały introwertyzm opada, a może opadł jeszcze przed północą? W każdym razie koniecznie potrzebował rozmowy, otworzył się przed Gryfonką to przed Blaisem też się otworzy, najlepiej teraz. Przecież gorzej nie będzie. Zerwał się z łóżka. Podbiegł do przyjaciela, ale nie był to długi dystans, więc z trudem wyhamował, tym samym broniąc się przed upadkiem. Zamaszyście odsunął kotary.
- Wstawaj, stary. - szturchnął przyjaciela.
- Nie... - mruknął sennie obracając się na drugi bok.
- Blaise, wstań, no... - szarpnął mocniej.
- Fen, nie teraz. - mruknął Zabini zmysłowym głosem. Malfoy krzywiąc się z obrzydzenia uderzył współlokatora prosto w nagie plecy. - Au! Oszalałeś?! Co ty wyprawiasz?! - natychmiast zareagował.
- Stało się coś ważnego i chcę pogadać. - westchnął siadając na swoim łóżku.
- Nie jesteś już prawiczkiem?! - całkowicie rozbudzony Blaise usiadł na brzegu materaca zrzucając z siebie kołdrę.
- Jestem, jestem. - zirytował się.
- To na cholerę mnie budzisz, co? Myślałem, że stało się coś ważnego. - powoli pakował się znowu do spania, ale usłyszał :
- Paliłem papierosy z Granger.
- Chwila, co? Z kim? - czarnoskóry prawie zemdlał.
- Z Granger. - powtórzył dobitniej.
- Żartujesz, co nie? - dopytywał.
- Absolutnie nie. Naprawdę paliłem z nią papierosy. - zapewnił.
- Która jest godzina? - zapytał nagle.
- Piąta, a co? - odparł zbity z tropu blondyn.
- Napijemy się, do ósmej wywietrzeje. - zaproponował kierując się do barku.
     Hermiona, nie do końca rozumiejąc dlaczego, opowiedziała Ginny o swoim zagubieniu. Przed czwartą Ginewra powiedziała :
- Idź spać. Obiecuję, że do rana coś wymyślę. - odpowiedziało jej zdziwione spojrzenie członkini Złotego Trio. - No już, do wyrka, wiem co robię. - ponagliła ruda. Starsza Gryfonka niechętnie położyła się spać. Ledwie zamknęła oczy a już spała. Po trzech godzinach snu, przed siódmą jej przyjaciółka ją obudziła.
- Coś wymyśliłaś? - szatynka powoli podnosiła się z pozycji leżącej. Wiedziała, że dla smutnej, nerwowej Ginny najlepszym lekarstwem będzie jakaś aktywność, uczucie bycia potrzebną, konieczność wymyślenia pomysłu, pomagania komuś.
- Owszem! Moim zdaniem tylko pogłębiasz swój problem myśląc o tym, czego nie rozumiesz. Zapętlasz się w tym. Powinnaś przestać o tym myśleć, poszukać sobie innego zajęcia, nie chodzi mi tylko o naukę, a rozwiązania same przyjdą.
- Ciekawe czym niby mam się zająć. - westchnęła prostując się. Spojrzała na współlokatorkę, była energiczna i gotowa do wyjścia, pewnie nie spała odkąd skończyły rozmawiać. Wystarczyło znaleźć jej zajęcie a wracała do normalności. Była przykładem, że kiedy odciągasz myśli od złych przeżyć, to bolą mniej.
- A co lubiłaś robić? Co się samo nie rozwiąże, a możesz się tym zająć ty? Co ułatwi ci powrót do przeszłości? Nie wiesz? Już mówię! Rozwiązanie zagadki sprawy Pansy. Będziesz jak dawniej, samo to się nie wyjaśni, lubiłaś rozwikływać takie rzeczy, będziesz miała co robić! Przemyślisz? - promieniała z dumy, że wpadła na tak świetny pomysł.
- Przemyślę. - przytaknęła jej towarzyszka kierując się do łazienki. Wynurzyła się gotowa na śniadanie. Spakowała książki. Czuła wlepiony w nią wzrok pełen oczekiwania. - Przemyślałam. - westchnęła.
- I jak?
- Jeśli mi pomożesz to mam zamiar się tym zająć. Mogę pomóc tej biednej dziewczynie.
- Ja? Pomóc ci? Będę potrafić? - oczy koloru czekolady napełniły się niepewnością. Hermiona uśmiechnęła się bystro.
- A kto pomoże mi lepiej niż moja najlepsza przyjaciółka? - spytała zarzucając torbę na ramię. Pisk radości. Weasley rzuciła jej się w ramiona. Po chwili wyszły z dormitorium. Podczas zamykania drzwi Ginny spytała :
- A co z Malfoyem?
- Jak to co? Będę go unikać, udawać, że się nie znamy, że wczoraj nie było. Z resztą, mam teraz inne zajęcia. Muszę przygotować plan działania. Od czegoś trzeba zacząć.

piątek, 8 lipca 2016

Niespodzianka urodzinowa: Wywiad z postaciami!

   Serdecznie zapraszamy na wywiad, w którym to Wy zadawaliście pytania naszym postaciom i nam! Pytania do każdej z postaci podane są oddzielnie. Jest też podział na pytania do opowiadania i miniaturek. Liczymy, że Wasze wątpliwości zostaną rozwiane :). Wywiad nie należy do rozdziałów, jest dla Was i dla wyjaśnienia Wam niezrozumiałych kwestii. Pytania, które są skierowane do bohaterów opowiadania były zadane w konkretnym momencie powstawania fabuły i odpowiedzi na nie postacie również udzieliły w tym konkretnym momencie. Należy uznać to za dany moment ich życia i mieć świadomość, że odpowiedzi byłyby inne, gdyby zostały zadane wcześniej lub później. Taka forma pytanie - odpowiedź nie ma miejsca w fabule, nie występuje w niej ani nic nie zmienia, to oddzielny, nie łączący się z historią ''event''. Coś w rodzaju artbooka z postaciami tylko bez  ich zdjęć, a jedynie z dodatkowymi informacjami. Miejcie to na uwadze ;). W niektórych pytaniach brakowało polskich znaków i/lub przecinków, tutaj są one wstawione i dodane, nie obrażajcie się na nas, chciałyśmy uzyskać estetyczny efekt. Na niektóre pytania Vipera (kiedy działała na blogu) odpowiedziała w komentarzach, ale zebrałam tu wszystko razem. Miłej lektury! 
PS Jeśli pominęłam jakieś pytanie to dajcie znać w komentarzu pod postem :).

                                                                 Opowiadanie.    
Pytania do Fenixy:
1. Bunny Wasabi: Jak Twoje uczucia do Blaisa? Czy zaczyna się dziać coś poważniejszego?
Fen: Kochana, zluzuj wodze. Blaise jest... kumplem. Jak na razie. Sądzę, że to odpowiednie słowo. Jak na razie znam go pobieżnie. Nie mam innego wyjścia w sumie. Albo się w nim zakocham, albo ucieknę na Malewidy pod przybranym nazwiskiem. Ciekawe ile bym kasy zebrała, gdybym ustawiła słoik w Pokoju Wspólnym Ślizgonów i zbierała zakłady na moją ucieczkę....
2. Anonim: Dlaczego przeniosłaś się do Hogwartu?
Fen: Przeniosłam się ze względu na Blaise'a. Miałam poznać swojego narzeczonego, a po ostatniej aferze, którą zrobiłamw Dumstrangu, nauka tam byłaby jeszcze większym koszmarem niż na początku.
3. Anonim: Nie byłaś zła, że masz być żoną mimo woli?
Fen: Kochana/kochany! Nie miałam wyjścia. Moja matka to hipokrytka, a ojciec despota. Powiedzieli i koniec - ma być zrobione. Nie miałam nic do gadania. Niby dobrze, że to taki Blaise mi się trafił, ale litości... Ja nie chcę Piotrusia Pana!
4. Anonim: Tak właściwie to dlaczego Fen wylądowała w Hogwarcie?
Fen: Patrz odpowiedź wyżej.
5. Anonim: Fen, taka buntowniczka a nie protestowała przeciwko byciu z obcym facetem?
Fen: Jak wcześniej wspominałam: nie miałam wyboru. Postanowiono i koniec. Myślisz, że nie zrobiłam afery? Już bym wolała, żeby mnie wydziedziczyli i zabrali nazwisko. Tyle, że w ich mniemaniu nikt nie chciałby - chciałby arogancką dziewuchę, która  nie uznaje autorytetów? A im szybciej rodzice wydadzą mnie za mąż, tym szybciej się mnie pozbędą.
6. Anonim: Ulubiony kolor?
Fen: Lawendowy! I nefrytowy, bo pasuje mi do włosów.
7. Anonim: Ulubiony typ faceta?Fen: Szczerze? Punk! Taki, co lubi flirtować, uwodziciel, słucha rocka lub punk rocku. Jeździ na motorze, lubi się wygłupiać. Musi być czuły i lojalny.
8. Anonim: Co myślisz o Draco?
Fen: Jest w porządku. I, gdy się uśmiecha jest też całkiem niezły. Odstrasza mnie fakt, że się nad sobą trochę użala. Trzeba mu powiedzieć, żeby był bardziej jak rockowy wokalista. Jeśli rzucę mu w twarz koszulką rockowego zespołu może zrozumie aluzję...
9. Anonim: Jak zaprzyjaźniłaś się z Hermioną?
Fen: To było tak, że tata zamiast Ariny zabrał do Londynu mnie. Spotkałam ją na Picadili Circus. Pokazała mi drogę do najbliższej galerii z szatami dla nowoczesnych czarownic i odprowadziła mnie tam. Wymieniłyśmy się adresami i zaczęłyśmy pisać listy.
Pytania do Hermiony.
1. Anonim: Wybaczysz Ginny?
Herm: Nie chcę być niemiła, ale wydaje mi się, że to moja sprawa. Rozumiem Ginny i pobudki, które nią kierowały, ale ona musi zrozumieć mnie. Przykro mi, że tak wyszło, jednak prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko i w to staram się wierzyć. Zobaczymy, muszę to jeszcze przemyśleć, ale żal mi takiej przyjaźni jak nasza. Wojna niszczy nie tylko w trakcie swojego trwania, nawet kiedy się skończy zostawia blizny i tworzy nowe rany.
2. Anonim: Co myślisz o Ashu? Ufasz mu czy wydaje Ci się podejrzany?
Herm: Z Ashtonem sprawa jest skomplikowana. Nie wydaje mi się, żeby się zmienił, a Dracon, choć mu nie ufam, przeszedł przemianę. Nie chcę go osądzać z góry, ja tylko mówię co czuję. Można być miłym, mówić słodkie słówka a za plecami robić zupełnie, co innego. Nie podoba mi się fakt, że na siłę chce się ze mną zaprzyjaźnić, ale może to ma ocieplić jego wizerunek? W sensie zrobią nam jakieś wspólne zdjęcia i to poprawi mu opinię? Nie mam pojęcia. Drażni mnie też to, że wszyscy mi go odradzają. Skoro już zrobili ze mnie gwiazdę i wykreowali mnie taką jaką być powinnam, niech chociaż pozwolą mi się zadawać z kim chcę.
3. Anonim: Czy Twoje relacje z Malfoyem się ociepliły po tym co razem przeszliście?Herm: Więcej przeszliśmy osobno, naprawdę. Doceniam, że przeszedł na dobrą stronę i ryzykował życie dla nas, dla mugoli, dla wszystkich dobrych ludzi. Ale jego zachowanie nie uległo zmianie, nadal jest wredny i zakochany w sobie, nie sądzę, żeby cokolwiek to zmieniło. Ostatnio oceniłam go zbyt pochopnie, trochę tego żałuję. Po przeprosinach mi lepiej. Wiem czego obydwoje byliśmy świadkami i ile mamy doświadczeń na koncie, takie rzeczy mogą zbliżań, nie muszą. Jesteśmy dla siebie... hmmm... milsi raczej nie... mamy do siebie więcej szacunku. Choć nadal jest niesamowicie irytujący, niestety.
4. Anonim: Jak to się zaczęło, że zaczęłaś być z Ronaldem?
Herm: Podczas Bitwy w przypływie emocji całowaliśmy się. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi przez 7 lat. Kiedy Śmierciożercy przegrali obydwoje potrzebowaliśmy wsparcia, miłości. Czasem się całowaliśmy, wieczory spędzaliśmy razem, często płacząc, trzymają się za ręce. Na początku lipca Ron zapytał czy nie chciałabym zostać jego dziewczyną, zgodziłam się, przecież i tak zachowywaliśmy się jak para. Nadal bardzo dużo dla mnie znaczy, zawsze tak będzie.
5. Anonim: Co myślisz o Draco?Herm: Szanuję go bardziej, on mnie też. Po tym co stało się w Malfoy Manor i po tym jak ryzykował swoje życie dla dobrej strony, ciężko by było go nie szanować. Mimo wszystko nasze relacje się nie zmieniły a akcją z liścikiem bardzo mnie zirytował. Cały mnie irytuje. Możemy się szanować, ale nigdy nie będziemy przyjaciółmi!
Pytania do Draco.
1. Bunny Wasabi: Czy zacząłeś żywić do Hermiony jakieś mocniejsze uczucia skoro się o nią martwisz i do tego tak często się kłócicie?Draco: Potter też często się ze mną kłócił a nie mam ochoty wyjść za niego za mąż... Szanuję Granger jako czarodziejkę, jako człowieka. Ale irytuje mnie ta bohaterska otoczka stworzona wokół niej. Poza tym, martwiłbym się o każdego kto byłby na jej miejscu, taki już jestem, taki mam charakter. Halo, też posiadam uczucia...?
2.  Anonim: Dlaczego Twoje relacje z bratem są takie a nie inne?Draco: To palant. Od dziecka wszystko, co robił było nieuczciwe. Oszukiwał w grach planszowych, dokuczał skrzatom, psuł innym dzieciom miotły. Był zupełnie jak mój ojciec, tchórz kiedy przychodzi ponieść konsekwencje i ''wielki bohater'' kiedy jest bezkarny. Najpierw jego zachowanie było tylko dziecinnymi wybrykami, ale szybko przestało takie być. Sam chciał być Śmierciożercą, to doskonały lizus. Nie wiedział tylko z czym to się wiąże. Ja znosiłem to lepiej, a przecież grałem w podwójną grę. Przeszedł na dobrą stronę, żeby ratować swoją tchórzliwą dupę a ojciec wziął całą winę na siebie. Teraz mój brat zgrywa wielkiego bohatera, jaki to on jest super, a jaki wspaniały, phi!
3.  Anonim: Zdjęli Ci szlaban po odnalezieniu Pansy?
Draco: Nie chcę rozmawiać o tej sprawie. Nie uratowaliśmy jej, nie jestem tutaj jakimś bohaterem, żeby zdejmować mi karę. Miałem tylko jeden dzień kary i zlecone sprzątanie szklarni, zrobiłem co swoje. Ta tragedia nie miała tu nic do rzeczy. Wystarczy, że ta stara donica, tfu, pudernica, odjęła mi mnóstwo punktów.
4.  Anonim: Jak to się stało, że jesteś z Ast?
Draco: Eh... Zawsze się do mnie kleiła. Po Bitwie po prostu zaczęła się kleić bardziej. Byłem zły, wściekły, rozgoryczony, wszystko waliło mi się na łeb. Raz, w przypływie emocji nazwała się moją dziewczyną. I tak już zostało, nawet mi to pasowało. Jedyna stałość w zmiennym świecie. Męcząca, pusta, głupiutka stałość. W wakacje spotkaliśmy się tylko raz. Przypadkiem na Pokątnej. Porozmawialiśmy parę minut i to byłoby na tyle. ''Bycie razem'' to za mocne słowo, raczej spotykamy się. Ona ogłosiła, że jestem jej chłopakiem, ja tak o sobie nie myślę.
5.  Anonim: Tęsknisz za ojcem skoro jest w Azkabanie?
Draco: Nie wiem, naprawdę. Nasze relacje były delikatnie mówiąc trudne. Ciężko mi o tym mówić. Gdy był w domu, to z mamą było lepiej. Zachowywała się inaczej, mogła przespać spokojnie, choć część nocy. Nigdy nie był dobrym ojcem, ale bywał dobrym mężem, przynajmniej w opinii mamy. Dla mnie jego powrót nic na lepsze nie zmieni, ale jej mogłoby to pomóc.
6.  
Anonim: Opisz swoje relacje z Fen i Hermioną.
Draco: Fen jest irytująca, zbyt brawurowa i pyskata, ale coś w sobie ma. Ona i Blaise mogliby być świetnymi kumplami, gdyby nie ta cała akcja ze ślubem. Tak to trochę słabo wyszło. Fenixa nie pozwala sobie na żal, słabości, a ja uważam, że każdy powinien przeżyć jakiś etap emocjonalnej żałoby jeżeli tego potrzebuje. No i poza tym to strasznie się mnie czepia. Ale nic do niej nie mam, pije jak Hagrid i potrafi być zabawna. A Herm... tfu, Granger, coś się dzisiaj strasznie mylę, jest taka jak wyżej. Trochę wydoroślała a jednak dalej przemądrzała i zbyt poważna. Trudno, minie szlaban i nasz kontakt znów będzie minimalny.
7. 
Anonim: Twój szlaban się skończył po sprawie z Pansy?Draco: Odpowiedziałem kilka pytań wyżej, zerknij.
Pytanie do Ashtona.
1. 
Anonim: Miałeś kiedyś kogoś? Była to miłość czy wykorzystanie dziewczyny tak jak chcesz zrobić Hermionie?
Ash: Bywałem z dziewczynami, ale to były przygody, nic stałego, nic poważnego. Nie wierzę w coś takiego jak ''miłość'', ale istnieje zauroczenie z pożądaniem. Jednak jakakolwiek forma przywiązania to słabość. Wykorzystanie? Nie kpij. Same na mnie lecą i same są sobie winne, naiwne dziewczyny.
Pytanie do Blaisa.
1. 
Bunny Wasabi: Co Cię tak przeraża w odpowiedzialności?Blaise: Odpowiedzialność to stałość, nie? Więzy, których za cholerę nie zerwiesz. Nie chcę być uwięziony mając osiemnaście lat. Nie uśmiecha mi się to. Fakt, mam narzeczoną, ale wydaje mi się, że Fenixa nie traktuje tego poważnie. Więc dlaczego ja mam?
Pytania do miniaturek.
1. Anonim: Skąd Amanda wiedziała, że Blaise ją kocha?Eleonora: Zerwał z Ginny, postarał się o romantyczny wieczorek, zabiegał o nią. No może w miniaturce w trakcie przeprosin jej tego nie wyznał, ale był zazdrosny o Teo, mówił, że chce jej szczęścia i życia z nią. Chyba się domyśliła, niekoniecznie te słowa muszą paść ;). Powiedział jej to nie w fabule, ale podczas ich romantycznego wieczorku ;).
2. Anonim: Czy Severus kochał Marikę?Eleonora: Akurat w tej miniaturce dałam dowolność interpretacji :). To zależy od tego jak wolisz to odebrać. Są dwie opcje: albo był tylko miłym, szanującym ją nauczycielem, albo czuł do niej znacznie więcej. Takie opcje moim zdaniem dawała miniaturka, ale każdy może to odebrać na jeszcze inny sposób, jak chce. Powodzenia w interpretacji i pamiętaj, że jakkolwiek Ci się nie wydaje to własnie tak było ;).
3. Anonim: W ''Chorej miłości'' Hermionie nie przeszkadza, że jej były jest z Luną, jej przyjaciółką?Eleonora: Hermiona kocha Draco, to on jest dla niej najważniejszy. Każdy ma prawo do szczęścia, skoro wszyscy żyli w zgodzie, to nie było problemu. To nie były chore relacje, jej były pokochał jej przyjaciółkę, ale to ona wcześniej pokochała Dracona. Tyle w temacie.
 Pytania do autorek.
1. Bunny Wasabi: Skąd inspiracja na Asha? Taki typowy, mroczny badboy, który okazuje się naprawdę niebezpieczny?
Eleonora: Zawsze irytowało mnie, że w książkach czy filmach nigdy, nawet choć jeden raz, bad boy nie może naprawdę okazać się ''bad'' i być niebezpieczny. Gdyby raz za tym urokiem łobuza krył się prawdziwy kawał gnoja sytuacja wyglądałaby inaczej. I tutaj wygląda. Poza tym, nie lubię stereotypów.
3. Aleksander Kopiec: Z przyzwyczajenia wiem, że połączenie postaci o ognistym temperamencie z idiotą skutkuje zwykle fajerwerkami w więcej niż jednym rozdziale. Czy planujecie coś w ten deseń dla Fen i Diabła?
Eleonora: Absolutnie nie uważam Blaisa za idiotę. To żartowniś, dowcipniś. Przerażony młody mężczyzna, który zgrywa lekkoducha. Ucieka od odpowiedzialności i zachowuje się idiotycznie, ale nie jest idiotą. Choć mam w planach dużo, dużo, dużo fajerwerków z nimi związanych!
4. Anonim: Autorki, rozwiniecie wątek Neville i Luny?
Eleonora: Rozwiniemy, mam na to plan, ale nie mam kiedy, sądzę, że w końcu ta parka będzie grała mniej epizodyczne role w opowiadaniu.
5. DcoolMetallian: Na kim wzorujesz postać Draco Malfoya?
Eleonora: Jeśli chodzi o słodkiego, czułego Draco to wszystkie pomysły po prostu biorę z głowy. Nie jest nikim inspirowany. Ten głęboki, refleksyjny Draco jest wzorowany na nim samym z książki. Przecież tam nie był bezmyślnym podrywaczem, nie chciał zabić. Miał psychiczną głębię często gubioną albo zapominaną przez autorki. Wredny Malfoy też jest inspirowany tym z książki.

niedziela, 26 czerwca 2016

Relacja z "Dziórawego kotła" + zdjęcia

Witajcie, kochani! Ze względu na dodanie tego postu dzisiaj odpowiedzi na pytania, czyli wywiad z postaciami, ukażą się we wtorek :).
PS Miała miejsce jedna, dosyć nieprzyjemna sytuacja. Mianowicie pod postem pojawił się wyjątkowo niemiły komentarz i kilka wyrazów niezadowolenia w innych komentarzach. Sprawiło mi to przykrość, bo o ile każdy ma prawo do swojego zdania, o tyle ten jeden komentarz naprawdę był przykry. Mam nadzieję, że to się już więcej nie powtórzy.

    No to teraz taka mała niespodzianka: byłam w Dziórawym kotle. Nie w swoich marzeniach. Nie w snach. W prawdziwym, krakowskim Dziórawym kotle! Razem z przyjaciółmi już jakiś czas temu chcieliśmy odwiedzić to miejsce, a w zeszły piątek nadarzyła się okazja. Mimo niesamowitego deszczu, który zastał nas w momencie poszukiwań, trafiliśmy do celu. Adresu nie podam, żeby nie trafili tam żadni mugole, poszukajcie sami ;). Nie no, oczywiście żartuję: Kraków, Grodzka 50. Bardzo łatwo ominąć Dziórawy kocioł. Oznaczenia są małe, niemal niewidoczne, ale szybko odkryliśmy dlaczego: Mugole mijali to miejsce kilkadziesiąt razy dziennie i nawet go nie dostrzegali. Tylko prawdziwi czarodzieje mogli znaleźć knajpkę, bo tylko oni ją widzieli. Dodam, że mnóstwo ludzi może po prostu nie dostrzec malutkiej reklamy i naprawdę przegapić to co tak długo chcieli zobaczyć, ale nawet jeśli wyżej napisana myśl nie była celowym założeniem właścicieli to nic nie szkodzi, tak jest naprawdę, jeżeli nie chcecie tam trafić i nie zależy Wam na tym, nawet nie zauważycie, że jest taka parcela.
     Weszliśmy w bramę, dosłownie, a potem schodami w dół. Bałam się, że znajdę się wśród czyiś ziemniaków, rowerów i słoików, ale na szczęście nie. Niech nie zmylą Was piwniczne klimaty, gdy już tam będziecie, na dole okazało się, że jesteśmy na miejscu. Znaleźliśmy się w  dużym pomieszczeniu. Obok wejścia był wieszak z tiarą, szatą, szalikiem, krawatem, miotłą. Coś wspaniałego! Po prawo od drzwi znajdował się stolik z grami, m.in. z potterowską wersją ''Monopoly'' (grałam i polecam), nazwaną Magią w biznesie! Naprzeciwko schodów, którymi się tu dostaliśmy zobaczyliśmy barek. Obsługiwała nas bardzo miła Pani, którą serdecznie pozdrawiam jeśli to czyta :). Dowiedzieliśmy się, że trzeba wziąć sobie menu a potem przyjść złożyć zamówienie do barku. W zewnętrzną stronę barku wbudowano ogromną półkę z książkami, znaleźliśmy tam także serię o Harrym. Obok tej półki, naprzeciwko wieszaka, stała duża, rozłożysta kanapa. Nad nią, trochę z boku, naprzeciwko półki z książkami, wisiał telewizor, a pod nim leżała konsola. Kiedy zbadaliśmy wzrokiem ''przedsionek'' ruszyliśmy dalej.
     Przekroczyliśmy próg i byliśmy w korytarzyku przechodnim. Uwaga na przyszłość, proszę nie uciekać z krzykiem: pajęczyny, które były nad nami to tylko wata lub coś ''watopodobnego''. A pajączki zrobiono z mosiądzu, nic nas nie zaatakowało ;). Przejście nadawało odrobiny magii, ponieważ korytarz w którym rozwieszono pajęczyny miał kształt tunelu. Niby nic, a nadało charakteru. Za korytarzykiem było malutkie prostokątne pomieszczenie, z niego były trzy wejścia z framugami, bez drzwi. Dwa wejścia prowadziły do sal, jedno do kolejnego malutkiego korytarzyka z drzwiami do łazienek. Załóżmy, że idziemy właśnie do łazienki.  I w damskiej, i w męskiej (mówił mi przyjaciel, spokojnie, sama nie sprawdzałam :D) jest 1 czekoladowa żaba (mosiężna, ale przecież wiecie o co chodzi, wierzę w Was :D). Jeżeli jednak wybieramy tą salę, w której siedziałam z przyjaciółmi to tak : parę schodków w dół, na ścianie z drzwiami wisi prawdziwa miotła i tiara, obraz konstelacji gwiezdnej oraz nad stojącym pod nią stolikiem, powieszono zdjęcie czarodzieja. Naprzeciw jest podwyższenie, taka jakby scena, choć tam też swoją dwa stoliki, a namalowano ogromny pociąg jadący do Hogwartu :'). Tak jak powiedziałam wcześniej, nad każdym stolikiem ''czuwa'' podpisane zdjęcie czarodzieja, my usiedliśmy przy Severusie Snapie, najpierw myśleliśmy, że to służy tylko do ozdoby, ale okazało się, że zdjęcia pełnią funkcję numerków stolików, przy zamówieniu pada pytanie przy jakim siedzicie czarodzieju, więc warto pamiętać ;).
     Zanim jednak zamówimy wypada zajrzeć do menu. Drewnianego menu, ze ślicznie wyrytym napisem, naturalnie czcionka jest odpowiednia. . Można zamówić sobie, m.in. Piwo Kremowe (które nie ma w sobie piwa ani innego alkoholu), Lodowe Piwo Kremowe, sok dyniowy, desery (jabłecznik podobno był pyszny, ale moje serce zdobył deser Nox i Lumos, z białej i czarnej czekolady), drinki (nie próbowaliśmy, choć nazwa ''Czarny Pan'' brzmi ostro), kanapeczki, przekąski na wynos, a nawet (o zgrozo!) zwykłe picie typu sok, woda, napój gazowany. Porcje są ogromne (jabłecznik na niemal cały talerz obiadowy, mój biedny przyjaciel obdzielił nim jeszcze 2 osoby, ja nie miałam już nawet sił tego zjeść), a ceny przystępne (za ogromny słoik [bo to w nich jest podawane piwo] Piwa Kremowego z GÓRĄ bitej śmietany płacimy 10 zł, za wspomniany jabłecznik 9,99! A za mrożone piwo kremowe 11 zł). W menu, które ma czcionkę niczym z magicznych ksiąg, pojawiają się także obrazki, dzięki którym widzimy część rzeczy, na które mamy ochotę.
     Zamówić trzeba przy barku, ale wszystko jest z dostawą do stolika, spokojnie. W tle leci muzyka z serii, stoliki są pociągowe, złączone po dwa, kanapy również utrzymane w klimacie tych z filmowych wagonów. Na każde dwa złączone ze sobą stoliki tworzące jeden duży, przypada lampion z małą, palącą się świeczką w środku.
     Taka uwaga ode mnie, maniaczki higieny i osoby, która po oglądaniu programów o zmianach w restauracjach, zwraca uwagę na każdy brud w restauracji : wszystko bardzo czyste, nawet te lampiony nie były wewnątrz ulepione woskiem. Dla kogoś to może nie być ważne, ale dla mnie ogromnie. Tak samo jak szklanki bez śladów cudzych palców i czysta podłoga, choć na dworze szalała ulewa. Jeśli to nadal nic, to teraz element ważny chyba dla każdego : czyste łazienki, włącznie z lustrami, których ostatnie mycie było także dawno po dniu otwarcia. Warto o tym napisać, ponieważ wiele lokali odstrasza od dobrego jedzenia takim niedbalstwem higienicznym, tu zadbano o detale.
     A skoro już o detalach mowa : takie drobnostki jak ''czekoladowe'' żaby w łazienkach czy gry wydawać by się mogły niezbyt znaczące, ale budują niesamowity klimat, naprawdę. Każdy, najmniejszy szczegół jest dopracowany, przemyślany i sprawia, że czujemy się magicznie.
    Co do gier jakby ktoś pytał : były też takie ogólnie o czarownicach, czarodziejach, czarach, itp., ale mieliśmy mało czasu i nie zdążyliśmy z wszystkim. Co do tego ''Monopoly'' potterowskiego, które było absolutnie cudowne : zamiast pionków były miniaturowe, zakorkowane fiolki z brokatem, takie niby małe eliksiry, cudownie! Pieniądze w grze, wiadomo, takie jak z książek i filmów, coś niesamowitego.
     W drugiej sali, do której niestety nie weszliśmy ze względu na ograniczony czas i możliwości, był kominek. I to na ścianie prostopadłej do tej z drzwiami, więc dobrze go widzieliśmy. Stały na nim liczne fiolki z eliksirami i proszek Fiu, a w palenisku płonął holograficzny zielony ogień. Z tego co słyszałam od jednej z moich towarzyszek, która tego dnia jeszcze pobiegła tam na szybko i była w drugiej sali, poza kominkiem, wystrój nie różnił się zbytnio od sali, w której my świętowaliśmy, można było usiąść przy stoliku z wiszącym nad nim czarodziejem (oprócz postaci z serii J. K. Rowling był też Merlin oraz czarownica ze ''Śpiącej Królewny'', czarownica z ''Wiedźmina'' i czarodziej z ''Władcy pierścieni''. Nie piszę imion, bo nie mam dobrego dostępu do internetu i teraz ich nie znajdę a nie chcę popełnić literówki).
     A teraz jedna z najważniejszych kwestii : obsługa. Nikt mi nie powie, że niemiły barman czy wredna kelnerka nie odstraszają nawet od ulubionej miejscówki. A tutaj... cóż mówić, dawno nie spotkałam tak miłej obsługi. Odporni na piski radości, krzyki zachwytu, zaglądanie w każdy kąt. Niezależnie od wieku (bo była tam i grupa nastolatek, i para studentów na randce, i inni.) zwracają się do klienta per ''pani'', ''pan'' i przez szacunek też piszę o nich w tych grzecznościowych formach. To obsługująca nas pani sama wyszła z propozycją, żebyśmy wzięli sobie grę. Kiedy dowiedziała się, że świętujemy mój sukces w nauce zrobiła nam mnóstwo zdjęć w strojach czarodziejów (te szaty, o których pisałam, wiecie, te przy wejściu, są dostępne do przymiarki). Gratulowała, pytała nas skąd jesteśmy, co świętujemy, była miła i niech nikt nie mówi mi, że to jest jej praca, bo pytania, gratulacje, czekanie aż przymierzymy komu w czym najlepiej to NIE jest jej obowiązek. To dobra wola osoby lubiącej swoją pracę. Oprócz tego mieliśmy możliwość dosłownie posiedzenia w strojach przy jedzeniu, skorzystaliśmy. Pan, który przyszedł nas prosić o zdjęcie szat potrzebnych dziewczynie, która szła robić promocję, był bardzo miły, miałam nawet wrażenie, że trochę mu głupio o to prosić, ale nie robiliśmy problemu i oddaliśmy wszystko od razu, podziękował. Jego nienahalność i dobre maniery też nie były wpisane w jego pracę, tylko w to jak sam od siebie do tego podchodzi. Niestety, kiedy my byliśmy zajęci modelingiem to nasze 4 Piwa Kremowe trochę ubrudziły stół bitą śmietaną. Staraliśmy się powycierać, ale w ostatecznym rozrachunku niewiele to pomogło. Było mi nawet trochę głupio i oczekiwałam złośliwych komentarzy obsługi. Nic z tych rzeczy, dobrze znana nam pani po prostu wytarła stół. Dobra, ok, pomyślicie ''Co w tym wielkiego? Tak zrobić powinna, to nic nadzwyczajnego'', ale uwierzcie mi, że spotkałam się z sytuacjami gdzie wytarcie stołu to był wyczyn albo wielka łaska. Po wyjściu, razem z przyjaciółmi, mieliśmy mega pozytywne zdanie o pracownikach, bo chyba każdy, choć raz w życiu spotkał się z niemiłym członkiem obsługi i nie wspomina tego dobrze. Tu było 10/10!
     Kolejna sprawa : smak. Pewnie oglądając zdjęcia, programy, filmiki, czytając przepisy, książki pada pytanie ''A jak to właściwie smakuje? Dobrze?'', pojawia się lęk, że nie, że ohyda. A tutaj... mniam! Cynamon, mleko, itp., itd. (nie zdradzę przepisu, musicie sami spróbować), wszystko cudownie. Tego smaku nie da się zapomnieć, a poza tym, nikt nie chciałby go zapominać!
     Kiedy już wychodziliśmy na dworze świeciło słonko. Przed lokalem chodziła pani (choć wyglądała młodo, dlatego wcześniej nazwałam ją dziewczyną) w szacie, szaliku, tiarze, okularach (nie wiem czy to przypadek czy celowy zabieg, ale okrągłe okulary do złudzenia przypominały te, które nosił Harry). Reklamowała ''Dziurawy kocioł'' znacznie ułatwiając trafienie do niego jednocześnie nadal nie interesowała zwykłych mugoli ;) ;).
     Czas podania był bardzo szybki, jedzenie i picie, wielkość porcji już opisana, na 4 osoby w jakieś 10-15 minut, super tempo. Tym bardziej dla spieszących się wtedy nas. Czas tam ogólnie płynie inaczej, niby szybciej a masz wrażenie, że jesteś tu już całe, wspaniałe godziny. Po prostu magia!
     Minusy : trochę za mało czarodziejskich szat, ale rozumiem, że 100 tiar, 200 szalików, 50 mioteł i 400 szat wymagałoby nie lokalu, a całego magazynu. No i jeśli klienci nie niszczą przedmiotów w tempie tornada, to też bez sensu wykładać wszystko co jest, na raz. Także takie pół minusa :D.
     Mam nadzieję, że nie przeszkadza Wam zmiana czasów w relacji. Czas przeszły służył pokazaniu moich doświadczeń i wrażeń, czas teraźniejszy miał sprawić, że i Wy poczujecie się jakbyście tam byli i to widzieli, był to zabieg przemyślany, zamierzony, celowy. Liczę, że nie irytował ;). Jeśli dobrnęliście do końca to brawo! Pod postem wklejam zdjęcia, jakość taka sobie ze względu na lokację : piwnica, zero naturalnego światła, zero okien. Mimo to gdzieniegdzie używałam lampy, nie wiem jednak czy blogspot nie zniszczy jakości zdjęć. Nie są one po żadnej odróbce, nie mają filtrów, wklejam takie jakie robiłam. Trochę zajęło mi tworzenie tej relacji, postarajcie się mnie docenić i zostawić coś po sobie. Zaznaczam również, że komuś może nie spodobać lub nie smakować to o czym ja pisałam tak pozytywnie. Nie musicie być obsługiwani przez osoby, które na mnie wywarły takie dobre wrażenie. Ale liczę, że każdy pracownik tego miejsca jest tak miły jak nasi ''znajomi''. Pozdrawiam, Eleonora. :)

PS Każdemu Potterhead, z serca polecam ''Dziurawy kocioł'', ja i moi przyjaciele wszyscy jesteśmy fanami, możecie sobie wyobrazić moją radość, gdy świętowałam sukces w gronie bliskich w takim niesamowitym miejscu. Będąc w Krakowie zajrzyjcie, warto.












niedziela, 19 czerwca 2016

Poczta

Kochani!
Organizuję Q&A. W zakładce pod nazwą Pytania zapiszcie co Was nurtuje. Na zadawanie pytań macie czas do przyszłej soboty, do godziny dwunastej. Odpowiem na nie jak najszybciej.


Pozdrawiam, Eleonora.

poniedziałek, 6 czerwca 2016

12. "Kara i kłótnie" – Ignis aurum probat

  Znowu ja! W mojej głowie powstał pewien skomplikowany uczuciowo pomysł na ten rozdział i liczę, że uda mi się go w pełni zrealizować :). Pod koniec rozdziału dam Wam znać czy czuję, że mi się udało :D. Teraz kiedy będę mieć pewnie, przynajmniej przez jakiś czas, trochę więcej wolnych chwil, ogarnęłam ''Spis treści'', teraz jeszcze LBA oraz zaległe komentarze :). Mam zamiar też posprzątać literówki i złą interpunkcję w poprzednich notkach, ale jak wiadomo... Nie wszystko na raz :). Do końca czerwca na pewno ogarniemy we wszystkich wpisach jedną czcionkę, komentarze i LBA, na resztę trochę poczekacie :D. Inwestuję również w inną jakość notek, teraz kiedy mam betę na pewno będzie mniej błędów (na szczęście ortograficzne mi się nie zdarzały), a od siebie dodaję, że teraz będę pisać dłuższe treściowo miniaturki i ogłoszenia :). Mam nadzieję, że małe zmiany i udogodnienia wpłyną na większą liczbę wyświetleń bloga oraz, przede wszystkim, na więcej komentarzy :). Zapraszam na rozdział, życzę miłej lektury :)! NO I UWAGA, UWAGA : VIPERA MA W PLANACH WRÓCIĆ NA BLOGA. Dostaliście już miniaturkę prosto od niej :). Przyjmijcie drugą Córkę Merlina ciepło :). + wybaczcie mi tak długą nieobecność, to był dość skomplikowany dla mnie czas. Najważniejsze, że wróciłam z weną i energią! Pozdrawiam Was cieplutko oraz mocno przepraszam. DZIŚ URODZINY BLOGA, ZAJRZYJCIE NIŻEJ, POD KONIEC ROZDZIAŁU!
NOWOŚĆ : ''SPIS TREŚCI'' JUŻ CZEKA NA WAS W GOTOWOŚCI A DO TEGO JEST REGULARNIE UZUPEŁNIANY!
  
Rozgoryczeni zaistniałą sytuacją musieli zostać po lekcji by przyjąć karę od Horacego. Hermiona przegryzła do krwi dolną wargę, a Dracon nieświadomie podarł na drobne strzępki niemal całą kartkę, na której miał napisać przepis. Kiedy profesor zakończył lekcję niechętnie musieli podejść do tablicy.
-No kochani moi, - zaczął próbując przestać chichotać. - nieładnie tak pisać do siebie liściki. - pogroził im palcem.
-Ja do niego nic nie pisałam, profesorze.- Granger próbowała się nieudolnie bronić.
-Ale pan Malfoy napisał i rzucił to w panny kierunku, panno Granger. - odrzekł profesor. - Wiem, że to co przeszliście było trudne, że martwicie się o Pansy i że czeka was jeszcze kilka przesłuchań, w tym w Ministerstwie.- obydwoje mieli ochotę uderzyć tego starego piernika za wypunktowanie im zmartwień związanych ze sprawą, w której byli świadkami. Doskonale wiedzieli co i jak, nikt nie musiał im o tym przypominać. - Wiem też, że takie sytuacje zbliżają do siebie...- poruszył sugestywnie brwiami przez co Gryfonce zrobiło się niedobrze a twarz Ślizgona wykrzywił grymas zniesmaczenia.
-Nie aż tak jak pan myśli. - przerwał mu szybko blondyn.
-A skąd wiesz, młody człowieku, w jakim sensie? - ponownie zachichotał zwiększając ich zażenowanie. - Nie chcę was surowo ukarać szlabanem ani odjęciem punktów, ostatnio dość już przeszliście, poza tym to nie jest taka ranga przewinienia i macie pewnie mnóstwo innych zajęć. Ale dam wam za karę małe zadanko. - westchnęli z cichą ulgą jednocześnie nadal czując odrobinę strachu. - Macie przygotować przepis na Eliksir Miłosny i uwarzyć go. Skoro tak bardzo lubicie spędzać ze sobą czas, że kontakt utrzymujecie nawet na lekcji to daję wam dwa tygodnie. Po upływie tego czasu chcę mieć na swoim biurku gotowy eliksir, który zaprezentujecie przy wszystkich obecnych.
-Ale ja nie lubię z nim spędzać czasu. - wypaliła Hermiona.
-Z wzajemnością. - odparł stojący obok chłopak.
-Nie możemy zrobić tego oddzielnie? - zaczęła prosić.
-Jeśli nie lubicie spędzać razem czasu to macie idealną okazję do polubienia. Razem i już. No, możecie iść. - wlokąc nogami po posadzce opuścili klasę. - Miłego dnia! - wykrzyknął jeszcze radośnie za ich plecami. Szatynka była jednak tak wściekła, że nawet nie miała ochoty dowiadywać się co było tak ważne, żeby koniecznie musieć pisać o tym liścik. Odeszła pośpiesznie do miejsca gdzie miała mieć kolejną lekcję.
  Uczeń domu Salazara miał ochotę spuścić sobie łomot za tak nieodpowiedzialny wyskok. Martwił się tylko o Blaisa a skazał się na całe godziny z wredną kujonicą. Pokręcił głową zdegustowany. Super, o ile się dało, to w tamtym momencie nienawidził siebie jeszcze bardziej niż przez ostatnie dwa lata.
  Lekcje mijały o wiele za wolno, czuli na sobie jeszcze więcej spojrzeń niż zazwyczaj, co graniczyło z cudem, ponieważ już do tej pory codziennie wpatrywali się w nich niemal wszyscy uczniowie na ich drodze. Draco dalej nie wiedział gdzie jest i co robi jego przyjaciel, a Hermiona nie miała najmniejsze ochoty rozmawiać z Ginny. Wizja wspólnej kary też wcale nie wydawała się kusząca. Kiedy w końcu zaczęła się przerwa na obiad obydwoje chcieli się ulotnić i nie jeść tego dnia. Żadnemu się nie udało. Ostatnią lekcję przed obiadem mieli oddzielnie, więc każde z nich szło z innego końca korytarza. On zamyślony, a ona z włosami lecącymi na oczy. Bum! Rozsypane książki i pergaminy, dwoje nastolatków z obolałymi od upadków tyłkami i świat, który wcale nie chciał się dla nich zatrzymać.
-Uważaj jak łazisz, idioto. Mam już dziś dość kłopotów przez ciebie. - syknęła masując sobie kolano.
-Z tego co widzę to nic ci się nie stało, no już, zbieraj graty. - zirytowany tym jak wolno Granger zbiera swoje rzeczy podał jej te podręczniki, których jeszcze nie podniosła z kamiennej podłogi.
-Wow, znowu zjawiasz się, gdy potrzebuję pomocy. Masz na mnie nastawiony radar? Czego chciałeś pisząc ten cholerny liścik? - niemal wyrwała mu swoją własność z ręki.
-Na pewno nie chciałem kary, tego możesz być pewna. - przewrócił oczami. - Skoro jesteś taką cudowną przyjaciółką to dlaczego jeszcze nie zauważyłaś, że Fenixa się nie pojawiła? - zapytał. Sam nieustannie walczył z wyrzutami sumienia. Osobiście cierpiał za każdą wojenną krzywdę czy ofiarę. Teraz chciał odpokutować i nie dopuścić by skrzywdzono kogokolwiek. Nie przewidział zdarzenia sprzed tygodnia, które tylko pogłębiło wyrzuty i sprawiło, że dobijający głos w głowie stał się głośniejszy.
-Blaise się nią wczoraj opiekował. Jasne, że się martwię, ale to Fen. Prędzej ona zrobi mu krzywdę niż odwrotnie. - poprawiła nieznośny kosmyk falowanych włosów.
-A ja chciałem się tylko dowiedzieć czy nie zwiali na Majorkę. - objaśnił spokojnie.
-To się dowiedziałeś. O szczegóły możesz dopytać mnie podczas wspólnego robienia przepisu. - prychnęła.
-A nie możemy tego zrobić oddzielnie i spotkać się jak wszystko będzie gotowe? - miał serdecznie dosyć ciągłego wpadania na Granger.
-Nie, bo to spieprzysz. - wygładziła białą koszulę.
-Jakie słownictwo, no no, pani prefekt... - pokręcił głową i pokazał jej dokładnie taki uśmiech jak wczoraj. Trochę prześmiewczy, trochę cyniczny a mimo wszystko z nutką sympatii.
-Taka jest prawda. Nie mam zamiaru niczego po tobie poprawiać. A teraz, kiedy już wiesz, że nasi przyjaciele są bezpieczni to może zniknij mi z oczu i dopiero potem ustalimy termin naszego spotkania, co, gołąbku pocztowy?  - kpiła z niego otwarcie, ale przestał czuć w jej głosie wrogość sprzed kilku lat.
-Odpokutuję, ale daruj sobie te paskudne żarty, proszę. - zrobił minę zbitego pieska. Gdyby łączyły ich inne relacje uznałaby to za zabawne. W tym momencie jednak Malfoy po prostu się nabijał. Zgoda spowodowała jedynie więcej szacunku, nie usunęła złośliwości.
-Jak chcesz odpokutować? - zignorowała jego głupie zachowanie.
-Zabieram cię na obiad. - wypalił.
-Słucham? - nie mogła uwierzyć. To na pewno głupi żart. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że zakochany w sobie arystokrata gdzieś ją zaprasza?
-Pójdziesz ze mną grzecznie do Wielkiej Sali, tak oto zapraszam cię na obiad. - delikatnie złapał ją za przedramię i pociągnął w odpowiednim kierunku. Po chwili, gdy minęło oszołomienie, uwolniła rękę z uścisku, jednak nadal podążała za nim.
-Jesteś żałosny. - uśmiechnęła się pod nosem kręcąc głową.
-Powtarzasz to tyle lat, że mogłabyś w końcu wymyślić coś nowego. - kiedy dotarli przed drzwi WS udał lokaja i przepuścił ją przodem cmokając przy tym znacząco.
-Nie mogłeś być głupszy, wiesz? Limit i tak został przekroczony. - niechętnie, ale przekroczyła próg a potem nie zwracając uwagi na to czy Malfoy idzie do swojego stolika, skierowała się prosto w kierunku Nevilla i Luny. Jednak ledwo opadła na ławę już obok niej pojawiła się Ginewra.
-Miałyśmy pogadać. - przypomniała lekko się uśmiechając.
-Gin, poczekaj, jeszcze nic dziś nie zjadłam. - nawet na nią nie spojrzała tylko nalała sobie na talerz pół wazowej łyżki zupy dyniowej. Zupa dyniowa. Znajomy zapach wcale nie kojarzący się dobrze. No tak! Przecież po przesłuchaniach dostali właśnie taką zupę! Odpędziła od siebie myśli o przesłuchaniach i Malfoyu, z którym teraz będzie musiała spędzić aż za dużo czasu.
-Jaka kara cię czeka za durne zachowanie Malfoya? - zapytał w końcu jej towarzysz. - Ten idiota sam powinien zostać ukarany.
-Spokojnie, Neville, już mu wygarnęłam. - gorąca zupa parzyła przełyk przywołując przy tym niemiłe wspomnienia minionego tygodnia. Hermiona skrzywiła się odsuwając od siebie talerz szybkim ruchem dłoni.
-A dostałaś jakąś karę? - zajął się obieraniem z mięsa udka kurczaka.
-Niestety. - mruknęła niemrawo.
-To niesprawiedliwe! - uderzył pięścią w stół.
-Ktoś powie mi o co chodzi? - wtrąciła się Luna, która czasami, tak jak tego dnia, siadała ze swoim chłopakiem i Gryfonkami.
-Już spieszę z wyjaśnieniami... - Hermiona zrobiła przerwę na zmęczone westchnienie po czym opowiedziała całą historię.
-Hermi, to nie jest fair wobec ciebie. Karę powinien mieć tylko on. - zauważyła białowłosa.
-Nie musicie mi tego mówić, wiem o tym doskonale sama.- do tej pory milcząca Ginny szturchnęła lekko Hermionę i zapytała :
-Możemy już iść skoro zjadłaś?
-Komu w drogę, temu czas.- dziewczyna Weasleya podniosła się z miejsca po kilku sekundach bicia się z myślami. Ta rozmowa i tak musiała się odbyć, mieszkały razem, nie uciekłaby od koleżanki w żadnym wypadku, nawet po zmianie sypialni i tak spotykałyby się na lekcjach. Lepiej załatwić to teraz.
-Znam jedno ustronne miejsce, na pewno lubisz takie, bo cały czas towarzyszą ci flesze. - zachichotała.
-Haha. - wywróciła oczami. W niezręcznej ciszy szły prosto do jednej z pustych teraz klas. Starsza z tej dwójki była zdeterminowana, chciała przebrnąć przez tą rozmowę i zaszyć się gdzieś na resztę przerwy.
-Wyluzuj, nie chciałam być niemiła.- panna Weasley spuściła wzrok.
-Ostatnio też nie chciałaś, co? Ale nie wyszło.- dotarły do pustej podczas przerwy klasy. Hermiona weszła pierwsza.
-Przepraszam, naprawdę.- ruda unikała spojrzenia szatynki.
-To nic nie znaczy. Ostatnio też przepraszałaś, prawda? Ginny, słuchaj, wiem, że na każdego wojna działa inaczej. Straciłaś brata, przyjaciół. Ale wyobraź sobie, że moi przyjaciele też nie żyją, do dzisiaj nie odnalazłam rodziców, nie jesteś w tym sama, do cholery! - podniosła głos ku zdziwieniu i swoim i przyjaciółki. - Znalazłam z Draco półżywą Pansy i ostatnim o czym chcę pamiętać są właśnie wojna i ten widok. Rzadko zdarza mi się zagadać dłużej z Nevillem i Luną, pozostali traktują mnie jak jajko i praktycznie nikt ze mną nie rozmawia. Też mam swoje osobiste kłopoty, z których niekoniecznie jestem zobowiązana ci się zwierzać jeśli nie chcę! Ale myślałam, że się znamy i przyjaźnimy, że mnie rozumiesz, że wiesz jak to jest, gdy z dnia na dzień wbrew własnej woli stałaś się jakąś specyficznego rodzaju pseudo gwiazdą! Unikałam pytań, wszystkiego tego co rozdrapywało rany, ale kto wbił mi kolejny nóż w plecy? Właśnie ty, Ginewro! Jak możesz mieć pretensje, że nic nie wiesz i wypytywać mnie o szczegóły?! Czego oczekiwałaś, że opowiem Ci ze szczegółami najdrobniejsze elementy?! A tego właśnie chciałabyś na miejscu Pansy?! Jak możesz zarzucać mi niewierność skoro to twój brat wysłał mi odkąd tu jestem tylko jeden list gdzie wypisywał komplementy o tym jaki to on jest bohaterski i jak to mnie obroni? Kocham go, nie waż się więcej mówić mi, że go zdradzam, dotarło?! Nie mam prawa mieć dość?! Dlaczego wszyscy wiedzą lepiej ode mnie jaka jestem, jaka być powinnam, wyidealizowany wizerunek bohaterki! Dlaczego każdy czegoś oczekuje?! Mam, do jasnej cholery, 17 lat, w mugolskim świecie nie jestem nawet pełnoletnia! Mam dość! Ciągle muszę się dostosowywać to tego jak mnie widzicie a to już dawno przestałam być ja! Spieprzaj! Wszyscy spieprzajcie! - szybko porwała z blatu torbę i wybiegła z pomieszczenia trzaskając drzwiami. Osłupiała Ginny przez dłuższą chwilę nie ruszała się z miejsca.
  Dracon, kiedy zobaczył, że ta kujonica w końcu usiadła, udał się do swojego stołu. Zanim zdążył się zorientować co dziś chciałby wcisnąć w siebie w celu przeżycia obok pojawiła się jego ''dziewczyna''.
-Kotek, słyszałam, że dostałeś szlaban. - usta miała w kolorze zaschniętej krwi.
-Nie szlaban tylko karę. Słuchaj uważnie zanim zaczniesz mleć ozorem. - nie mógł nic na to poradzić. Szanował kobiety, ale paradoksalnie ta, z którą się spotykał okazała się najmniej przez niego szanowaną. Dokładnie w tym momencie dotarło do niego, że nawet Granger dostawała od niego ostatnio więcej troski. Jeżeli nadal będzie traktował swoją ''poczwarę'' ( jak zwykł ją nazywać Zabini) jak powietrze to w końcu nawet ona go zostawi.
-Ojeju. - przeplotła przez palce wylakierowane włosy.
-Siadaj. - przesunął się lekko a ona niczym połamana kocica usiłująca być seksowna zaległa obok.
-Za co ta kara? - wyjęła lusterko z torebki pokrytej cekinami.
-Za nic ważnego. Na pewno pomiędzy moimi licznymi obowiązkami znajdzie się chwilka dla ciebie. - wymruczał, choć już sam ton z trudem przechodził mu przez gardło.
-A dziś wieczorem taka się znajdzie? - był gotów powiedzieć, że nawet za parę minut, ale uświadomił sobie, że jeszcze nie wie kiedy czeka go pisanie przepisu z gryfonicą - kujonicą. Czyli jak najszybsze przebycie męki jakiej była randka z '''poczwarką'' odpadało. Pozostawała opcja przeniesienie tego na inne dni tygodnia.
-Umówimy się potem, dziś odpada. - przy niej nawet jedzenie wydało się być męczące. Szybko wstał od stołu tłumacząc się, że zostawił podręcznik w jednej z klas. Resztę przerwy spędził spokojnie w pustym korytarzu. Było tam chłodno i wilgotno, jak w lochach, w których uratował Granger.
   Trzy kolejne godziny minęły jak mrugnięcie oka. Złość Hermiony opadła ustępując miejsca dla niesamowitego żalu. Dopiero dzisiaj do niej dotarło jak bardzo tęskni za czasem, gdy mogła być sobą, a w ''Modnej czarodziejce'' nikt nie umieszczał jej zdjęć z Ronem. Chciała cofnąć czas tak, żeby nigdy nie wyć z rozpaczy po tym jak zdjęcia z pogrzebu Freda ukazały się w "Proroku codziennym'' okraszone komentarzem co do stylizacji i zachowań całej rodziny.Łudziła się, że po wszystkim dalej będzie w miarę przeciętną dziewczyną, że tragedie zbliżają, że wojna pokazuje wyłącznie najlepsze ludzkie cechy, a na cudzej rozpaczy nie powinno się zarabiać. Niestety, było zupełnie inaczej. Dzwonek oznajmiający wolne popołudnie wyrwał ją z niemiłych rozmyślań. Jej wcześniejsza rozmówczyni nie pojawiła się już na zajęciach po tym jak wysłuchała najgłębiej skrywanych uczuć swojej współlokatorki, jednak starsza z tej dwójki nie czuła się zmartwiona, Gin przypominała z charakteru Fenixę, raczej to ona zaczęłaby atak niż zostałaby zaatakowana. Poza tym, sama zaczęła a w Hermionie dziś geny potulnego kotka zostały schowane najgłębiej jak się dało. Miała zamiar, póki zadziorność nie ustępowała, ustalić spotkanie z Malfoyem. Rzadko czuła u siebie taką determinację jak dziś, więc postanowiła to wykorzystać i z prędkością światła ruszyła na poszukiwanie sprawcy dzisiejszego zamieszania. Omijała zwinnie całe tabuny nastolatków. W końcu dotarła na miejsce koło schodów prowadzących do lochów. Poczekała zaledwie kilka minut a już pojawił się Malfoy.
-Możesz skończyć mnie prześladować? Jesteś parszywie nieznośna! - jęknął, choć oczy dziwnie mu błyszczały ognikami, które ostatnio pojawiły się w jego źrenicach w pierwszej klasie.
-Dzisiaj o 19 widzę cię pod drzwiami biblioteki. Jeżeli się nie stawisz lub spóźnisz idę do profesora i zarobisz szlaban, żeby było jasne! - wycelowała w niego swoim chudym palcem.
-Spokojnie, bo się przestraszę. - roześmiał się po czym niemal przyjacielsko poklepał ją po ramieniu i rzucił jeszcze tylko - To do zobaczenia! - zniknął w lochach. Potraktował ją tak protekcjonalnie jakby była dzieckiem. Nagle, zupełnie wbrew logice, która powinna nakazywać zwiększenie gniewu za takie traktowanie, silne emocje całkiem opadły. Pozostała doskonale znana pustka i ... nieśmiały uśmiech. Przecież blond bubek nie potraktował jej tak dlatego, że ją lubi. Widocznie jej zachowanie musiało być na tyle zabawne, że ją wyśmiał swoim podejściem. Może i miał rację? Jej złość na niego już nic nie zmieni, bo i tak są skazani na swoje towarzystwo. Kręcąc głową nad swoim niedawnym wybuchem wróciła do siebie.
  Tym czasem Draco skierował się nie do swojego pokoju, a do dormitorium panny Romanow. Zapukał mocno do drzwi.
-Stary, wyłaź, jesteś tam a ja to wiem! - jeszcze raz uderzył.
-Już lecę otworzyć, luz! - dobiegł do damski głos. Otworzyła czerwonowłosa, szczupła dziewczyna w czarnych jeansach i obcisłej, fioletowej koszulce bez nadruków.
-Gdzie jest twój kochanek? I jak po wspólnej nocy, sprawdził się? - silił się na bycie zabawnym, ale jak zauważył, o zgrozo, przy Granger ostatnio wychodziło mu to trochę lepiej.
-Jesteś żałosny, naprawdę. Włazisz? Jego tu nie ma. Wyspaliśmy się, zjedliśmy jego słodycze i sobie poszedł. Pojawimy się na kolacji, uprzedzając twoje kolejne pytanie, trzeźwi. Nie korzystałam z jego doświadczenia. Spaliśmy razem, fakt, ale w jednym wyrku, nawet mnie nie dotykał w sposób, w który macasz Astusię. - uśmiechnęła się przebiegle.
-Ohyda! - skrzywił się z obrzydzeniem. - Jeśli nic wam się nie stało to idę do siebie.
-Do zobaczenia Dracusiu! - zapiszczała udając głos ''Astusi''. Ślizgon wrócił do swojego dormitorium, w którym zastał nie kogo innego jak Zabiniego z butelką trunku w dłoni.+
-Wczoraj ona piła teraz ty?- jego zdegustowany przyjaciel uniósł brew.
-Nie pytaj.
-Nie miałem zamiaru. Zarobiłem karę. Muszę szybko odrobić lekcje i spadać na tortury.
-To miłej nauki. Idę się przejść. Pokujonię wieczorem, połóż mi na łóżko notatki jak już skończysz. Dzięki. - nie czekając na odpowiedź odstawił butelkę na nocką szafkę i po prostu wyszedł.
  Godzinę przed kolacją panna Granger ubrana w zwykłe jeansy marmurki i białą bluzkę w czarne paski (rękaw 3/4) siedziała na swoim łóżku czytając książkę. Prace domowe odrobione, treści przyswojone, a wszystkie książki z biblioteki Hogwartu już dawno przeczytane. Obecnie przerzuciła się na literaturę mugolską. Jako ogromna fanka Szekspira miała już za sobą wszystkie książki o nim oraz niemal wszystkie jego sztuki, właśnie kończyła ostatnią. Wtedy drzwi uchyliły się a w nich stanęła Ginny.
-Martwiłam się już o ciebie. - powiedziała spokojnie Hermiona patrząc znad książki.
-Jaaaasne. Uważaj, bo ci jeszcze uwierzę. - prychnęła.
-A dlaczego miałabyś nie? I gdzie byłaś? - powolnym ruchem dłoni odłożyła książkę na bok.
-Bo muszę przyznać ci rację. Nie byłam dobrą przyjaciółką. Ale ty też nie jesteś bez winny, przyszła Weasley! - uśmiechnęła się słabo, jakby na siłę, ale nie było w niej gniewu. Próbowała być zabawna.
-A gdzie zawiniłam, przyszła Potter, co? - Hermiona związała włosy w kucyk, który tak bawił Malfoya.
-Straciłam brata, nie tylko ty czułaś się samotna. A jednak... Kurs aurorów zabrał mi chłopaka i brata, a sława jeszcze przyjaciółkę. Byliście pod ciągłym ostrzałem dziennikarzy, nie myślałam, że tego nie chcesz, miałam wrażenie, że się tak dystansujesz do wszystkich, bo zostałaś diwą, gwiazdą. Byłam zbyt skupiona na swoim żalu, żeby dostrzec cudzy. Ale w tobie również nie było wsparcia. Po ukazaniu się w prasie zdjęć z pogrzebu płakałam, a ty zamknęłaś się w pokoju, rzuciłaś odpowiednie zaklęcia i nie pytałaś jak czują się inni. Obydwie zawiodłyśmy w tym momencie. Uciekłaś w naukę, ja w spotkania. Ale czułam, że uciekasz ode mnie. Wyszłaś z przedziału i choć miałaś ku temu powód to ja byłam zła. A potem ta cała akcja, gdzieś w tym moim żalu była myśl ''Pewnie celowo ZNOWU była na miejscu zdarzenia. CHCE LŚNIĆ!''. To płytkie, wiem. Po prostu Ron ma ten swój kurs, Harry też, chciałam akceptacji, poczucia bezpieczeństwa, które wbrew pozorom nie pojawiło się wraz z końcem wojny. Liczyłam, że jeśli nadal jestem dla ciebie ważna to mi to wszystko opowiesz, co się stało, jak było. Nie powiedziałaś. A do tego ta akcja z Malfoyami. Ja... bałam się, że stracę nie tylko przyjaciółkę, ale szansę na szczęście dla mojego brata. Nie jest święty i ostatnio kompletnie cię zlewa, to fakt, ale on cię kocha. Gdzieś tam na dnie próżnego serca jest miłość. Nie chciałam, żebyś ją odtrąciła dla kogoś takiego jak ten cały Ashton. I był też ostatni powód, chyba najpłytszy, najbliższy temu co czują nieznający cię ludzie, najbardziej przez ciebie znienawidzony. - zawiesiła głos po długiej przemowie.
-Kontynuuj. - powiedziała Hermiona aksamitnym głosem.
-Ja... to znaczy ty... Oh, to bez sensu. Daj mi moment. - usiadła na łóżko, poprawiła rude włosy po czym kontynuowała. - Bo... jesteś jakby symbolem. Ludzie szukają symboli, czegoś co im się kojarzy ze szczęściem, bezpieczeństwem. W obecnych czasach potrzebują też symboli niedawnej wygranej. Ty, Harry i Ron nimi jesteście. Jesteście symbolami. Każdy kto was nie zna tworzy sobie z was idoli, szuka w was jakiejś opoki. Póki wy jesteście, póki nie macie z kim walczyć i zachowujecie spokój znaczy, że jest dobrze. Dla obcych nie jesteście już ludźmi, jesteście bohaterami a to odbiera prawo do normalności i człowieczeństwa na poziomie innych, przykro mi, że tak jest. Jeśli ktoś was zna to tak tego nie widzi. Dostrzega ludzi, problemy, rozterki, emocje. Chyba, że jest czymś zaślepiony. Wtedy nie dostrzega nic. A ja byłam zaślepiona lękiem przed stratą, ogólnie lękiem, boję się spać, dręczą mnie koszmary, do tego czułam swój żal a innym podświadomie odbierałam prawo do cierpienia. Wracając... kiedy się ode mnie odsunęliście a ja do tego oślepłam emocjonalnie to zrobiłam sobie z was symbole. Harry i Ron byli daleko, kurczowo trzymałam się ciebie. A kiedy ty zaczęłaś stawać się inna czułam, że niedługo runie wszystko. Dopiero wczoraj postanowiłam pogadać, bo te nagromadzone emocje i wybuch były żałosne a przeprosiny raczej mętne. Ale po twoim dzisiejszym wybuchu zrozumiałam kim jesteś. Moją dawną przyjaciółką a nie pieprzonym pomnikiem zwycięstwa. Przepraszam. Nie oczekuję, że nadal będziemy się przyjaźnić.
-Ginny... - Hermiona wstała. - Będziemy, ale daj mi to przemyśleć. Idę na kolację. Pogadamy kiedy wrócę, dobrze? - widząc niepewne kiwnięcie głową pobiegła na kolację czując rosnącą gulę w gardle.
Wpis miał być wcześniej, ale z różnych osobistych przyczyn nie wyszło. No nic. Ważne, że jest dziś, teraz. W URODZINY BLOGA! Mam nadzieję, że rozdział sprostał Waszym wymaganiom i nadaje się na jego święto :D. Dziękujemy Wam za cały rok z nami, naszą twórczością, dziękujemy Wam za cierpliwość, sporą liczbę wejść, wszystkie ciepłe słowa i komentarze. Pierwsza osoba, która złoży pod tym postem zamówienie je dostanie! :D. A niedługo drugi prezent dla Was, czytelników : Zakończenie ''Chorej miłości''! Postaram się do końca tego tygodnia, ale jest teraz dość ciężki czas, więc może się okazać, że będzie w przyszłym. No nic, bo i tak pojawi się wcześniej niż planowałam :D. Jeszcze raz Wam dziękujemy i życzymy sobie wszystkiego co najlepsze, haha :D. + szykuje się jeszcze jedna urodzinowa niespodzianka, hihi, postaram się ją zrobić jak najszybciej, może nawet w dzień po urodzinach pojawi się na blogu, wypatrujcie :D.
Z rozdziału jestem raczej zadowolona, ponieważ pojawił się rys psychologiczny postaci, widać co się dzieje, to wszystko nadało im głębi, choć miało być ciut dłużej (nadrobię przy kolejnym) i nie jest zbetowany, bo potrzeba go dodać zaraz, już. No cóż, wybaczcie a ja lecę zgasić świeczki na blogowym torcie :D.